czwartek, 29 czerwca 2017

TAG Książka prawdę Ci powie...

Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/


Hej! W ramach odskoczni zapraszam Was na tag przetłumaczony z włoskiego przez Nieuleczalnego Książkocholika. Do zabawy zaprosiła mnie Aoi Akuma z bloga Książkowa Królowa.

Na czym to polega? Wybieracie losową książkę i otwieracie na losowej stronie, a następnie wskazujecie palcem na jedno zdanie bądź słowo, które jest odpowiedzią na poszczególne pytanie w tagu. Warto dodać swój komentarz do każdej z tych odpowiedzi.

Jaką książkę wybrałam do tagu? Postawiłam na „Lód” Dukaja, którego w chwili wykonywania tagu jeszcze nie czytałam, ale uznałam, że to ma tyle stron, że może być ciekawie :D


Słowo, które określa Twoją osobowość.
Dzika (str. 329, „dzikie ścieżki”): cóż, bywam dzika w stosunku do ludzi, zwłaszcza, jeśli nie mam do nich interesu, nie znam ich i jednocześnie mam zły humor :D


Słowo, które określa Twoje marzenia.
Wyspa (str. 507, „wyspie Olchon”): któż nie chciałby mieć swojej wyspy, którą mógłby nazwać domem, hm? :D A czy wyspa będzie namacalna, czy metaforyczna w jakikolwiek możliwy sposób to już inna sprawa.

Słowo, które powinnaś powiedzieć swoim wrogom.
Lalka (str. 695, „dziecko lalką się bawiące”): lalki są zdecydowanie „creepy”! Zarówno te różowe, plastykowe, jak i te porcelanowe. Nie wątpię, że moi wrodzy słysząc je będą uciekać w popłochu.

Słowo, które opisuje Twoje życie uczuciowe.
Kancelaria (str. 127, „Kancelarji Osobistej Cara): Czyżbym miała życie uczuciowe tak uporządkowane, jak kancelaria? Chyba, że ta moja to jeden wielki syf i chaos.

Słowo, które opisuje coś, co nigdy Ci się nie wydarzy
Rękojeść (str. 799, „rękojeść bagnetu”); Chyba o własnym mieczu mogę zapomnieć. Szkoda :c

Zdanie, które powinnaś sobie wytatuować.
„Podskoczyło się w miejscu trzy razy, ugryzło w nasadę kciuka, się zaśmiało się pusto i polizało zimną taflę lustra, siurpul, siurpul, siurpul, długie pociągnięcia języka po szkle” (str. 165): zdecydowanie, widząc to zdanie każdy będzie pewny, że ma do czynienia z niepełnosprawną umysłowo osobą. I słusznie.


Zdanie, które opisuje, co powinnaś zrobić, aby zyskać natychmiastowe bogactwo.
Do kantoru wpadł rudzielec z z wielkim aparatem fotograficznym pod pachą (str. 566): czyli mam się zafarbować na rudo i będę bogata? Chyba, że jeszcze powinnam zmienić płeć. Tyle, że najpierw musiałabym mieć sporo pieniążków na to.


Zdanie, które powinnaś wykrzyczeć, wskakując na pokład, na którym odpłyniesz w podróż swoich marzeń. 
30 czerwca 1908 roku, licząc na kalendarzu gregoriańskim, wczesnym rankiem, opodal rzeki Podkamienna Tunguzka w środkowej Syberii – eksplozja, huragan, trzęsienie ziemi i słup ognia i dymu, tak się zaczęło (str. 417): jak widać, przed podróżą moich marzeń odwiedzę Syberię na początku XX wieku, a przygód w trakcie tej wyprawy będzie niemało.


Zdanie, które opisuje Twoją przyszłość.
„Cofnął głowę, patrząc z uwagą na ciężką – a spojrzenie nie musiało mu pozytem skakać w lewo i w prawo, skoro w jedną źrenicę wycelowane – potem złapał za krzyż na piersi i już myślałem, że do egzorcyzmów jakiś, czy klątw armatnich się zabierze, lecz wtem odkręciła się sprężyna w Raspitunie w drugą stronę i rozkleił się chłop w uśmiech szeroki, przymilny, potrząsnął grzywą jak pies skołowany, zgiął się wpół na siedząco i pocałunek słożył na grzbiecie mej dłoni kalekiej” (str. 931): jeśli założymy, że narrator jest jednak kobietą to cóż... ciekawe rzeczy mnie mogą czekać. Choć nie powiem, bym cieszyła się na myśl posiadania kalekiej dłoni. Niemniej, przynajmniej będę miała dłoń.

Otaguj blogerów i zadedykuj im jakieś zdanie.
Wybaczcie ludziki, nikogo nie taguje, więc i zadania nie ma.

sobota, 24 czerwca 2017

Wyjazdowe informacje i „wakacyjny” stosik

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej :) Piszę dziś do Was, bo jutro wyjeżdżam, o czym z resztą już informowałam w poprzednim poście. Dziś jednak to po prostu wpis typowo informacyjny :)
Nie będzie mnie w kraju do początku sierpnia i do tego czasu moja aktywność pewnie będzie mniejsza, choć w ostatnim czasie była ogólnie mała: od bloga trochę się odcięłam. Sesja, nadmiar terminów i inne takie po prostu zbyt mnie zestresowały, bym miała ochotę na czytanie, a co za tym idzie: nie miałam ochoty na bloga. Jakoś tak to u mnie wychodzi: jak czytam, mam motywacje, by tu wchodzić. Jak nie – czuje się trochę głupio i zaczynam go olewać :D
W każdym razie w ogóle zauważyłam, że w miesiącach letnich Wasza aktywność spada: nie dziwię się, lepiej jest siedzieć teraz na dworze, niż przed komputerem. W końcu ja sama też zrzuciłam DM na drugi plan. No ale nie ma tego złego.
Wracając do mojego wyjazdu: dostęp do Internetu będę miała, więc nie znikam zupełnie. Po prostu pewnie będę zbyt padnięta, by do Was pisać. Posty są zaplanowane co dwa dni, więc ani Wy, ani tym bardziej ja nie muszę się o to martwić. Tylko błagam, czytając moje wpisy (wszystkie, nie tylko te z niedługiej przyszłości) bierzcie poprawkę na to, że ja zwykle pisze je na zapas :) I często znam już całą serie, gdy na blogu pojawia się recenzja tomu pierwszego. Jeśli chcecie sprawdzić, jakie książki już mam za sobą zapraszam na mój profil na LC (gadżet po prawej).

By nie było, że tylko na tym końce uznałam, że wrzucę Wam dziś mój stosik książek do przeczytania. Zwykle jest mały, poza tym nie mam też ochoty i czasu, by je robić, ale wyjeżdżam, a więc taki „rachunek sumienia” mi się przyda, a i Was może zainteresuje :)


Te dwie książki po prawej do „Lód” Dukaja i „Narrenturm” Sapkowskiego, które obecnie niby czytam. Niby: bo przez dość trudny okres nie umiem przez nie przebrnąć. Plan był taki, że przez tydzień przerwy do wyjazdu przeczytam tą pierwszą, zaś w drogę wezmę Sapkowskiego, ale punkt pierwszy planu raczej nie wypali. Jeśli kiedyś pojawi się recenzja „Lodu”, albo jeśli już go znacie pewnie zrozumiecie/rozumiecie dlaczego :D Najwyżej wezmę się za niego po powrocie, bo ja po prostu nie mam obecnie na tę lekturę siły.
Pozostałe książki to te czekające na przeczytanie. Nie licząc książek Żeromskiego to wszystkie książki w moim domu, których jeszcze nie ruszyłam i czuje się z tego zadowolona, bo aż tak dużo ich nie ma :D Większość z tego stosiku pochodzi z wyprzedaży, bo na parę fajnych okazji ostatnio trafiłam. No dobra, po kolei!
·         „Blondynka u Szamana” Beaty Pawlikowskiej – chyba wezmę ze sobą tę książkę na wyjazd :) Kupiłam ją na przecenie w Biedronce, za 5zł. Inaczej by do mnie pewnie nie trafiła. Zapowiada się podróżniczo, lekko, wczasowo: więc powinno być miło, mimo, że tego typu książek raczej nie czytam.
·         „Król Bezmiarów” Feliksa W. Kresa – tę pozycję wyłowiłam lata temu w jakimś wyprzedażowym koszyku. Długi jej nie ruszałam, bo to drugi tom, a ja nie miałam pierwszego.  Ale że w końcu go poznałam to niedługo przyjdzie pora i na tą pozycje (recenzja tomu pierwszego w kolejce).
·         „Polska, głupcze” Tomasza Lisa – kosztowała aż 2zł! Nie spodziewam się po tej książce kompletnie niczego szczególnego. Wzięłam ją głównie przez mój kierunek studiów: na dziennikarstwie warto wiedzieć coś o Tomaszu Lisie, nie? Aczkolwiek raczej nie mam z nim dobrych skojarzeń. Ale przeczytam.
·         „Agent JKF 4. Armie nieśmiertelnych” Miroslav Žamboch, Jiří Walker Procházka – kupiona za 5zł w Biedronce, „bo Fabryka Słów”. Powiedźcie mi, mogę ją czytać osobno? Bo Žamboch chętnie poznam, ale pozostałych części serii nie posiadam.
·         „Mistery” Stephena Kinga – jak wiecie, z Kingiem się nie lubimy. Ale jak mogłabym nie kupić książki znanego autora za 7zł w grubej oprawie...? W każdym razie, moje kolejne spotkanie z tym panem jest coraz bliżej.
·         „Motylek” Katarzyny Puzińskiej – a właściwie tom pierwszy; muszę poprosić kogoś w Polsce, by upolował mi drugi, bo nie zauważyłam w sklepie tego głupiego podziału. W każdym razie, to kolejna książka za grosze. Mam nadzieję, że w końcu trafię na dobry, polski kryminał.
·         „Shirek: Posłowie” Jeefa Vandemeera – książka z serii Uczta Wyobraźni. Gdy trafiłam na dwa tomy z serii po 10zł po prostu nie mogłam jej nie wziąć. Niestety, to drugi tom serii; gdy wrócę, będę musiała kupić pierwszy. Mam nadzieję, że uda mi się go upolować, bo nie jest dostępny w księgarni. W każdym razie czytałam już inną książkę tego pana (ta druga z serii; recenzja wkótce) i była specyficzna, choć magiczna zarazem. Liczę, że z tą będzie tak samo.
·         Trylogia „Arkadia” Kaya Meyera – tom pierwszy już za mną (recenzja czeka w kolejce), więc wiem, czego mogę się spodziewać; choć pomysł autora był ciekawy (włoska mafia i mitologia grecka w jednym) to sama książka trochę mnie wymęczyła. Ale zobaczymy... wezmę przynajmniej jeden tom na wyjazd, może będzie lepiej. Dwie książki kupione za 5zł w Biedronce, tom drugi za 10zł w Świecie Książki.
·         „Ukryty kwiat” Pearl S. Buck – Noblistka za 2zł?! Oczywiście, że kupiłam! Mam cztery inne książki tej pani i choć nie były najbardziej porywającymi lekturami na świecie to mają swoją magię. Tą kupiłam po części do kolekcji, po części z mojej pewnej sympatii do autorki.
·         Trylogia husycka Sapkowskiego – tu rozpowiadać się nie będę :) Mój prezent urodzinowy. Jak na razie... jest dobrze.
·         „The colour of magic” (pl: „Kolor magii”) Pratchetta – moja pierwsza książka po angielsku. Zdecydowałam się na nią, bo żarty brzmią najlepiej w oryginale, a ponieważ to młodzieżówka powinno mi się ją w miarę przyjemnie czytać. Ale och, jakie ja miałam przygody z tą książką! Zamówiłam ją na Amazonie jeszcze w kwietniu. Książka jest używana (ale w bardzo dobrym stanie), dlatego kosztowała grosze; z przesyłką wyszła mnie 20-30zł, ale sama kosztowała mniej niż jednego funta. Tyle, że... jakoś długo nie chciała dotrzeć. Już myślałam, że zaginęła w akcji, gdy przyjechałam do domu we wtorek i okazało się, że czeka na mnie od dwóch tygodni. Niemniej, i tak długo szła ;/ Ale jest, więc będę czytać :D
·         „Dwór cierni i róż” Sarah J. Maas – dwa tomy wygrane w konkursie u Charlotty :) Jak wiecie, jestem wielką przeciwniczką (XD) „Szklanego tronu” tejże pani i nie powiem, boje się tych książek. ALE cieszę się, że mam je u siebie, bo lubię poznawać znane rzeczy, by wiedzieć co w trawie piszczy. No i to dwa tomy, nie jeden; na półce będą dobrze wyglądać :D Mam nadzieję, że spodobają mi się bardziej, niż Tamta książka autorki. Na pewno biorę je ze sobą na wyjazd.


Oj, miał być krótki informacyjny post, a TO słowo jest tysiąc pięćdziesiąte ósme :D Cóż... lubię pisać o książkach, cóż ja poradzę. W każdym razie przekazałam Wam chyba wszystko co chciałam, także do napisania! Jutro pojawi się recenzja pewnego musicalu, czekajcie cierpliwie.

piątek, 23 czerwca 2017

Fotozeszyt – niewielki i praktyczny

Znajdziesz mnie teraz tu: https://fantastykacodzienna.pl/

Nie wiem jak Wy, ale ja chwilowo czuje się wyprana ze wszystkiego. Upał robi swoje, sesja robi swoje – i wyjazdowa praca, w której będę od niedzieli też nie poprawia mi nastroju. Za dużo wszystkiego mi się zwaliło na raz, a przy okazji uznałam, że przeczytam sobie „Lód” Dukaja i „Narrenturm” Sapkowskiego i przyznam, że wcale, ale to wcale mi to nie idzie. Głównie dlatego, że po prostu na ten moment mi się nie chce. Ech, ale zobaczymy, chce skończyć „Lód” do wyjazdu, Sapkowskiego czytać w drodze. Do pracy biorę już lekkie książki, bo po prostu tam nie wyrobię.
Nie to jednak miało być głównym tematem tego wpisu, a fotozeszyt od Saal Digital. Siódmego czerwca na blogu pojawił się wpis o ich fotoksiążce, któru możecie zobaczyć TUTAJ. Ta zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że po prostu uznałam, że chce przetestować jeszcze coś od nich :)

Wysyłka, projekt i inne takie...
Nie chce się na ten temat znów rozpisywać, bo zasadniczo te etapy nie różniły się raczej od zamawiania fotoksiążki, a to już dokładniej opisałam we wcześniejszym wpisie (link wyżej). W każdym razie: znów było bezproblemowo i szybciutko. Nie mam zamiaru na to narzekać, zwłaszcza, że z aplikacją w której tworzy się produktu od Saal Digital pracuje mi się coraz to lepiej.
Jest porządnie i tak jak ma być, czego chcieć więcej?


O produkcie
Mój fotozeszyt ma dwadzieścia dwie strony i matowe wykończenie, bo takie najbardziej mi odpowiada. Gdy przyszedł, trochę się zdziwiłam: niby wiedziałam co zamawiam, ale nie spodziewałam się, że dostanę coś tak lekkiego i cienkiego. Nie narzekam tutaj: po prostu się zaskoczyłam, podświadomie przekonana, że znów dostanę plastikowe płytki, a nie kartki :P
W każdym razie, samo wykonanie fotozeszytu nie pozostawia nic do życzenia. Obłożony jest plastikową, przezroczystą okładką, a metalowe kółka, na których jest umocowany wydają się porządne. Raczej nic nie powinno się im stać.
To, co jest najważniejsze, czyli same zdjęcia, są także nienaganne. Kolory są pięknie oddane, nasycone tak, jak powinny być. Sam papier nie jest najgrubszy, ale spokojnie: to po prostu podstawowy papier fotograficzny, a nie „zwykły”. Nie powinien łatwo się podrzeć, jest w miarę sztywny. Nie lata niczym papier toaletowy na wietrze. Jest... po prostu wytaczający.
Fotozeszyt to koszt około 100zł, zależnie od tego jaką chcemy wersje i ile stron sobie wybierzemy. Przy tym o ile fotoksiążka ma z tyłu kod, który można zeskanować, tak ten produkt nie jest niczym oznaczony.

Dla kogo? Fotoksiążka czy fotozeszyt?
Skoro mam i fotosiążkę, i fotozeszyt pozwólcie, że je ze sobą zestawie, by wyjaśnić, dla kogo ten produkt najbardziej się nada.
Fotoksiążka jest spektakularna. Pięknie obita, elegancka; po prostu idealna na prezent. Fotozeszyt jest jego bardziej budżetową „wersją”, która w moich oczach ma nieco inne zastosowanie. Nie, nie kupiłabym jej z myślą o tym, by kogoś nią obdarować, bo wygląda po prostu zbyt skromnie. A przynajmniej jak na główny prezent. Ale do własnego użytku –  nada się znakomicie!
Po pierwsze, będzie fajnym rodzinnym albumem, który nie zajmie dużo miejsca. Jeśli chcemy mieć wiele zdjęć, które nie będą nam zajmować połowy szafy sprawdzi się naprawdę doskonale.
Po drugie, jeśli prowadzicie jakąkolwiek działalność, która wymaga pokazaniu klientowi Waszego portfolio: zdjęć, ubrań, wzorów, materiałów i tak dalej, to jest coś dla Was. Fotoksiążkę niełatwo będzie zapakować do torby i nosić, bo jest po prostu grubsza i cięższa. Fotozeszyt zaś zajmuje minimalną ilość miejsca, a jeśli wybierzecie mały format spokojnie zmieści się do małej torebki. I pod tym względem jest doskonały. Wygląda profesjonalnie i może być zawsze pod ręką.


Choć pod względem wizualnym wole i woleć będę fotoksiążkę nie mam złudzeń: fotozeszyt jest dużo bardziej praktyczny. Jeśli będę szykować swoje portfolio z myślą o kliencie na pewno postawie na niego; obecnie wystarczy mi to co mam, ale wiem, że za jakiś czas będę musiała domówić kolejne i wtedy zdecydowanie będzie to właśnie ten produkt. Fotoksiążka wygląda cudownie – ale pod względem ceny i praktyczności fotozeszyt przerasta ją kilkukrotnie.

Za możliwość przetestowania fotozeszytu dziękuje firmie Saal Digital Polska!

czwartek, 15 czerwca 2017

Na Starym Mieście

Znajdziesz mnie teraz tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej! W maju udało mi się wybrać na klasyczny portret zdjęciowy. Tym razem pozowała Karolina, a na zdjęcia wybrałyśmy się na Stare Miasto w Gdańsku. Bez zbędnego gadania zapraszam Was na nasze fanpage i do oglądania zdjęć:
Whispering Rift
Kerol Weber










środa, 7 czerwca 2017

Moja własna książka. Fotoksiążka!

Znajdziesz mnie tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/



Hej! Dziś przychodzę do Was z recenzją nietypowej książki. Nietypowej – bo właściwie w pełni mojej :) Jest to fotoksiążka od Saal Digital, czyli moje portfolio w papierowej wersji. Chcecie wiedzieć, czy warto i jak wygląda cały proces zamawiania i tworzenia? Jeśli tak: zapraszam!

ostatnia strona fotoksiążki

Tworzenie fotoksiążki
Aby stworzyć fotoksiążkę należy ściągnąć Aplikację Saal Design. To stosunkowo prosty program, który pozwala nam stworzyć własny projekt. Wybieramy w nim rodzaj produktu, ilość stron naszej fotosiążki, jego grubość, rodzaj papieru etc., a następnie tworzymy jej wnętrze. To, jak ułożymy zdjęcia jest zostawione nam: dla ułatwienia, możemy wybrać pusty projekt, albo gotowy wzór. Nie jest to specjalnie skomplikowane, z resztą, program nie ma nadzwyczajnych funkcji, ale jest ich wystarczająco, aby stworzyć coś ładnego i jednocześnie dość szybko zrozumieć, jak aplikacja działa.



Zamawianie i przesyłka
Niestety, zamawiać można tylko kurierem DHL (podejrzewam, że to przez niemiecką produkcje książki). Wprawdzie gwarantuje nam to, że książka dojdzie do nas szybko i sprawnie, ale z drugiej strony, brak wyboru trochę mnie zdziwił. W każdym razie nie czekałam na nią za długo. Zamówienie złożyłam 26 maja, 31 maja książka została wysłana, a 5 czerwca była u mnie. Jak na produkt, który został zrobiony dla mnie od zera to naprawdę szybki termin.
Paczka była porządnie zapakowana: książka była włożona w piankę i w foliowy woreczek, przez co naprawdę nic nie mogło się jej stać :)


A sama fotoksiążka?
Moja fotoksiążka to wersja ekstra gruba 21x28. Ma matową, watowaną okładkę i czternaście stron z także matowymi zdjęciami wewnątrz.
Produkt przyszedł do mnie nienagannie wykonany. Okładka była porządnie wykonana bez żadnych zarysowań, czy zabrudzeń. Nie spodziewałam się, że strony będą naprawdę grube: to nawet nie papier, a plastykowa płytka! Dzięki temu nie ma możliwości, by cokolwiek stało się ze stronami. Przy tym każda strona wewnątrz jest wykorzystana: zdjęcia są także na skrzydełkach okładki.
Bardzo podoba mi się fakt, że książka nie posiada żadnego loga firmy: ma jedynie mały kod, którego praktycznie nie widać. Wprawdzie za dodatkową opłatą można go usunąć, ale jest tak malutki, że naprawdę w niczym nie przeszkadza.
Same fotografie wyglądają...dokładnie tak, jak miały wyglądać. Są piękne: idealnie oddają kolorystykę, co właściwie jest chyba najtrudniejszą częścią do wykonania. Naprawdę przyjemnie się na nie patrzy, zwłaszcza, że wybrałam sobie matowe wykończenie, które po prostu lubię najbardziej: dzięki temu światło nie odbija się od zdjęcia i można podziwiać je w pełnej krasie :)


zobaczcie, jak grube są te strony!

Fotoksiążka to moim zdaniem doskonały następna albumu: jest wygodniejsza i trwalsza, a wykonanie jej to czysta przyjemność. Dla początkującego fotografa, takiego jak ja, to „must have” – w końcu nic nie zastąpi portfolio w namacalnej wersji. Oczywiście, to także bardzo dobry prezent dla kogoś, czy nawet dla samego siebie. W końcu gdy mamy dziś wszystkie zdjęcia na telefonach, czy na komputerze dobrze jest mieć przynajmniej kilka w „papierowej” formie :)
Za możliwość przetestowania książki dziękuję Saal Digital Polska!

poniedziałek, 5 czerwca 2017

Po jaką książkę fantastyczną sięgnąć?: (Nie)bezpieczni autorzy

Znajdziesz mnie tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/



Hej :) Dzisiaj znów porozmawiamy sobie o... fantastyce. A dokładniej – o autorach książek z tego gatunku. Jak zwykle w przypadku postów z tej serii piszę go raczej z myślą o osobach, które swoją przygodę z tym gatunkiem chcą zacząć, zachęcam jednak, aby najpierw sięgnąć po inne posty z taką etykietą, jeśli jeszcze ich nie znacie. Jak zawsze, osoby, które w temacie siedzą też pewnie znajdą tu coś dla siebie.
Dziś chciałabym spojrzeć na autorów pod kątem tego jak piszą i kiedy można po nich sięgnąć. Widzicie, jest pewna pula książek fantastycznych po którą może sięgnąć „każdy” niezależnie od wieku, a są też takie, które mogą wiele osób tylko zrazić i właśnie pod kątem takiego „bezpieczeństwa” ten post został ułożony. Myślę, że to dla wielu może być przydatne :) Biorę pod uwagę tych, których książki poznałam do 2 kwietnia 2017 roku.

Klasyka – może zmęczyć, ale... jest warta poznania
Jak w przypadku każdego gatunku, tak i w fantastyce mamy pewną pulę książek i autorów, których możemy uznać za „klasycznych”. Zwykle takie osoby piszą w dość bezpieczny, ale przy tym patetyczny sposób, co niestety nie zawsze dobrze się kończy dla czytelnika.
Dobrym przykładem będzie tu J. R. R. Tolkien, który przez swój baśniowy, ale stosunkowo ciężki styl nie każdemu odpowiada. To autor, który zachwyci na pewno fanów bardzo dobrej, „wysokiej” literatury, bo w moim odczuciu ten pan idealnie wpasowuje się w klasyczne kanony nie tylko fantastyki. Podobnie robi Frank Herbert przy swojej „Diunie”, czy
Le Guin przy „Ziemiomorzu”, czy „Sześciu Światach Hain” – to bardzo dobrzy twórcy, ale przez swój styl naprawdę wielu zapaleńców mogą skutecznie zgasić, jeśli nie przygotują się wcześniej do lektury.
Oczywiście, po klasykę fantastyki polecam sięgać, ale... z głową :D
Musze wspomnieć tu jeszcze o C. S.  Lewisie, który choć napisał klasyczne „Opowieści z Narnii” to przez to, że kierował książkę dla dzieci robi to w sposób nieco lżejszy od Tolkiena, ale mam wrażenie, że jego książki i tak do tych najbardziej rozrywkowych nie należą.
Wśród znanych klasyków jest jeszcze jeden pan, którego bardzo lubię, ale który niektórych może zrazić, choć z innych powodów niż powyżsi autorzy. Mówię oczywiście o Andrzeju Sapkowskim i jego historii o wiedźminie. Choć jest ona napisana współczesnym językiem to klimat tej opowieści nie każdemu przypadnie do gustu. Geralt żyje w „brudnym” świecie, pełnym przekleństw, przemocy i seksu, a Sapkowski nie ucieka od tematu, budując bardzo specyficzne uniwersum. Jeśli takie podejście Wam nie odpowiada na pewno nie powinniście sięgać po tą konkretną serię.

Bezpieczni autorzy
Jest pewna grupa książek napisana niemal od linijki. Tam właściwie nie ma czego się przyczepić i większości powinna się spodobać, nie zależnie od wieku. To zwykle powieści bez przekleństw, stosunkowo schematyczne, często młodzieżowe; ja mam zwykle do nich dużo zastrzeżeń, ale z drugiej strony, wiem, że standardowy czytelnik nie zwróci na to aż tak dużej uwagi.
Dwójką z młodzieżowych, bezpiecznych pisarzy są na pewno Rick Riordan oraz John Falangan. Mimo że piszą coś nieco innego to wydaje mi się, że przez lekkość historii, ich młodzieżowość oraz humor są do siebie bardzo zbliżeni. Jeśli szukacie więc czegoś niekoniecznie wymagającego i miłego to po tych panów możecie spokojnie sięgać.
Jeśli szukacie high fantasy dla młodzieży warto sięgnąć po „Kroniki Świata Wynurzonego” Torsi oraz „Eragona” Paoliniego – książki nie są bez wad, bazują na tych samych, bardzo popularnych schematach, ale na pewno             nie skrzywdzą nikogo, kto nie lubi przekleństw i dokładnych opisów rozlewu krwi.
Wymienić muszę także Brandona Sandersona, biorąc pod uwagę jego „Ostatnie Imperium” – mam do tej serii sporo zastrzeżeń, ale i po recenzjach, i po własnych doświadczeniach wiem, że chyba każdemu „normalnemu” przynajmniej ten cykl się spodoba. Jak z innymi? Wydaje mi się, że podobnie, ALE na razie jeszcze ich nie znam :)
Wśród bezpiecznych twórców umieściłabym także Maję Lidię Kossakowską, którą osobiście uwielbiam. Jej „Zastępy anielskie”, czy „Upiór południa” mało kogo mogą chyba zrazić, chociaż jest już bardziej ryzykowna, niż twórcy wcześniej wymienieni. Uważałabym jedynie na jej „Takeshiego”, który jednak już jest dość krwawym akcyjniakiem.
Jeśli nie interesuje Was to, co pisze Kossakowska możecie sięgnąć po coś autorstwa jej męża, Jarosława Grzędowicza. Na ten moment jestem po „Panu Lodowego Ogrodu” oraz „Hel 3” i szczerze mówiąc, zwłaszcza pierwsza książka powinna spodobać się dużej grupie czytelników. Znów, nie jest to literatura aż tak bezpieczna, ale trudno mi sobie wyobrazić, by przeraziła dorosłego czytelnika przez opisy.
Wydaje mi się, że warto zwrócić uwagę także na Krzysztofa Piskorskiego. Uważam, że jego „Czterdzieści i cztery” jest bardzo bezpieczną powieścią, w której nie ma kompletnie nic, co mogłoby kogoś urazić. Nieco gorzej jest z jego „Cieniorytem”, ale tak czy siak, książka trzyma się pewnych ram.
Jeśli zaś szukacie jakiejś wielkiej politycznej intrygi, która będzie przy tym stosunkowo delikatna zapraszam do sięgnięcia po Cherezińską: czytałam jedynie jej „Koronę śniegu i krwi”, ale wydaje mi się, że autorka generalnie trzyma się w miarę bezpiecznych kanonów :)

Uwaga! Niebezpieczeństwo!
Skoro trochę „bezpiecznych” autorów już za nami pora na tych nieco bardziej kontrowersyjnych. Takich, którzy często nie piszą źle, przeciwnie, ale przez swoje podejście do tematu mogą wielu zrazić. Wymienię tylko kilku, ale wydaje mi się, że jak na jeden post i tak już rzuciłam Wam za dużą ilością nazwisk :)
Przede wszystkim muszę tu wymienić Jacka Piekarę. Nie każdą jego książkę uwielbiam, ale cenie sobie to, jak pisze. Niestety, ten pan lubi i krew, i ładne panie, a przekleństwa tu u niego standard, dlatego jeśli tego się boicie uważajcie po co sięgacie. Na pewno stosunkowo  bezpiecznym wyborem będzie „Ani słowa prawdy” w jego przypadku, ale już „Przenajświętsza Rzeczpospolita”, czy „Necrosis” może być dla nieprzygotowanego czytelnika strzałem w stopę.
Chcę zwrócić uwagę także na Jakuba Ćwieka. Pana grafomana, którego książki po prostu dobrze sprawdzają się na rozluźnienie, oczywiście o ile lubicie jego podejście do pisania. Zarówno jego „Kłamca” jak i „Chłopcy” to serie pełne przemocy, seksu i krwi, dlatego jeśli to, zwłaszcza w połączeniu z lekkim i niekoniecznie wybitnym stylem Wam nie przeszkadza możecie po książki sięgać, ale ostrzegam, że możecie się przez niego zrazić. „Grimm City” jest chyba nieco bezpieczniejsze jako kryminał noir i urban fantasy, ale w dalszym ciągu to jest Jakub Ćwiek, który nie będzie odpowiadał każdemu.
Poza tym uważajcie na Andrzeja Ziemiańskiego, który potrafi sypać wulgaryzmami z rękawa jak mało kto (i ja osobiście za jego stylem szczególnie nie przepadam...) oraz na Georga R. R. Martina, ale tu z nieco innego powodu :) Wbrew pozorom jego „Pieśń lodu i ognia” nie jest aż tak krwawa i brutalna w opisach. Jego problemem jest jednak przegadanie treści. Ten pan po prostu chyba nie do końca wie, kiedy ma skończyć.

Oczywiście, nie są to wszyscy autorzy, których znam, ale cóż, na jeden post naprawdę wystarczy tych nazwisk. Mam nadzieję, że jeśli szukaliście kogoś dla siebie ten wpis pomoże Wam dobrać lekturę tak, by później nie cierpieć w katuszach w trakcie czytania :D

Zachęcam do dzielenia się poniżej autorami, którzy będą odpowiadać prawie każdemu, a także tymi, z którymi lepiej uważać.

sobota, 3 czerwca 2017

W świecie Warcrafta

Znajdziesz mnie tutaj: https://fantastykacodzienna.pl/

Hej! Nadszedł czas na odsłonę drugiej pyrkonowej sesji zdjęciowej. Jak już pewnie widzicie robiłam zdjęcia grupie w strojach w Warcrafta. Nie łatwo było ogarnąć tyle osób, a co gorsza, wybrać potem zdjęcia. Mam ich duuużo, ale jak to na zdjęciach grupowych bywa: tu ktoś się śmieje, tu ktoś się odwrócił. I potem bądź tu mądry, wybierz dobre zdjęcie! W każdym razie z przynajmniej kilku jestem bardzo zadowolona :)

Zapraszam na mój fanpage oraz fanpage grupy, która mi pozowała:

Citizens of Dalaran
Whispering Rift 











Nomida zaczarowane-szablony