Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pirackie fantasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pirackie fantasy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 maja 2023

Zatopić „Niezatapialną”: piratki, parowiec i przygoda


Nes jest kapitanem na parowcu „Niezatapialna” i najbardziej znaną piratką na lokalnych rzekach w jednym. Gdy władza się zmienia, okazuje się, że razem z załogą musi zniknąć. Rozpoczyna się polowanie na statek.



„Zatopić Niezatapialną” to naprawdę bardzo solidny debiut powieściowy Anny Hrycyszyn. Jest przygodowo, dość unikatowo i lekko a czego od literatury rozrywkowej można chcieć więcej?

To oczywiście historia o piratkach, których wizja została wzięta bezpośrednio w literatury/kina przygodowego. Nie ma tu marazmu życia marynarza, jest za to praca zespołowa grupy całkiem ciekawych bohaterów. Hrycyszyn ma wystarczającą wiedzę na temat żeglugi, by opisywać rzeczy odpowiednio realistycznie, ale też oczywiście ta powieść pod żadnym względem nie miała być naturalistyczna. 

Zatopić „Niezatapialną”
Anna Hrycyszyn
wyd. Genius Creation, 2017

Historia została osadzona w steampunkowym świecie i jak najbardziej jest to fantasy, ale magii tu w gruncie rzeczy zbyt wiele nie ma: ot, mamy jakieś magiczne kamyczki, ale poza tym nie ma tu magów. I to jak najbardziej jest w porządku. Świat ma takie modyfikacje, jakie są potrzebne fabularnie. Więcej w fantasy nie trzeba.

Mogłoby się wydawać, że wzięcie kobiet na główne bohaterki pirackiej książki nie wypadnie najlepiej. Że będzie na siłę i nienaturalnie. Niestety, faktycznie wielu twórców właśnie z takimi problemami się zmaga, np. tworząc żeńskie oddziały w quasi-średniowiecznym świecie, które trudno czasem logicznie wyjaśnić. 

Ale u Hrycyszyn to się po prostu udało. Być może dlatego, że mądrze postawiła na statek parowy, który wymaga wykorzystania mniejszej ilości siły, niż żaglowiec (a przynajmniej tak mniemam), więc kobiety-piratki jakoś w tym świecie się odnajdują. Sama Nes ma zaś na tyle dobrze rozbudowaną własną historię, że po prostu wierzę w to, że ta kobieta byłaby w stanie kapitanem zostać, zaś jak pokazuje praktyka: kobiety chętniej rekrutują kobiety. I vice versa. 

Mamy tu też ciut romansu, mamy odrobinę polityki, która jest wystarczająco dobrze napisana i ot, tworzy nam się książka, którą się naprawdę lekko i przyjemnie czyta. Acz jednocześnie w niektórych momentach widać, że to jednak debiut powieściowy. W niektórych miejscach brakowało mi „mięcha”. Czasem była to kwestia rozpisania relacji, czasem odpowiedniego zbudowania napięcia, czasem po prostu wszystko działo się nieco za szybko, gdzie można byłoby całość rozpisać tak, by lepiej grała na emocjach. Ale to zdarza się i w książkach twórców, którzy mają na swoim koncie więcej wydanych powieści. 

Choć to niezbyt popularna powieść to „Zatopić Niezatapialną” naprawdę zasługuje na uwagę. Zwłaszcza jeśli szukacie powieści lekkiej, przygodowej i z silnymi głównymi bohaterkami, które nie są ani na siłę męskie, ani nie skupiają się wyłącznie na mężczyźnie po tym, jak takowy się pojawi, ani nie są nastolatkami, którym woda sodowa uderzyła do głowy.



sobota, 23 grudnia 2017

Król Bezmiarów: Po śmierci Demona Walki


Po śmierci legendarnego pirata, K. D. Rapisa, Demona Walki, jego trzy córki zaczynają rywalizować między sobą, szukając jego skarbu i próbując zdobyć wpływy w niewielkiej, położonej na wyspach, prowincji. Raladan, najlepszy pilot na całych Bezmiarach, próbuje zaś wypełnić wolę swojego kapitana i otoczyć ochroną jedną z nich. Nie będzie to łatwe: młode kobiety nie są bowiem zwykłymi ludźmi.

Tytuł: Król Bezmiarów
Tytuł serii: Księga Całości
Tom: 2
Autor: Feliks W. Kres
Liczba stron: 480
Gatunek: high fantasy, pirackie fantasy
Wydanie: Wydawnictwo Mag, Warszawa 2000
Mam problem. Naprawdę! Bardzo długo nie potrafiłam się wgryźć w „Króla bezmiarów”. Tak jak w przypadku „Północnej granicy” nie do końca pasował mi dość surowy styl Kresa, choć tematyka była dla mnie niewątpliwie ciekawsza. Dopiero na ostatnich stronach udało mi się naprawdę wciągnąć w historie. Jednocześnie jednak mam świadomość, że cała powieść jest bardzo dobra: po prostu nie do końca przemawia do mnie styl autora.
Choć „Król Bezmiarów’ to tom drugi bez problemu można go czytać, nie znając pierwszego: to zupełnie inna historia, jedynie osadzona w tym samym świecie, co „Północna granica”. Historia, którą opowiada to pozornie dość typowa, piracka opowieść. Na tle innych wyróżnia ją jednak świat, w którym została umieszczona: świat Szereru, który jest prawdopodobnie z lepiej wymyślonych, polskich uniwersów fantasy. Nie pałam wprawdzie do niego wielką miłością, ale to muszę przyznać: pomysł autora na kreacje świata naprawdę jest bardzo, bardzo dobry. Dzięki temu pozornie „pusta” historia naprawdę żyje, a pirackie legendy zdają się zamieniać w prawdę. Tylko w taką...fantastyczną.
Większą część historii obserwujemy oczami Raladana, pilota i pirata, który nie zna niczego, poza życiem na morzu. To człowiek, który ma w sobie sporo ciepła: jest wierny swoim kapitanom, nawet po ich śmierci i potrafi naprawdę pokochać. Poza nim mamy tak naprawdę chyba pięciu bardziej istotnych bohaterów, z których trójka to córki Demona Walki, pirata, który już za życia był legendą.
Chciałabym móc powiedzieć, że przeczytałam książkę niezwykle uważnie... ale przyznaje bez bicia: nie, nie zrobiłam tego. Kres posługuje się bardzo surowym językiem, który mnie po prostu potrafił męczyć i irytować. Miałam często wrażenie, że kartki „lecą” bardzo powoli; dopiero na ostatnich stronach poczułam sympatię do tego świata i opowieści. To jednak moje, indywidualne odczucia: doskonale wiem, że wiele osób kocha Kresa i wielu jeszcze pokocha jego twórczość, także nie zrażajcie się moją opinią. 
Zwłaszcza, że pod względem fabularnym ta książka jest naprawdę dobra! Piracka intryga, pozornie dość prosta, zasługuje na ogromne uznanie. Z jednej strony czerpie ze znanych nam pomysłów: mamy skarb, mamy spory rodzinne, powstania piratów, bitwy morskie i przygodę. Z drugiej strony wszystko układa się w zgrabną całość, pełną tajemnic, której rozwiązanie chce się poznać. A mówię to jako osoba, którą styl autora potrafi nieźle znudzić.
„Król bezmiarów” to dobra, ba! Nawet bardzo dobra powieść, która po prostu do mnie nie do końca trafiła. Niemniej, jeśli lubicie morskie opowieści; jeśli lubicie piratów i ciekawe, rozbudowane światy fantasy to myślę, że warto sięgnąć po tę powieść, nawet, jeśli miałaby być Waszym pierwszym spotkaniem z „Księgą całości” Kresa.

* * *

– A któż ci powiedział – rzekł widzący chaos jego myśli garbus. – że miłość musi być dobra? Na Szerń, żeglarzu, w imię tego uczucia popełniono na świecie więcej zbrodni niż w imię czegokolwiek innego, wyjąwszy może władzę! To najbardziej podstępne, okrutne i zaborcze uczucie, jakie dotknąć może człowieka, wyzwala bowiem inne: zawiść, zazdrość i gniew. Wszystko, co w nim dobre, dotyczy jednej tylko osoby. Pomyśl zatem, synu, nim nazwiesz znów dobrym owo coś, nie będące niczym innym jak kaleką, wynaturzoną, przepoczwarzoną przyjaźnią, która zaiste jest wzniosła i piękna. Mówię ci z całą mocą, że bez miłości świat byłby szczęśliwszy, pod warunkiem, że pozostałaby na nim przyjaźń.

Fragment „Króla bezmierów” Feliksa W. Kresa

czwartek, 11 sierpnia 2016

Czarna bandera: Na pohybel skurwysynom!

Tak, wzięłam tą książkę z biblioteki, bo miała fajną okładkę. Taką niebieską i z czachą, czego chcieć więcej, nie? Zwłaszcza, że nazwisko Komudy gdzieś tam mi się cały czas przewijało, choć jeszcze nie miałam okazji, aby zapoznać się z jakąś jego pracą. Do tej pory, rzecz jasna.

Tytuł: Czarna bandera
Autor: Jacek Komuda
Liczba stron: 384
Gatunek: zbiór opowiadań fantasy

XVII wiek.
Ciepłe wody, pełne Hiszpanów, piratów, złota i tajemnic.
Bo na statkach są szczury, widma pokutujących dusz, martwe ciała, ogrom martwych ciał, czarni niewolnicy, Bożkowie, nieumarli i wskazówki, jak dostać się do drogocennych skarbów. I przygody. Cała tona niebezpiecznych i śmiertelnych przygód.

Czarna bandera to pierwsza typowo piracka książka po jaką dane było mi sięgnąć. Z resztą, to także pierwsza pozycja Komudy, jaka trafiła w moje ręce. Jak było? Trochę jak przy Piratach z Karaibów, tylko nieco ostrzej i nieco mniej kolorowo. Ale dalej.... całkiem barwnie. 
Nie byłam, nie jestem i raczej nie będę fanką historii, których akcja dzieje się na statkach. Przepadam za szanty, ale filmy, czy historie tego typu potrafią mnie nieco znudzić. I nie przeczę - nie bawiłam się na Czarnej banderze doskonale. Ale dobrze? I owszem. 
Zbiór opowiadań Komudy nie jest czymś najbardziej pomysłowym i zaskakującym, przynajmniej nie dla mnie, zwłaszcza, że opowiadania mają często stosunkowo podobne motywy. Z resztą, trudno by było inaczej... Morska podróż wymaga utrzymania pewnych schematów. Mimo to w swoich opowiadaniach tworzy bardzo przyjemny klimat. Klimat morskich opowieści, opowiadanych jakby przez starego pirata, który wspomina dawne dzieje i przygody. Tak, chyba mniej więcej tak odebrałam te opowiadania.
Komuda ma całkiem przyjemny styl, choć czasem jego opisy mogą nieco nudzić, a przynajmniej ja potrafiłam się chwilami wyłączyć podczas czytania. Jasne, bez specjalistycznego słownictwa takie opowiadania by się nie obeszły i czasami musiałam dłużej pomyśleć nad niektórymi słowami, ale poza tym autor jest bardzo swobodny w tym, co robi. Przy tym pisze stosunkowo... surowo, mimo wszystko, bez nadmiernych emocji i zachowuje przy tym dobry umiar, jeśli chodzi o przekleństwa, bijatyki, czy wulgarność. Mimo tematu, przy którym łatwo z tym przesadzić nie poczułam się ani na chwilę zniesmaczona opowiadaniami. Choć tak, są trochę brutalne - w tym przypadku inaczej się po prostu nie dało i nie da - wszystko jednak ładnie zgrywa się w całość i równoważy. 
Opis na okładce mówi, że to bardzo męska literatura, a ja... nie powiedziałabym. To ładne opowiadania, nie wybitne, ale ładne i fajnie skonstruowane, a to, że o piratach i łodziach? Nie tylko mężczyźni lubuję się w takiej tematyce...
W przypadku opowiadań liczy się raczej sama historia, a nie - głębocy bohaterowie i to w historiach z Czarnej Bandery dość wyraźnie widać. Bohaterów jest wielu, szybko się zmieniają  (czy to przez śmierć, czy kolejne opowiadanie) i trudno się do nich przywiązać. W tym przypadku główną role na prawdę odgrywa przygoda, która ma miejsce w każdym z opowiadań. Który pomysł spodobał mi się najbardziej? Zastanawiałabym się nad dwoma opowiadaniami. Oprawcą i Lodowym szkwale, gdybym naprawdę koniecznie musiała wybierać, jednak prawda jest taka, że wszystkie są do siebie bardzo zbliżone zarówno klimatem, stylem, jak i tempem akcji.
Polecam każdemu, kto ma ochotę na coś pirackiego - jestem pewna że Czarna bandera to naprawdę fajna lektura dla takich właśnie osób. Inni też raczej spokojnie mogą po nią sięgać, niemniej - jak wspominałam - sama specyfika słownictwa może sprawić, że czytanie będzie nieco trudniejsze, niż zwykle.

Nomida zaczarowane-szablony