Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura włoska. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 lipca 2023

Sekta zabójców: młodzieżowe fantasy z potężną, złą gildią


Dubhe została wytrenowana na zabójczynie, jednak wybrała ścieżkę złodziejki. Gdy zostaje nałożona na nią klątwa, szuka możliwości, by się jej pozbyć. W ten sposób trafia do Gildii Zabójców, wyznawców przerażającego boga, którzy obiecują jej remedium w zamian za dołączenie do ich stowarzyszenia.



Historie o Świecie Wynurzonym czytam już od jakiś 15 lat i w dalszym ciągu ich nie skończyłam. I choć wiem, że to już nie są lektury dla mnie, to jednak jakoś do nich wracam. Tym razem w moje ręce trafił pierwszy tom „Wojen Świata Wynurzonego”, czyli „Sekta zabójców”. Akcja tej książki rozgrywa się około 40 lat po wydarzeniach z „Kronik…”, pierwszej z trzech trylogii osadzonej w tym uniwersum.

Sekta zabójców
Licia Troisi
wyd. Videograf II, 2008
Cykl Wojny świata wynurzonego, t. 1

Nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego i też niczego takiego nie dostałam. To raczej dość schematyczna powieść dla młodzieży z topornie zbudowanym (choć rozbudowanym) światem. Jednocześnie jednak jest to parę ciekawych pomysłów i rozwiązań, na których autorzy aktualnie tworzonych młodzieżówek mogliby się uczyć.

Nie do końca przemawia do mnie motyw wielkich, potężnych sekt zabójców, które wyznają krwawych bogów, a przynajmniej nie w tak przerysowanej formie. Ale jednocześnie w ramach tej konwencji jestem w stanie przymknąć na to oko i trochę zawiesić niewiarę. Dzięki temu doceniam sam główny zabieg fabularny. Dubhe jest postacią, którą można polubić, bo mimo umiejętności typowych dla płatnego zabijaki, ona wcale nie chce nim być. Jednocześnie cały świat próbuje jej wmówić, że jednak powinna, co rodzi nawet sympatyczny konflikt. W żadnym razie nie wybitny, szczególnie głęboki czy bardzo wiarygodny, ale po prostu – sympatyczny.

Sposób narracji, czy styl autorki jest w tej książce naprawdę bardzo prosty, co jest właściwie typowe dla tego cyklu. Znając tę książkę, całą poprzednią trylogię oraz dwa tomy kolejnej mogę stwierdzić, że „Wojny…” zapowiadają się lepiej, niż „Legendy…”. Do „Kronik…” nawet nie próbuję ich porównywać: czytałam ten cykl dawno i mam do niego nostalgię. 

Nie wiem, czy warto po tę książkę sięgać, jeśli ktoś po prostu szuka dobrego fantasy. Ale czytelnicy młodzieżowej fantastyki, których kręci motyw nastolatki-zabójczyni być może powinni się jej przyjrzeć. Oczywiście to może być też, jak w moim przypadku, nostalgiczna podróż. Ale czy ta książka wniosła cokolwiek więcej do mojego życia? Nie. Była po prostu zapychającym czas czytadełkiem, z którego już dawno wyrosłam. Jednocześnie mam świadomość, że gdybym czytała ją, mając te 12-15 lat, mogłabym być z lektury całkiem zadowolona.



środa, 12 lipca 2023

The Love Hypothesis: jakie to było zaskakująco miłe!


Olive całuje pierwszego spotkanego na korytarzu uniwersytetu mężczyznę. Okazuje się, że jest nim wykładowca Adam Carlsen, postrach wszystkich studentów oraz doktorantów. Ku zaskoczeniu dziewczyny, mężczyzna nie wnosi jednak pozwu. Zamiast tego oferuje układ ku obopólnej korzyści. Wraz z doktorantką będą udawać parę.



Było już dobrze po północy. Aby się trochę „przyspać”, szukałam czegoś lekkiego na czytniku, bo na nim aktualnie najlepiej czyta mi się bezpośrednio przed snem. Tak jakoś wyszło, że otwarłam „The Love Hypothesis”. I zamiast iść spać po dwóch rozdziałach, przeczytałam ponad pół książki za jednym nocnym posiedzeniem.

The Love Hypothesis
Ali Hazelwood
wyd. You&YA, 2022

To romans z kategorii tych „cute” i jednocześnie kompletnie bez spiny. Lekki, napisany prostym, ale też „jasnym”, radosnym wręcz stylem. Nie nazwałabym tej książki żartobliwą czy komediową. Ona po prostu traktuje siebie samą kompletnie na luzie.

I dobrze, bo o ile w takiej formie ta historia działa, to odrobina więcej powagi sprawiłaby, że cała opowieść straciłaby jakikolwiek sens. No bo w gruncie rzeczy wszystkie problemy fabularne są tu grubymi nićmi szyte jak w najlepszych komediach romantycznych. Wszystko polega na wzajemnym niedomyślaniu się podstawowych rzeczy, na podsłuchanych w niewłaściwym momencie rozmowach i nagłych splotów wydarzeń, kiedy to spotkanie bohaterów jest przerywane akurat w kluczowym momencie. Dlatego, jeśli ktoś w trakcie czytania nie kupi samej lekkiej konwencji historii, to może po prostu poczuć się rozczarowany.

Ale na moje własne szczęście, ja tę konwencję kupuję, tak po prostu. Zwłaszcza że moim zdaniem autorka całkiem sprawnie pisze dialogi i dobrze buduje relacje między bohaterami. Ta zresztą jak na takie historie naprawdę wypada dość „zdrowo”, a wszelkie przejawy toksyczności relacji prędzej czy później są dość sensownie rozwiązywane. Na pewno tej powieści pomaga fakt, że bohaterzy są dorosłymi osobami, które bądź co bądź stanowią o sobie i nawet jeśli się w coś pakują, to są już po prostu odpowiedzialni za samych siebie, więc mają do tego, jak najbardziej prawo.

Sami bohaterzy są w moim odczuciu sympatyczni. Protagonistka, Olive, to chaotyczna wariatka, która wierzy w to, co robi, uwielbia dyniową kawę i jest jej wszędzie pełno, ale jednocześnie ma (uzasadnione) obniżone poczucie własnej wartości. Z kolei Adam jest tym postrachem uczelni, który niby jest poważny, ale w gruncie rzeczy siedzi w nim sporo ciepła i ironicznego poczucia humoru. Poza tym ma swoje własne uczelniane zasady i przyznaję, nawet się z gościem zgadzam.

Autorka tej powieści jest pracującą na uniwersytecie neurobiolożką. Dlatego, choć fabuła jako taka jest, jak wspominałam, grubymi nićmi szyta, to samo środowisko akademickie zdaje się przedstawione dość realistycznie. Może więc i jest to „baja” o księciu na białym koniu, ale postawiona na dość solidnych fundamentach, co chyba między innymi sprawiło, że byłam w stanie przymknąć oko na fabularne głupotki i uwierzyć w sytuację. 

W ogóle aż ciśnie mi się tu porównanie z romansem, który czytałam poprzednio, czyli z „It Ends with Us” Collen Hoover. To książka, która próbuje opowiadać o poważnych tematach, ale właśnie kompletnie nie buduje mu niemu sensownego podłoża. W przypadku „The Love Hypothesis” sytuacja jest odwrotna (choć elementy poważnego problemu uczelnianego się pojawiają). I dlatego ta historia moim zdaniem wypada znacznie lepiej. Nie próbuje udawać czegoś, czym nie jest, zdaje się szczera w swoim przekazie i przy okazji ma lepsze fundamenty.

Warto tu dodać, że ten tytuł nie powinien zostać wydany przez imprint „You&YA”. To romans, ale nie dla młodzieży, a osób dorosłych. Nie tylko dlatego, że bohaterami są osoby 25-35 lat, ale również przez naprawdę mocno rozpisaną scenę erotyczną, która w powieści dla osób 13+ nie powinna się znaleźć. 

Co do samej sceny – nie jest może rozpisana najlepiej, ale rozgrywa się w dość późnym etapie fabuły, kiedy bohaterowie naprawdę dość długo się już znają i mają zbudowane dość mocne podstawy pod relacje. A to zawsze w tego typu historiach odbieram na plus.

Szczerze mówiąc, chciałabym trafiać na więcej tego typu romansów. Miłych, uroczych i bez spiny. Ta książka to dla mnie idealne czytadełko pomiędzy trudniejszymi tytułami, która do mojego świata pełnego często mocnej, mrocznej czy też po prostu trudnej fantastyki wnosi powiew lekkości.



piątek, 23 listopada 2018

Córka krwi: Krócej znaczy lepiej


Adhara nie może znieść myśli, że powstała z cudzych zwłok, jako twór, którego jedynym życiowym celem jest pokonanie zła próbującego zniszczyć Świat Wynurzony. Próbuje przeciwstawiać się swojemu przeznaczeniu, ale nie jest to łatwe, gdy każdy wokół chce wykorzystać ją do własnych celów.
  
Tytuł: Córka Krwi
Tytuł serii: Legendy Świata Wynurzonego
Numer tomu: 2
Autor: Licia Troisi
Tłumaczenie: Zuzanna Umer
Liczba stron: 272
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Videograf II, Katowice 2011
Już piąty raz wracam do Świata Wynurzonego. Tym razem za sprawą „Córki Krwi”, czyli drugiego tomu trylogii „Legendy Świata Wynurzonego”. Już pierwszy tom jednak nie był wybitny i choć drugi czyta się zdecydowanie lepiej to w dalszym ciągu jeśli chodzi o tę serię – nie mogę mówić o wysokopółkowej fantastyce.
W porównaniu do „Przeznaczenia Adahary”, „Córka krwi” jest książką o wiele krótszą i o wiele konkretniejszą. W części poprzedniej przez lwią część czasu obserwowaliśmy życie bohaterki na dworze króla, w trakcie którego właściwie nie działo się wiele. No, może poza budowaniem pewnych relacji głównej bohaterki z innymi postaciami, jednak szczerze mówiąc, nie było to ani zbyt porywające, ani zbyt potrzebne historii. Na całe szczęście sytuacja Świata Wynurzonego w kontynuacji jest na tyle poważna, że tym razem Adhara praktycznie bezustannie jest w ruchu: ucieka, walczy, ukrywa się, próbuje dotrzeć do wyznaczonych celów. Dzięki temu „Córkę krwi” po prostu lepiej i przyjemniej się czyta.
Niestety, sam Świat Wynurzony staje się dla mnie coraz mniej wiarygodny. Autorka po prostu tchnęła w niego za mało życia, szyjąc wszystko zbyt grubymi nićmi. [SPOILER] I tak oto mamy elfy, które zaszyły się gdzieś na setki lat i mimo że (z tego co zrozumiałam) to był ten sam kontynent cały świat nie wiedział o ich istnieniu. Mamy też zarazę, którą można wyleczyć kilkoma kropkami krwi nimfy, ale leku nie można wykorzystać przez względy moralne (bo zdecydowanie krwiodawcę trzeba zabić, mimo że Adhara wykorzystuje swoją krew do leczenia i jakimś cudem żyje). [KONIEC SPOILERA] Nie wspominając już o tym, co od zawsze mnie w tej serii bolało, czyli bardzo jasnym podziale na dobro i zło oraz wręcz karykaturalnymi nazwami krain.
Sama główna bohaterka jest w moich oczach bardzo nijaką postacią. Czasem postępuje głupio, czasem irracjonalnie, ale jednocześnie jest tak pozbawiona jakiś konkretnych cech, że tak naprawdę kompletnie mnie nie interesowała, mimo że absolutnie cała historia kręci się wokół niej. Była raczej dodatkiem do wydarzeń, a nie osobą, za którą podążałam i o którą naprawdę się bałam.
Historia przedstawiona przez Licię Troisi w tym tomie należy do przewidywalnych, ale raczej poprawnych, o ile zignorujemy głupotki związane z konstrukcją świata wynurzonego. Ot, kolejna historia o wybrańcu, który musi uratować świat. Nic, z czym czytelnik fantastyki nie spotkałby się wielokrotnie, ale z drugiej strony wydaje mi się, że mimo wszystko jest to dość lubiany motyw. Zwłaszcza przez nastoletnich czytelników, a to właśnie do takich kierowana jest zarówno „Córka Krwi”, jak i cała seria książek o Świecie Wynurzonym.
Drugi tom „Legend Świata Wynurzonego” na tle innych powieści tego typu wypada naprawdę nijako. Ma kilka ciekawszych, dojrzalszych pomysłów (na przykład nekromancja nie jest tematem często spotykanym w książkach młodzieżowych), ale jednocześnie niczym nie zachwyca i nie ujmuje. Podejrzewam, że osoby, którym spodobało się „Przeznaczenie Adhary” i tą część polubią, jednak jeśli uznaliście poprzedni tom za kiepski raczej nie ma sensu sięgać po kontynuacje.


* * *

Otaczała ją gęsta i lepka cisza. Nie była już Adharą, ale również jeszcze nie Szóstą Kreaturą. Nie była niczym, a to było największym cierpieniem, jakiego mogła doświadczyć.
 Fragment „Córki krwi” Licii Troisi

niedziela, 28 października 2018

Przeznaczenie Adhary: Zaraza pustoszy Świat Wynurzony


Nieznana choroba doprowadza do śmierci wielu mieszkańców Świata Wynurzonego. W tym czasie Adhara budzi się na łące, nie pamiętając absolutnie niczego. Wkrótce natrafia na Amhala, adepta na smoczego jeźdźca, który postanawia jej pomóc.

Tytuł: Przeznaczenie Adhary
Tytuł serii: Legendy Świata Wynurzonego
Numer tomu: 1
Autor: Licia Troisi
Tłumaczenie: Zuzanna Umer
Liczba stron: 432
Gatunek: high fantasy
Wydanie: Videograf II, Katowice 2011
Twórczość Lici Troisi kojarzy mi się ze zmianą szkoły – pierwszy tom „Kronik Świata Wynurzonego” dostałam w szóstej klasie podstawówki, a całą trylogię przeczytałam na przestrzeni kolejnego roku. Od tamtego czasu nie miałam jednak styczności z książkami z tego uniwersum. Gdy nadarzyła mi się jednak okazja, aby sięgnąć po pierwszy tom „Legend Świata Wynurzonego”, czyli po „Przeznaczenie Adhary” nie wahałam się sprawdzić, czy twórczość włoskiej pisarki i teraz przypadnie mi do gustu.
Na początku warto zaznaczyć, że „Legendy…” są trzecią trylogią pod względem chronologicznym. Po „Kronikach…” ukazały się „Wojny…”, których nie miałam okazję poznać. Dopiero po tych tytułach, około sto lat po wydarzeniach z serii o Nihal z Krainy Wiatru, rozgrywa się akcja trzeciej trylogii. Sięganie w dowolnej kolejności nie przeszkadza jednak szczególnie w czytaniu: choć odniesienia do poprzednich tomów są to raczej nie jest to cykl tak skomplikowany fabularnie, by czytelnik nie zrozumiał o co chodzi. Co najwyżej może zaspoilerować sobie zakończenia poprzednich tomów.
Czytając „Przeznaczenie Adhary” faktycznie miałam wrażenie, jakbym przeniosła się w czasie do lat, gdy miałam 12-13 lat. Choć teoretycznie historia przedstawiona w tej powieści różni się od tej z „Kronik…” to w praktyce zarówno klimat książki, jak i fabuła jest podobny to tamtej powieści. Znów mamy wyjątkową dziewczynkę, która znajduje przyjaciela. Znów mamy urocze na swój sposób, kiczowate nazwy krain (Kraina Słońca, Wiatru, Wody itd.) i znów mamy wielkie zło do pokonania.
Uniwersum Troisi nie należy do tych zachwycających oryginalnością. Jest wyraźnie oparte na innych typowych dziełach z gatunku high fantasy. Mimo to mam do niego pewną słabość: potrafię wsiąknąć w ten świat w trakcie czytania. Prawdopodobnie jednak wychodzi mi to przez dużą dozę nostalgii, jaką odczuwam do świata przedstawionego.
Sama historia przedstawiona w „Przeznaczeniu Adhary” też nie należy do wybitnych. Autorka miała naprawdę ciekawy pomysł na stworzenie zagrożenia w swoim świecie: plaga, która nie daje się zatrzymać jest o wiele ciekawsza, niż wielki zły, który za pomocą swojej armii niszczy krainę za krainą. Niestety, Świat Wynurzony jest bardzo konkretnie podzielony na dobro i zło, co sprawia, że opowieść staje się dość naiwna, a główna bohaterka właściwie niewiele ma do powiedzenia. Obserwujemy przede wszystkim właśnie ją, a ona prędko zostaje zamknięta w pałacu, niańcząc inną postać. Na nieszczęście, gdy już się z tego miejsca wyrywa, zaczyna postępować co najmniej głupio.
O wiele lepiej wypadają postacie drugoplanowe, które prawdopodobnie zostały rozwinięte już w poprzedniej trylogii. Niestety, przez jej nieznajomość nie mogę tego w pełni stwierdzić. W każdym razie to postacie, które faktycznie mają coś do powiedzenia pod względem fabularnym i które faktycznie są w tym świecie istotne, przez co naprawdę dobrze się je obserwuje.
Styl Troisi jest dokładnie taki, jaki zapamiętałam ze szkoły podstawowej. Prosty, niewymagający, ale na swój sposób wciągający, chociaż czasami miałam wrażenie, że tłumaczenie nie należy do tych z najwyższej półki. Należy też dodać, że to nie jest „amerykańska młodzieżówka” w której królują dialogi i lakoniczne zdania: Troisi zdecydowanie lubi opisywać rzeczywistość.
„Przeznaczenie Adhary” było dla mnie miłym powrotem do przeszłości. Nie zapadnie mi raczej na dłużej w pamięć (tak jak stało się to z „Kronikami Świata Wynurzonego”), ale cieszę się, że dane było mi wrócić do tego świata.


P. S. Recenzja pierwszego tomu „Kronik Świata Wynurzonego” była dziesiątą recenzją na DM i pojawiła się w 2014 roku.


* * *

– Prawda... To niesamowite, jak bardzo ludzie tacy jak wy wypełniają sobie usta tym słowem, jak gdyby była to jedyna wartość na świecie, która się liczy. Ale prawda nie czyni wolnym, jak głupio wierzą zwykłe osoby. Prawda to klatka, prawda nas szufladkuje, definiuje, czyni nas niewolnikami na zawsze.
Fragment „Przeznaczenia Adhary” Licii Troisi

poniedziałek, 8 września 2014

Kroniki Świata Wynurzonego: Nihal z Krainy Wiatru

Hej, hej! Tak, jak pisałam wczoraj, dziś wklejam tu recenzje napisaną na potrzeby szkolnej gazetki, dlatego jej forma może jest nieco... bardziej oficjalna. Ale cóż, skoro blog ma te moje próby napisania dobrej recenzji kolekcjonować, tej nie mam zamiaru ukrywać.

Cykl: Kroniki Świata Wynurzonego
Tytuł: Nihal z Krainy Wiatru
Autor: Licia Troisi
Liczba stron: 342
Gatunek: przygodowo-fantastyczna


Nihal z Krainy Wiatru jest pierwszym tomem trylogii pod tytułem Kroniki Świata Wynurzonego autorstwa Licii Troisi. Ta trzytomowa seria jest pierwszą, którą pisarka umieściła w tytułowym Świecie Wynurzonym. W trakcie trwania trylogii wszystkie znane nam landy są atakowane i niszczone przez Tyrana, potężnego czarodzieja, który najwyraźniej pragnie przejąć władze nad całym znanym nam z książki światem. Pierwszy tom opowiada historię dziewczynki o imieniu Nihal, która wyróżnia się na tle innych dzieci: ma fioletowe oczy, granatowe włosy i szpiczaste uszy. Razem z ojcem mieszka w Krainie Wiatru, w wieży-mieście Salazar. Od najmłodszych lat pragnie być wojowniczką. Do tej roli wprawia się tocząc bitwy przeciwko swoim kolegom, walcząc na drewniane miecze. Pewnego dnia dostaje prawdziwy sztylet od swojego ojca-płatnerza. Po jakimś czasie zostaje wyzwana na pojedynek przez chłopca o imieniu Sennar. Nihal nie wie, że jej przeciwnik jest czarodziejem i przegrywa walkę, tracąc przy tym swój sztylet. Czując się oszukana przez chłopca kłóci się z ojcem, chcąc zacząć uczyć się magii. Ten, po krótkiej wymianie zdań informuje ją, że jej ciotka jest czarodziejką i pozwala dziewczynce wyruszyć do niej.
Nie tylko pierwszy tom, ale również cała ta trylogia jest historią bardzo schematyczną: mamy młodego bohatera, który ma w sobie coś niezwykłego (w typ przypadku jest to odmienność w wyglądzie bohaterki) i który właśnie z powodów tej niesamowitości wyrusza w podróż, podczas której szybko okazuje się, że jest jedyną osobą, która może pokonać zło jakie przejęło władzę nad niemal całym światem przedstawionym. Brzmi znajomo? Właściwie ta sama historia została przedstawiona w takich książkach jak Dziedzictwo Christophera Paoliniego, czy znana chyba wszystkim seria o Harrym Potterze autorstwa J. K. Rowling.
Skupmy się jednak na pierwszym tomie. Powieść czyta się szybko i przyjemnie - napisana jest prostym językiem, niewymagającym od czytelnika dłuższego zastanowienia się nad tekstem. Bohaterowie co prawda nie zapadają w pamięć, ale są dość przyjemni w odbiorze. Tytułowa Nihal jest wprawdzie zbyt pewna siebie, przez co bywa arogancka i zarozumiała, na dodatek ma swoje demony, które bezustannie ją prześladują, jednak przechodzi przemiane, uczy się na błędach i dorasta. Młodego maga, Sennara, ciężko nie lubić: jest inteligenty, łagodny i wyrozumiały. Zawsze wierny swoim przyjaciołom i gotowy walczyć w dobrej sprawie. Drugoplanowych bohaterów również mamy całkiem sporo: poznajemy czarodziejkę Soanę, duszki leśne, które pomagają naszej bohaterce, dobrodusznego Lajosa, czy jeźdźca,smoka, gnoma, Ido. Niestety, chyba żaden z nich nie rzuca się jakoś bardziej w oczy, głównie dlatego, że charakter wszystkich można opisać bardzo podobnie. Mimo to są mili i ciężko ich nie lubić.
Wracając na chwilę do Nihal: wprawdzie nie jest ona typową Mary Sue, ma wady i często popełnia błędy, ostatecznie praktycznie wszystko jej wychodzi, przez co osiąga niemal wszystkie wyznaczone sobie cele, nawet, jeśli narrator wyraźnie mówił nam, że jest to niemożliwe. Bywa to bardzo irytujące, jednak dla tego typu książek fantasy, jest to rzecz normalna, dlatego nie zwróciła aż tak mojej uwagi.
Strasznie bolały mnie nazwy, jakie Troisi umieszczała w swoim świecie. Wprawdzie większość imion jest klimatycznych i brzmią całkiem przyjemnie, dodatkowo nie są trudne do wymówienia i zapamiętania co dla mnie jest sporym plusem. Nieprzyjemne są głównie nazwy lokacji: o ile Świat Wynurzony brzmi w miarę dobrze, jako że niezbyt często używamy takiego określenia i nie jest ono zbyt typowe, o tyle Puszcza północna, Kamienny Las czy Góry Słońca brzmią już nieco śmiesznie. To samo tyczy się nazw krain: mamy Krainę Wiatru, która pokryta jest wielkim stepem, Krainę Morza, która znajduje się nad morzem, w Krainie Nocy na prawdę panuje wieczna noc, a Wielka Kraina jest tą centralną i jak wskazuje nazwa - największą. Czy tak ciężko było wymyślić jakiekolwiek inne nazwy, które nie mówiłyby nam bezpośrednio o tym, co w danym rejonie się znajduje? Podobny problem jest z imieniem naszego wroga: nazywany jest przez wszystkich Tyranem, co od razu mówi nam, jak działa. Czy pani Troisi na prawdę uważa, że jej czytelnicy są tak głupi, że trzeba im podsuwać takie informacje na tacy? Choć świat opisany jest dość dobrze, mimo że niezbyt szczegółowo, tego typu nazwy brzmią bardzo nieprzyjemnie, niszcząc to, na co zapracował opis.
Autorka wyraźnie chciała sprawić, aby smoki miały jakąś ważną rolę w całej trylogii. Niestety, nie wyszło jej to. Smoki, i owszem, są, jednak dość szybko zostają zdegradowane do roli transporterów, maszyn bojowych i istot, o których marzą mali chłopcy. Pomijam tu fakt, że jeźdźcy smoka z Kronik Świata Wynurzonego przypominają mi aż za bardzo smoczych jeźdźców z Dziedzictwa Paoliniego.
Reasumując, Nihal z Krainy Wiatru to niezbyt porywająca, ale miła powieść. Czytając ją nie należy spodziewać się zbyt wiele, bo i zbyt wiele nie ma nam do zaoferowania. Jeśli jednak szukasz książki, przy której można na chwilę odciąć się od świata, myślę, że będzie dobrym wyborem. Nawet jeśli nie przepadasz za fantastyką, powinieneś znaleźć tu coś dla siebie, oczywiście pod warunkiem, że nie jesteś na ten gatunek uczulony. Licia Torisi oferuje nam powieść, która bardzo przypomina baśń - prosta fabuła z przyjemnymi bohaterami, umieszczona w dość kolorowym oraz przyjemnym świecie, z moralizującymi przesłankami i z wyraźnym podziałem na dobro i zło, na pewno niektórym z Was przypomni historie zasłyszane w dzieciństwie.
Nomida zaczarowane-szablony