Perswazja nas otacza: można ją
znaleźć we wszystkich stosunkach międzyludzkich, od tych najbardziej
prywatnych, do wszelkiego rodzaju reklam i publicznych przemówień. Jakie są
jednak jej konkretne techniki?
![]() |
Tytuł: Podręcznik
perswazji*
Liczba
stron: 232
Gatunek: literatura
naukowa
Wydanie: Onepress,
Gliwice 2018
|
Czytałam
i słuchałam na uniwersyteckich wykładach nieco o retoryce, o manipulacji, czy o
prowadzeniu firm pod kątem wizerunkowym. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się
jednak, abym miała bezpośredni „kontakt naukowy” z perswazją: nie czytałam
niczego z czymś takim w tytule, nie byłam też na żadnych wykładach, czy
prelekcjach, które miałaby bezpośrednio niej dotyczyć. Dlatego uznałam, że „Podręcznik
perswazji” Mateusza Grzesiaka może dobrze sprawdzić się, jako sprawdzenie mojej
wiedzy, czy możliwość douczenia się. Gdy jednak książka do mnie doszła,
złapałam się za głowę, mając po prostu ochotę pytać się wszem i wobec: „Co to k***a
jest?”.
Naprawdę,
nie przesadzam. Nie należę do osób, które bardzo mocno szastają przekleństwami,
ale po prostu bardzo zdziwiło mnie to, co dostałam. „Podręcznik perswazji”
(umyślnie nie posługuję się całym, długim tytułem) najzwyczajniej w świecie
przypomina żart. Książka nie jest długa: ma nieco ponad dwieście stron.
Niemniej, to normalne przy literaturze tego typu. Normą jednak jest też niewielka
czcionka, dość duża ilość literek oraz raczej naukowy styl treści. „Podręcznik
perswazji” wymyka się jednak wszelkich schematom. Czcionka jest olbrzymia, literek
niemal w nim nie ma, a o jakimkolwiek stylu po prostu trudno mówić.
Po
niedługim wstępie otwieramy powiem magiczny rozdział „techniki”, w którym autor
już właściwie do końca książki przedstawia nam właśnie je, ale w sposobie
najuboższym z możliwych. To, co od razu się rzuca w oczy to właśnie wspomniany
przeze mnie brak liter. Każda „lewa” kartka książki jest po prostu pusta, z
miejscem na notatki. Po prawej zaś mamy bardzo „głęboki” opis przedstawionej
techniki, który zawiera: teorię (składającą się z dosłownie kilku zdań),
praktykę (czyli jeden, bardzo skrótowy przykład jak praktycznie wykorzystać
metodę) oraz przykłady (zwykle 2-4, w formie zdań wyjętych z dialogu i
kontekstu). I właściwie to tyle: oto cały nasz „Podręcznik perswazji”.
Gdy
zaczęłam „wgłębiać” się w techniki przedstawione przez autora prędko odkryłam,
że ja właściwie zdecydowaną większość z nich już znam. Jeśli nie poznałam jej z
książki Roberta Cialidiniego „Wywieranie wpływu na ludzi” (która dla laika
sprawdzi się o wiele lepiej od tego tytułu, bo jest po prostu opisowa i dość
emocjonalna) to miałam ją na uniwersyteckich zajęciach z retoryki, albo innego
podobnego przedmiotu. Jednocześnie większość z tych technik to rzeczy, o
których każdy z nas właściwie wie i potrafiłby je przeanalizować bez znajomości
odpowiedniego nazewnictwa. Jedynie wielu z nas po prostu zapomina, by się
czasem zatrzymać i pomyśleć nad tym, jak przebiega międzyludzka komunikacja.
W
trakcie lektury naszła mnie jeszcze jedna myśl. W większości przypadków autor
mógłby kompletnie zrezygnować z działu „teoria”. Wiele z tych technik to rzeczy
bardzo, bardzo proste, których nazwa już wyjaśnia, o co w tym chodzi (a ewentualny
przykład mógłby jedynie nam wyraźnie pokazać, że faktycznie o to chodzi), a sam
opis potrafi być na tyle niekonkretny, że w chwili, w której czytałam go
drugiej osobie znającą tą technikę na głos nie podając jej nazwy mój odbiorca
nie był w stanie powiedzieć o co w tym chodzi.
To
książka, która w swojej formie przypomina mi notatki studenta na egzamin, czy
to z retoryki, czy z perswazji, a nie wygląda na odrębne, naukowe dzieło.
Brakuje mi w niej właściwie wszystkiego. Dokładnej analizy perswazji i
manipulacji, zastanowienia się nad tym tematem. Rozwinięcia technik.
Faktycznego pokazania, jak wpływają na nas i jak możemy je wykorzystać. Jeden
przykład to niestety zwykle za mało. Gdy czytałam wspomnianą już przeze mnie
książką Cialdiniego miałam wrażenie, że właśnie tych opisów jest wręcz za dużo,
ale jak widać: zupełne pozbawienie ich książki to też nie jest dobra droga.
Naprawdę
nie mam pojęcia dla kogo może to być dobra lektura. Dla studentów? Nie, student
nauk społecznych, czy humanistycznych już będzie rzeczy podane przez Grzesiaka
wiedział. Marketingowca? On też będzie miał to wszystko w jednym palcu. Osoby,
która chce dowiedzieć się czegokolwiek w tym temacie, co nigdy nie miała z nim
styczności? Nie sądzę, aby taka „wyliczanka” technik faktycznie jej pomogła.
Być może faktycznie to tytuł, który sprawdzi się jako repetytorium dla studentów,
zwłaszcza biorąc ilość miejsca na notatki, ale wydaje mi się, że taniej wyjdzie
po prostu wydrukowanie sobie definicji podanych na zajęciach.
Oczekiwałam,
że z tego tytułu po prostu się czegoś dowiem, albo przynajmniej przeczytam
jakąś ciekawą, błyskotliwą myśl, coś, co zapadnie mi na dłużej w pamięć. A
jednak – mam wrażenie, że nie dowiedziałam się absolutnie niczego. Że ta
książka bardziej przypomina w swojej formie dziennik, albo notatnik z
ciekawostkami, a nie faktyczne dzieło o naukowej wartości. Nie polecam, chyba
że kogoś w jakiś sposób naprawdę fascynuje forma, w jakiej autor postanowił
pisać o perswazji.
*Pełny
tytuł książki: „Podręcznik perswazji. Najskuteczniejsze metody przekonywania
innych i świadomej ochrony przed manipulacją”.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl!







