Sippy wiódł niedawno szczęśliwe życie amerykańskiego dżentelmena. Gdy jednak jego żona oddała na makulaturę wszystkie powieści groszowe, które posiadał, wyemigrował na Dziki Zachód, gdzie poznał Billy’ego Kida, sławnego rewolwerowca, który prędko stał się jego bliskim przyjacielem.
![]() |
Tytuł: Wszystko
dla Billy’ego
Autor: Larry
McMurtry
Tłumaczenie: Tadeusz
Szafrański
Liczba
stron: 288
Gatunek: western,
powieść przygodowa
Wydanie: Wojciech
Pogonowski, Warszawa 1993
|
Od
dawna chciałam przeczytać „czysty” western, jednak do tej pory nie nadarzyła
się taka okazja. Gdy więc ujrzałam okładkę tej nie najnowszej, bo wydanej w 1993
roku, książki, uznałam, że muszę ją do siebie przygarnąć. I choć nie było
wybitnie, to nie żałuje spędzonego z nią czasu.
Treść
książki opowiada teoretycznie o prawdziwej postaci, jednak trudno mi stwierdzić,
ile w niej jest faktów, bo po prostu jego historią nigdy się nie interesowałam
i osobiście historię traktuje po prostu jako typową fikcje.
„Wszystko
dla Billy’ego” to powieść z narracją pierwszoosobową. Opowieść snuje nam Sippy:
sympatyczny, już nie najmłodszy pan. Najpierw był fanem powieści groszowych,
potem zaczął je czytać, by następnie sprawdzić na własnej skórze, na czym
polega bycie na Dzikim Zachodzie. [SPOILER?] Tak naprawdę od pierwszych stron
wiemy, jak mniej więcej skończy się życie Billy’ego Kida: Sippy nie ukrywa, że jego
przyjaciel odszedł już z tego świata i że to, co czytamy, jest po prostu
zbiorem jego wspomnień o nim. I właśnie mniej więcej taką formę ma ta powieść.[KONIEC
SPOILERA]
Osobiście
odebrałam ją właśnie w ten sposób: to zbiór historii z życia tej dwójki
przyjaciół, który jako tako łączy się w całość, ale każda przygoda jest jednak
oddzielona od siebie osobnym rozdziałem. Przez to czyta się to bardzo lekko, bo
tak naprawdę nie mamy wewnątrz głębokich powiązań, czy bardzo rozbudowanej
linii fabularnej. Całość próbuje być bardzo nostalgiczna, odwołując się do „typowego”
Dzikiego Zachodu.
No
i właśnie... to z jednej strony powieść, której nie mogę wiele zarzucić. Czyta
się ją szybko, do pewnego stopnia
dostarcza rozrywki, a westernowego ducha a niej nie brakuje. Bohaterowie,
włącznie z Billy’m, też raczej wzbudzają sympatię. Właściwie naszego głównego
rewolwerowca i zabójce wcale nie postrzegałam jako takowego. Zabijał...
przypadkiem. A gdy tego nie robił, był całkiem przyjemnym kompanem.
Z
drugiej jednak strony, to nie jest lektura wybitna, która zapadła mi
czymkolwiek w pamięci. Nie jest to też historia, w którą śmiem uwierzyć: sytuacja
Sippy’ego, który wybrał się na Dziki Zachód po tym, jak żona oddała jego
książki, wydaje mi się zbyt karykaturalna, bym mogła naprawdę szczerze wsiąknąć
w tę powieść.
Jeśli
odpowiada Wam przygodowa historia, umieszczona w westernowej konwencji, połączona
ze sporą dawką nostalgii i wspominania zmarłego przyjaciela, po „Wszystko dla
Billy’ego” możecie swobodnie sięgać. To książka, którą naprawdę nie najgorzej
się czyta. Jak już jednak wspominałam, to nie jest nic, po co koniecznie każdy musi się zabrać... bo daleko tej pozycji do perełki, której
warto wszędzie szukać.
*
* *
–
Jestem Ben Sippy – oznajmiłem, pomyślawszy, że nadszedł już czas, byśmy się
sobie przedstawili. Wstałem i wyciągnąłem do niego rękę.
Billy
nie podał mi swojej, tylko ponownie wykrzywił twarz w grymasie uśmiechu. Oba
przednie zęby wystawały mu do przodu i były poszczerbione.
–
Cześć, panie Sippy, czy jest pan z Missisipi? – zapytał i wybuchnął śmiechem. W
owych czasach Billy zawsze bawił się swymi powiedzeniami. Gdy się tak śmiał z
powodu jakiegoś własnego kawału, trudno było go nie lubić – był wówczas radosny
jak wygrywające dziecko.
Fragment
„Wszystkiego dla Billy’ego” Larry’ego McMurtry

