Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o fantastyce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą o fantastyce. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 października 2018

Fanzin SF. Artyści, wydawcy, fandom: Naukowo o fanach fantastyki


Artur Nowakowski w swojej pracy naukowej wyjaśnia, jak kreował się fandom i jak powstawały pierwsze kluby zrzeszające fanów fantastyki. Przede wszystkim przedstawia jednak czym jest fanzin, jego historię, powody istnienia oraz sposób jego tworzenia.

Fantastyka to bardzo ciekawy obszar badań. Choć zwykle nie jest to dziedzina bardzo mocno wpływająca na nasze życie (chyba że ktoś z niej żyje, lub jest aktywnym fanem) to badanie tego jak tworzy się i ona, i społeczność wokół tego tematu od dawna mnie interesowało. Dlatego zdecydowałam się sięgnąć po pracę Artura Nowakowskiego. Okazało się, że „Fanzin SF. Artyści, wydawcy, fandom” to bardzo porządnie i starannie stworzone dzieło, po które osoby zainteresowane tą tematyką na pewno powinny sięgnąć.
Tytuł: Fanzin SF. Artyści, wydawcy, fandom
Autor: Artur Nowakowski
Liczba stron: 433
Gatunek: literatura naukowa
Wydanie: Instytut Literatury Popularnej, Poznań 2017
Fanziny to niekomercyjne czasopisma, wydawane zwykle przez fanów danego zagadnienia (np. przez członków klubów fantastyki). Ich redaktorzy zwykle nie są profesjonalistami. Taka hobbistyczna działalność pozwala na rozwój twórców oraz komunikację wewnątrz środowiska. Teraz ich rola zapewne nie jest tak duża, jak kilkadziesiąt lat temu, gdy dostęp do Internetu był zmniejszony. Nie widzę więc nic dziwnego w tym, że sama niewiele słyszałam o nich przed sięgnięciem po tą pracę. Z tego powodu elementy książki dotyczące ich potrafiły być dla mnie mocno przytłaczające. Nowakowski w swojej pracy przytacza bardzo wiele przykładów fanzinów, analizując ich zawartość na różnorakie sposoby, często wręcz wyliczając niektórych wydawców, czy tytuły.
Z tego powodu dla mnie samej o wiele ciekawsze okazał się opis samego tworzenia się fandomów i klubów, bo po prostu o tym wiem już nieco więcej, dzięki czemu książka po prostu była w stanie rozwinąć wiedzę, którą już posiadam. A do fragmentów o fanzinach pewnie wrócę za jakiś czas, gdy po prostu dowiem się o nich więcej z innych źródeł.
Doskonale widać, że „Fanzin SF. Artyści, wydawcy, fandom” to książka naukowa, a nie popularnonaukowa. Nie dość, że zawiera liczne przypisy to sam styl autora jest dość suchy, konkretny. Ciekawy, tylko pod warunkiem, że czytelnik jest faktycznie zainteresowany tematem. Jednocześnie autor zdecydowanie wie o czym pisze i naprawdę dobrze analizuje przedstawiony temat.
W tytule „SF” istnieje nie bez powodu. Fantasy jako podgatunek fantastyki rozwinął się stosunkowo później: jego zalążki wprawdzie istniały już dawno, ale tak naprawdę wszystkie pierwsze kluby fantastyki skupiały się na science-fiction. Niemniej, wewnątrz książki dla się znaleźć także fragmenty dotyczące właśnie jego, dlatego osoby w jakiś sposób zrażone do fantastyki naukowej nie muszą się bać, że ich ulubiony podgatunek został pominięty.
Wydanie tej książki zdecydowanie wygląda dobrze. Biała okładka, z naprawdę przyjemną dla oka grafiką (pochodzącą z plakatu reklamującego brazylijski konwent z 1965 roku) prezentuje się i interesująco, i minimalistyczne. Wewnątrz zaś poza naprawdę olbrzymią ilością treści możemy znaleźć dość dużo czarno-białych ilustracji (głównie: okładek fanzinów, plakatów itd.). Dodatkowo pod koniec książki zamieszczono kilkanaście kolorowych wkładek. To naprawdę pomaga w przyswojeniu wiedzy i ubarwia lekturę.
„Fanzin SF. Artyści, wydawcy, fandom” to na pewno doskonała książka dla osób, które piszą aktualnie pracę naukową z poruszanych przez nią tematów. Zwłaszcza, że jest pracą dość świeżą i bez problemu dostępną. Ponadto fani fantastyki, chcący dowiedzieć się, jak ich ulubiony gatunek powstawał pod względem tworzenia się stowarzyszeń i organizacji zajmującymi się nią na pewno też poczują się usatysfakcjonowani. Niestety, jak to w przypadku literatury naukowej bywa: osoby niezainteresowane tym tematem po prostu nie mają po co po tą książkę sięgać.

piątek, 27 lipca 2018

W poszukiwaniu jednotomowej powieści science-fiction


Gdy jakiś czas temu przygotowałam dla Was wpis z jednotomowymi powieściami fantasy bardzo dobrze go przyjęliście. Zapytałam wtedy, czy chcecie też wpis o książkach science-fiction. Wielu z Was odparło, że tak. Dlatego też zapraszam Was na „kontynuacje” tamtego wpisu, tym razem jednak w klimatach science-fiction właśnie. Pamiętajcie, że ujmuje tu tylko książki, które przeczytałam, dlatego wielu ciekawych pozycji na pewno tu brakuje.


„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach” Philipa K. Dicka
Oto klasyczne dzieło, na bazie którego powstał równie klasyczny film. Nie jest to wprawdzie zupełnie czyste science-fiction, bo Dicka jednak często zalicza się do nurtu weird fiction, które chociaż stoją obok książek fantastyczno-naukowych to jednak nie jest nim w pełni. Niemniej, akurat to dzieło tego autora moim zdaniem nie ma aż tak wielu „dziwnych” elementów. Wracając do samej książki, ta jednotomowa historia opowiada o pewnym łowcy androidów, który musi poradzić sobie z kilkoma mechanicznymi uciekinierami. Powieść naprawdę dobra i raczej przyjemna w odbiorze, która powinna spodobać się każdemu fanowi dystopii.
>> Moja pełna opinia

„Różaniec” Rafała Kosika
Tak jak i wyżej, mamy do czynienia z dystopią, choć utrzymaną już w zdecydowanie innym klimacie. Kosik w swoim „Różańcu” miesza fantastykę socjologiczną z thillerem, kreując naprawdę niezwykłą powieść. Choć nie jest to książka bardzo lekka, to na pewno jej lektura jest satysfakcjonująca i jeśli tylko szukacie powieści jednotomowej, nad którą będziecie musieli się na chwilę zatrzymać… ta historia jest dla Was.

>> Moja pełna opinia

„Paradyzja” Janusza Zajdla
Skoro już wspomniałam o fantastyce socjologicznej to jej polskiego prekursora po prostu nie może tu zabraknąć. „Paradyzja” opowiada o odizolowanej kolonii, którą odwiedza pewien dziennikarz i stopniowo odkrywa jej tajemnice. Powieść naprawdę dobrze napisana, która mimo swojego wieku (bo wydana została w latach 80.) jest dalej bardzo przystępna i przyjemna w odbiorze… nawet mimo specyficznego, niekoniecznie sympatycznego klimatu dystopii.

„Planeta małp” Pierre Boulle
Ta książka, na bazie której powstały kultowe już filmy, jest też już raczej starszym SF. I niestety, widać w niej upływ czasu, zarówno pod względem technologii, jak i wykorzystanych motywów. Niemniej, to dalej naprawdę dobra książka, poruszająca ciekawe tematy. Zastanawia się, co byłoby, gdyby to inny gatunek, nie ludzie, zaczął rządzić naszą planetą. I co byłoby, gdyby okazało się, że nierozumne istoty jednak myślą tak, jak my. Naprawdę, jeśli tylko macie jakiekolwiek doświadczenie z science-fiction po tę niedługą powieść warto sięgnąć.
>> Moja pełna opinia

„Marsjanin” Andy’ego Weiera
Science-fiction bardzo bliskiego zasięgu w pełnej krasie. Oto sympatyczna powieść, która jednocześnie nie stroni od naukowego słownictwa. Tej historii samej w sobie chyba nie da się nie polubić. Główny bohater jest bardzo sympatyczny, a całość jest naprawdę przyjemnie napisana. Jeśli więc szukacie czegoś pozytywnego, „Marsjan”, opowiadający o człowieku, który przypadkiem został sam na Marsie, nie może Was ominąć.

„Wodny nóż” Paola Bacigalupiego
Oto książka, do której mam absolutną słabość. To post-apokalipsa, której akcja toczy się w świecie, w którym brakuje wody. Ma w sobie sporo z sensacji, jednak to nie ten aspekt sprawia, że tak lubię tę powieść: po prostu brakuje mi książek, w których tak dobrze opisana jest relacja między głównymi bohaterami. Na całe szczęście „Wodny nóż” tę pustkę trochę zapełnia.

„Na skraju jutra” Hiroshi Sakaruzaki
Halo, młodzieży? Szukacie SF? Oto książka dla Was. Niedługa, pełna akcji i całkiem ciekawa. Jeśli tylko szukacie czegoś z niewielką dawką romansu i jeśli tylko lubicie podróże w czasie naprawdę warto się z nią zapoznać. Niemniej, to jednak lektura dla młodszego czytelnika, albo takiego, który nie ma szczególnie wysokich wymagań: w końcu to japońska ligh novelka, pisana właśnie z myślą o takich osobach.

„Wydrążony człowiek / Muza ognia” Dana Simmonsa
Jeśli chcecie sprawdzić, jak pisze dość popularny Dan Simmons, ale jednocześnie nie macie ochoty brać się za serię musicie sprawdzić tę lekturę. Przede wszystkim wewnątrz książki mamy dwie powieści, napisane w zupełnie innych konwencjach, co da nam szerszy obraz na jego twórczość. Poza tym „Wydrążony człowiek” to historia, którą naprawdę dobrze wspominam… i która spodoba się niekoniecznie tylko fanom science-fiction. Bo to w końcu przede wszystkim powieść o miłości.

„Solaris” Stanisława Lema
O tym dziele chyba każdy słyszał. A czy każdy czytał? Podejrzewam, że niekoniecznie. A warto! Najbardziej popularna książka Lema nie jest w końcu tak znana bez przyczyny. To powieść opowiadająca o człowieku, który ląduje na obcej planecie i odkrywa, że w stacji badawczej coś niekoniecznie gra. A cóż to takiego? By się przekonać musicie tę lekturę po prostu przeczytać.


Poniżej zachęcam Was do dzielenia się swoimi typami. Jakie jednotomowe powieści science-fiction polecacie? I dla kogo?

niedziela, 1 lipca 2018

Przewodnik po fantastyce dla zielonych


Cześć! Wiem, że wielu z moich czytelników jest jakoś związanych z fantastyką: jednak to ten temat pojawia się tu najczęściej, a swój swego przyciąga, prawda? Nie zmienia to jednak faktu, że i zbłąkane duszyczki się tu pojawiają, co często od razu widać w komentarzach. Bo widzicie, fantastyka to nie to samo co science-fiction, a słowo „fantasy” zapisujemy… no właśnie, jak? Dziś post-poradnik, czy raczej post-słowniczek dla zielonych: jeśli nie macie pojęcia o fantastyce to mam nadzieję, że dzięki temu tekstowi po prostu przestaniecie popełniać pewne drobne, ale popularne błędy.

1. Zacznijmy od słowa „fantasy”, skoro już ten problem wywołałam. Bardzo często spotykam się z osobami, które mają na myśli właśnie je, a zamiast tego tworzą dwa dziwolągi: „fantaZy” i „fantasTy”. Te dwa sposoby zapisu są błędne! „Fantasy” zapisujemy z jednym „t” i przez „s”. To słowo wywodzące się z angielskiego (a nie od słowa fantasTyka) i nie spolszczone, występujące w słowniku tylko w tej jednej, jedynej formie.

2. Według Słownika Języka Polskiego słowo „fantastyka” to twórczość literacka, filmowa, lub inna przedstawiająca świat i wydarzenia nierealne. Należy przy tym pamiętać, że obejmuje ona między innymi trzy główne podgatunki: science-fiction, fantasy oraz horror. 


3. Fantastyka nie jest realizmem magicznym. Mam wrażenie, że łatwo rozróżnić te dwa gatunki: twórca fantastyki chce, byśmy uwierzyli w jego świat. W przypadku realizmu magicznego coś takiego nie występuje. Niemniej, w tej kategorii nie jestem akurat specjalistą i mogę się mylić.

4. Fantasy to te dzieła kultury, które odwołują się do mitologii i baśni, nie wyjaśniając nam w techniczny sposób, jak w danym świecie działa magia. Na przykład bohater korzystając ze swojej magicznej mocy wbija gwóźdź w ścianę. Nie wiemy, skąd ma energię i jak to dokładnie działa.

5. Science-fiction to dzieła kultury, które odwołują się do przyszłości oraz różnego rodzaju technologii. W tym podgatunków działanie szeroko pojętej magii jest nam w jakiś sposób wyjaśnione. Na przykład bohater wbija gwóźdź w ścianę nie dotykają go, za to korzystając z pomocy niewidzialnych gołym okiem Nano botów.

6. Horror to te dzieła kultury, które przedstawiają pozornie zwykłą rzeczywistość, w którą wkradają się mroczne siły. Albo inaczej: to historia obyczajowa, opowieść o zwykłych ludziach, ale z nadprzyrodzonymi, mrocznymi elementami.

7. Często mówi się też o science-fantasy: ten gatunek pojawia się, gdy twórca łączy science-fiction z fantasy. Na przykład w „Panu Lodowego Ogrodu” Grzędowicza bohater to Ziemianin z przyszłości, który ląduje na planecie na której obecnie panuje średniowiecze, a magia jest czymś rzeczywistym. Mamy elementy science-fiction (ulepszony przez wynalazki główny bohater, sama podróż kosmiczna) i fantasy (magia, baśniowy klimat). Jak podał autor tekstu na Lekturze obowiążkowej bohater takiej powieści prawdopodobnie może powiedzieć: dlaczego ten smok zeżarł mi lądownik?”.

8. Korzystanie z kategorii na Lubimy Czytać i przekopiowywanie ich do postów w przypadku fantastyki zwykle kończy się błędem. Ta kategoria, występująca tam jako „fantastyka, fantasy, science-fiction” nie jest najlepiej sprecyzowana: pamiętajcie, że słowo „fantastyka” zawiera w sobie dwa kolejne, a coś, co jest powieścią fantasy prawdopodobnie nie będzie powieścią science-fiction.

9. Jeśli piszesz recenzje i w metryczce książki nie wiesz, czy wpisać „science-fiction”, czy „fantasy” napisz po prostu „fantastyka” – to zawsze jest po prostu bezpieczne wyjście do którego nikt nie będzie mógł się przyczepić.


10. Pozostając w temacie gatunków, jeśli historia przez lwią część jest opowieścią obyczajową, utrzymaną w jej tonie i wyraźnie kierowaną do odbiorcy takich historii, ale zawierając jedynie drobny element nadnaturalny to dalej możemy zaliczyć ją do gatunku obyczajowego. Możemy ewentualnie dopisać, że historia zawiera elementy paranormalne/nadnaturalne, lub jest realizmem magicznym. Na przykład: „Prawo Mojżesza” Amy Harmon, „Karmin” Angnieszki Meyer, „Był sobie pies” Bruce Camerona.

11. Najważniejszą nagrodą literacką w dziedzinie fantastyki jest Nagroda Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, przyznawana co roku jednej powieści i jednemu opowiadaniu na konwencie Polcon. Nosi imię pierwszego laureata tej nagrody.  Amerykańskim odpowiednikiem naszego Zajdla jest Nagroda Hugo, przyznawana co roku na konwencie Worldcon.

12. Nim powiesz, że nie lubisz fantastyki, zastanów się, czy aby na pewno. Pamiętaj, że między innymi filmowa i komiksowa twórczość Marvela to też fantastyka – piszę o tym,  ponieważ wielokrotnie spotkałam się z osobami, które twierdzą, że tego gatunku nienawidzą, jednocześnie wychwalając Iron Mana.

13. To, że chcemy tworzyć fantastykę, nie oznacza wcale, że wolno nam absolutnie wszystko: ten gatunek to nie surrealizm, czy abstrakcja. Każde odstępstwo od „realnego” świata powinno zostać w miarę logicznie wyjaśnione. Nie zawsze musi być to nic rozbudowanego – ale ma „zamknąć” odbiorcy usta i pytania dotyczące logiki funkcjonującej w danym świecie. Jeśli więc widzisz tego typu dziurę w historii nie zrzucaj tego na cały gatunek: to prawdopodobnie błąd tego konkretnego twórcy. Poniżej, w ramach ciekawostki, zamieszczam filmik z Brandonem Sandersonem, który opisuje prawa magii, które powinny rządzić (jego zdaniem oczywiście) twórcami fantastyki.


„Zielonych” zapraszam do zadawania pytań odnośnie fantastyki w komentarzach, zaś tych bardziej doświadczonych: do dzielenia się tym, w czym często widzą błędy, a o czym ja zapomniałam.

czwartek, 15 marca 2018

W poszukiwaniu jednotomowej powieści fantasy

Czytelnicy kochają serie. Dlatego nic dziwnego, że to właśnie ich na rynku znajdziecie najwięcej. Problem jednak pojawia się, gdy człowiek chce przeczytać coś na szybko, nie kolekcjonując dwudziestotomowej serii. Bo takie rzeczy po prostu trudno jest znaleźć. Mam wrażenie, że w fantastyce ten problem dotyczy zwłaszcza fantasy: w końcu niełatwo opowiedzieć o swoim całym, genialnie wykreowanym świecie w jednej, zwartej historii. Ale nie martwcie się, przychodzę Wam z odsieczą! Jeśli akurat szukacie jednotomowej powieści fantasy, albo zbioru opowiadań, którego akcja toczy się w tym samym świecie, wśród tego zestawienia może znajdziecie coś dla siebie.


„Ruda Sfora” Mai Lidii Kossakowskiej
Interesuje Cię mitologia syberyjska, albo konie. Na dodatek lubisz powieści przygodowe dla młodzieży i po prostu szukasz czegoś raczej lekkiego. Tak? To „Ruda sfora” jest dla Ciebie. Wprawdzie nie powiedziałabym, że to coś przełomowego, ale naprawdę jako jednotomowa historia sprawdza się bardzo dobrze. Jest po prostu przyjemną przygodą.

„Rycerz kielichów” Jacka Piekary
Ta wariacja na temat snu jest niezwykle baśniowa i przy tym bardzo przyjemna. Nie jest to wprawdzie wymagająca lektura, ale jeśli szukasz czegoś, co po prostu będzie radosną i przyjemną przygodą, niekoniecznie bardzo młodzieżową, to ta historia pewnie się u Ciebie sprawdzi. Poza tym występuje w niej smok, a przecież... kto nie lubi smoków? Może jest to nieco naiwna historyjka, ale przez wplecenie do całości snów właśnie ma w sobie trochę magii.

„Ani słowa prawdy. Opowieści o Arivaldzie z wybrzeża” Jacka Piekary
Co by było, gdyby osoba z dużą mocą magiczną i wysoką inteligencją nigdy nie trafiła do szkoły magów? I gdyby przypadkiem dorwała się do księgi czarów i spróbowała życia jako mag? Jacek Piekara w tej książce na takie pytania właśnie odpowiada. To dziesięć opowiadań opowiada o przygodach Arivalda, bardzo sympatycznego maga-nie-maga, który dzięki swojemu sprytowi, a nie czarodziejskim umiejętnością często ratuje sytuacje.  Jeśli szukasz czegoś bardzo pozytywnego, ale przy tym z ciekawie wykreowanym światem, ta pozycja Piekary doskonale się dla Ciebie nada.

„Czterdzieści i cztery” Krzysztofa Piskorskiego
Nie mogę zapomnieć w tym zestawieniu o tej steampunkowej opowieści. Nie jest to jedyna historia z uniwersum, w którym ludzkość wynalazła ether, ale to zupełnie odrębna historia, którą można czytać oddzielnie. Jeśli lubisz steampunkowe klimaty, nawiązania do mitologii słowiańskiej, a także: polskiej kultury to polecam sobie ten tytuł sprawdzić. Zwłaszcza, że o drugą tak ciekawą przyjemną żeńską bohaterkę, jaką przedstawia nam Piskorski, w literaturze nie jest łatwo.

„Cienioryt” Krzysztofa Piskorskiego
Tak, tak, o drugiej powieści Piskorskiego też zapomnieć nie można! Oto powieść płaszcza i szpady, której akcja toczy się na gorącym południu. Autor zgrabnie bawi się konwencją dotyczącą cieni, zastanawiając się, co by było, gdyby istniał wymiar złożony właśnie z nich. Ta nieco ironiczna i stosunkowo ostra powieść to naprawdę niezłe oderwanie od rzeczywistości.

„Czarna bandera” Jacka Komudy
Interesują Cię piraci? Sięgaj bez wahania. Oto zbiór opowiadań fantasy, w których główną rolę odkrywają właśnie morscy łupieżcy. Nie powiedziałabym,  by był czymś nadzwyczajnym, bo porusza się raczej po znanych wodach, ale klimat tego zbiorku naprawdę sprawia, że fani piratów nie powinni przejść obok niego obojętnie.

„Ziemiomorze” Ursuli Le Guin
Dobrze, w tym momencie nieco oszukuje: to nie jedna historia, a wiele, ale wszystkie zebrane w jeden tom. Jeśli więc lubisz duże tomiszcza, to jest doskonała książka dla Ciebie: w końcu to podana „w pigułce” dała historia Ziemiomorza. To dość klasyczne, filozoficzne high fantasy warto znać. Poza tym zdradzę Wam sekret: tu są smoki! Uważajcie jednak na styl Le Guin: jeśli nie lubicie bardzo baśniowej narracji, która postacie pokazuje nam stojąc nieco z boku, może to nie być lektura dobra dla Was.
>> Moja pełna opinia (pierwszy tom)

„Oczy smoka” Stephena Kinga

Przez swoją konwencje ta pozycja Kinga przypomina mi bardzo „Rycerza kielichów”. Wprawdzie nie mamy tu motywu snu, ale zdecydowanie jest to klasyczna baśń dla dorosłego czytelnika. To ciekawa pozycja, o bardzo radosnym i przyjemnym klimacie, jeśli więc szukasz czegoś nostalgicznego na pewno się w tej pozycji odnajdziesz.

A jakie Wy znacie jednotomowe powieści fantasy? Chcecie podobny post, tylko o tematyce science-fiction?

piątek, 23 lutego 2018

Fantastyka i religia - nierozłączni przyjaciele

Pamiętacie serie o motywach? Ja jak najbardziej: zapoczątkowałam ja będąc chyba jeszcze w liceum, mając nadzieje, że pomoże Wam przy maturze, czy innych szkolnych „sprawach”. Ale szczerze mówiąc, trochę mnie to znudziło: typowo licealne, czy gimnazjalne sprawy nie są już mi aż tak bliskie, poza tym miałam wrażenie, ze seria nie spełnia swojej funkcji tak, jak powinna. Ale fajnie jest czasem zrobić zbiorczy wpis z książkami o jakiejś konkretnej tematyce. Dziś wiec bierzemy na tapet fantastykę, w której w miarę duża role odgrywa religia.
Nim jednak przejdziemy do samych przykładów, musimy sobie coś wyjaśnić. Fantastyka nie istnieje bez religii i jej temat bardzo, ale to bardzo lubi. Dlatego w tych właśnie książkach osobiście znajduje więcej przykładów dotyczących religii, niż w innych, „zwykłych” pozycjach. Czemu się tak dzieje? Po pierwsze, każda istniejąca cywilizacja, która znamy, wytworzyła jakiś kult. Dlatego, gdy twórca kreuje swój świat, MUSI o tym pamiętać, jeśli chce, by ten miał ręce i nogi. By czytelnik czuł, ze ten świat żyje i istnieje.  Po drugie, fantastyka kocha analizować i poruszać watki filozoficzne... a czymże jest religia, jeśli nie jakąś filozofią właśnie? :) Dlatego poniższe przykłady to tylko drobny ułamek pozycji, w których taki temat się pojawia.




„Dopóki nie zgasną gwiazdy”  Piotra Patykiewicza
To nie bez powodu pierwsza książka, która przyszła mi na myśl. W tym post-apokaliptycznym uniwersum OLBRZYMIĄ role w życiu ludzkości, której udało się dotrwać do tych niemal ostatnich dni istnienia naszego gatunku. To właśnie chrześcijaństwo sprawia, ze wciąż żyjemy; to wiara i religia spaja ludzkie losy, to ona buduje mity. Wokół niej obraca się każdy gest i każda myśl, trochę jak w średniowieczu. I choć nie uważam, by to była wybitna książka to watek religii jak najbardziej jest w niej dobrze zarysowany.

„Kroniki Diuny” Franka Herberta
Ta seria to bardzo ciekawy przykład kreacji świata przedstawionego. Akcja toczy się w odległej, ale bliżej nieokreślonej przyszłości. Ludzkość stoczyła wojny z maszynami, z trudem wygrywając. Komputery zostały zakazane, dlatego istotną wartością stała się praca nad samym sobą. Potrzeba wykreowała religię, w której najbardziej istotne jest dążenie do doskonałości. Przy okazji seria porusza też temat genezy mesjasza oraz władcy, który traktowany jest niczym Bóg.

„Hyperion” Dana Simmonsa
Joz sama oś tej historii „zalatuje” religią: to przecież pielgrzymi wędrują do tajemniczego Dzierzby, a ci od razu kojarzą się nam przecież z jakimś wyznaniem. W książce jednak wyraźnie widoczne są przede wszystkim trzy religie. Po pierwsze, właśnie ta związana z samym Dzierzbą. Po drugie, mamy bohatera, który jest księdzem, chrześcijaninem, dlatego ta tematyka oczywiście tez jest poruszana. No i w końcu mamy opowieść o uczonym Żydzie, który tez o religii wspomina.  Ostatecznie w „Hyperionie” nie brakuje wątków filozoficznych, także tych związanych z religia właśnie.

 „Ruda Sfora” Mai Lidii Kossakowskiej
Jak na książkę o mitologii przystało, w książce Kossakowskiej  bez problemu znajdziemy nawiązanie do religii. Tym razem do wierzeń ludów syberyjskich, które są w niej całkiem zgrabnie opisane. To wprawdzie jest powieść młodzieżowa i przygodowa, dlatego w niej wielkich filozofii trudno się dopatrywać, ale ostateczny wydźwięk powieści jest właściwie dość gorzki... i bardzo mocno dotyczący tego właśnie wątku.

„Cykl  Inkwizytorski” Jacka Piekary
Zdecydowanie nie mogłabym tego cyklu pominąć, pisząc o książkach związanych z religia. Choć Jacek Piekara nie będzie raczej naszym następnym polskim wieszczem narodowym, to sam pomyśl na świat z Cyklu Inkwizytorskiego jest po prostu niezwykle dobry. Bo co by było, gdybyśmy w historii zmienili jeden, mały szczególik i pozwolili Jezusowi zejść z krzyża, zabijając niewiernych? Niby „nic”... a jednak wszystko.



„Przenajświętsza Rzeczpospolita” Jacka Piekary
O „Cyklu Inkwizytorskim” Piekary wielu słyszało. „Przenajświętsza Rzeczpospolita” jest jednak mniej znana, a równie ciekawa. Przedstawia nam Polskę, w której wiara jest teoretycznie tą najważniejszą wartością, co doprowadza do stworzenia specyficznej, bardzo brutalej antyutopi. Wprawdzie nie jest to pozycja dla każdego – autor wręcz nadużywa niekoniecznie ładnego słownictwa – a sama nie nazwałabym jej pozycją nadzwyczaj poważną to wizja Piekary jest po prostu czymś ciekawym.




„Grimm City” Jakuba Ćwieka
Nie byłabym sobą, gdybym nie wspomniała tu o tym kryminale noir. Jakub Ćwiek w swojej serii z baśni zrobił religię i ożywił ją w tle historii, którą wykreował. Ten dość subtelny zabieg dodaje opowieści niezwykłą wręcz magię. Wprawdzie to raczej pozycja stosunkowo lekka, jak to na tegoż autora przystało, ale drobne rozważania na temat religii można w niej jak najbardziej wyczuć, jednocześnie dobrze bawiąc się w trakcie lektury.


„Mechaniczny” Iana Tregillisa

Czy mamy duszę? Czy ona w ogóle istnieje? Kto ma prawo ją posiadać? Nad tym zastanawia się Tregillis w swoich „Wojnach Alchemicznych”. Oczywiście, to przede wszystkim przygodowy steampunk, dlatego autor nie wpada w zbyt pretensjonalne tony, ale ta dość religijna tematyka jest tu jak najbardziej poruszana. Poza tym Francja jawi się w świecie przedstawionym jako ostoja chrześcijaństwa, przez co wartości z tego wynikające także poddawane są w drobne rozważania.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Science-fiction się starzeje


Początek przygody z science-fiction potrafi być bardzo trudny. Nie dość, że do gatunku łatwo się zrazić – w końcu trudnych książek w nim nie brakuje – to jeszcze ma jedną niezaprzeczalną cechę: starzeje się. I to dość szybko. Dlatego często trudno jest dobrać dobrą lekturę na start.
Nie mówię tu o starzeniu się filmów. W ich przypadku to fantasy po kilku latach potrafi wyglądać po prostu źle. Science-fiction częściej się broni: plany filmowe są zbudowane od podstaw i po prostu po latach dalej dobrze wyglądają, a wygenerowanych komputerowo stworków jest w nich najzwyczajniej w świecie mniej. Książki jednak tak dobrze się nie mają. O ile fantasy będzie aktualne nawet i po setce lat, o tyle po takim czasie trudno stwierdzić, czy science-fiction dziejące się np. na początku XXI-wieku, dalej jest częścią tego gatunku.
Starzenie się widać na różnych płaszczyznach. „Dzień tryfidów” Wyndhama będzie dla nas nieco absurdalny, bo w końcu dziś raczej „typowy” czytelnik nie kupi bez zastrzeżeń armii zabójczych roślinek. „Planeta małp” Boulle też wydaje się absurdalna. Błagam, planeta, na której wszystko wygląda jak „u nas” i jedyną różnica polega na tym, że zamiast ludzi, mamy małpy? Nawet w „Diunie” Herberta coś nie do końca może nam grać, choć akurat ta pozycja mocno broni się dzięki temu, że tak naprawdę jest tworem na pograniczu science-fiction z fantasy.
Nie zpaominajmy także o tym, że gdyby „Rok 1984” Orwella powstał dzisiaj (choć wtedy mógłby nosić tytuł „Rok 2084”) to od razu wrzucilibyśmy go do worka z science-fiction właśnie. A przez to, że podana data już dawno jest za nami, zaś książka stała się światowym klasykiem literatury, wydaje mi się, że mało kto myśli o niej w tych właśnie kategoriach.
To wszystko sprawia, że osobiście nie polecałabym zaczynania przygody z tym gatunkiem od klasyków. Nie chodzi tu nawet o ciężki styl autora, a właśnie o to starzenie się tekstu. Zwykle trzeba podejść do niego z pewnym dystansem,  przymykając oko na pewne dziwne nazwy przedmiotów, albo dziś absurdalne pomysłu dotyczące technologii. A by to zrobić, najpierw warto po prostu zapoznać się z czymś współczesnym, aby nauczyć się przekładać świat przyszłości na ten „nasz”, a dopiero później próbować zrobić to z tworami mającymi na karku kilka dziesięcioleci.
Książki fantastyczno-naukowe starzeją się na szczęście zwykle tylko na tej jednej płaszczyźnie, dotyczącej technologii i wynalazków. Ta ważniejsza, dotycząca funkcjonowania społeczeństwa, czy jednostki, jest raczej nieprzemijalna, a nie znam innego gatunki literackiego, który poruszałby te tematy w lepszy sposób. Dlatego po te starsze książki także naprawdę warto sięgać. Do naszego życia mogą wiele wnieść i okazać się nirzwykłymi przygodami. Na sam początek jednak lepiej najpierw zaznajomić się z twórczością z kilku ostatnich lat, by po prostu zrozumieć samo działanie sciencer-fiction oraz tematykę, która lubi się w takich książkach przewijać.

Czytacie klasykę science-fiction? A może ktoś z Was zraził się na tym gatunku właśnie przez czytanie starszych książek? Od siebie mogę dodać, że nieco się zraziłam do naszego Lema przez szkołę, która postanowiła w podstawówce zmusić mnie do przeczytania „Bajek robotów” – książki już nie bardzo aktualnej, której wtedy po prostu nie potrafiłam przełożyć sobie na codzienny „język”.  Na całe szczęście, nie dotyczyło to całego gatunku, a do tego pana po latach jednak się przekonałam. Tylko musiałam dorosnąć literacko, by zrozumieć, w czym tkwi sedno tworzonego przez niego gatunku.


wtorek, 24 października 2017

Czemu NIE warto czytać powieści realistycznej?

Fantastyka jest piękna. Naprawdę! To ona sprawia, że możemy wyzwolić się z pewnych ram i dać się wciągnąć w odmęty wyobraźni autora, poznając takie historie i takie pomysły na które w życiu byśmy nie wpadli. Gdyby nie to, nie miałaby na całym świecie aż tylu fanów, prawda? :) Przy okazji to, że ktoś pisze fantastykę wcale nie oznacza, że trzyma się jednego gatunku. Jest niezwykle różnorodna i gdyby się uprzeć, większość książek mogłaby mieć nawet swój indywidualny podgatunek. Ale nie do końca o tym chciałam Wam dziś napisać, choć jest to z tym powiązane.
Gdybym miała najogólniej podzielić fabularne historie (wyłączając literaturę faktu, bo to nieco inna bajka) podzieliłabym ją w bardzo prosty sposób: na literaturę realistyczną i fantastyczną. Od każdej z nich zaś szły by podobne do siebie strzałki: jedynie przy fantastyce to drzewko byłoby chyba bardziej rozbudowane. Jeśli lubicie romanse, znajdziecie jej odpowiedniki zarówno w formie fantasy, science-fiction jak i w formie powieści obyczajowej. Kryminał? Fantastyczny też się znajdzie. O powieściach przygodowych nie wspominając. Fantastyczny wór jest olbrzymi i właściwie pozwala czytać dosłownie wszystko. Dziś zaś pokaże Wam kilka przykładów na konkretach. Oczywiście nie dam rady tu zmieścić każdego gatunku, ale może akurat znajdziecie coś dla siebie.

Powieść przygodowa / powieść drogi
Zacznijmy od chyba najpopularniejszego w fantastyce gagatka. Realistyczna przygotówka ma znacznie więcej ograniczeń, niż fantastyczna, przy okazji tego typu historia pozwala na eksploracje świata, który często w tym pierwszym typie opowieści jest bardzo ograniczony, zaś w drugim może przejąć stery nad całą historią.
Jeśli więc lubicie zwykłe powieści przygodowe spokojnie możecie spróbować swoich sił sięgając po masę najróżniejszych powieści fantastycznych. Mamy tu sporo klasyków, na przykład C. S. Lewisa, albo J. R. R. Tolkiena, ale także bardziej współczesnych autorów. „Pan lodowego ogrodu” Grzędowicza czerpie garściami z powieści przygodowej. Podobnie Torsi, choćby w swoich „Kronikach Świata Wynurzonego”, albo nawet „Eragon”, czy science-fiction Pilipiuka: „Oko jelenia”. Każda z tych historii mniej, lub bardziej, ale jednak odwołuje się do powieści drogi.

Romans
W blogsferze naprawdę nie trudno znaleźć recenzje książek fantastycznych i romansów jednocześnie. Powiedziałabym, że to jeden z najbardziej lubianych przez recenzentki gatunków :) Wszystkie paranormal romance to przecież fantastyka, a ogromna ilość młodzieżówek, które niby maja się za dość poważne tak czy siak na tym się skupiają („Szklany tron”, „Czerwona królowa”, „Igrzyska Śmierci” etc.). Od „Zakazanego życzenia”, przez „Zmierzch”, „Wiecznych Wygnańców”, po „Studnię wstąpienia” - romansów w tej literaturze nie brakuje.

Powieść historyczna
Historycznej fantastyki nie brakuje. Właściwie jest jej od wyboru, do koloru: od książek, które zupełnie zmieniają historię i się nią bawią, jak na przykład cykl Inkwizytorski Jacka Piekary, po takie, w których fantastyka jest tylko małym dodatkiem („Korona Śniegu i Krwi” Cherezińskiej). Niektóre z historii są kompletnie absurdalne, jak na przykład „Oko jelenia” Pilipiuka, albo do historii tylko lekko nawiązują,  czerpiąc z niej, ale robiąc wszystko po swojemu (jak Grzędowicz w swoim opowiadaniu „Buran wieje z tamtej strony”). Choć może nie znajdziemy w takich książkach samych faktów historycznych to na pewno często książki tego typu odpowiadają na pytania „co by było gdyby”, a przecież nierzadko sobie je zadajemy, prawda?

Powieść obyczajowa
Z ręką na sercu muszę przyznać: najmniej widzę w fantastyce powieści obyczajowej. Nie dziwię się temu: ten gatunek pozwala na tak wiele, że szkoda go „marnować” na tak proste, przyziemne historie :) Nie oznacza to, że w ogóle nie znajdziemy w fantastyce historii, które można podpiąć pod ten gatunek. Z powieści obyczajowej sporo ma (moim zdaniem oczywiście) „Para w ruch” Pratchetta, która opowiada sobie po prostu o człowieku, który postanowił stworzyć kolej. Horrory na powieści obyczajowej bazują, zaś zwykłe życie uwielbia przedstawiać Le Guin: wiele z jej książek to zwykła opowieść o życiu jakiś tam ludzi w wymyślonym przez nią świecie.

Kryminał
Powieść kryminalna i fantastyka pasują do siebie jak ulał. Dzięki dodatkowi fantazji zwykle sztampowe, typowe historie mogą stać się czymś niepowtarzalnym. W końcu ilość schematów w kryminale jest dość mocno ograniczona, przynajmniej w moim odczuciu. Dobrym przykładem książki fantastycznej nawiązującej do tego gatunku jest „Grimm City” Ćwieka, które właściwie jest przede wszystkim kryminałem. Poza tym wspomniany już wcześniej cykl Inkwizytorski Piekary mocno czerpie z tego gatunku, podobnie jak „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów” Jadowskiej. 
Niektóre historie nie czerpią aż tak mocno z kryminału, ale dalej mają jego podstawowy element: zagadkę do rozwiązania i „villana”, którego trzeba pokonać. Tu zgrabnie wpasowuje się młodzieżowa „Trylogia czasu” Gier, albo „Danina. Nowoczesna Baśń” Black.

Nie marudź, że fantastyka nie jest dla Ciebie!
Ten gatunek to tak olbrzymia ilość historii, pomysłów i spojrzeń na świat, że na pewno coś dla siebie znajdziesz. Jeśli jesteś jedną z osób, które się zraziły po jakiejś lekturze do tego gatunku wiedz, że prawdopodobnie po prostu od złej książki zacząłeś.  Często, gdy już się zacznie czytać książki z tego gatunku trudno wrócić do tych „zwykłych” bo one po prostu zdają się mniej oferować i człowiek ma wrażenie, że nie ma po co do nich wracać.

Nim jednak zaczniecie mnie bić i hejtować zrozumcie tylko, że sam tytuł posta to clickbait :D Nie nawołuje do nie czytania innych powieści, niż fantastyczne, broń Boże! W literaturze nie chodzi w końcu o to, by się ograniczać. Najzwyczajniej w świecie uważam, że ograniczanie siebie w jakimkolwiek kierunku i nie czytanie czegoś/nie oglądanie, bo „źle brzmi” i straszy na odległość jest równie głupie jak uznawanie fantastyki za jedyne źródło prawdy. Jeśli więc jesteś osobą, która czyta tylko powieści obyczajowe, tylko romanse, albo tylko kryminały... to może warto byłoby spróbować sięgnąć po ich fantastycznych bliźniaków w celu poszerzenia horyzontów? 

Jak zawsze, piszę głównie o książkach, bo w tym „siedzę” najbardziej. Ale tekst spokojnie możecie odnieść do gier, filmów, piosenek, czy czego tam sobie tylko chcecie :) W końcu dobre historie nie ograniczają się tylko do liteatury.
Nomida zaczarowane-szablony