Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogowanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 grudnia 2017

Od 2014 do 2017 - jak zmienił się Drewniany Most?

Drewniany Most powstał w 2014 roku: dokładnie 14 kwietnia pojawił się pierwszy wpis i śmiem twierdzić, że to był ten sam dzień, w którym zawisł w sieci, choć nie dam sobie za to uciąć głowy. Istnieje już ponad trzy lata; to szmat czasu, zwłaszcza jak na bloga osoby, która właśnie dorasta i tak naprawdę ustala, co chce w życiu robić.
Od tamtego czasu sporo się zmieniło i dziś... przyszłam Wam opowiedzieć mniej więcej co, a Wy powiecie mi, czy to zmiany na lepsze, czy na gorsze.
W pierwszym wpisie zaczęłam pisać do Was tak:


„Serdecznie witam wszystkich na moim pół godziny temu założonym  blogu - nowym, własnym śmietniku, mającym pełnić funkcje integracyjną dla moich wszystkich kont na portalach, myśloodsiewni i Bóg raczy wiedzieć czego jeszcze. „

Pamiętam, że w głowie miałam właśnie mniej więcej taką wizję: DM miał informować o nowościach odnośnie mojej sieciowej działalności, przy okazji zawierając to, na co nie miałam miejsca nigdzie indziej (np. recenzje). Podejrzewałam też, że nie pożyje za długo. Wiele blogów już kasowałam – ten nie byłby więc pierwszy.
Ten pierwszy rok był rokiem dość... losowym. Sama nie wiedziałam, czego chce, publikowałam zupełnie nieregularnie. Głównie były to „recenzje” i jakieś próby robienia postów refleksyjnych i Bóg wie czego. Drewniany Most w formie przypominającej dzisiejszą zaczął się w 2015 roku. Mniej więcej od kwietnia zaczęłam publikować w miarę regularnie. Okazało się, że choć nie boję się publikować tu niczego, to jednak książkowe treści przeważają.
Forma „aktualna” pojawiła się w styczniu 2016 roku: od tamtego czasu posty są praktycznie zawsze zaplanowane na przód, tak, by pojawiały się w ilości co najmniej jednego na trzy dni. I jak na razie coś takiego mi jak najbardziej odpowiada, choć przez ostatni rok wpisy bardzo często pojawiały się co drugi dzień. Staram się, by dwie recenzje książkowe były przeplatane czymś innym i jakoś mniej więcej mi to wychodzi.

Skupmy się teraz na tym, jak zmieniły się posty. Nie będę oceniać mojego „warsztatu literackiego” – wybaczcie, nie byłabym obiektywna – a samo to, jak wyglądały. A że najłatwiej zrobić to przez obserwacje regularnej formy weźmy na tapet właśnie moje recenzenckie posty.
Pierwszą recenzją jaka pojawiła się na blogu były „Ścieżki mocy” z serii Star Wars i to właśnie na niej będę się wzorować, robić to porównanie. A więc... przejdźmy do rzeczy!



Jak zmieniły się (lub nie) wpisy od 2014 roku?

Metryczka
Uwaga, uwaga! Ciągle korzystam z tej samej bazy, co w 2014 roku! Dodałam do niej kilka punktów, czasem o jakimś dziś zapominając, ale naprawdę: to, co widzicie, to zamysł, który powstał właśnie wtedy :) Do dziś go lubię, do dziś mi odpowiada: podaje podstawowe informacje o książce, przez co nikt nie musi nigdzie grzebać w poszukiwaniu ich.

Ilustracje
W początkowych postach jedyną ilustracją do recenzji była okładka omawianej książki i cóż... utrzymywałam ten stan dłuższy czas. Wydawało mi się, że to wystarcza i jest w sumie w porządku, aż do czasu, w którym pomyślałam sobie, że hej! Może by tak pokazać ludziom, że bardziej angażuje się w bloga? Wtedy zaczęłam robić zdjęcia książkom, a gdy ich nie miałam wrzucałam (i wrzucam) na początku i najlepiej na końcu jakąś ilustracje. Początkowo były w „średnim” rozmiarze – poprzednie szablony rozciągały się, gdy dawałam większe zdjęcia. Obecnie są ustawione jako „bardzo duże”. Wydaje mi się, że blog na tym naprawdę wiele zyskał. Jest bardziej kolorowy i po prostu ciekawszy.

Układ tekstu
Gdy zaczynałam, pisałam posty w bloggerze, nie justując go. Dawało to koszmarny efekt: tekst jest mały, niekoniecznie przyjemny w odbiorze i niezbyt schludny. Obecnie pisze wszystko w Wordzie używając TNR 12 1,5 z wcięciami i justowaniem, po czym przeklejam post w docelowe miejsce. Dzięki temu wpisy wyglądają lepiej, ale ma to też swoje wady i uporczywości: jeśli moje ustawienia zniszczą się w jednym akapicie, a ja tego nie zauważę, mała tragedia jest widoczna gołym okiem :)
Poza tym zmieniłam zapisywanie tytułów. Obecnie wolę zapisywać je w cudzysłowie, które jest ładne i eleganckie. Wcześniej robiłam to kursywą, która dziś niezwykle mnie irytuje.

Cytaty
Cytaty w tekście to cały czas moja pięta Achillesowa, przynajmniej ja je tak widzę. Początkowo nie było ich wcale. W końcu, gdy je wprowadziłam, nie miały być cytatami a dłuższym fragmentem książki, z której czytelnik będzie mógł poznać styl autora i zdecydować, czy mu odpowiada. Okazało się to jednak zbyt czasochłonne, ale cóż... chce zawsze pokazać Wam chociaż krótki kawałek. Dlatego zwykle wrzucam cytat, ale że nie zaznaczam ich, często wrzucam coś z Lubimy Czytać.
Problem pojawia się, gdy książka cytatu na LC nie ma: wtedy właśnie po prostu przepisuje jakiś fragment, często – nie ukrywajmy – dość losowy.

Parę słów ode mnie...
DM zakładałam niedługi czas po zamknięciu innego „recezenckiego” bloga. Tamten, o cudownym adresie b-o-o-k-s.blog.onet.pl, zniknął z sieci po tym, jak jakaś ocenialnia skrytykowała mnie, podając za argument między innymi fakt, że więcej pisałam o tym, jak książka do mnie dotarła, a nie jaka jest. Dlatego na nowym blogu miałam zamiar to poprawić. Przed samą recenzją miało pojawić się „parę słów ode mnie” z których mieliście się dowiedzieć, jaki mam stosunek do książki.
Jak część z Was pewnie wie, ta forma zniknęła z DM niedawno. Z czasem okazało się, że książek jest tyle, że zwykle mogę powiedzieć o niej jedno zdanie, czy słowo, a nawet, jeśli jest tego więcej jestem w stanie wpleść to w treść recenzji. Ta forma zaczęła mnie niezwykle męczyć, dlatego postanowiłam ją niedawno zmienić :)
  
Tytuł
Początkowo tytuł recenzji to był tylko tytuł książki. Obecnie dodaje do niego kilka dodatkowych słów, co czasem niemiłosiernie mnie męczy i nie zawsze mi wychodzi, ale na pewno ćwiczy moją kreatywność i wgląda lepiej, niż sama nazwa książki, dlatego nie rezygnuje z aktualnie przyjętej formy.


Zmieniło się wiele, ale nie wszystko

Tak jak na początku, tak i teraz DM to przede wszystkim moja myślodsiewnia. I tak jak wtedy, tak i teraz blog to nie jest moje miejsce pracy. Ma mnie odstresować i zabawić. Dlatego współprac mam jak kot napłakał, a i konkursów nie organizuje: musiałabym mieć najpierw sponsora, a dopóki takowy sam nie zapuka do drzwi ja nikogo szukać nie mam ochoty. Kilkukrotnie próbowałam, ale ostatecznie uznawałam, że w sumie... nie chce mi się. Mam co czytać, mam o czym pisać, a mi do szczęścia to wystarcza :D

Jak widzicie, pod względem konstrukcji postu zmieniło się bardzo dużo. Wkładam teraz zdecydowanie więcej czasu i starań, by wpisy wyglądały w miarę ładnie i bym sama przynajmniej się ich nie wstydziła. Obecnie coraz mniej boję się „zmian” – początkowo nad każdą drobną zmianą myślałam tydzień. Teraz jeśli coś mnie irytuje po prostu znika, lub zmienia się. Mam nadzieję, że Wam to także odpowiada.

Co Wy sądzicie o zmianach na DM w ciągu tych lat? Jak myślicie, co należałoby jeszcze zmienić, czy poprawić? No i jak to wygląda na Waszych blogach?

sobota, 20 maja 2017

To takie banalne!



Szukacie banałów w sieci? Nie ma problemu: wejdźcie na Fanpage z cytatami, albo na blog 13-latki, która postanowiła wyjaśnić czym jest szczęści/miłość/przyjaźń/cokolwiek. Na nudne pieprzenie o niczym traficie prędzej, niż mogłoby się to Wam wydawać. Niestety, na swoje nieszczęście i w recenzjach ich nie brakuje – w moich zapewne także, bo w końcu porządnie pisać cały czas się uczę. Problem polega na tym, że właśnie banały są czymś, co mnie do bloga, posta, książki czy czegokolwiek nie zachęca, a bardzo, bardzo odrzuca.
Gdy czytam, że coś jest fantastyczne, cudowne, nieziemskie, emocjonalne... jak myślicie, co pojawia mi się w głowie? Muszę koniecznie sięgnąć? W życiu! Już prędzej: „O ku...wa kolejna tępa młodzieżówka/romans”, zwłaszcza, jeśli tytuł, opis, bądź okładka to właśnie sugeruje. Bo właśnie: zauważyłam, że najwięcej banałów pojawia się przy ocenie tych najprostszych w odbiorze książek. To książki Maas są nieziemskie, to książki Sparksa i Greena poruszają i skłaniają do refleksji, to książki Hoover sprawiają, że chce się płakać etc. Oczywiście, pewnie recenzje tak wyglądają przez młody wiek autorów, co jest normalne i naturalne, ale w żadnym razie nie zachęcające.
Pisząc, staram się unikać sytuacji, w których będę coś wychwalać, nazywać to poruszającym i cudownym, jeśli nie podaje argumentów świadczących o tym. W wielu recenzjach właśnie to niestety widzę: zachwyty, nie poparte kompletnie niczym. Bo widzicie, napisanie, że coś jest rodzinne, albo że historia nie jest taka, jak cała reszta (co często powtarza się w co drugiej recenzji autora :D) wcale nie jest konkretnym argumentem. Chce faktów: CZEMU ta pozycja jest wyjątkowa. CZEMU mam po nią sięgnąć: CO w niej znajdę, jakie wydarzenia, jaki klimat, jaki styl. Nawet nie sami bohaterowie są dla mnie istotni.
Banały zabijają tekst – i to każdy, kto pisać próbuje powinien wbić sobie do głowy. I tak, ja cały czas na ich wyeliminowaniem pracuje ;)

Mogłabym ten post zakończyć w tym miejscu. Ale przy okazji chcę poruszyć jeszcze jedną, bardzo zbliżoną kwestię. Widzicie, banały w amatorskich recenzjach wybaczam: zwracam tylko uwagę na to, by starać się ich unikać, bo nie są niczym przyjemnym dla odbiorcy Ale dobrze wiem, że osoby prowadzące blogi często z tego nie żyją, nie jest to ich praca; nie muszą więc pisać doskonale. Ale autorom, którzy wydają książki i za które zwykle płacę, by je przeczytać tego już tak łatwo nie wybaczam.  To samo oczywiście tyczy się także filmu. Bądź co bądź, jest to jest to jeden z powodów dla którego zwykle nie czytam obyczajówek, czy romansów: są tak proste, że aż wieją głupotą, zwłaszcza, jeśli wiem od autora nieco więcej na dany temat i wiem, że się myli. A muszę przyznać, że z biegiem czasu zdarza się to coraz częściej.
Jakie książki wieją banałami? Choćby takie o słodkich, uroczych zwierzaczkach. „Misja na czterech łapach” aka „Był sobie pies” Camerona doskonale sprawdzi się tu jako przykład. Główny przekaz? Psia miłość jest bez granic i pokona wszystkie niedogodności losu, by pomóc ukochanemu człowiekowi. Brzmi pięknie, ale jest zarówno banałem, jak i kompletną bzdurą. Oczywiście, chciałoby się w to wierzyć, ale nie wiem czy wiecie: psy tak nie działają. To nie jest człowiek: zmiana stada (czyt. właściciela) znaczy dla niego częściej mniej, niż nam się wydaje. Wiem to po swoich doświadczeniach i doświadczeniach ludzi, którzy brali od nas psy. Zdarzało nam się sprzedawać i ośmiomiesięczne, i półroczne zwierzaki, które niby powinny być do nas przywiązane. Szły do nowego domu, ani razu nie piszcząc, ani nie będąc zestresowanym. Psia miłość to przywiązanie – a to wygląda nieco inaczej, niż u ludzi.
Inny banał? Harry Potter. A i oczywiście, że on! W końcu miłość wszystko zwycięża, prawda? :D Gdyby nie jej brak, Voldemort nie był by złym, a Harry by nie wygrał. Powiedźcie mi, gdzie tu jest jakiś nowy, cudowny przekaz, albo cudowna historia? Ja już tego tu dostrzec nie potrafię.
Choć „Zanim się pojawiłeś” nie znam w wersji książkowej to film obejrzałam. I ta historia jest przykładem doskonałego, pustego banału: mamy dziewczynę, bogatego przystojniaka z problemem i próbę naprawienia jego psychiki. Całość na siłę próbuje wymuszać emocje, ostatecznie próbując nauczyć, że miłość jest trudna i nie zawsze szczęśliwa, a w praktyce mówiąca o tym, że warto siebie nawzajem okłamywać, by potem dostać super stypendium. Cóż, ja nie bez powodu unikam takich historii ;)
Wiecie, kto wydaje się mistrzem w pisaniu o niczym? Paulo Coelho. „Wydaje się”, bo czytałam aż jedną jego pozycję – „Być jak płynąca rzeka”. No błagam, teksty pokroju „Nie daj się nikomu zakrzyczeć, żyj bez strachu, a wygrasz.” naprawdę może wymyślić dziecko w podstawówce ;) Albo: „Zarówno optymista, jak i pesymista musi umrzeć, ale każdy z nich zupełnie inaczej korzystał z życia.” – przecież to, że osoby o różnym światopoglądzie inaczej przeżywają swój czas jest (a przynajmniej powinno być) jasne jak słońce.

Bardzo chciałabym, aby literatura była dobrym przykładem dla tych, którzy próbują pisać. Niestety, o to trudno, zwłaszcza, jeśli czytelnik namiętnie sięga po lekkie historie... Ale jeśli traficie na banalną książkę czy film proszę Was: niech zapali się Wam w głowie lampka. Autor, który sypie banałami nie jest dobrym pisarzem; jego warsztat jest we wręcz opłakanym stanie, bo właśnie unikanie ich to jedna z pierwszych rzeczy, których się człowiek powinien nauczyć. Nie zabronię Wam oczywiście takich rzeczy czytać, jeśli to Was bawi. Z resztą, sama po takie rzeczy czasem sięgam i nawet nieźle się przy nich bawię (jak przy książce Camerona). Jedynie proszę Was o to, byście zadali sobie pytanie, czy ktoś, kto tworzy takie rzeczy jest zawsze wart waszego czasu, pieniędzy i zainteresowania? Oczywiście, zakładając, że wiecie co i o czym pisze i nie kupujecie książki w ciemno ;) 


środa, 29 marca 2017

O mój Boże, nie piszę podsumowań!


Drewniany Most wyróżnia się nieco na tle innych blogów o zbliżonej (i nie tylko) tematyce. I nie, nie przez to, że ja jestem tak cudowną i wyjątkową osobą (chociaż to też! <3), a przez to, że gdy na innych stronach pojawiają się podsumowania, konkursy i życzenia u mnie pod tym względem jest dość pusto. Dlaczego? Po części przez mój spaczony światopogląd :D Post nie jest tłumaczeniem się, w żadnym razie! Chcę Wam po prostu pokazać moją opinię na pewne tematy.
Jak zauważy lam po postach na blogu największą popularnością cieszą się nie tyle, co recenzje, a posty okołoksiążkowe, z przemyśleniami, albo takie, które zbierają różne dzieła kultury o jakimś konkretnym temacie. Nie dziwię się temu: mnie samej łatwiej jest coś przeczytać i skomentować, gdy wiem o czym mowa, a przecież nie znam wszystkich książek, dlatego takie luźniejsze posty są łatwiejsze do napisania czegoś pod spodem. Czemu jednak robię stosunkowo mało zwykłych postów?  Takich, jak robi większość? Już wyjaśnię Wam po kolei!
Podsumowania miesiąca/roku
Na DM posty zwykle pojawiają się z pewnym opóźnieniem – to po pierwsze. I szczerze mówiąc, nie mam ochoty bawić się w podsumowania, zwłaszcza, że sama odbieram je jako dość nudny typ wpisu. No bo co mnie, do cholery jasnej, obchodzi ilość książek przeczytanych w miesiącu przez kogoś?
By nie było, rozumiem, że fajne są takie porządki i podsumowanie dla samego siebie i często takie posty też komentuje. Tyle, że nie czuje potrzeby,  by takie rzeczy robić. Ani nie jest to potrzebne Wam, ani mi: jeśli zaś ktoś chce wiedzieć ile czytam miesięcznie wystarczy wejść na mój profil na Lubimy Czytać, do którego macie dostęp ;)

TOPki i oceny 1-10
 Literatura nie jest „od-do”. Uważam, że nie da się obiektywnie wyłonić najlepszych książek miesiąca, czy roku, tak samo, jak nie da się w ten sposób ocenić książkę od 1 do 10. Bo to, co jest dobre wśród literatury młodzieżowej, nijak będzie miało się do literatury dla dorosłych, albo książek z zupełnie innego gatunku. Przy tym oceny punktowe (które na Lubimy Czytać wystawiam dla własnej wygody) nie oddają tak naprawdę tego, co sądzę o książce. Choć chętnie czytuje więc posty z wyborem TOP książek roku/fantastycznych/wpisz jakiekolwiek, bo to mówi mi coś o autorze bloga to jednak uważam to za nieco bezcelowe :D Podobnie jest z ocenami punktowymi: niby czasem pomagają mi na szybko ogarnąć, co dana osoba o książce myśli, ale wiem, że to bardzo subiektywne i stosować czegoś takiego u siebie nie mam zamiaru.
Życzenia świąteczne
Jedna z moich najstarszych filozofii mówi, że jeśli ktoś mi życzy dobrze to życzy mi dobrze cały czas, a jeśli ktoś mi życzy źle, to lepiej, by mi na siłę nie mówił miłych rzeczy. Nie uważam więc, by taki czyn był czymś potrzebnym, a więc nie lubię tego robić. Nie przepadam też za składaniem mi życzeń. Unikam tego... i tyle. Ale nie dlatego, że kogoś nie lubię, albo kogoś nie szanuje :D

Tagi
Jak wiecie, gdy zostaję nominowana – wykonuje tag. Ale sama z siebie raczej ich nie robię. Czemu?
Po pierwsze, pytania raczej się powtarzają i na prawdę nie chce mi się po raz tysięczny odpowiadać na to samo. Zwłaszcza, jeśli pomiędzy nie przeczytałam zbyt wiele i nie mogę wrzucić tam nic innego.
Po drugie: ich i tak jest na blogach za dużo. Po co mam więc zaśmiecać swojego bloga, w chwili, w której mam Wam do pokazania tyle (moim zdaniem) ciekawszych rzeczy? :D Chcecie tagów? Znajdziecie ich tonę w internetach.

Stosiki
Chyba w życiu nie zrobiłam typowego wpisu tylko o tematyce stosikowej ;) Głównie dlatego, że nie liczę, ile książek przybyło do mnie w ciągu miesiąca. Nie planuje co przeczytam i nie wypisuje sobie, co kupiłam, a gdy coś pożyczam to dość szybko to oddaje. Poza tym posty tego typu byłyby bardzo krótkie. Gdybym pisała podsumowania pewnie łączyłabym je z tego typu postami, a że nie robię... to uważam, że więcej z tym zachodu, niż pożytku, bo tego typu treść do mojego bloga nic nie wnosi.


Co chciałam, wyjaśniłam :D A teraz może Wy się wypowiedzcie? Co sądzicie o typach postów, które wymieniłam?


środa, 18 stycznia 2017

Sztuka pisania komentarzy


Komentowanie to coś, czego nie sposób uniknąć prowadząc bloga. W końcu nie ma chyba lepszego sposobu na zdobycie czytelników, prawda? Ja coś Ci pisze, Ty to widzisz i z ciekawości, albo poczucia obowiązku odwiedzasz moją stronę. Bo to takie ładne i kulturalne, poza tym pozwala budować naszą małą społeczność. Problem polega na tym, że dobry komentarz napisać naprawdę trudno... Nie ma co się oszukiwać - sama często piszę ja na odwal się, byleby tylko COŚ napisać, skoro już przeczytałam post. Dlatego być może ten tekst można potraktować jako hipokryzje – ale z drugiej strony może jeśli wypunktuje i napiszę JAK powinno się te komentarze pisać sama się poprawie? Zobaczymy. W każdym razie liczę, że jeśli nie uda mi się pomóc samej sobie to być może kogoś z Was nieco oświecę :D

Po pierwsze: Nie spamuj!
Nie ma chyba nic gorszego, niż komentarze typu hej, fajny blog, zapraszam do mnie. Jeśli piszesz coś takiego to natychmiast przestań. Już. W tej chwili. Nawet jeśli bloger sam jest spamerem i olewa takie coś to na pewno czymś takim nie zainteresujesz nikogo na tyle, aby ciekawy Ciebie odwiedził Twojego bloga, a jeśli już mamy się reklamować to... chyba o to chodzi, prawda?
Jedynym wyjątkiem, jaki w takich przypadkach dopuszczam to spam dotyczący konkursów. I tak, i tak uważam, że wieść o nim się rozniesie, ale akurat coś takiego ma szansę zainteresować ludzi czytających komentarz i powiedzmy, że sama nic przeciwko bym nie miała.
Pamiętajcie, że komentarze, w których prosicie kogoś o ocenę Waszego bloga, wyjaśniając dlaczego to robicie (bo obserwuje Cię od dawna, bo jesteś dla mnie autorytetem etc.) to inna para kaloszy. Oczywiście, pod warunkiem, że piszecie to szczerze ;)


Dawać link do bloga, czy nie dawać?
Opinie dotyczące tej kwestii są chyba dość podzielone. Ja osobiście wolę, gdy komentujący wrzucą linka do siebie z dwóch powodów. Po pierwsze, nie muszę ich bloga szukać, po drugie czasami na liście ludzie mają więcej, niż jeden i bywa, że trudno zgadnąć, który jest tym głównym. Niemniej, jeśli naprawdę nie chcesz, by Twój komentarz był odebrany jako spam to linku do bloga nie wrzucaj. Nie każdy twórca uważa to za pozytywne, a niewrzucenie go jest czymś najbardziej neutralnym.

Recenzja najgorsza do skomentowania
Tak, tak, recenzje to coś, co najtrudniej sensownie skomentować. Jeśli nie widziałam czegoś w ogóle i słyszę po raz pierwszy to często nie jestem w stanie napisać więcej niż interesuje mnie to/nie interesuje mnie to/może kiedyś spróbuje. Ewentualnie mogę odnieść się do jakiejś prywatnej myśli autora, ale i ta nie zawsze jest na tyle konkretna i ciekawa, bym mogła to zrobić. Niestety, tu wyjścia z sytuacji nie widzę. Albo nie piszę komentarza wcale, albo informuje twórcę opinii, że w sumie to mam gdzieś ową książkę/film/kosmetyk/ubranie, które zostało w poście zaprezentowane.
Sprawa ma się nieco inaczej, gdy wiem o czym mówi autor. Gdy znam coś ze słyszenia, albo już miałam okazje się z tym bliżej zapoznać. Wtedy mamy już nieco większe pole do popisu. Możemy znów odnieść się do jakiś przemyśleń autora, ale przy okazji możemy napisać własną mini-recenzje, lub jakieś luźne przemyślenia w komentarzu. Tylko błagam Was unikajcie jak ognia komentarzy pokroju A mi się to podobało, albo Nie lubię, czy Fajne to jest! Jeśli już coś znasz skomentuj tekst używając konkretów. Napisz, który bohater z filmu podobał Ci się najbardziej, albo czy dany kosmetyk Ci się sprawdził. Nie pisz, że coś jest fajne nie używając argumentów potwierdzających Twoją opinię, bo to kompletnie nic nikomu nie mówi...
Podsumowując: jeśli nie znasz czegoś, a chcesz skomentować post masz moje pozwolenie, by napisać coś bardzo krótkiego i płytkiego. Ale jeśli już to coś poznałeś... to komentuj porządnie, wysil się trochę. Jeśli chcesz napisać, że coś jest fajne to lepiej wyłącz bloga i idź robić coś innego. Dodać też muszę, że mnie osobiście szlag trafia, gdy ktoś książki nie czytał, a pod negatywną recenzją pisze jak bardzo chciałby daną pozycje przeczytać nie odnosząc się do tego, że mi ona do gustu nie przypadła...

Wszystko inne skomentować łatwiej
Jeśli post to przemyślenia autora – wystarczy się do nich odnieść. Konkretnie, podając argumenty, ale cóż, wyrażenie swojego zdania w takiej sytuacji jest bardzo proste.
Ocenia zdjęć, czy stylizacji też trudna nie jest, ale tu polecam skupić się na przynajmniej jednej rzeczy, która szczególnie zwróciła się Wam w oczy.          Jeśli uważasz, że dziewczyna ma ciekawą bluzkę – napisz to. Zdjęcia są zbyt żółte, albo nieostre? Też poinformuj o tym autora. Oczywiście, możesz czepić się więcej, niż jednej rzeczy ;) To tylko takie absolutne minimum.
Czytasz czyjeś opowiadanie? Wyraź sobie zdanie. Szczerze, z argumentami. Tu znów napisanie fajne, czekam na więcej się nie sprawdzi i raczej na pewno zostanie potraktowane jako spam.
Widzisz tag? Tu też na pewno znajdziesz coś, do czego będziesz mógł się w komentarzu odnieść.
Zdecydowanie, recenzje to najcięższy orzech do zgryzienia jeśli chodzi o komentowanie :)

Pytania autora - odpowiadać, czy olać?
Często pod koniec posta można znaleźć jakieś pytania, które mają pomóc czytelnikom w napisaniu komentarza. Zwykle są bardzo ogólne - co tam u Was? Co sądzicie o tym? Jak Wy to robicie? Jeśli widzicie coś takiego i nie macie pomysłu na komentarz to jasne, odpowiadajcie sobie na nie, nikt Wam za to krzywdy nie zrobi. Ba, twórca raczej będzie zadowolony. Ale jeśli nikt nie zwróci na te pytania uwagi zwykle nic się nie stanie.
Problem pojawia się, gdy autor nie zadaje pytania ogólnego, zadanego po to, by sobie było, a naprawdę chce uzyskać odpowiedzi od czytelników. Często są to na przykład pytania dotyczące rozwoju bloga, albo planów autora co do następnego wpisu. I o ile na te ogólne pytania zwykle odpowiada sporo osób to te, na które odpowiedź powinna zostać udzielona przez jak największą grupę czytelników zostają olane. A powinno być na odwrót! Na takie pytania odpowiadaj zawsze, zwłaszcza, jeśli jesteś stałym czytelnikiem bloga. Możesz nawet napisać nie wiem, albo rób jak chcesz – ale odpowiedz. To naprawdę pomoże twórcy :)

Sprawdzaj byki
Jasne, że pisząc z komórki trudno o to, by tekst był w pełni poprawny. Poza tym to tylko komentarz, nikt Wam za powtórzenie rączej nie wyrwie. Jeśli jednak zauważysz jakiś błąd to po prostu go popraw. Taki komentarz zawsze będzie lepiej odebrany ;)


Już jasne, jak macie pisać? :D Sama staram się kierować tymi zasadami podczas komentowania, choć nie powiem, by mi to zawsze wychodziło. Ale cóż, może ktoś po tym poście poczuł, że się czegoś dowiedział, a jeśli nie to chyba mała przerwa od recenzji się Wam przyda, bo w ostatnim czasie był ich mały wysyp. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam ;) Do napisania!


Jeszcze na koniec, mała informacja, a raczej samoreklama. Jak możecie zobaczyć po prawej Drewniany Most ma stronę na Facebooku. Pisałam już o tym w osobnym poście, ale wiem, że niektórym mogło to po prostu umknąć. Dlatego jeśli chcecie tam dostawać informacje o nowych postach, albo czasem przeczytać o czymś z backstage’u u mnie jeszcze raz tam zapraszam. >>>>>>>>>>>>




Nomida zaczarowane-szablony