Sprawdź moją opinię o tej książce na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/30/i-nie-bylo-juz-nikogo-recenzja/
środa, 30 listopada 2016
niedziela, 27 listopada 2016
Ten wpis został zarchiwizowany na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/27/pochlaniacz-bonda-recenzja/
czwartek, 24 listopada 2016
Miasto złudzeń: Szukając tożsamości
Recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/24/miasto-zludzen-recenzja-sf/
Etykiety:
dla dorosłych,
fantastyka,
literatura amerykańska,
recenzja,
science-fiction
wtorek, 22 listopada 2016
Keal'thas w oliwskim parku
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Miałam niezwykle długą przerwę od robienia zdjęć... to znaczy, jasne, byłam na kilku zleceniach, jednak od czerwca nie wykonałam żadnej sesji zdjęciowej, którą sama bym zorganizowała. Po części przez wyjazd do Holandii, a później przez studia: sierpień i wrzesień minął mi na oczekiwaniu na wyjazd, a potem musiałam się zaaklimatyzować.
Na szczęście w końcu nadszedł czas na coś nowego! Ponieważ obecnie stacjonuje w Gdańsku skontaktowałam się z Denisem: cosplayerem z tego miasta, którego kojarzyłam dzięki Pyrkonowi. Okazało się, że ma na stanie nowiutki cosplay Kael'thasa z Warcrafta. Sesja odbyła się na terenie parku na Oliwie: przepięknego ,wręcz magicznego miejsca, które gdzieniegdzie wyglądało niemal dokładnie tak jak spaczenie z WoWa ;) Przy wszystkim wzbudzaliśmy spore zainteresowanie, zwłaszcza dzieci od których w parku się roiło. Od jednego z maluchów dowiedzieliśmy się nawet, że Denis nie jest prawdziwym elfem, bo... nie ma skrzydeł :D Jak na listopad przystało było dość zimno, ale daliśmy sobie radę.
Zanim zerkniecie na zdjęcia zapraszam na nasze fanpage:
niedziela, 20 listopada 2016
Ta recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/20/lsnienie-stephen-king-recenzja/
Etykiety:
dla dorosłych,
fantastyka,
horror,
literatura amerykańska,
recenzja
piątek, 18 listopada 2016
Motywy: Niepokonany bohater
Dzisiejszy post z serii o motywach powstał po części dzięki KittyAlly, która rzuciła pomysł na jego temat :) Jak pewnie widzicie po tytule dziś biorę pod lupę pozycje w których możemy znaleźć bohatera niepokonanego, któremu zawsze wszystko wychodzi i który chcąc nie chcąc sięga po władze, mimo, że niekoniecznie ma ku temu jakieś większe predyspozycje.
UWAGA! Jeśli nie wiecie czym jest seria koniecznie kliknijcie najpierw w link powyżej nim przejdziecie do posta.
Przede wszystkim - gdzie szuk ać takiej postaci?
Bardzo często występują one w powieściach młodzieżowych, zwłaszcza tych fantastycznych, w których widzimy taki schemat: młody bohater dowiaduje się, że ma w sobie coś niezwykłego (moc, wiedzę, urodzenie, przedmiot) po czym wyrusza, by się szkolić i przy okazji walczyć z wielkim złem, które zazwyczaj ogarnia cały jego świat. Poza tym takich bohaterów można znaleźć też w sporej ilości typowo hollywoodzkich filmów, które zostały nagrane specjalnie z myślą o większej rzeczy ludzi. Także jeśli szukacie takiego charakteru grzebcie w takich dziełach :D
Książki

Trylogia Czasu Keristin Gier
Gwen pojawia się w wielkiej rozgrywce nagle, wyrwana ze swojego zwykłego, szarego życia. Równie nagle grozi jej niebezpieczeństwo, a przy okazji jest jedyną osobą, która zdaje sobie sprawę tego że wielki i zły pan hrabia jest rzeczywiście złą i podłą istotą. Zdecydowanie, ta postać jest idealnym bohaterem, który po prostu umrzeć nie może.
Szklany tron Sarah J. Maas
To, że Caleana jest niepokonana nie powinno nikogo zaskoczyć. W końcu mimo drobnej budowy ciała spędziła ponad rok w obozie pracy, by później bez problemu jechać konno i zamiast jedzeniem zachwycać się szczeniaczkami, przy okazji będąc podobno najlepsza we wszystkim. Chcecie niepokonanego bohatera? Po tę pozycję sięgnąć musicie na pewno.
Czerwona królowa Victorii Aveyard
Mary jest trochę jak Gwen. W obydwu książkach pojawia się ten sam motyw: młoda dziewczyna niespodziewanie ma w sobie coś niezwykłego i bierze udział w rozgrywce na śmierć i życie, która nie może skończyć się inaczej, jak tylko jej zwycięstwem.
Zły Jednorożec Platte F. Clarke
Jeśli szukacie książki, która nie sili się na bycie poważną, aby dodać do swojej pracy nieco smaczku postawcie na tą. Zły Jednorożec to pozycja dla dzieci, nic więc dziwnego, że główny bohater, Maks będzie niepokonany we wszystkim co zrobi. Wygra nawet z mechanicznym jednorożcem, mimo, że kompletnie nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje.
Pan Lodowego Ogrodu Jarosława Grzędowicza
Z dotychczas przytoczonych przeze mnie książek ta jest na zdecydowanie najwyższym poziomie. Ba - jest jedną z tych, która znajduje się na liście moich ulubieńców. Ale bądź co bądź, Vuka również możemy podpiąć pod niepokonanego bohatera, zwłaszcza patrząc na wszystkie cztery tomy. Potrafi więcej niż tubylcy, ma trochę gadżetów, a przy okazji dochodzi do pewnej... władzy mimo, że wcale jej nie chce. Mimo to i tak uważam, że takim typowym bohaterem nie jest, niemniej możecie o nim w swoich pracach wspomnieć.
Trylogia Imperium Rymonda E. Feist i Janny Wurts
Bardzo lubię tę serię, ale właśnie niepokonany bohater, a raczej - bohaterka - to coś, co sprawiało, że nigdy nie potrafiłam w nią do końca uwierzyć. Mara może nie jest aż tak przerysowana jak żeńskie postacie z młodzieżówek, ale to, że praktycznie wszystko jej się udaje i to, że nie zginie do końca trylogii jest właściwie pewne od początku. Wystarczy znać nazwy wszystkich części by domyśleć się zakończenia...
Kroniki Świata Wynurzonego Lici Torsi
Nihal to kolejna postać z serii młodych, którzy są głupi, a mimo to mają w sobie dość niezwykłego i osiągają sukces w tym, co robią. Z tym, że w tej trylogii nie obserwujemy roku z życia bohaterki, a wiele, wiele lat, od jej dzieciństwa, po dorosłość co sprawia, że w historię po prostu łatwiej jest uwierzyć. Niemniej, Nihal po prostu nie da się pokonać i czytelnik jest tego świadom już od pierwszych stron.
Seria Harry Potter J. K. Rowling
Tego pana oczywiście nie mogło tu zabraknąć! Harry to sztampowy przykład bohatera, którego nie da się pokonać, ani zabić, któremu zawsze wszystko na końcu wychodzi i który jest właściwie nieśmiertelny. Jakby mogło być inaczej? :D
Trylogia Gobelin Henry'ego H. Neffa
Skoro mówimy o Potterze to muszę wspomnieć o Gobelinie. Czytałam tylko dwa tomy z tej serii niemniej z ręką sercu mogę powiedzieć, że przypadek Maxa jest bardzo zbliżony do przypadku Chłopca, Który Przeżył i jeśli szukacie czegoś podobnego sprawdźcie tę pozycję.
Seria Dziedzictwo Paoliniego
Biedny chłopak - coś niezwykłego - uzupator - nauka - walka - zwycięstwo. Eragon perfekcyjnie wpisuje się w ten schemat. Nie da się go zabić, jest niepokonany i od początku wiemy, że wszystko skończy się jego zwycięstwem. Czy muszę tu cokolwiek dodawać?
Film i serial
Serial Gra o tron
Książki Martina w życiu nie pokazałabym Wam w tym zestawieniu, ale serial mogę ze spokojnym sumieniem. Przyjrzyjcie się Jonowi oraz - przede wszystkim - Dany. Te postacie mają tak silny plot armor, że właściwie nie ma opcji, by którejś stała się większa krzywda... Przy okazji nasza przesłodka khaleesi to wręcz schematyczny niepokonany bohater... Jest nikim, po czym przez swoje głupie wybory staje się KIMŚ i mimo, że cały czas robi głupoty cały czas jest na szczycie... Fajnie, nie?
Gwiedne Wojny IV-VI w reż. Georga Lucasa
Luke to klasyczny przykład schematu o którym napisałam na początku posta. Ba, jego wersja fantasy - czyli Eragon - już przecież pojawił się powyżej. Naprawdę, te dwie historie są do siebie bardzo, ale to bardzo zbliżone :) Pisząc o bohaterze, którego pokonać się nie da pamiętajcie także o tym klasyku.
Zwierzogród (2016)
Bardzo lubię tą bajką. Naprawdę lubię! Uważam, że jest niezwykle ciepła i przyjemna. Niemniej jak na bajkę przystało głównej bohaterki po prostu skrzywdzić się nie da. Na starcie wiesz, że Judy wygra wszystko, mimo, że jako królik nie powinna być policjantką. Ale że to bajka... akurat jej to w pełni wybaczam. Jeśli szukacie czegoś co będzie zawierało ten motyw i co obejrzy się z czystą przyjemnością poświęćcie czas na tę animację.
World War Z (2013) w reż. Marca Forestera
Gerry, jak na bohatera akcyjniaka, jest nieśmiertelny, nie ważne co się stanie i ile ran odniesie, a że swoją misję wypełni powinno być dla nas wiadome na starcie. Jego postać jest tak papierowa jak tylko się da i właściwie dzięki temu jest perfekcyjnym przedstawieniem tego motywu.
Mad Max: na drodze gniewu (2015) w reż. Georga MilleraWprawdzie zniszczonego świata zbawić się nie da, ale Max do pokonanych bohaterów nie zalicza się na pewno. W końcu cała seria filmów opowiada o legendach z postapokaliptycznego świata, a on, jako ich część nie umiera nigdy.
Jeśli chodzi jeszcze o filmy sprawdźcie takich aktorów jak: Sylvester Stallone, Arnold Schwarzenegger, Bruce Willis, czy Chuck Norris. Grali w naprawdę wielu filmach, których bohaterów po prostu nie da się zabić.
Liczę, że po tym poście mając temat na wypracowaniu pokroju kult jednostki wybitnej dacie sobie z nim radę bez problemu :) Wiem, że pewnie większość z Was przynajmniej jeden z powyższych tytułów zna, ale teraz liczę, że jesteście w 100% świadomi jaki motyw można znaleźć pod ich głównymi bohaterami. Oczywiście, jeśli znacie inne książki, filmy, czy gry z takimi postaciami dzielcie się nimi poniżej, a jeśli macie jakiekolwiek pytania, czy wątpliwości - pytajcie śmiało.
środa, 16 listopada 2016
Dystopia i antyutopia - jak to ugryźć?
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Dziś zapraszam Was na dość szybki, spontaniczny post, który ma być swego rodzaju uzupełnieniem do wpisu o gatunkach fantastyki. Jak widzicie po tytule rozchodzić się będzie o dystopie i antyutopię. W ostatnim czasie przeczytałam parę książek utrzymanych w takim właśnie klimacie (recenzje pisane są ze sporym wyprzedzeniem: pojawią się za jakiś czas) i chcąc nie chcąc wzięło mnie na małą refleksje na ten temat.
Przede wszystkim dystopia czy antyutopia może, ale nie musi być fantastyką. Jasne, będzie temu bliżej do niej, niż do obyczajówki, ale odkryłam, że często takie dzieła są trochę jak awangarda: niby nierzeczywiste, ale jednak... jej też do mojego ukochanego gatunku nie zaliczymy, prawda? Dlatego dystopia/antyutopia sama w sobie nie oznacza, że mamy do czynienia z fantastyką. Niemniej, wystarczy, że autor da nam przyszłość z fajnymi wynalazkami, albo jakieś magiczne umiejętności bohaterów: i już daną powieść możemy nazwać fantasy, albo SF, zależnie, jakie elementy tam przeważają.
Przykładowo, większość młodzieżówek utrzymanych w tych klimatach będzie fantastyką. Igrzyska Śmierci - jako science-fiction, Czerwona Królowa - jako mieszanka dwóch głównych nurtów. Przy tym część książek dla dorosłych będzie można nazwać fantastyką, jak np. Furu.re, które jest wyraźnie powieścią syfy.
Drugą kwestia jest... nazewnictwo. W poście, do którego linka macie powyżej pisałam, że antyutopie i dystopie możemy rozdzielić; że antyutopia to podgatunek dystopii. Z tym, że teraz nie jestem tego taka pewna...
Antyutopia to po angielsku dystopia. Z tego by wynikało, że spokojnie możemy traktować to jako jeden gatunek, zwłaszcza, że założenia przecież są właściwie takie same. Jednakże i tego tak pewna obecnie nie jestem, bo w zanadrzu mam jeszcze jedną małą teorię.
Teoretycznie możemy rozdzielić to w jeszcze inny sposób, niż podałam Wam wcześniej. Dystopią możemy nazywać powieści, które są wyraźnie fantastyczne, ale przy tym mają wszystkie elementy antyutopii, zaś antyutopią wszystko, co tej magii, czy technologii w sobie nie ma. W tym momencie pierwsze słowo byłoby określeniem literatury fantastycznej, a drugie byłoby zupełnie odrębnym gatunkiem.
Co o tym sądzicie? Oczywiście, pamiętajcie, że ze mnie żaden polonista, ani znawca: mogę się mylić. Może różnice między tymi gatunkami już dawno zostały ustalone, a ja (nie czytając takiej literatury) po prostu ich nie widziałam? To dość prawdopodobne. W każdym razie zapraszam Was do dzielenia się swoim zdaniem, bo biorąc pod uwagę jak popularne są teraz dystopie pewnie macie jakieś swoje zdanie na ten temat ;)
wtorek, 15 listopada 2016
Zieleń szmaragdu: I wyszło jak zawsze
Recenzja przeniesiona na portal Fantastyka Codzienna: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/16/zielen-szmaragdu-recenzja/
sobota, 12 listopada 2016
Dream About Books TAG
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Witajcie :) Chciałabym Was dziś zaprosić na nieco luźniejszy post, a mianowicie na tag książkowy - Dream About Books do którego nominowała mnie misBOOKs z bloga Na półce i w sercu.
Mam nadzieję, że taki przerywnik się Wam spodoba :D
BYĆ MŁODYM. Książka o nastolatkach/dzieciach.Bez wahania mogę tu podać cudowne Atramentowe Serce Corneli Funke oraz Króla Złodziei tej samej autorki. Te książki są po prostu magiczne i polecam je każdemu, kto szuka w powieściach baśniowości. To cudowne dzieła nie tylko dla dzieci.
ZWIEDZIĆ ZAKAMARKI POLSKI. Książka napisana przez polskiego autora.
Jak część z Was dobrze wie bardzo lubię pozycje polskich autorów i mam już ich za sobą całkiem sporo. Pan Lodowego Ogrodu Grzędowicza, Pamięć Umarłych Kossakowskiej, czy Chłopcy Ćwieka to tylko część z nich :) W chwili pisania tego posta na mojej półce czeka też Pochłaniacz Bondy.MIEĆ PSA. Książka, w której występują zwierzęta.Oj, całkiem sporo ich :) Nawet w Wiedźminie Geralt miał przecież swoją ukochaną Płotkę. W każdym razie jeśli miałabym wybierać książkę, w której zwierzę gra odgrywa główną rolę to mogłabym wskazać między innymi Włóczęgę Kathe Koi oraz Misję na czerech łapach Camerona. Pierwsza pozycja to krótka, ale naprawdę dobra młodzieżówka, druga zaś to lekka pozycja, która fanom psów i obyczajówek zdecydowanie powinna przypaść do gustu.
BYĆ BOGATYM. Książka, którą chcesz kupić, ale szkoda ci pieniędzy.Na tę chwilę takiej książki chyba po prostu nie ma... Generalnie jestem w stanie sporo wydać, jeśli na czymś mi naprawdę zależy i nawet, jeśli kosztuje sporo po prostu na to zbieram. Jeśli coś ma mi sprawiać radość, to czemu mam sobie to odpuścić? A jeśli odpuszczam to oznacza, że nie dałoby mi wystarczającej ilości profitów, więc... po co miałabym to kupować?
ZNALEŹĆ SWOJE MIEJSCE. Książka z gatunku, którego nie czytasz często.
Heretyk z Familioka pani Bajorek! Jest to biografia zabrzańskiego pisarza, Janosha, za którym może nie przepadam, ale sama książka napisana została bardzo fajnie i lekko, dlatego zainteresowanym mogę spokojnie polecić :D Zainteresowanych zapraszam do spisu recenzji - tam znajdziecie moją pełną opinię na jej temat;PIĘKNYM BYĆ. Książka z najładniejszą okładką.Cóż mogę tu dać, by się nie powtórzyć z jakimś z wcześniejszych tagów? :D Na pewno podoba mi się wykonanie okładki Czerwieni Rubinu - jest bardzo klimatyczna. Ale zaś po Czarną Banderę chwyciłam tylko i wyłącznie przez grafikę, która wydała mi się bardzo ciekawa, podobnie jak po Demona Luster.
Jak to ja - nikogo nie nominuję, ale chętnych jak najbardziej zachęcam do wykonania tego tagu :D Wszystkich z Was zaś zachęcam poniżej do dzielenia się książkami, które z jakiegoś powodu cenicie.
środa, 9 listopada 2016
Błękit Szafiru: 3... 2...1... MIŁOSTKI START!
Recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/09/blekit-szafiru-recenzja-ksiazka/
niedziela, 6 listopada 2016
Makijaż? Nigdy w życiu!
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Jakiś czas temu pokazywałam Wam moją małą kolekcję kosmetyków kolorowych. Dziś, tak jak wspominałam w tamtym poście chce Wam opisać samo moje podejście do malowania się, bo... po prostu mam na to ochotę i tyle :) Czy to komuś pomoże, czy to kogoś zainteresuje - liczę, że tak, ale w żadnym razie niesienie pocieszenia uciśnionym, albo budzenia tony komentarzy poniżej nie jest moim celem.
Zacznijmy od tego, że dość długo uważałam makijaż za coś ble. Jak tak można? Po co? Przecież to nie ma sensu i nie jest dla mnie. Zwłaszcza, że zawsze bardzo chciałam być chłopczycą (nie, by mi to kiedykolwiek wyszło). Nie rozumiałam koleżanek w gimnazjum, które na Mikołajki kupowały sobie paletki cieni, albo na przerwach robiły sobie nawzajem kreski eyelinerem. Było to dla mnie coś obcego i innego: u mnie w domu nikt raczej takich rzeczy nie używał. Wprawdzie mama miała po jednej pomadce i mascarze, jednak sama o tym większego pojęcia nie miała, a na dodatek raczej uważała to za sprawy dla dorosłych i choć nie zabraniała mi tego dotykać to też szczególnie nie zachęcała.
Powolna zmiana postrzegania makijażu zaczęła się u mnie wraz z... zainteresowaniem fotografią. Zaczęłam powoli rozumieć, że dobrze wykonana tapeta to pół roboty przy zdjęciu. Przy okazji zaczęłam oglądać jakieś filmy o tej tematyce na Youtube i powoli, powolutku zrobiło się we mnie takie myślenie: hej, jeśli chce robić zdjęcia to muszę ogarniać choć trochę te sprawy, bo inaczej co ja powiem wizażystce, albo modelce? Wyjdę nieprofesjonalnie. To OK, sprawdźmy jedną rzecz.
Zaczęło się od jakiegoś kremu BB, a potem... powoli, powolutku zaczęło lecieć wszystko po kolei. Początkowo spytana po co to robić odpowiadałam - bo zdjęcia, jednak stopniowo po prostu zaczęłam rozumieć, że w jakimś stopniu mnie to cieszy.
Jako, że jestem osobą, która ma raczej problematyczną cerę sam makijaż robi u mnie bardzo dużą różnicę w wyglądzie, a przynajmniej - tak mi się wydaję. Ale nie, nie jestem osobą, która wstydzi się samej siebie, która siebie nie lubi i nie akceptuje. Wiem, jaka jestem i tyle. Jak mi się coś nie podoba i mogę to zmienić to zmieniam, jak wszystko jest OK, albo zmiany dokonać nie mogę - zostawiam. Nie traktuje więc makijażu jako czegoś, co ma mnie ukryć przed światem, a jako coś co... pozwala mi się nieco wyżyć artystycznie. Tak, dokładnie tak!
Lubię to, ile mogę nim zdziałać. Lubię efekty, jakie mogę za jego pomocą stworzyć i przy okazji - lubię spędzać czas sama ze sobą. I to, że siedzę przed lustrem nie wynika z tego, że czuje konieczność, a z tego, że po prostu chcę. Chcę i to lubię. Przy okazji posiadanie makijażu na twarzy jest dla mnie swego rodzaju... strojem? To znaczy, traktuje go trochę jak mundur, czy strój do pracy - gdy go mam na sobie jestem bardziej zmotywowana, by coś robić i po prostu lepiej mi się działa. I nie, nie, to nie wynika z braku samooceny. Jeśli tak sądzicie, poczytajcie trochę o tym. Specyficzny strój do pracy naprawdę pomaga w wydajności :D
Ale... abstrahując nieco od tematu mnie samej...
Mam czasem wrażenie, że makijaż jest nieco źle postrzegany jeśli chodzi o budowę samooceny.
Mianowicie, mam wrażenie, że wręcz odradza się używania go przez kompleksy (np. po to, by zamaskować za duży nos). A to... jest według mnie błędne.
Czemu?
Malując się spędzamy czas z samym sobą. Poświęcamy go dla siebie, dla własnej samorealizacji. Przy okazji poznajemy stopniowo to, jak nasza twarz jest zbudowana. Uczymy się o niej. Dobieramy kosmetyki do rodzaju cery, konturujemy twarz zależnie od jej kształtu, jesteśmy jej coraz bardziej świadomi. A moim zdaniem zwiększona świadomość to pierwszy stopień do akceptacji tego, kim jesteśmy. Dlatego... masz kompleks? Chcesz sobie pomóc z nim makijażem? Jeśli o mnie chodzi - masz zielone światło.
Cóż, właściwie tyle miałam Wam do powiedzenia ;) Makijaż jest właściwie jedną z dwóch rzeczy, którą miałam nigdy nie polubić, a ostatecznie okazał się czymś, co nie tylko akceptuje, ale także lubię i jestem w stanie wydać na to pewną część moich funduszy. A Wy? Co o tym sądzicie? Jak czujecie się z makijażem i dziewczyńskimi rzeczami? :D
czwartek, 3 listopada 2016
Czerwień Rubinu: Podróż w czasie czas zacząć
Ta recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/03/czerwien-rubinu-recenzja-ksiazka/
Subskrybuj:
Posty (Atom)





























