Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obozowa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura obozowa. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 stycznia 2019

Uwięzieni w raju: Sztuka w obozie zagłady


Pokazowy obóz koncentracyjny w Theresiendstadt to miejsce zapełnione żydowskimi artystami. Aby poprawić byt więźniów część z nich postanawia zorganizować przedstawienie. W przedsięwzięciu bierze udział między innymi Hans Krasa, czeski kompozytor.


Tytuł: Uwięzieni w raju
Autor: Xavier Guell
Tłumaczenie: Katarzyna Kozioł-Glavis
Liczba stron: 352
Gatunek: literatura obozowa
Wydanie: Czarna Owca, Warszawa 2018

Sięgnięcie po tematykę Holocaustu wymaga od pisarza pewnej odwagi. Szczególnie, gdy tak jak pochodzący z Hiszpanii Xavier Guell, postanawiają wziąć na tapet prawdziwe wydarzenie, przerabiając je na inspirowaną faktami fikcję. Autor podchodzi jednak do tematu z dużą dawką szacunku, dzięki czemu „Uwięzieni w raju” spełniają rolę swoistego hołdu dla zmarłych artystów. Czy jednak jest to bezapelacyjnie dobra książka? Moim zdaniem – niestety nie.
Choć próbowałam znaleźć więcej informacji na temat autora, nie odkryłam wiele więcej, niż to co znalazłam na skrzydełkach okładki. To człowiek urodzony po wojnie, który kocha muzykę. I to w „Uwięzionych w raju” widać. Gdy autor dochodzi do opisywania przygotowań przedstawienia podaje temat w sposób specjalistyczny i z wyraźną wiedzą. Dobrze więc dobrał sam temat książki. Widać też jego pasję i szacunek do przedstawianych bohaterów, co w przypadku pisania o osobach, które zmarły w tak tragicznych okolicznościach wydaje mi się wręcz kluczowe.
Warto też zwrócić uwagę na fakt, że całe fragmenty dotyczące sztuki stanowią bardzo mocny kontrast pomiędzy tym, co dzieje się w obozie „na co dzień”.
Niestety, cała reszta książki wypada moim zdaniem gorzej, szczególnie jeśli przyjrzymy się dialogom. Autor bardzo często zamiast zwykłych rozmów serwuje nam długie monologi postaci, zajmujących pół, całą lub dwie strony. I to nie raz, nie dwa – a dosłownie co chwilę. To monologi o życiu, śmierci, sztuce, wartościach, planach… ale też o przeszłościach bohaterów, co chyba w tym wszystkim wypadało najgorzej.
Dlaczego? Dlatego, że dobra postać to taka, o której wiemy wszystko… mimo że ona sama nie powiedziała o sobie nic. A bohaterowie Guella bezustannie sami się przedstawiają, opowiadając sam życiorys. Robią to często nawet nie będąc szczególnie istotnymi dla fabuły, co wcale nie wypada dobrze.
Oczywiście rozumiem, że taki pewnie był zamysł autora, że to zabieg celowy. Na dodatek nie wątpię, że znajdzie swoich zwolenników. Jednak w ten sposób po prostu nie pisze się dobrej powieści. Jeśli autor chciał po prostu przedstawić nam historię historycznych w większości postaci mógłby stworzyć dokument, a nie fikcję literacką. Ta jednak mimo wszystko powinna przestrzegać pewnych reguł, które sprawią, że książka będzie nie tylko istotna, ale też najzwyczajniej w świecie ciekawa.
Mimo wszystko „Uwięzionych w raju” czyta się dość szybko i lekko, zważając na jej tematykę. Autor nie stylizuje szczególnie języka (a może to kwestia tłumaczenia), a tekst raczej „łatwo wchodzi”, o ile przymkniemy oko na długie monologi, które nie zawsze mają wpływ na fabułę.
Główny bohater, Hans Krasa, też na kartach powieści wypada dobrze. To znaczy: każdy z żydowskich artystów jest przedstawiony ze sporą dawką szacunku i po prostu raczej nie da się uznać ich za postacie złe, czy fatalnie wykreowane. Problem polega na tym, że autor zamiast skupić się na samym życiu w obozie i na jednej postaci, często skacze pomiędzy postaciami, często opuszcza sam obóz… przez co czuje pewien niedosyt i pod tym względem. Wolałabym naprawdę skupić się na Krasie, jego emocjach, jego życiu, a nie innych postaciach i monologach o ich przeszłości.
Powoli kończąc, muszę też wspomnieć o tym, że „Uwięzieni w raju” mają w sobie sporo z romansu. Życie Krasy z kart powieści kręci się wokół tworzonej przez niego sztuki oraz ukochanej kobiety, która jednak (z tego, co sprawdzałam) jest postacią fikcyjną. Myślę, że dodanie jej było jednak trochę niepotrzebnym zabiegiem (chyba, że się mylę i Elizabeth faktycznie istniała), szczególnie w chwili, gdy romans rozbijany jest przez inne elementy powieści.
Jak najbardziej rozumiem wszystkich tych, według których „Uwięzieni w raju” to książka dobra i poruszająca. Ten temat porusza sam w sobie i temu zaprzeczyć nie mogę. Jednak chociaż bardzo chciałabym o takich powieściach pisać w samych superlatywach to… po prostu nie mogę. „Uwięzieni w raju”, jak każda inna powieść, polega krytyce i robienie wyjątku z powodu jej tematu byłoby moim zdaniem nie na miejscu. Jak już wspominałam, powieść Guella to niewątpliwie książka istotna i traktująca temat z szacunkiem, ale jednak autor chyba bardziej zna się na samej muzyce, niż na kunszcie pisania powieści.


* * *

Elizabeth przysłuchiwała się tej rozmowie z rozbawieniem i nie mogła ukryć malującego się na jej twarzy uśmiechu. Pomimo tego pomyślała: „Przyszłam tutaj, żeby zerwać z tym zaklinaczem węży, i zrobię to. Tym razem nie dam się nabrać.”
Fragment „Uwięzionych w raju” Xaviera Guella



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl!
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

niedziela, 20 września 2015

Pasażerka

O Pasażerce już wspominałam w jednym z poprzednich postów.Powieść jest już za mną, dlatego zapraszam Was na recenzje.

Tytuł: Pasażerka
Autor: Zofia Posmysz
Liczba stron: 271
Gatunek: literatura obozowa

Pasażerka nie jest typową książką. Początkowo była słuchowiskiem radiowym - dopiero później autorka postanowiła ją wydać. Poznajemy w niej niemieckie małżeństwo, kilkanaście lat po II Wojnie Światowej. Obydwoje podróżują do Ameryki Południowej. Atmosfera między obojgiem jest wręcz doskonała, gdy główna bohaterka, Liza, spostrzega na pokładzie pewną kobietę... Sparaliżowana strachem, czy chce, czy nie chce, musi wyznać swojemu mężowy prawdę, którą ukrywała przed nim przez lata.
Ta powieść jest zdecydowanie nietypowa. Jej autorka przeżyła trzy lata w Oświęcimiu i można by się spodziewać, że pisząc, będzie stawiała się w pozycji maltretowanego więźnia. Ona jednak na głównych bohaterów wybiera Niemców i... wcale nie potępia w pełni ich zachowania. 
Pasażerkę czyta się na prawdę fajnie. Tak, dyskusje Waltera, męża Lizy ze znajomym z pokładu, Bradley'em nieco mnie nużyły, ale sama opowieść głównej bohaterki była na prawdę zajmująca i... szczera. Jakby prawdziwa. Bo kto wie, czy Posmysz nie oparła jej na faktach? Nie wątpię, że sytuacja, jaką opisuje Liza mogła mieć miejsce. Na dodatek całość ma w sobie coś intrygującego, coś, co chcemy odkryć, bo najważniejszy wątek zostaje tajemnicą aż do ostatnich stron. 
Tak jak i historia, tak i główny bohaterowie są niezwykle... prawdziwi. Zarówno Liza, osoby, o których opowiada, jej mąż, Bradley... trudno nie uwierzyć choć na chwilę w to, że istnieją. Posmysz wie, o czym pisze i to tyczy się nie tylko samego obrazu Auschwitz.
Nie czytałam do tej pory żadnej obozowej literatury, nie chcąc narażać się na bardzo drastyczne, czasem może wymuszające współczucie pozycje - Pasażerka jednak była na prawdę dobrym początkiem. Jest ciekawa, ma w sobie co nieco z kryminału, czyta się ją szybko, a dzięki niemieckiej perspektywie, chwilami zmusza do zastanowienia się nad rolą Narodu Niemieckiego w czasie II Wojny Światowej. Nie przysłania to jednak całej historii, a jest czymś, co najzwyczajniej w świecie dodaje jej realności.
Sam opis Obozu jest realistyczny, jednak dzięki temu, że Posmysz skupiła się nie na jego wyglądzie, a na samych bohaterach, osoby o słabszych nerwach nie powinny mieć większego problemu z dobrnięciem do końca.
Jak możecie się domyślić, ze spokojnym sumieniem polecam Pasażerkę. Jeśli tylko interesuje Was taka tematyka, śmiało sięgajcie, bo to zarówno świetna lektura, którą warto znać do szkoły, jak i coś, przy czym można spędzić kilka intrygujących (choć może chwilami nieco... odrażających) chwil. 
Nomida zaczarowane-szablony