Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zalenia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zalenia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 7 lutego 2016

Magia w Zalenii

Dawno nie było tu posta opisowego o Zalenii, trochę z powodu mojego lenistwa, trochę z powodu braku czasu, ale w końcu coś dla Was mam :) Jeśli nie wiecie o czym mowa, polecam zajrzeć najpierw tutaj i zapoznać się z materiałami w tamtym poście.
Jak pewnie widzicie, dziś na tapet bierzemy temat magii - opiszę jak wygląda, jak mniej więcej działa i o co z nią tak właściwie chodzi :)

Magia - czym jest?
Wszechobecna energia, krążąca wokół, wzięta znikąd. Moc tworząca się w umyśle. Albo moc pochodząca od żyjących istot wokół. Co świat, to inne wyjaśnienie jej pochodzenia, jeśli w ogóle takie jest. W moim świecie jest jednak, od samego początku, czymś nieco... innym, a przynajmniej tak mi się wydaje. Mianowicie, według teorii magów magia to moc pochodząca od istoty, będącego najwyższym bóstwem, które stworzyło wszystko i wszystkich: pozostałych bogów, ludzi, wszelkie rasy, cały świat Zalenii. Przez władających magią, zwana jest Loresą. Jako wszechpotężny byt pozwala istotom ziemskim czerpać ze zgromadzonej w sobie mocy, w jakim jednak stopniu i czego za to chce? O tym już za chwilę :)


Stopnie władania magią
Loresa sama przydziela, komu pozwoli korzystać ze swojej mocy i w jakim stopniu. W praktyce, każdy mieszkaniec Zalenii może w jakiś sposób z niej czerpać, jednak niewielu zdaje sobie z tego sprawę. Wyróżniamy trzy, a właściwie cztery stopnie władania magią, z czego jeden nie jest uznawany przez wszystkich magów, i sposoby czerpania mocy od niej.

Stopień pierwszy może osiągnąć każdy. Nie wymaga on kontaktu z Loresą samą w sobie, a to, na ile zostanie opanowany zależy od ćwiczącego. Można powiedzieć, że dzięki niemu opanować można najprostsze sztuczki: przyciąganie przedmiotów z niewielkich odległości, przeczuwanie zagrożeń, wyciszanie dźwięków. Osoba, która zda sobie sprawę z takich umiejętności i zacznie nad nimi w jakiś sposób panować, nazywana jest czarownikami. Nie ma zwykle nic wspólnego z wielkimi magami - często traktowana jest jako zwykły, miejski, czy wiejski szaman.
Należy tu dodać, że to, w jakim stopniu osoba może opanować te podstawowe umiejętności, jest zależne od rasy, z której się wywodzi. Ludzie mają ten dar mocno ograniczony, elfy - już zdecydowanie mniej. Południowe olbrzymy zwykle z natury potrafią jako tako panować nad tym, w którym kierunku wiatr zawiewa śnieg, a trytony potrafią kontrolować prądy morskie, pozwalające im na komunikacje. W świecie Zalenii takie umiejętności nikogo nie dziwią, mimo, że i owszem, jest to pierwszy stopień władania magią.

Z drugim nie ma tak łatwo. Osiągnąć go moją tylko osoby konkretnie wybrane przez Loresę. Czym się kieruje przy wyborze - tak naprawdę, nikt nie wie, bo wśród magów, jak i wśród każdego społeczeństwa, zdarzają się i ludzie dobrzy, i źli, i głupi, i mądrzy. W Zalenii jednak nie ma zwykłych magów, ot takich standardowych, rzucających zaklęcia, machając kosturami, czy różdżkami. Każdy mag ma przypisaną sobie dziedzinę, czy rzecz, w której jest po prostu dobry. O podstawowych podziałach napiszę jednak w innym podpunkcie :)
Z drugim stopniem wiążą się, można by rzec, dwie rzeczy. Pierwsza, to odpowiedzialność. O ile lewitować sobie kanapkę można bez większego kosztu - tak, jakby taka umiejętność była naturalna i wynikała z budowy świata - o tyle, korzystając ze swojego daru, należy już za to jakoś zapłacić. Zwykle każdy mag ma swój sposób płacenia za korzystanie z mocy, po różnym stopniu ich użycia. Jednych będzie bolała głowa, inni będą tracili energię, ktoś będzie po prostu zasypiał, popadał w obłęd, albo - co też się zdarza - zabijał, by móc z niej korzystać.
Druga istotna rzecz przy drugim stopniu, to wręcz przymus przynależenia do stowarzyszenia magów, Bractwa Błękitnego Feniksa (o nim kilka słów później) - w Zalenii mają oni swego rodzaju monopol na zwerbowanie magów.
Warto wspomnieć tu o tym, że takie osoby nie kontaktują się bezpośrednio ze źródłem swojej mocy. Dostały dar, mają talent, czasem dręczą ich dziwne przeczucia, jednak poza tym, nie ma w nich nic nadzwyczajnego. Mag-wizjoner będzie miał wizje, a ten od wiatru będzie nim władał i... tyle. Tak po prostu.


Trzeci stopień jest ostatnim z podstawowych. Osoby, które go dostąpią, zdarzają się niezwykle rzadko, ale mimo wszystko, pojawiają się w Zalenii. Zwykle jednak nie istnieje więcej, niż jedna taka osoba, poza tym bywa, że zdarza się raz na kilka-kilkaset lat. Takie istoty nazywa się często Dziećmi Loresy, lub wichrzycielami, właśnie z powodu specyfiki posiadanych umiejętności, które często zmieniają obraz świata. W pewnym sensie, są to najbardziej klasyczni magowie. Nie mają oni z góry narzuconych talentów i są niezwykle wszechstronni z bardzo prostego powodu - mają bezpośredni kontakt ze źródłem mocy. Są w stanie w jakiś sposób kontaktować się z nim, czerpać magię prosto z niego, napełniać się nią i robić to, co żywnie im się podoba. W teorii, oczywiście, bo praktyka, jak zawsze wygląda nieco inaczej.

Wichrzyciele mogą prosić Loresę o wszystko i ich prośba zwykle zostaje wysłuchana. Zawsze jednak muszą w jakiś sposób za to zapłacić. W jaki? Wszystko zależy od jej kaprysu, przypadku i ilości pobieranej mocy. Zwykle są oni w stanie wyczuć, ile kosztować będzie ich prośba, nie zawsze jednak. Na przykład, mag A zawsze prosił o podnoszenie wspomnianej wcześniej kanapki i w zasadzie nie czuł żadnego ubytku energii ani w sobie, ani wokół siebie. Był pewny, że może to robić i nic złego się nie stanie. Do czasu, aż pewnego razu ten gest kosztował go tyle energii, że omal nie uszedł z życiem. Z tego powodu Wichrzyciele używają swoich umiejętności bardzo rozsądnie i ostrożnie, bo czasem nie trzeba wiele, by wybić całe miasto, co w historii Zalenii już się zdarzało.

Stopień czwarty nosi nazwę kapłańskiego. Magowie zwykle naśmiewają się z niego i nie zawsze go uznają, mimo, że sami również z niego korzystają. Mowa tu o niczym innym, jak o modlitwach i cudach, które czasem przynoszą. Odpowiednio ułożona modlitwa potrafi przez śpiew, głos, czy myśl wykorzystać magię, nakierowując ją w danym kierunku. Przez modlitwę jednak rozumie się nie tylko sakralne śpiewy, ale również wszelkiego rodzaju złorzeczenia, czy  zwykłe chce, bo tak - te ostatnie jednak rzadko kiedy są postrzegane, jako coś związanego z działalnością Loresy.
Jak magowie wykorzystują ten rodzaj magii? Podczas wszelkiego rodzaju grupowych zebrań, gdy jeden nie jest w stanie poradzić sobie z problemem - połączenie wielu talentów i zbiorowych zaklęć potrafi przynieść niezwykłe efekty, a należy dodać, że Loresa chętniej wysłuchuje tych, których naznaczyła.
Tak, są osoby, które mają rozwiniętą tą umiejętność. Jeśli taka osoba trafia do jakiegokolwiek zakonu, czy religijnego zgrupowania, często staje się naznaczonym przez boga cudotwórcą.



Bractwo Błękitnego Feniksa
Monopol na władanie magią należy właśnie do nich. Bractwo ma swoją główną siedzibę na Wyspie Quilion, na której znajduje się jedno z największych skupisk rozproszonej magii (rozumianej jako wolna energia) w całej Zalenii, co przyciąga do niej utalentowane osoby. Na niej jednak na stałe przebywają tylko najbardziej uzdolnione jednostki (nie tylko pod względem magicznym: wiedza, charyzma etc. też mają tu znaczenie). Jest to swego rodzaju kadra władająca całym bractwem i szkląca najlepiej zapowiadających się Adeptów. Wszyscy inni magowie są szkoleni i zamieszkują ośrodki rozsiane po całej Zalenii.

Werbowanie magów
Właściwie, magowie werbowani są na dwa sposoby. Zacznę jednak od tego, który zdarza się rzadziej.
Gdy u młodej istoty pojawi się dar, talent, ta jest przyciągana przez miejsce ze skupiskiem wolnej magii. Jeśli będzie próbowała do niego dotrzeć, sama prędzej, czy później, trafi w ręce Bractwa, szybko pojawiając się w okolicy najbliższej Akademii. W niezwykłych przypadkach (szczególnie w przypadku trzeciego stopnia władania mocą), takie osoby bezpośrednio wyruszają na Quilion - zdarza się to jednak rzadko, ponieważ adepci nie mają na tyle rozwiniętej aury, aby wyczuwać położone na środku wielkiej wody skupisko mocy.
Drugi sposób jest bardziej banalny. Istnieje pewna grupa magów, wyczuwająca talenty, lub choćby ich zalążki. Wędrują oni po całej Zalenii, zbierając takie osoby, zwykle, gdy są one jeszcze dziećmi. Jeśli trzeba, są one wykupywane od rodziców, w przypadku jednak, jeśli nie ma możliwości na przyciągnięcie takiej osoby do Bractwa, zwykle jest po prostu zabijana. Oj, nie, magowie się nie patyczkują.

Podstawowe talenty
Teraz, już powoli kończąc, krótko, o kilku podstawowych talentach, dotyczących standardowych magów, o których wypominałam wcześniej.

  • Wizjonerzy - osoby, którym zwykle ukazuje się przyszłość, rzadziej zdarzają się ci, którzy widzą fragmentu przeszłości. Ich wizje często są niejasne i nie muszą się sprawdzać, jeśli linia czasu zostanie zakłócona. Albo inaczej - zawsze się sprawdzają, tyle, że niekoniecznie w danym wymiarze.
  • Władający nad przyrodą - rozumiana wszelako. Są magowie od wody, od drzew, od zjawisk atmosferycznych, prądów morskich, śniegu, chmur etc. Oczywiście, im większe zdolności ktoś posiada, tym jest bardziej ceniony.
  • Telekinetycy - krótko mówiąc, ci, którzy specjalizują się w przesuwaniu przedmiotów.
  • Władający czasem i miejscem - to oni pracują nad teleportami, to oni potrafią spowolnić, zatrzymać, czy cofnąć czas. Umiejętności te są jednak zwykle niezwykle wyczerpujące, a ilość osób z tymi darami jest niewielka.
  • Iluzjoniści - postacie potrafiące oddziaływać na rzeczywistość, tworząc mniej, lub bardziej wiarygodne iluzje.




Nie zanudziłam? Mam nadzieję :) Do napisania!

czwartek, 17 września 2015

Zalenia: Trytony

Oto trzeci post dotyczący mojego wykreowanego świata. Poprzednie znajdziecie, wchodząc TUTAJ i jeśli ich nie czytaliście, na prawdę zachęcam do przejrzenia - pomogą Wam lepiej zrozumieć ten.
Może idę trochę nie po kolei, ale chciałam przedstawić Wam dziś rasę z której jestem na prawdę zadowolona - trytony. Na początek krótki wstęp dotyczący tej rasy ogółem, a później zacznę już opisywać swoją wizje tej rasy :)

wiaraprzyrodzona.files.wordpress.com
Trytony - rys historyczny (nasz świat)
Rasa, jaką są trytony, pochodzi oczywiście z mitologii greckiej i rzymskiej, bo jak inaczej. Były pół-ludźmi, pół-rybami i potomkami boga Podejdona. Czasem też nie robiono z nich osobnej rasy: Tryton był jeden i był po prostu synem wcześniej wspomnianego przeze mnie bóstwa. Zapewne wszystko zależało od czasów i dokładnego miejsca, w którym występowały. Jak pewnie doskonale wiedzie, nie nazywano ich syrenami, bo te były w połowie ptakami.
Dziś trytony występują w różnych formach. Często są po prostu syrenami - pięknymi kobietami o niezwykłym głosie i niezwykłych umiejętnościach. Sama nie spotykam się z ich wizerunkiem zbyt często, ale niewątpliwie pamiętacie je choćby z Harry'ego Pottera, serialu H2O - wystarczy kropla, czy innych, nie raz bardzo tanich i kiczowatych produkcji.

Występowanie w Zalenii
Trytony są istotami lubiącymi ciepłą, przejrzystą wodę, a w Zalenii taką właśnie można znaleźć na Archipelagu Kaskara. Liczne wysepki sprawiają, że nie ma ty dużych głębokości, a dzięki wysokiej temperaturze wody, pod jej powierzchnią rozwinęła się rafa koralowa. W tej okolicy można znaleźć też kolejną specyfikę, która sprawia, że te wyspy są uwielbiane przez tą rasę - liczne jaskinie, w tym także podwodne.
hdwallpapers.cat
Rasa ta trzyma się w koloniach wynoszących do 40-50 osobników, choć czasem można znaleźć również nieco mniejsze. Przywiązuje się do rafy, tworząc na niej coś w stylu niewielkiego miasta, lub osady. Niektóre osobniki, potrafiące używać magii, wykorzystują jej do kształtowania koralowców na wzór domów, czasem w tym celu wykorzystywane są też dość płytkie jaskinie. Do tych głębokich trytony raczej nie wpływają z powodu małej widoczności i zdecydowanie chłodniejszej wody.


Ogólna charakterystyka rasy
Samce nazywamy trytonami i jest to też główna nazwa całej rasy. Samice, to jak pewnie się domyślacie - syreny. Dolna część ich ciała to płetwy, górna zaś przypomina ludzko-podobną, aczkolwiek nie jest taka do końca. Łuska wprawdzie jest dużo drobniejsza, jednak pokrywa ich ciało niemal do szyi, w przypadku syren gęstniejąc mniej więcej w okolicy kobiecych piersi. W tym miejscu samice posiadają torby lęgowe, w której na wyklucie czeka ikra.
Trytony mają bardzo opływową budowę ciała, jak i twarzy, nie zaznamy u nich bardzo ostrych rysów, dlatego ta nie raz wydaje się nieco spłaszczona. Posiadają włosy, jednak są one zupełnie inaczej zbudowane, niż ludzkie, ponieważ tworzy je łuska - pełnią one swego rodzaju pułapkę na osobników płci przeciwnej, z resztą, podobnie jak w przypadku naszej rasy. Syreny zwykle mają je dość długie i upięte w przeróżne fryzury.
www.pinterest.com
Dość ważna jest kolorystyka - trytony mogą mieć na prawdę liczne barwy, jednak łuska na ogonie ma zawsze taką samą barwę jak ta na ich głowie. Kolor oczu jest również albo taki sam, albo żółty, lub zielony.
Trytony nie mają małżowiny usznej.
Oddychają skrzelami, jednak posiadają niewielkie płuca, pozwalające spędzać im czas na powierzchni - na co dzień są wyłączone, ale spełniają ważną rolę, o której napiszę później. 
Mają wzrok przystosowany do życia pod wodą, widzą jednak całkiem dobrze. W ciemności na pewno lepiej, niż rasa ludzka, chociaż nie jest to jakaś nadzwyczajna przewaga.
Żyją około 120-130 lat, płodne są mniej więcej od 20 do 50 roku życia.
Czy są rasą myślącą? Tak, jak najbardziej tak! Choć nie przepadają za ludźmi i trzymają się raczej z daleka od typowo lądowych istot, nie ustępują im inteligencją, mimo, że przejawia się ona nieco inaczej. Nie piszą wielkich ksiąg i przede wszystkim czerpią z tego, co daje im natura, jednak mają swoje zwyczaje, swoją kulturę, historie przekazywane z pokolenia na pokolenie. Ich język bazuje przede wszystkim na wprowadzaniu wody w ruch - potrafią czytać z jej drgań. Nie lubią więc miejsc z mocnymi prądami, ponieważ odbierane jest do przez nie jako hałas.

Tryb życia - rozmnażanie 
O rozmnażaniu się syren przeprowadziłam w swoim życiu kilka interesujących rozmów, nie powiem. Bo jak to niby miałoby się rozmnażać? Samice mają piersi, ale skąd wychodzi dziecko? Jak następuje zapłodnienie? I wydaje mi się, że ten problem rozwiązałam! Nim jednak dojdziemy do sedna, najpierw o tym, co dzieje się przed samym zapłodnieniem - o zalotach.
Syreny kuszą trytony na wiele sposobów - nie tylko jest to wygląd, ale również... głos. Jak wiadomo jednak, w wodzie dźwięki się za bardzo nie roznoszą... stąd też, samice mają struny głosowe, trytony niestety takowych nie posiadają.
Żyjąc w gromadach, samice wypływają na powierzchnie. Starsze uczą młode śpiewać różne pieśni, niektóre podsłyszane u marynarzy (a musicie wiedzieć, że ta rasa ma bardzo dobrą pamięć, zarówno do tego, co widzi, jak i słyszy), inne wymyślone przez członków kolonii, czy przekazywane między sobą od lat. Sprawia to im niezwykłą przyjemność i wiele z nich po prostu wypływa na powierzchnie, by śpiewać dla własnej radości, która z tego płynie. 
www.howarddavidjohnson.com
W okresie lęgu, zwykle spotyka się kilka kolonii. Syreny wypływają na wybrzeże, lub nadmorskie skały. Śpiewają, wabiąc trytony, a gdy jakiś samiec zobaczy interesującą go samicę, obserwuje ją. Jeśli ona zwróci na niego uwagę, zaloty można uznać za przyjęte. Para schodzi pod wodę. Na czystym piachu samica składa ikrę, która następnie jest zapładniana przez samca i chowana przez syrenę w torbach lęgowych, znajdujących się w miejscu piersi. Po tym para rozdziela się: w kulturze syren nie istnieją związki. Kolonia wspiera siebie nawzajem, jak sprawnie działająca rodzina, jednak panują między nimi braterskie, lub, ewentualnie, rodzicielskie relacje. 
Syrena nosi ikrę aż do jej wyklucia, czyli przez około cztery tygodnie. W tym czasie może również wypływać na powierzchnię, ponieważ torby lęgowe utrzymują odpowiednią wilgoć przez cały okres lęgu.
Gdy potomstwo ma się wykluć, syrena zmierza do żłobka - miejsca, w którym młode wyklują się i będą dorastać z innym narybkiem. Zwykle jest to dość jasna, zamknięta jaskinia, niewielkie, przymorskie jezioro, albo po prostu ogromny koralowiec. Tam samica pozwala młodym opuścić torby lęgowe i zostawia je pod opieką innej syreny, zwykle bezpłodnej, czy to z powodu wieku, czy choroby.
Mimo, że syrena składa liczną ikrę, tylko jej niewielka część zostaje dobrze zapłodniona, jeszcze mniejsza dobrze przetrwa okres inkubacji. Początek życia w żłobku również nie jest prosty, ponieważ narybek początkowo żywi się sam sobą i tylko najsilniejsze osobniki są w stanie przetrwać ten okres. Po około 2-3 miesiącach dopiero są na tyle duże, aby syrena-opiekunka mogła zacząć uczyć je poprawnych zachowań.  

Jak wygląda kolonia?
mysticinvestigations.com
Kolonia trytonów składa się z około 40-50 osobników i choć wskazana jest przewaga samic, nie jest ona regułą. W społeczności panują braterskie relacje. Trytony są dla siebie wsparciem, z resztą, większość jest ze sobą spokrewniona. Pełnią różne funkcje, od obronnych, po myśliwych. Jeśli samica zostanie zapłodniona przez samca z innej kolonii, zazwyczaj przenosi się do innej, jednak nie jest to regułą.
Na czele każdej kolonii stoi zwykle silny osobnik, często samiec, rzadziej samica, który przydziela zadania innym trytonom i podejmuje najważniejsze dla grupy decyzje. Władzę traci jedynie poprzez śmierć, lub pokonanie go w walce przez innego osobnika.
Jeśli osobników jest zbyt dużo i dany teren nie potrafi wyżywić takiej ilości trytonów część jest odprawiana i wyrusza w poszukiwaniu innej kolonii, lub też zaczyna zakładać własną.
Relacje między koloniami są bardzo różne - niektóre współpracują ze sobą, inne rywalizują i są zaciekłymi wrogami.

Trytony, a magia

Jak w przypadku większości raz w Zalenii, magią potrafią władać tylko wybrane osobniki. Te najsilniejsze zwykle wyłapywane są przez Stowarzyszenie Błękitnego Feniksa, które proponuje takowym zamieszkanie u wybrzeży Quilion - z tego powodu w okolicy wyspy można znaleźć niewielką kolonie trytonów. Te osobniki, które mają jedynie niewielką wrażliwość na magiczne oddziaływania, zwykle potrafią w jakimś stopniu kontrolować wodę oraz porost koralowców, pełniąc w kolonii funkcję budowniczego i obrońców.


hdwallpapers.cat


Wydaje mi się, że wypisałam wszystko, co najważniejsze - co sądzicie o mojej wizji tej rasy?

czwartek, 27 sierpnia 2015

Zalenia: Geografia - podstawy

O Zalenii i całej jej genezie pisałam już w tym poście. Jeśli więc go nie czytaliście - zapraszam do zapoznania się z nim. A teraz pozwólcie, że przejdę do drugiego posta z serii o moim wymyślonym świecie, dotyczącego podstaw jego budowy.

Mapa
Nie jestem grafikiem, a do samej mapy bezustannie dodaje nazwy i punkty, których aktualnie potrzebuje, lub o których zapomniałam, dlatego panuje na niej niewielki... bałagan. Te ciemne plamy gdzieniegdzie to na przykład jeziora, o których nie pamiętałam tworząc mapę, dlatego zostały po prostu zaznaczone w ten sposób. Potrzebna jest jednak tylko mi, a ja jakoś (na razie) się w niej odnajduje... więc chyba nie jest aż tak źle.

Kontynenty 
Na aktualnej wersji mapy można dostrzec trzy kontynenty, z czego żaden nie jest przedstawiony w całości. Te są jednak najważniejsze i jak na razie spokojnie mi wystarczają.
Największy z nich to Midogar - różnorodny kontynent, mi nieco kojarzący się z Europą. Na południu można zauważyć Południowy Kraniec, na północnym-wschodzie zaś, Fellronie.

Klimat
Powyższe kontynenty znajdują się na południowej części planety, co oznacza, że najzimniejszy jest Południowy Kraniec - o ile na wybrzeżu można coś uprawiać, o tyle góry są skute wiecznym lodem i nikt nie próbuje ich przebyć, bo najzwyczajniej w świecie jest to zbyt niebezpieczne.
Midogar, z powodu swojej dużej rozciągłości, jest dość różnorodny. Południe pokrywa głównie iglasty las, jest też stosunkowo chłodne, a im wyżej zmierzamy na północ, tym cieplej się robi. Większą część wschodniego kontynentu pokrywają mieszane lasy, jednak już okolice Półwyspu Sagana są stepem powolutku zmieniającym się w pustynie. Zdecydowanie chłodniej jest w Górach Himangari, jednak mimo to, są one miejscami bardzo suche i ich kotliny często przypominają półpustynie. Na zachodzie możemy znaleźć Zachodnie Stepy. 
Dość ciekawy jest Archipelag Kaskara - przypomina on swoją florą naszą śródziemnomorską makie.
Fellronie jest kontynentem, który niestety sporo przeszedł. Niegdyś porastał go las, głównie liściasty, jedynie na północy pojawiały się stepy. Obecnie jednak nie jest to najlepsze miejsce do zwiedzania. Z powodu katastrofy ekologicznej, wywołanej przez stowarzyszenie magów cała znana część kontynentu zaczęła mutować: podniósł się poziom wód gruntowych, sprawiając, że rzeki szukały nowych ujść, pojawiły się liczne nowe strumyki, na dodatek z roku na rok roślinność i zwierzęta zmieniały się nie do poznania. Zwykłe, leśne węże stały się trującymi zabójcami, drzewa zmieniły kształt swoich liści i właściwości owoców. Niegdyś na kontynencie dominowała zieleń i brązy, obecnie można tu dojrzeć głównie odcienie niebieskiego i fioletu. Z powody wyższej temperatury, woda bardzo intensywnie paruje, tworząc mgłę, która niemal co noc okala cały kontynent.

Państwa
Jedyne państwa w pełnym tego słowa znaczeniu można znaleźć na Midogarze - to właśnie tam można znaleźć największe imperium, o jakim słyszała Zalenia, znane jako Imperium Orelów. Jego nazwa wywodzi się od rodu, który obecnie nim włada. Jego stolicą jest położone na trzech wyspach, u ujściu rzeki Tesly, miasto Lamsar. Pozostałe państewka w ilości siedmiu (nie licząc państw wyspiarskich) są zdecydowanie mniej istotne dla całej gospodarki.
Południowy Kraniec jest zbyt słabo zamieszkany, aby stworzyć poprawnie funkcjonujące państwo, dlatego też utworzyły się na nim państwa-miasta, zajmujące się głównie handlem dóbr, które można znaleźć w Górach Wilkołaczych. 
Fellronie niegdyś w całości było władane przez elfy, po katastrofie jednak część uciekła, a część zmutowała, zmieniając się w rasę nazywaną svartalfami. Warunki panujące na Fallronie są jednak zbyt trudne, by tworzyć tam dobrze funkcjonujący organizm państwowy. Większość miast widocznych na mapie upadła lata temu, svartalfy żyją w niewielkich osadach, odcinając się od reszty świata.
Na uwagę zasługują również dwa miejsca położone na morzu. Quilion jest siedzibą Stowarzyszenia Błękitnego Feniksa, czyli ugrupowania magów. Należy do nich w pełni, jak również wiele niewielkich i niewidocznych na mapie wysepek. Mówi się, że to miejsce nie zostało wybrane przez nich przypadkowo, bo to właśnie tu najłatwiejszy jest kontakt z Magią, ale o tym w innym poście.
Drugim takim miejscem jest Archipelag Kaskara - nie tworzy on jako takiego państwa, jednak przez liczne jaskinie wodne i rafę koralową wokół niego mieszkają trytony, na nim zaś można znaleźć driady, które niechętnie wpuszczają na swoje terytorium ludzi. 


Na dziś - tyle. Mam nadzieję, że notka Was nie znudziła, a Zalenia choć trochę zaciekawiła i będziecie chętni na notki z tej serii :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Zalenia: Początki

Witajcie!
Przychodzę do Was z czymś, co, mam nadzieję, Was zainteresuje i spodoba się Wam, a mi da motywację do rozwijania swojej twórczości. O co chodzi?
Logo mojego pierwszego i ulubionego Bractwa.
Piszę odkąd pamiętam - na prawdę, gdy tylko nauczyłam się to robić, zaczęłam coś tam tworzyć, chociaż tak nieco bardziej na poważnie wzięłam się za to mniej więcej w trzeciej klasie podstawówki. Od tamtego czasu bezustannie marzyło mi się, aby stworzyć coś więcej. By jednak to zrobić, wpierw musiałam dojrzeć... i ukształtować swoje wizje. Fantastykę uwielbiam od dawna, dlatego zawsze oczywiste wydawało mi się, co chcę tworzyć. Ale wcale nie tak łatwo stworzyć własny świat, od podstaw, szczególnie, gdy ma się tylko kilkanaście lat i co chwilę zmienia się zdanie, a o działaniu świata nie ma się zielonego pojęcia. Wiedziałam jednak, że jest to konieczne - jeśli chce pisać, muszę mieć swoje uniwersum.
I to właśnie o nim chciałabym Wam w tych notkach opowiadać. Posiadam wprawdzie bloga-wikipedie (widzę go tylko ja i osoby, którym na to pozwolę), ale nie motywuje mnie to zbytnio. A notki tutaj, które mogłyby pojawiać się regularnie, na pewno bardzo by mi pomogły. Mam nadzieję, że nie będę Was zanudzać!


pisanie tego trochę bolało...
Jak to więc było z tym moim światem?
Bardziej na poważnie zabrałam się za to na przełomie lat 2011 i 2012, w tym drugim tworząc pierwszy szkic mapy. Wtedy też założyłam mój magiczny zeszyt, który pełnił zarówno rolę zbioru opowiadań, legend, encyklopedii i mojego pamiętnika. Tworzyłam wtedy moją książkę, którą z resztą jeśli o samą fabułę chodzi skończyłam. Niestety, okazało się, że rozwijałam się szybciej, niż pisałam, dlatego gdy zabrałam się za poprawki, uznałam całość za bardzo dziecinną, nielogiczną i głupią, jak z resztą jest w istocie, bo mam tekst na komputerze do dzisiaj :)
ten popis talentu ortograficznego!
Moja książka miała opowiadać o... elfach i jednorożcach. A jak! Główna bohaterka, Taira, była nastolatką ze wsi. Pewnego dnia, gdy była z ojcem na polowaniu odnaleźli w lesie rannego elfa, Sairona. Zaopiekowali się nim, a ten osiadł we wsi na dobre, nie mówiąc skąd pochodzi i jak się dostał w to miejsce. Po kilku latach do ich osady przybyła straż z zimnej północy, oskarżając go i zabierając. Taira, wbrew ojcu, wybywa, samotnie szukając swojego przyjaciela... Szybko wpadając na grupę poszukujących go przyjaciół, członków Tyrgo Ingor, czyli Bractwa Honoru, założonego przez Sairona i zrzeszających jego oraz piątkę jego przyjaciół. Rzecz jasna, Taira oraz jej nowi towarzysze mieli szukać zaginionego elfa, przy okazji, miało się okazać, że ona sama nie jest człowiekiem, a również - członkiem ich rasy (wymyśliłam sobie wtedy, że elfy to mutanty powstające z ludzi... wpływ Zmierzchu i tym podobnych na młody umysł), część przyjaciół miała być wierna, część miała zdradzić, jedni mieli Tairę akceptować, inni nie... Istny miszmasz :D
Gdzie w tym jednorożce? A no, musicie wiedzieć, że każdy z moich elfów musiał mieć zwierzę-towarzysza, z którym był złączony umysłem. Pupilkiem Tairy miał być jednorożec.
Choć z wielu pierwotnych pomysłów zrezygnowałam, przy niemałej liczbie zostałam. Rasy, które wymyśliłam już wtedy, znajdują się w moim spisie, a bohaterów dalej wykorzystuje: wprawdzie dorośli, tak, jak ja, ale to dalej moi starzy przyjaciele, których stworzyłam lata temu.
Wprawdzie zmieniłam nazwę świata - z Caygany (po chorwacku oznacza chyba tyle, co jajecznica....) zrobiłam Zalenie, a mapa wygląda obecnie zupełnie inaczej, to rdzeń, to, co miało być myślą przewodnią mojego świata zostało takie samo. O czym mówię? O Magii. Magii, z której byłam dumna i jestem dumna do dziś, ale nie będę się tu o niej rozpisywać - jeśli zareagujecie na ten post pozytywnie, chętnie zrobię o niej osobny post.


moje próby wizualizacji na papierze tego, co widzi głowa.

Nie, nie mam wcale wiele. Brakuje mi właśnie... motywacji, by tworzyć. Brakuje mi ludzi, z którymi mogłabym się tym dzielić. I... brakuje mi talentu plastycznego, by niektóre z moich wizji przekształcić w grafiki. Jeśli więc pozwolicie, dam upust temu właśnie tutaj.
Nomida zaczarowane-szablony