Ta recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/30/atlas-zbuntowany-recenzja/
piątek, 30 grudnia 2016
środa, 28 grudnia 2016
Przenajświętsza Rzeczpospolita: Inaczej o przyszłośći
poniedziałek, 26 grudnia 2016
Strażnicy błyskawicy: Gdy to nie ork jest tym złym
Recenzje o tej książce znajdziesz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/26/straznicy-blyskawicy-recenzja/
sobota, 24 grudnia 2016
Czas przebaczeń
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Wigilia. Piękny czas spędzany z rodziną. Bliskość innych, ciepło
bijące z każdego zakamarka świata, z wielkimi centrami handlowymi w roli
głównej. Ciekawe, ile ciepła w sumie dawałyby te neony, gdyby zliczyć je
wszystkie?
Mogłabym życzyć Wam wesołych świąt i szczęśliwego Nowego Roku –
tylko po co? :) W końcu te puste słowa powtarzane są teraz niemal wszędzie, a
nie sądzę, by grupowe życzenia kierowane w eter miały jakiś większy sens. Za to
mam dziś do Was małe przemyślenie spowodowane jakby nie było właśnie aktualnym
czasem.
Podobno Wigilia to czas by się godzić i przepraszać. I jasne,
jeśli ktoś nie potrafi przyznać się do błędu przez cały rok, a ten jeden dzień
jest dla niego motywacją, by to zrobić to nie mam nic przeciwko. Lepiej późno
niż wcale. Niemniej, choć to właśnie o przepraszaniu ma być ten post to jednak
o nieco innym rodzaju przeprosin. Bo te szczere i głębokie za błędy, które popełniliśmy
często są jak najbardziej potrzebne dla odratowania, czy poprawy wspólnych
relacji z bliskimi. O jaki typ przeprosin mi chodzi? Już przechodzę do sedna.
Taki typ przeprosin występuje zwykle w przypadku ludzi, których
dopiero co poznałam. Których znam z imienia, może wiem o kilku rzeczach z ich
życia, niemniej nie łączy nas nic więcej. I pojawia się nadzwyczaj często.
Kiedy? A no wtedy, gdy muszę coś z tą osobą zrobić, lub ta osoba potrzebuje jakiejś
pomocy z mojej strony. Dodatkowo praktycznie zawsze dotyczy to osób o niskiej
samoocenie.
Przykładowo, ktoś pyta mnie o zadanie na ćwiczenia. Odpowiadam mu
i zamiast słyszeć po prostu ok, dzięki
to słyszę dziękuję, przepraszam, że
przeszkodziłem/am.
Mamy zrobić coś w grupie. Odwalam swoją robotę – bo po prostu
musimy to zrobić i tyle. I znów dostaje za to podziękowanie w którym wyraźnie
czuć lęk i chęć przeprosin, bo OMG, Ty
się tak napracowałaś!
Boże, ludzie błagam! Wiecie, jak irytujące jest takie zachowanie?
Jeśli zaliczacie się do grupy ludzi, którzy tak robią to daje wam
dobrą, bożonarodzeniową radę – natychmiast przestańcie.
To, że ktoś Wam odpisze na Facebooku na proste pytanie, albo
pomoże Wam w czymś drobnym nie oznacza, że macie od razu czuć się winni i
przepraszać owego człowieka. Wystarczy zwykłe, szczere podziękowanie, ni mniej,
ni więcej. Jeśli ten ktoś uzna, że Wasze pytanie lub prośba przerasta jego
możliwości, albo nie ma czasu, lub ochoty na kontakt z Wami po prostu Wam to
powie, lub Was zmyje i tyle. Skoro pomógł to zrobił to z własnej i
nieprzymuszonej woli. W końcu prośbę zawsze można odrzucić, a na pytanie nie
odpowiedzieć.
A co z ludźmi, którzy nam pomagają tylko dlatego, że głupio im
powiedzieć nie? Może właśnie należy przepraszać przez takie osoby?
W żadnym razie.
Jeśli ktoś uważa, że przeszkadza mu rozmówca, ale nie potrafi mu
tego powiedzieć, bo przecież trzeba być miłym i pomagać innym to wybaczcie – sam
sobie robi pod górkę. To jego wolna wola, że spędza z Wami czas w jakiejkolwiek
formie i to nie Wasza wina, że się na to godzi. W takiej sytuacji to on jest
problemem dla samego siebie, a nie Wy dla niego.
Także Moi Drodzy – pewności siebie w relacjach międzyludzkich.
Naprawdę, przepraszanie za wszystko to okropny nawyk. Oduczcie się tego, a
będzie po prostu żyło się Wam lepiej.
czwartek, 22 grudnia 2016
Po królewsku na plaży
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Uwielbiam
królewny, wiecie? Morze też jest niczego sobie. Nigdy jednak, nie przyszłoby mi
do głowy, że w grudniu uda mi się wyciągnąć na zdjęcia przedstawicielkę
królewskiego rodu na plażę, w czasie której poza staniem na plaży
odbyłoby się i moczenie nóg, i czołganie się w błocie. A jednak... stało się.
Tym
razem pozowała mi Marta w stroju Asseylum Vers Allusi, czyli postaci z
anime Aldoah.Zero. Szczerze przyznam,
że choć mam tę bajkę w planach to nie miałam z nią bliższej styczności i nie
mam pojęcia o czym w gruncie rzeczy jest. Na całe szczęście do focenia cosplay’ów
taka wiedza nie jest niezbędna.
Sesja
była... co najmniej ciekawa. Wprawdzie w czasie jej trwania nie było zbyt
zimno, co pozwoliło nam przetrwać ten czas, ale hej, słona woda oraz błoto to
zdecydowanie nie jest rzecz, w której chciałoby się bawić w chwili, gdy z nieba
niemal cały czas coś kropi, a większość ludzi chodzi w kurtkach. Na szczęście
cosplayer wyzwań się nie boi, a włożenie kaloszy pod suknię też przecież nie
jest niewiarygodnie dużym wyzwaniem.
Cóż
mam powiedzieć? Jestem dość zadowolona z efektów: w delikatnych, kobiecych
klimatach czuję się naprawdę dobrze, a tak wielkiej sukni jeszcze w swoim
portfolio do tej pory nie miałam :D
Oczywiście,
zapraszam na strony: modelki oraz moją:
wtorek, 20 grudnia 2016
Fakty i mity w ekonomii: Ekonomiczno-książkowy pogromca mitów
Recenzja została przeniesiona tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/20/fakty-i-mity-w-ekonomii-recenzja/
niedziela, 18 grudnia 2016
Wikingowie. Sezony 1-2: W mroźnej krainie
Recenzja przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/18/wikingowie-sezony-1-2-recenzja/
czwartek, 15 grudnia 2016
Ta recenzja została przeniesiona: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/15/rok-1984-recenzja/
Etykiety:
dla dorosłych,
dystopia/antyutopia,
literatura brytyjska,
recenzja
wtorek, 13 grudnia 2016
Może reportaż radiowy nie jest taki zły?
Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Jestem
wzrokowcem, który łatwo się rozprasza, przez co słuchanie audiobooków to dla
mnie droga przez mękę. Lubię muzykę, ale radio nigdy kompletnie mnie nie
interesowało. Mogło sobie lecieć w tle, ale czy kiedykolwiek pomyślałabym, że
będę miała z nim jakąś bliższą styczność? W życiu! Przynajmniej nie do czasu, w
którym postanowiłam studiować dziennikarstwo...
Już
na początku moich studiów – czyli w październiku – zostałam zmuszona być na
konferencji dotyczącej radia studenckiego. Poza wykładami i prezentacjami,
które kompletnie mnie nie interesowały i po prostu nudziły mogłam wybrać także
jedne z trzech warsztatów. Wybrałam reportaż artystyczny. Dlaczego? Bo miało
słowo artystyczny w nazwie, ot cały powód.
Jedną
z prowadzących warsztaty była pani Hanna Wilczyńska-Toczko, która zajęcia
poprowadziła poprzez pokazanie nam jednego ze swoich reportaży, a później, na
jego bazie mówiła o tym jak taki reportaż się tworzy i jak wyglądało to od
podszewki. I wiecie co...? O dziwo, zainteresowała mnie historia, którą
stworzyła, co z resztą doprowadziło do powstania tegoż właśnie postu :)
Reportaż,
z którym miałam okazje się zapoznać nosi tytuł Malajka i nie jest jakąś nowością - historia, o której opowiada
miała miejsce w 2006 roku. Można go odsłuchać w sieci, także jeśli wolicie
najpierw coś poznać, a potem dopiero o tym słuchać kliknijcie w link poniżej. Reportaż
ma niecałe trzydzieści minut, także to dobry czas by przy nim napić się
herbaty, albo coś po prostu zjeść.
Malajka,
czyli anioł - tak nazywano Kingę Choszcz, polską podróżniczkę, która razem z
Radosławem „Chopinem” Siudą wyruszyła w pięcioletnią podróż dookoła świata. Po
powrocie postanowiła sama wyruszyć w podróż dookoła Afryki. Skoro już macie
reportaż za sobą, wiecie, że jej historia nie kończy się zbyt radośnie –
Malajka umiera w Ganie przez malarię.
Nie
mam zamiaru streszczać tu życiorysu tej postaci, bo nie o to w tym poście mi
chodzi. Sama w sobie Kinga nie jest typem osoby, który by mnie w jakiś szczególny
sposób fascynował. Podobnych historii jest wiele, a jak część z Was dobrze wie
nie należę do osób, które by się nad czymś takim rozczulały. Ale...
...
ale to, w jaki sposób wypowiadał się o niej Chopin w reportażu już jest czymś,
co poruszyć mnie może.
W reportażu mamy dwie, właściwie
trzy narracje. Główną – tą Chopina, mamy wstawkę z nagrania rozmowy z Kingą
oraz aktorkę, która czyta jej dziennik. Bądź co bądź początkowo uznawałam
właśnie ją za najsłabsze ogniwo, bo wyraźnie widać różnice między tym, jak ona
czyta dziennik, a tym, jak wypowiadał się narrator. Ostatecznie jednak jakoś do
tego przywykłam.
Podejrzewam,
że zwróciliście uwagę na to, jak podobnym słownictwem operuje Kinga oraz
Chopin. Idealnie się dopełniają i przeplatają, tworząc całość. Tyle, że... tu
nie było scenariusza. Nagranie rozmowy z narratorem odbyło się w dniu pogrzebu
Kingi, na jednej z Gdańskich ulic. Z tego co mi wiadomo nie miał on pojęcia o
istnieniu nagrania z początku reportażu, a już po nim można stwierdzić jak
idealnie ta dwójka ludzi się dopełniała. Przy okazji spokój tego człowieka, to,
jak jasno się wypowiada mimo śmierci, z którą dopiero co miał do czynienia jest
naprawdę niezwykły.
Nie,
nie czuje się zakochana w reportażu radiowym. Jestem wzrokowcem i to się nie
zmieni. Ale akurat tego dzieła wysłuchałam i sprawiło mi niejaką przyjemność,
dlatego postanowiłam się tym z Wami podzielić. Ot, tak po prostu,
spontanicznie. Co Wy sądzicie o tym reportażu i o reportażu filmowym ogólnie?
Słyszeliście wcześniej o Kindze? A może czytaliście jakąś jej książkę?
niedziela, 11 grudnia 2016
JAK a nie JAKĄ – czyli poradnik kupowania książkowego prezentu
Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Uprzedzam,
że większość propozycji w tym poście dotyczy osób, które czytać lubią: w końcu
po co wręczać książkę komuś, kto nawet do niej nie zajrzy? ;) I choć temat wpadł mi do głowy z powodu świąt to pamiętajcie, że poniższe punkty sprawdzą się w każdej sytuacji, w której chcecie kupić książkowy prezent.
Kup obdarowywanej
osobie jej wymarzoną książkę
Punkt
pierwszy, najważniejszy i najprostszy ;) Jeśli osoba, której chcesz kupić
książkę ma bardzo konkretny gust, albo po prostu wiesz, co chciałaby przeczytać
po prostu nie kombinuj i kup właśnie to. Często zdarza się jednak, że w
przypadku klasowych mikołajek, albo innych przypadków, w którym mamy obdarować
osobę którą słabo znamy wiemy, że dana osoba lubi czytać... ale nie wiemy co.
Ale spokojnie, i takiej osobie możesz kupić książkę idealną. O ile oczywiście
będziesz mieć nieco szczęścia oraz nieco się w to zaangażujesz.
W
takiej sytuacji dobrze jest albo wysłać kogoś na zwiady, albo samemu podpytać
osoby, dla której chcemy kupić książkę. Wdaj się z tą osobą w dyskusje na temat
literatury. Na przykład usiądź (niby przypadkiem) obok niej z książką, udaj, że
czytasz, a po chwili spróbuj zagadać, komentując trzymaną przez siebie pozycje:
żaden mól książkowy nie przegapi okazji, by wypowiedzieć się o swoim guście
(oczywiście, pod warunkiem, że nie jest zajęty czymś innym).
Możesz
także spróbować zacząć rozmowę o... Lubimy Czytać. Jeśli okaże się, że druga
osoba też ma konto, a Ty je poznasz to sprawę także masz załatwioną ;)
Wystarczy pogrzebać i sprawdzić, co dana osoba czytała, co chce w prezencie, a
co posiada i czego na pewno dostać by nie chciała.
Ładny nie znaczy zły!
Chcesz
uniknąć wtopy, jaką byłoby podarowanie osoby książki, którą posiada, albo
literatury, która nie jest dla niego? Postaw na pozycje, która będzie przede
wszystkim ładna.
Obecnie
na rynku mamy ogrom książek, które są biografiami, poradnikami, czy atlasami
jakiś krain fantastycznych krain geograficznych i w których główną rolę
odgrywają grafiki. Tego typu wydania są zwykle duże i choć swoje kosztują to
prezentują się wręcz genialnie, będąc przy tym dobrym prezentem nawet dla
osoby, która książek nie lubi.
Sama
znam kilka przypadków, gdzie obdarowywana osoba nie lubiła książek, ale dostała
prezent tego typu i nagle okazało się, że była nim zachwycona. Bo kto nie lubi
porządnie wydrukowanych ładnych zdjęć, albo grafik? A naprawdę na rynku takich
pozycji mamy tyle, że łatwo kupić coś związanego z zainteresowaniem drugiej
osoby.
Dla
mola książkowego to też cudowny prezent. Czemu? Widzicie, wiem to po sobie:
jeśli nawet jakaś książka mi się wizualnie podoba, to jeśli ma więcej obrazków,
niż tekstu po prostu szkoda mi na nią funduszy. Nie znaczy to, że nie
ucieszyłabym się z niej: po prostu lubię czytać tak bardzo, że jeśli książka
nie jest zalana treścią to przeczytam ją i odstawię na półkę bardzo szybko.
Przy tym takie książki – jak już wspominałam – swoje kosztują. Dlatego choć
sama jej nie kupię to z radością na półce bym ją przywitała: osobiście uważam,
że jedne z najlepszych prezentów to takie, na które osobie obdarowywanej szkoda
pieniędzy, a z drugiej strony sprawią jej przyjemność.
Masz
obok siebie osobę, która dopiero zaczęła uwielbiać książki, albo wiesz, że po
prostu mało co ma na półce? Postaw na klasykę literatury z gatunku, który ta
osoba lubi.
Tego
typu literatura często wydana jest w bardzo ładny sposób, łatwo znaleźć ją w
księgarniach, a przy tym nawet, jeśli danej osobie książka do gustu nie
przypadnie, to jest spora szansa, że uzna, iż warto ją mieć. Klasyka literatury
to bardzo bezpieczny prezent pod tym względem. Jeśli jednak chcesz taką pozycje
kupić naprawdę upewnij się, że dana osoba nie ma jej u siebie.
Czasem więcej znaczy
lepiej
Masz
do wydania +/- 40zł i chcesz, lub musisz komuś wręczyć prezent. Wiesz, że dana
osoba lubi książki, ale nie masz pojęcia jakie. Przy tym chciałbyś tę osobę
nieco zaskoczyć i sprawić, by była z prezentu zadowolona... Mam dla Ciebie
bardzo dobre wyjście!
Wiele
księgarni internetowych (i nie tylko) ma w swojej ofercie książki do 10zł,
które po prostu wcześniej z jakiegoś powodu się nie sprzedały. Wśród nich
większość to po prostu lektury, na które nawet nie warto spojrzeć, ale z
doświadczenia wiem, że jeśli się pogrzebie, można wśród nich znaleźć sporo
ciekawych tytułów. Przykładowo, Rok 1984
oraz Misja na czterech łapach to
pozycje, które kupiłam do tej kwoty i które uznałam za albo dobrą, albo miłą
literaturę.
Już
wiesz, co masz zrobić? Pogrzeb wśród takich książek i spróbuj wyłowić z nich
sensowne pozycje (a tych trochę tam mimo wszystko jest), które wręczysz danej
osobie robiąc efekt wow. W końcu
dajesz jej kilka książek, a nie jedną, a na dodatek sporo z nich jest już
prawdopodobnie trudno dostępne. Oczywiście, zapewne nie wszystkie przypadną jej
do gustu, ale na pewno taka osoba doceni Twoje starania.
piątek, 9 grudnia 2016
Recenzja przeniesiona: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/09/lewa-reka-ciemnosci-recenzja/
Etykiety:
dla dorosłych,
fantastyka,
literatura amerykańska,
recenzja,
science-fiction
czwartek, 8 grudnia 2016
Powrót do przedszkola. Tym razem z aparatem!
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Mniej
więcej od jesieni 2015 kilkukrotnie udało mi się współpracować z pewnym
przedszkolem. Oczywiście, współpraca miała formę nie inną, a fotograficzną :)
Brałam udział w czterech wydarzeniach, w czasie których wykonywałam reportaż dla
rodziców. Poniżej macie zdjęcia z dwóch z nich.
Doświadczenia
były naprawdę przyjemne: nie dość, że mogłam sobie dorobić, to jeszcze miałam
zapewnioną wycieczkę w miłym towarzystwie dzieciaków, które do pozowania zawsze
są bardzo chętne ;) Niech jednak nikt z Was nie pomyśli, że była to bardzo
lekka praca. Co to, to nie. Dzięki tym zleceniom dane było mi okryć, że
bieganie z aparatem potrafi naprawdę zmęczyć: zwłaszcza, jeśli wokół panuje
upał, a trzeba być w kilku miejscach jednocześnie. Również obróbka takiej
ilości zdjęć nie należy do najprzyjemniejszych: przy tego typu reportażu musi
być ich jak najwięcej, tak, by rodzice mogli bez problemu znaleźć swoje
dziecko. W końcu takie zdjęcia kupuje się po to, by znaleźć na nich te parę zdjęć
właśnie z nim.
Praca
nad takim zleceniem to często cały dzień, albo pół dnia w terenie oraz później
– kilka/kilkanaście godzin siedzenia przed komputerem, wybierania, obrabiania i
nagrywania na płytki fotografii. Uwierzcie mi, że moje oczy po takim zleceniu
po prostu wysiadają :D Chociaż obróbka sprawia mi ogromną radość, a te zdjęcia
wymagają tylko lekkiej korekty (kontrast, nasycenie barw, ostrość) to i tak, i
tak po jakimś czasie miałam po prostu dość. Niemniej, cieszę się, że dostałam
takie możliwości i liczę, że w przyszłości będę mogła coś takiego wykonać
ponownie :D
Standardowo,
na koniec zapraszam Was na mój zdjęciowy fanpage.
wtorek, 6 grudnia 2016
Biblioteczka: Studencki regał
Wpis został zarchiwizowany na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/06/studencki-regal-z-2016-roku/
niedziela, 4 grudnia 2016
Drewniany Most na Facebooku!

Spotkasz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Na razie poza jednym postem oraz dwoma zdjęciami nic tam nie ma, ale to wkrótce pewnie się zmieni.
Po prawej możecie znaleźć w tym momencie cztery odnośniki: jeden do mojego zdjęciowego fanpage'a, drugi do fanpage'a DM, odnośnik do Instagrama oraz do portalu Lubimy Czytać. Cóż, jest tego trochę, ale liczę, że to po prostu ułatwi Wam komunikacje ze mną.
Po prawej możecie znaleźć w tym momencie cztery odnośniki: jeden do mojego zdjęciowego fanpage'a, drugi do fanpage'a DM, odnośnik do Instagrama oraz do portalu Lubimy Czytać. Cóż, jest tego trochę, ale liczę, że to po prostu ułatwi Wam komunikacje ze mną.
Na dziś to wszystko. Żądnych czytania zapraszam do poprzednich postów oraz na nowy post, który zostanie opublikowany już w mikołajki :)
sobota, 3 grudnia 2016
Futu.re: Nadszedł czas na nieśmiertelność
Recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/12/03/futu-re-recenzja/
środa, 30 listopada 2016
Sprawdź moją opinię o tej książce na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/30/i-nie-bylo-juz-nikogo-recenzja/
niedziela, 27 listopada 2016
Ten wpis został zarchiwizowany na Fantastyce Codziennej: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/27/pochlaniacz-bonda-recenzja/
czwartek, 24 listopada 2016
Miasto złudzeń: Szukając tożsamości
Recenzja została przeniesiona na Fantastykę Codzienną: https://fantastykacodzienna.pl/2016/11/24/miasto-zludzen-recenzja-sf/
Etykiety:
dla dorosłych,
fantastyka,
literatura amerykańska,
recenzja,
science-fiction
wtorek, 22 listopada 2016
Keal'thas w oliwskim parku
Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/
Miałam niezwykle długą przerwę od robienia zdjęć... to znaczy, jasne, byłam na kilku zleceniach, jednak od czerwca nie wykonałam żadnej sesji zdjęciowej, którą sama bym zorganizowała. Po części przez wyjazd do Holandii, a później przez studia: sierpień i wrzesień minął mi na oczekiwaniu na wyjazd, a potem musiałam się zaaklimatyzować.
Na szczęście w końcu nadszedł czas na coś nowego! Ponieważ obecnie stacjonuje w Gdańsku skontaktowałam się z Denisem: cosplayerem z tego miasta, którego kojarzyłam dzięki Pyrkonowi. Okazało się, że ma na stanie nowiutki cosplay Kael'thasa z Warcrafta. Sesja odbyła się na terenie parku na Oliwie: przepięknego ,wręcz magicznego miejsca, które gdzieniegdzie wyglądało niemal dokładnie tak jak spaczenie z WoWa ;) Przy wszystkim wzbudzaliśmy spore zainteresowanie, zwłaszcza dzieci od których w parku się roiło. Od jednego z maluchów dowiedzieliśmy się nawet, że Denis nie jest prawdziwym elfem, bo... nie ma skrzydeł :D Jak na listopad przystało było dość zimno, ale daliśmy sobie radę.
Zanim zerkniecie na zdjęcia zapraszam na nasze fanpage:
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























