Oj mądrze mówisz. Ja Hobbita przeczytałam po obejrzeniu pierwszej części filmu (w sumie to mu można policzyć jako plus - wiele osób skłonił do sięgnięcia po książkę) i byłam zawiedziona i książką, i filmem. Filmem, bo nie zgadzał się z książką i na moje oko dał mi o wiele więcej przyjemności, niż lektura Hobbita, a książką, ponieważ przez cały czas czekałam na Białego Orka nieświadoma, że na stronach powieści nie ma takiej postaci. Aha. Tak jak i ty nie bardzo lubię styl Tolkiena, ale mam ogromny szacunek do ogromu pracy i pomysłowości, jakiej wymagało stworzenie Śródziemia <3 A co do filmu, to po dziś dzień nie obejrzałam wszystkich części w całości. Mam je w domu (bo tata stał się ogromnym fanem filmu) ale nie czuję potrzeby oglądnięcia zakończenia, tak więc ostatnie 2 części widziałam w strzępkach, kiedy akurat przechodziłam przez salon kiedy oglądał je tata :') i niechaj tak zostanie :D Zaczytanego 2017! Q.
"Grawitacja nie działa" - scena z Legolasem skaczącym po kamieniach w trzeciej części chyba przejdzie do historii :D Ale w sumie, to we "Władcy pierścieni" miał nie kończący się zapas strzał (za to w "Hobbicie" mu ich zabrakło :D). Ja naprawdę ubolewam, że podzielili książkę na trzy filmy, bo dzieło Tolkiena uwielbiam. Na plus oczywiście idzie sceneria i wydaje mi się, że nawet ten klimat był całkiem odczuwalny, ale zwyczajnie niektóre momenty filmu wydawały mi się zbyt rozciągnięte, a cała akcja skumulowała się w "Bitwie Pięciu Armii" :/
Mogę się pod tym podpisać. Niby fajnie obejrzeć, ale gdyby zrobić z tego jeden porządny film, to byłoby dużo lepiej. Dzieciaki po prostu obejrzałyby ten film za kilka lat. ;)
Hej, trafiłam ta Twojego bloga, bo zauważyłam jakiś Twój krytyczny komentarz. Zaintrygowałaś mnie tym, ponieważ bardzo lubię obiektywne opinie i na takich blogerów poluję. :) Jest tyle książek na świecie i nie ma potrzeby tracić czasu na te niegodne uwagi. Będę zaglądać częściej, pozdrawiam. https://faanbook.blogspot.com/
Cóż, trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Powiem tak: naprawdę lubię te filmy, nawet bardzo lubię, dobrze mi się je oglądało i chętnie do nich wracam, jeśli akurat puszczą w tv. Ale co racja, to racja - Jackson rozciągnął niezbyt grubą książkę na trzy długie filmy, co jest baaardzo widoczne. Co najlepsze, chyba sam zdawał sobie sprawę, że za bardzo chce to przedłużyć, skoro wcisnął wątki i bohaterów, których pierwotnie nie było, a zwykłe, niewnoszące za wiele sceny trwają niesamowicie długo. Niby stworzył fajny, baśniowy klimat kina familijnego, jak wspomniałaś - ale to niestety odebrało nieco z prawdziwej tolkienowskiej magii. Szkoda. rude-pioro.blogspot.com
Przyznaję - Hobbita oglądało się przyjemnie za pierwszym razem, ale przy każdej kolejnej próbie nie byłam w stanie dotrzeć do końca - zanudzało mnie. Historia opowiedziana z rozmachem, ale zdecydowanie za długo i ze zbyt wieloma bezsensownymi dodatkami. Historię o Hobbicie bez problemu można by opowiedzieć w jednej części, w całości i sądzę, że nie straciłaby wiele w stosunku do całej trylogii (ba, może by nawet wypadła lepiej).
Nie oglądałam ostatniej części, ale w 3D dwie pierwsze to prawdziwa frajda, o ile nie skupiasz się na tym, że to na podstawie książki, bo z książki to ma tylko główną oś :D
Bardzo lubię książkową wersję dlatego trochę obawiałam się filmowej, podzielonej na trzy części. Ale miałam nadzieję, jednak pierwsza część mnie nie zaciekawiła. Pewnie kiedyś obejrzę dwie pozostałe, ale ... nie spodziewam się po nich dużo.
Lubię Tolkiena, WP to jedna z lepszych serii, jakie kiedykolwiek przeczytałam, ale zupełnie na luzie podchodzę do Hobbita. Mnie ogólnie rzadko kiedy ruszają jakiekolwiek ekranizacje - jak książka jest świetnie odwzorowana to super, a jak nie - też super. Film rządzi się swoimi prawami i eksponowanie treści zależy od wybranej grupy odbiorców. Najwyraźniej Jackson chciał, żeby Hobbit był łatwy w odbiorze, dostarczał tylko i wyłącznie rozrywki. Trudno. Mi tam miło się go ogląda ;D.
Nie oglądałam nigdy w całości ani "Władcy pierścieni" ani "Hobbita", nie próbowałam też czytać i chyba nie chcę, bo to jakoś nie moje klimaty, ale to o czym piszesz... tak, to kręcenie filmów, głupie żarciki i wymuszony wątek miłosny przypomina mi bardzo schematy dzisiejszych filmów! Pozdrawiam. #SadisticWriter
Mimo nieudanej próby obejrzenia pierwszej części Hobbita (wygrał sen), chciałabym kiedyś przeczytać tę historię. Może nie planuję jej przeczytać w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno :) Pozdrawiam serdecznie- http://strefawyobrazni.blogspot.com
oglądałem niektóre i może kiedyś przeczytam z tych ciekawych książek, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja kiedyś miałem w ręku starsze wersję hobbita, i dosyć ciekawe i to było pamiętam w podstawówce ale jakoś nie zaciekawiła mnie wtedy. może teraz zacznie.
Jeśli chodzi film zgadzam się w 200%. Miła i przyjemna trylogia familijna, ładnie i efektywnie zrobiona. Niestety nic więcej. Nie mam pojęcia jak z Hobbita zrobili tyle samo filmów co z Władcy Pierścieni, gdzie liczba stron jest.. Zdecydowanie różna. :P To prawdziwy obraz komercjalizacji kultury i aż boli. Ale Tolkiena.. No co tu dużo mówić - kocham. :)
PS. Miałam dokładnie takie same wrażenie! Wątek romantyczny był strasznie pod publikę. Tak jakby film bez romansu był filmem straconym. Czy nie można czasami nie wciskać do filmu WSZYSTKICH chwytów na podwyższenie oglądalności? Smoki były? Były. Odhaczamy. Wątek romantyczny był? Był i odhaczamy. Sceny grozy były? Zabawne sceny były? Magia była? Małe słodkie zwierzątka były? Kilkoro dzieci było? No błagam.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Oj mądrze mówisz. Ja Hobbita przeczytałam po obejrzeniu pierwszej części filmu (w sumie to mu można policzyć jako plus - wiele osób skłonił do sięgnięcia po książkę) i byłam zawiedziona i książką, i filmem. Filmem, bo nie zgadzał się z książką i na moje oko dał mi o wiele więcej przyjemności, niż lektura Hobbita, a książką, ponieważ przez cały czas czekałam na Białego Orka nieświadoma, że na stronach powieści nie ma takiej postaci. Aha. Tak jak i ty nie bardzo lubię styl Tolkiena, ale mam ogromny szacunek do ogromu pracy i pomysłowości, jakiej wymagało stworzenie Śródziemia <3
OdpowiedzUsuńA co do filmu, to po dziś dzień nie obejrzałam wszystkich części w całości. Mam je w domu (bo tata stał się ogromnym fanem filmu) ale nie czuję potrzeby oglądnięcia zakończenia, tak więc ostatnie 2 części widziałam w strzępkach, kiedy akurat przechodziłam przez salon kiedy oglądał je tata :') i niechaj tak zostanie :D
Zaczytanego 2017!
Q.
www.doinnego.blogspot.com
Dziękuję :)
Usuń"Grawitacja nie działa" - scena z Legolasem skaczącym po kamieniach w trzeciej części chyba przejdzie do historii :D Ale w sumie, to we "Władcy pierścieni" miał nie kończący się zapas strzał (za to w "Hobbicie" mu ich zabrakło :D).
OdpowiedzUsuńJa naprawdę ubolewam, że podzielili książkę na trzy filmy, bo dzieło Tolkiena uwielbiam. Na plus oczywiście idzie sceneria i wydaje mi się, że nawet ten klimat był całkiem odczuwalny, ale zwyczajnie niektóre momenty filmu wydawały mi się zbyt rozciągnięte, a cała akcja skumulowała się w "Bitwie Pięciu Armii" :/
Meh, chyba jednak wole niekończące się strzały :D Podejrzewam, że "Hobbit" tym brakiem strzał zażartował sobie trochę z tego ;P
UsuńMogę się pod tym podpisać. Niby fajnie obejrzeć, ale gdyby zrobić z tego jeden porządny film, to byłoby dużo lepiej. Dzieciaki po prostu obejrzałyby ten film za kilka lat. ;)
OdpowiedzUsuńHej, trafiłam ta Twojego bloga, bo zauważyłam jakiś Twój krytyczny komentarz. Zaintrygowałaś mnie tym, ponieważ bardzo lubię obiektywne opinie i na takich blogerów poluję. :) Jest tyle książek na świecie i nie ma potrzeby tracić czasu na te niegodne uwagi. Będę zaglądać częściej, pozdrawiam. https://faanbook.blogspot.com/
OdpowiedzUsuńHuh, dzięki :D Ja po prostu raczej jestem narzekaczem, cóż zrobić :D
UsuńCóż, trudno mi się z Tobą nie zgodzić. Powiem tak: naprawdę lubię te filmy, nawet bardzo lubię, dobrze mi się je oglądało i chętnie do nich wracam, jeśli akurat puszczą w tv. Ale co racja, to racja - Jackson rozciągnął niezbyt grubą książkę na trzy długie filmy, co jest baaardzo widoczne. Co najlepsze, chyba sam zdawał sobie sprawę, że za bardzo chce to przedłużyć, skoro wcisnął wątki i bohaterów, których pierwotnie nie było, a zwykłe, niewnoszące za wiele sceny trwają niesamowicie długo. Niby stworzył fajny, baśniowy klimat kina familijnego, jak wspomniałaś - ale to niestety odebrało nieco z prawdziwej tolkienowskiej magii. Szkoda.
OdpowiedzUsuńrude-pioro.blogspot.com
Przyznaję - Hobbita oglądało się przyjemnie za pierwszym razem, ale przy każdej kolejnej próbie nie byłam w stanie dotrzeć do końca - zanudzało mnie. Historia opowiedziana z rozmachem, ale zdecydowanie za długo i ze zbyt wieloma bezsensownymi dodatkami. Historię o Hobbicie bez problemu można by opowiedzieć w jednej części, w całości i sądzę, że nie straciłaby wiele w stosunku do całej trylogii (ba, może by nawet wypadła lepiej).
OdpowiedzUsuńHobbita oglądałam raz i mi to wystarczy ;)
OdpowiedzUsuńNie oglądałam ostatniej części, ale w 3D dwie pierwsze to prawdziwa frajda, o ile nie skupiasz się na tym, że to na podstawie książki, bo z książki to ma tylko główną oś :D
OdpowiedzUsuńJa oglądałam tylko jedną część i to nie całą ;)
OdpowiedzUsuńOglądalam jedynie pierwsza część, książki nie czytałam. Lubie Twoje recenzje, zawsze są takie szczere i obiektywne.
OdpowiedzUsuńdziękuję ;)
UsuńBardzo lubię książkową wersję dlatego trochę obawiałam się filmowej, podzielonej na trzy części. Ale miałam nadzieję, jednak pierwsza część mnie nie zaciekawiła. Pewnie kiedyś obejrzę dwie pozostałe, ale ... nie spodziewam się po nich dużo.
OdpowiedzUsuńLubię Tolkiena, WP to jedna z lepszych serii, jakie kiedykolwiek przeczytałam, ale zupełnie na luzie podchodzę do Hobbita. Mnie ogólnie rzadko kiedy ruszają jakiekolwiek ekranizacje - jak książka jest świetnie odwzorowana to super, a jak nie - też super. Film rządzi się swoimi prawami i eksponowanie treści zależy od wybranej grupy odbiorców. Najwyraźniej Jackson chciał, żeby Hobbit był łatwy w odbiorze, dostarczał tylko i wyłącznie rozrywki. Trudno. Mi tam miło się go ogląda ;D.
OdpowiedzUsuńzgadzam się. samo rozciąganie chudej książeczki na trzy filmy jest śmieszne, przecież niektóre wątki zostały dodane na siłę... a szkoda. pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńNie oglądałam nigdy w całości ani "Władcy pierścieni" ani "Hobbita", nie próbowałam też czytać i chyba nie chcę, bo to jakoś nie moje klimaty, ale to o czym piszesz... tak, to kręcenie filmów, głupie żarciki i wymuszony wątek miłosny przypomina mi bardzo schematy dzisiejszych filmów!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam.
#SadisticWriter
Wstyd, nie czytałam i nie oglądałam. :o I jakoś średnio mam ochotę nadrabiać te zaległość. :)
OdpowiedzUsuńNie przepadam za fantastyką. Wolę Saj Faj XD
OdpowiedzUsuńAle fantastyka to jest SF ;p Mówisz o fantasy
UsuńDlatego jestem za tym, żeby niektórych książek już na siłę w ogóle nie ekranizować, bo potem wychodzą takie kwiatki, że aż szkoda oglądać. ;/
OdpowiedzUsuńNie oglądałam, nie czytałam :D
OdpowiedzUsuńCiekawa recenzja.
Pozdrawiam!
lublins.blogspot.com
Mimo nieudanej próby obejrzenia pierwszej części Hobbita (wygrał sen), chciałabym kiedyś przeczytać tę historię. Może nie planuję jej przeczytać w najbliższym czasie, ale kiedyś na pewno :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie- http://strefawyobrazni.blogspot.com
oglądałem niektóre i może kiedyś przeczytam z tych ciekawych książek, każdy znajdzie coś dla siebie. Ja kiedyś miałem w ręku starsze wersję hobbita, i dosyć ciekawe i to było pamiętam w podstawówce ale jakoś nie zaciekawiła mnie wtedy. może teraz zacznie.
OdpowiedzUsuńAle Hobbit to tylko jedna, krótka książeczka... ;P
UsuńJeśli chodzi film zgadzam się w 200%. Miła i przyjemna trylogia familijna, ładnie i efektywnie zrobiona. Niestety nic więcej. Nie mam pojęcia jak z Hobbita zrobili tyle samo filmów co z Władcy Pierścieni, gdzie liczba stron jest.. Zdecydowanie różna. :P To prawdziwy obraz komercjalizacji kultury i aż boli. Ale Tolkiena.. No co tu dużo mówić - kocham. :)
OdpowiedzUsuńPS. Miałam dokładnie takie same wrażenie! Wątek romantyczny był strasznie pod publikę. Tak jakby film bez romansu był filmem straconym. Czy nie można czasami nie wciskać do filmu WSZYSTKICH chwytów na podwyższenie oglądalności? Smoki były? Były. Odhaczamy. Wątek romantyczny był? Był i odhaczamy. Sceny grozy były? Zabawne sceny były? Magia była? Małe słodkie zwierzątka były? Kilkoro dzieci było? No błagam.