Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura białoruska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura białoruska. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 grudnia 2020

Plus/Minus: Autorzy wyraźnie dobrze się bawili. Ja nie.

Lena jest pośrednikiem między Pomrokami a ludźmi, pracując w specjalistycznym wydziale. Jej nowym partnerem zostaje Sasza: były wojskowy z osobistymi problemami. Następnego dnia okazuje się, że mężczyzna jest oskarżany o morderstwo, a jasnowłosa pani porucznik to jego jedyna nadzieja na wyjście z tarapatów cało.

 

Gdy para pisarzy wpada na pomysł napisania książki w trakcie niekoniecznie niewinnego leżenia na sobie – wiedźcie, że coś jest nie tak. A owszem, do tego Olga Gromyko i Andriej Ułanow przyznają się w posłowiu do „Plus/Minus”. Jakby to dla nas, czytelników, miało jakiekolwiek znaczenie.

Plus/Minus
Olga Gromyko, Andriej Ułanow
wyd. Papierowy Księżyc 2017

Pomysł na tę powieść był dosyć prosty. Gromyko dostała do poprowadzenia postać Leny, a Ułanow – Saszy. Jak tytuł wskazuje, historia opiera się (w teorii) na inności tej dwójki. Mieli być jak ogień i woda; tak inni, że aż wzajemnie dopełniający się. I w teorii do pewnego stopnia tak jest. Lena jest ułożoną kobietą z nieszczęśliwym życiem miłosnym, która właściwie nudzi się we własnej pracy. Jest zachowawcza, w teorii miła i poukładana. Sasza to były wojskowy, który ma problemy spowodowane przeżyciami wojennymi. Wybuchowy, chaotyczny, czasem wręcz agresywny. W chwilach, gdy bohaterowie ze sobą spokojnie rozmawiają to było widać i do pewnego stopnia czuć. Bo tak, ta powieść miała momenty, którym prawie udawało się mnie kupić… aby chwilę później nasz duet zaczął znów drzeć koty bez potrzeby i urok pryskał.

A no bo koniec końców tej inności charakterów w ogóle nie widać. Obydwoje po prostu bezustannie się kłócą i godzą, mają bardzo zbliżone do siebie zachowania, a ich „inność” polega głównie na tym, że Lena nie chce robić rzeczy szalonych, zaś Sasza atakuje ludzi bez pytania i rzuca granatami.

Jak już się nietrudno domyślić, fabuła tej historii, podobnie jak świat przedstawiony, jest co najmniej pretekstowa i nie zawsze ma sens. Dostajemy tutaj najbardziej genetyczne kryminalno-sensacyjne urban fantasy, jakie można sobie wymyślić. Z resztą, elementów magicznych zbyt wielu tutaj nie ma i nie są nawet szczególnie potrzebne fabularnie. Ale tak czy siak, wyobraźcie sobie, że dowiadujecie się nagle i niespodziewanie, że dostaliście pracę, która polega na współpracy z magicznymi istotami. Czy następnego dnia przeszlibyście do normalności? Wydaje mi się, że nie – a to właśnie dzieje się z Saszą, którego istnienie magii nie dziwi wcale i jego brak wiedzy jest jedynie pretekstem do przedstawienia ekspozycji.



Główny wątek „Plus/minus”, czyli ten kryminalny, zdaje się być poprowadzony bez najmniejszego pomyślunku. To raczej przypomina mi fanfiction albo roleplay pisany dla zabawy, niż faktyczną historię. Rozumiem, że akcja dzieje się na Białorusi, a tam sytuacja jest nieco inna, niż u nas, ale przecież dzień po morderstwie miejsce zbrodni przynajmniej powinno być pilnowane, prawda? Policja powinna pilnować i sprawdzać, czy ktoś podejrzany nie kręci się w okolicy. Nie w tym świecie! W tym Sasza, na którego prowadzona jest ogólnomiastowa nagonka, ot tak przybywa sobie na miejsce zbrodni, nawet bez przebrania. Z resztą, razem z Leną paraduje po sklepach i nikt go nie rozpoznaje. Bohaterowie rzucają granatami, udają ciążę (ktoś dotyka brzucha zrobionego z poduszek i uznaje, że to jest OK!), kradną helikoptery… a nasi autorzy w posłowiu tylko się cieszą tym, jak fajną fabułę napisali. Rozumiem, że bawili się w trakcie pracy doskonale, ale jednocześnie… to po prostu nie działa jako pełnowartościowa powieść.

Białoruska (?) okładka kojarzy mi się z powieścią
dla młodzieży jeszcze bardziej, niż polska.

Mam też coraz większe wrażenie, że wydawnictwo Papierowy Księżyc nie do końca potrafi ani w tłumaczenia, ani w korektę. Wszystkie z ich powieści, które przeczytałam, zdają się mieć ten sam, pusty styl. Poza tym w tym konkretnym przypadku nie rozumiem, dlaczego przekleństwa są zastąpione pięknym: „3$11S!” – to przecież nawet wygląda głupio! Nawet, jeśli to wybór autorów to wydaje mi się, że w tłumaczeniu można to było zmienić choćby na proste „cholera!”. Wyglądałoby to znacznie lepiej.

Teoretycznie „Plus/minus” jest powieścią dla dorosłych. W praktyce mimo dojrzałych bohaterów (Lena jest na pewno po studiach i paru latach pracy) ton tej książki jest mocno infantylny i młodzieżowy. Nie ma tu też jakiś dokładnie rozpisanych obrazoburczych scen i całokształt w większości trzyma się ryzów, które spokojnie pozwalają przedstawić książkę nastoletniemu czytelnikowi. Z jednym wyjątkiem. Przyznaję, że oniemiałam, jak to przeczytałam i wybaczcie, ale muszę to przytoczyć:

Sasza, jak prawdziwy mężczyzna, znalazł się na górze, trzymając Marikę za ręce i przyciskając ją całym ciałem do podłogi – co mocno przypominało gwałt w tym stadium, kiedy ofiara już uznała, że się rozluźni i spróbuje wyciągnąć z tego maksimum przyjemności.

Szanowny Panie Redaktorze Prowadzący, panie Adamie Wróblewski i Szanowna Pani (przecież wrażliwa społecznie i opowiadająca się za sprawami LGBT!) Redaktorko Ewo Białołęcka – jakim cudem w lekkiej powieści, którą będzie czytać młodzież znalazło się takie coś? Cenzurujecie – Wy lub autorzy – przekleństwa, a coś takiego zostawiacie?

Cóż ja mogę poza stwierdzeniem, że „Plus/minus” to ogółem po prostu kiepska książka i jeśli ktoś chce po nią sięgnąć to tylko na własną odpowiedzialność? Ja naprawdę rozumiem, co autorzy mieli na myśli i czemu tak cieszyli się swoim pomysłem, ale samo wykonanie im po prostu nie wyszło. Dotarło też do mnie, że ta książka to najsłabsza powieść Gromyko, ale biorąc pod uwagę, że fragment związany z gwałtem pisała prawdopodobnie ona straciłam ochotę na dalsze zapoznawanie się z jej twórczością.


Nomida zaczarowane-szablony