Hej
:) Dzisiaj znów porozmawiamy sobie o... fantastyce. A dokładniej – o autorach
książek z tego gatunku. Jak zwykle w przypadku postów z tej serii piszę go
raczej z myślą o osobach, które swoją przygodę z tym gatunkiem chcą zacząć, zachęcam
jednak, aby najpierw sięgnąć po inne posty z taką etykietą, jeśli jeszcze ich
nie znacie. Jak zawsze, osoby, które w temacie siedzą też pewnie znajdą tu coś
dla siebie.
Dziś
chciałabym spojrzeć na autorów pod kątem tego jak piszą i kiedy można po nich
sięgnąć. Widzicie, jest pewna pula książek fantastycznych po którą może sięgnąć
„każdy” niezależnie od wieku, a są też takie, które mogą wiele osób tylko
zrazić i właśnie pod kątem takiego „bezpieczeństwa” ten post został ułożony.
Myślę, że to dla wielu może być przydatne :) Biorę pod uwagę tych, których
książki poznałam do 2 kwietnia 2017 roku.
Klasyka
– może zmęczyć, ale... jest warta poznania
Jak
w przypadku każdego gatunku, tak i w fantastyce mamy pewną pulę książek i
autorów, których możemy uznać za „klasycznych”. Zwykle takie osoby piszą w dość
bezpieczny, ale przy tym patetyczny sposób, co niestety nie zawsze dobrze się
kończy dla czytelnika.
Dobrym
przykładem będzie tu J. R. R. Tolkien, który przez swój baśniowy, ale
stosunkowo ciężki styl nie każdemu odpowiada. To autor, który zachwyci na pewno
fanów bardzo dobrej, „wysokiej” literatury, bo w moim odczuciu ten pan idealnie
wpasowuje się w klasyczne kanony nie tylko fantastyki. Podobnie robi Frank
Herbert przy swojej „Diunie”, czy
Le Guin przy „Ziemiomorzu”, czy „Sześciu Światach Hain” – to bardzo dobrzy
twórcy, ale przez swój styl naprawdę wielu zapaleńców mogą skutecznie zgasić,
jeśli nie przygotują się wcześniej do lektury.
Oczywiście,
po klasykę fantastyki polecam sięgać, ale... z głową :D
Musze
wspomnieć tu jeszcze o C. S. Lewisie,
który choć napisał klasyczne „Opowieści z Narnii” to przez to, że kierował
książkę dla dzieci robi to w sposób nieco lżejszy od Tolkiena, ale mam
wrażenie, że jego książki i tak do tych najbardziej rozrywkowych nie należą.
Wśród
znanych klasyków jest jeszcze jeden pan, którego bardzo lubię, ale który
niektórych może zrazić, choć z innych powodów niż powyżsi autorzy. Mówię
oczywiście o Andrzeju Sapkowskim i jego historii o wiedźminie. Choć jest ona
napisana współczesnym językiem to klimat tej opowieści nie każdemu przypadnie
do gustu. Geralt żyje w „brudnym” świecie, pełnym przekleństw, przemocy i
seksu, a Sapkowski nie ucieka od tematu, budując bardzo specyficzne uniwersum.
Jeśli takie podejście Wam nie odpowiada na pewno nie powinniście sięgać po tą
konkretną serię.
Bezpieczni
autorzy
Jest
pewna grupa książek napisana niemal od linijki. Tam właściwie nie ma czego się
przyczepić i większości powinna się spodobać, nie zależnie od wieku. To zwykle
powieści bez przekleństw, stosunkowo schematyczne, często młodzieżowe; ja mam
zwykle do nich dużo zastrzeżeń, ale z drugiej strony, wiem, że standardowy
czytelnik nie zwróci na to aż tak dużej uwagi.
Dwójką
z młodzieżowych, bezpiecznych pisarzy są na pewno Rick Riordan oraz John Falangan.
Mimo że piszą coś nieco innego to wydaje mi się, że przez lekkość historii,
ich młodzieżowość oraz humor są do siebie bardzo zbliżeni. Jeśli szukacie więc
czegoś niekoniecznie wymagającego i miłego to po tych panów możecie spokojnie
sięgać.
Jeśli
szukacie high fantasy dla młodzieży warto sięgnąć po „Kroniki Świata
Wynurzonego” Torsi oraz „Eragona” Paoliniego – książki nie są bez wad, bazują
na tych samych, bardzo popularnych schematach, ale na pewno nie skrzywdzą nikogo, kto nie lubi
przekleństw i dokładnych opisów rozlewu krwi.
Wymienić
muszę także Brandona Sandersona, biorąc pod uwagę jego „Ostatnie Imperium” –
mam do tej serii sporo zastrzeżeń, ale i po recenzjach, i po własnych
doświadczeniach wiem, że chyba każdemu „normalnemu” przynajmniej ten cykl się
spodoba. Jak z innymi? Wydaje mi się, że podobnie, ALE na razie jeszcze ich nie
znam :)
Wśród
bezpiecznych twórców umieściłabym także Maję Lidię Kossakowską, którą osobiście
uwielbiam. Jej „Zastępy anielskie”, czy „Upiór południa” mało kogo mogą chyba
zrazić, chociaż jest już bardziej ryzykowna, niż twórcy wcześniej wymienieni. Uważałabym
jedynie na jej „Takeshiego”, który jednak już jest dość krwawym akcyjniakiem.
Jeśli
nie interesuje Was to, co pisze Kossakowska możecie sięgnąć po coś autorstwa
jej męża, Jarosława Grzędowicza. Na ten moment jestem po „Panu Lodowego Ogrodu”
oraz „Hel 3” i szczerze mówiąc, zwłaszcza pierwsza książka powinna spodobać się
dużej grupie czytelników. Znów, nie jest to literatura aż tak bezpieczna, ale
trudno mi sobie wyobrazić, by przeraziła dorosłego czytelnika przez opisy.
Wydaje
mi się, że warto zwrócić uwagę także na Krzysztofa Piskorskiego. Uważam, że
jego „Czterdzieści i cztery” jest bardzo bezpieczną powieścią, w której nie ma
kompletnie nic, co mogłoby kogoś urazić. Nieco gorzej jest z jego „Cieniorytem”,
ale tak czy siak, książka trzyma się pewnych ram.
Jeśli
zaś szukacie jakiejś wielkiej politycznej intrygi, która będzie przy tym
stosunkowo delikatna zapraszam do sięgnięcia po Cherezińską: czytałam jedynie
jej „Koronę śniegu i krwi”, ale wydaje mi się, że autorka generalnie trzyma się
w miarę bezpiecznych kanonów :)
Uwaga!
Niebezpieczeństwo!
Skoro
trochę „bezpiecznych” autorów już za nami pora na tych nieco bardziej
kontrowersyjnych. Takich, którzy często nie piszą źle, przeciwnie, ale przez
swoje podejście do tematu mogą wielu zrazić. Wymienię tylko kilku, ale wydaje
mi się, że jak na jeden post i tak już rzuciłam Wam za dużą ilością nazwisk :)
Przede
wszystkim muszę tu wymienić Jacka Piekarę. Nie każdą jego książkę uwielbiam,
ale cenie sobie to, jak pisze. Niestety, ten pan lubi i krew, i ładne panie, a
przekleństwa tu u niego standard, dlatego jeśli tego się boicie uważajcie po co
sięgacie. Na pewno stosunkowo
bezpiecznym wyborem będzie „Ani słowa prawdy” w jego przypadku, ale już „Przenajświętsza
Rzeczpospolita”, czy „Necrosis” może być dla nieprzygotowanego czytelnika
strzałem w stopę.
Chcę
zwrócić uwagę także na Jakuba Ćwieka. Pana grafomana, którego książki po prostu
dobrze sprawdzają się na rozluźnienie, oczywiście o ile lubicie jego podejście
do pisania. Zarówno jego „Kłamca” jak i „Chłopcy” to serie pełne przemocy,
seksu i krwi, dlatego jeśli to, zwłaszcza w połączeniu z lekkim i niekoniecznie
wybitnym stylem Wam nie przeszkadza możecie po książki sięgać, ale ostrzegam,
że możecie się przez niego zrazić. „Grimm City” jest chyba nieco
bezpieczniejsze jako kryminał noir i urban fantasy, ale w dalszym ciągu to jest
Jakub Ćwiek, który nie będzie odpowiadał każdemu.
Poza
tym uważajcie na Andrzeja Ziemiańskiego, który potrafi sypać wulgaryzmami z
rękawa jak mało kto (i ja osobiście za jego stylem szczególnie nie
przepadam...) oraz na Georga R. R. Martina, ale tu z nieco innego powodu :)
Wbrew pozorom jego „Pieśń lodu i ognia” nie jest aż tak krwawa i brutalna w
opisach. Jego problemem jest jednak przegadanie treści. Ten pan po prostu chyba
nie do końca wie, kiedy ma skończyć.
Oczywiście,
nie są to wszyscy autorzy, których znam, ale cóż, na jeden post naprawdę
wystarczy tych nazwisk. Mam nadzieję, że jeśli szukaliście kogoś dla siebie ten
wpis pomoże Wam dobrać lekturę tak, by później nie cierpieć w katuszach w
trakcie czytania :D
Zachęcam
do dzielenia się poniżej autorami, którzy będą odpowiadać prawie każdemu, a
także tymi, z którymi lepiej uważać.