Lena jest pośrednikiem między Pomrokami
a ludźmi, pracując w specjalistycznym wydziale. Jej nowym partnerem zostaje
Sasza: były wojskowy z osobistymi problemami. Następnego dnia okazuje się, że
mężczyzna jest oskarżany o morderstwo, a jasnowłosa pani porucznik to jego
jedyna nadzieja na wyjście z tarapatów cało.
Gdy para pisarzy wpada na pomysł
napisania książki w trakcie niekoniecznie niewinnego leżenia na sobie –
wiedźcie, że coś jest nie tak. A owszem, do tego Olga Gromyko i Andriej Ułanow
przyznają się w posłowiu do „Plus/Minus”. Jakby to dla nas, czytelników, miało
jakiekolwiek znaczenie.
| Plus/Minus Olga Gromyko, Andriej Ułanow wyd. Papierowy Księżyc 2017 |
Pomysł na tę powieść był dosyć prosty. Gromyko dostała do poprowadzenia postać Leny, a Ułanow – Saszy. Jak tytuł wskazuje, historia opiera się (w teorii) na inności tej dwójki. Mieli być jak ogień i woda; tak inni, że aż wzajemnie dopełniający się. I w teorii do pewnego stopnia tak jest. Lena jest ułożoną kobietą z nieszczęśliwym życiem miłosnym, która właściwie nudzi się we własnej pracy. Jest zachowawcza, w teorii miła i poukładana. Sasza to były wojskowy, który ma problemy spowodowane przeżyciami wojennymi. Wybuchowy, chaotyczny, czasem wręcz agresywny. W chwilach, gdy bohaterowie ze sobą spokojnie rozmawiają to było widać i do pewnego stopnia czuć. Bo tak, ta powieść miała momenty, którym prawie udawało się mnie kupić… aby chwilę później nasz duet zaczął znów drzeć koty bez potrzeby i urok pryskał.
A no bo koniec końców tej inności
charakterów w ogóle nie widać. Obydwoje po prostu bezustannie się kłócą i
godzą, mają bardzo zbliżone do siebie zachowania, a ich „inność” polega głównie
na tym, że Lena nie chce robić rzeczy szalonych, zaś Sasza atakuje ludzi bez
pytania i rzuca granatami.
Jak już się nietrudno domyślić, fabuła tej historii, podobnie jak świat przedstawiony, jest co najmniej pretekstowa i nie zawsze ma sens. Dostajemy tutaj najbardziej genetyczne kryminalno-sensacyjne urban fantasy, jakie można sobie wymyślić. Z resztą, elementów magicznych zbyt wielu tutaj nie ma i nie są nawet szczególnie potrzebne fabularnie. Ale tak czy siak, wyobraźcie sobie, że dowiadujecie się nagle i niespodziewanie, że dostaliście pracę, która polega na współpracy z magicznymi istotami. Czy następnego dnia przeszlibyście do normalności? Wydaje mi się, że nie – a to właśnie dzieje się z Saszą, którego istnienie magii nie dziwi wcale i jego brak wiedzy jest jedynie pretekstem do przedstawienia ekspozycji.
Główny wątek „Plus/minus”, czyli ten
kryminalny, zdaje się być poprowadzony bez najmniejszego pomyślunku. To raczej
przypomina mi fanfiction albo roleplay pisany dla zabawy, niż faktyczną
historię. Rozumiem, że akcja dzieje się na Białorusi, a tam sytuacja jest nieco
inna, niż u nas, ale przecież dzień po morderstwie miejsce zbrodni przynajmniej
powinno być pilnowane, prawda? Policja powinna pilnować i sprawdzać, czy ktoś
podejrzany nie kręci się w okolicy. Nie w tym świecie! W tym Sasza, na którego
prowadzona jest ogólnomiastowa nagonka, ot tak przybywa sobie na miejsce
zbrodni, nawet bez przebrania. Z resztą, razem z Leną paraduje po sklepach i
nikt go nie rozpoznaje. Bohaterowie rzucają granatami, udają ciążę (ktoś dotyka
brzucha zrobionego z poduszek i uznaje, że to jest OK!), kradną helikoptery… a
nasi autorzy w posłowiu tylko się cieszą tym, jak fajną fabułę napisali.
Rozumiem, że bawili się w trakcie pracy doskonale, ale jednocześnie… to po prostu
nie działa jako pełnowartościowa powieść.
![]() |
| Białoruska (?) okładka kojarzy mi się z powieścią dla młodzieży jeszcze bardziej, niż polska. |
Mam też coraz większe wrażenie, że
wydawnictwo Papierowy Księżyc nie do końca potrafi ani w tłumaczenia, ani w
korektę. Wszystkie z ich powieści, które przeczytałam, zdają się mieć ten sam,
pusty styl. Poza tym w tym konkretnym przypadku nie rozumiem, dlaczego
przekleństwa są zastąpione pięknym: „3$11S!” – to przecież nawet wygląda
głupio! Nawet, jeśli to wybór autorów to wydaje mi się, że w tłumaczeniu można
to było zmienić choćby na proste „cholera!”. Wyglądałoby to znacznie lepiej.
Teoretycznie „Plus/minus” jest powieścią
dla dorosłych. W praktyce mimo dojrzałych bohaterów (Lena jest na pewno po
studiach i paru latach pracy) ton tej książki jest mocno infantylny i
młodzieżowy. Nie ma tu też jakiś dokładnie rozpisanych obrazoburczych scen i
całokształt w większości trzyma się ryzów, które spokojnie pozwalają
przedstawić książkę nastoletniemu czytelnikowi. Z jednym wyjątkiem. Przyznaję,
że oniemiałam, jak to przeczytałam i wybaczcie, ale muszę to przytoczyć:
Sasza,
jak prawdziwy mężczyzna, znalazł się na górze, trzymając Marikę za ręce i
przyciskając ją całym ciałem do podłogi – co mocno przypominało gwałt w tym
stadium, kiedy ofiara już uznała, że się rozluźni i spróbuje wyciągnąć z tego
maksimum przyjemności.
Szanowny Panie Redaktorze Prowadzący,
panie Adamie Wróblewski i Szanowna Pani (przecież wrażliwa społecznie i opowiadająca
się za sprawami LGBT!) Redaktorko Ewo Białołęcka – jakim cudem w lekkiej
powieści, którą będzie czytać młodzież znalazło się takie coś? Cenzurujecie –
Wy lub autorzy – przekleństwa, a coś takiego zostawiacie?
Cóż ja mogę poza stwierdzeniem, że „Plus/minus” to ogółem po prostu kiepska książka i jeśli ktoś chce po nią sięgnąć to tylko na własną odpowiedzialność? Ja naprawdę rozumiem, co autorzy mieli na myśli i czemu tak cieszyli się swoim pomysłem, ale samo wykonanie im po prostu nie wyszło. Dotarło też do mnie, że ta książka to najsłabsza powieść Gromyko, ale biorąc pod uwagę, że fragment związany z gwałtem pisała prawdopodobnie ona straciłam ochotę na dalsze zapoznawanie się z jej twórczością.


