Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą poradnik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 listopada 2022

Księga Eliksirów: inspiracja, zabawka - jasne! Ale...

  


Czy książka z „,magicznymi” przepisami może być warta uwagi? Może, ale w bardzo konkretnych sytuacjach, a przynajmniej tak wydaje mi się po (powiedzmy, że) „lekturze” tytułu autorstwa Michalea Furie, czyli „Księgi eliksirów”

Aktualnie widzę w sieci trend na bycie współczesną wiedźmą. Trochę się temu nie dziwię, bo sama estetyka i mi się podoba, choć właśnie traktuje to bardziej jako fajną estetykę, niż kwestię światopoglądów, czy wiary. Nigdy nie wgłębiałam się w tę część internetu, po prostu czasem na nią wpadam, więc trudno mi stwierdzić, jak to jest z postrzeganiem takiego stylu życia przez twórczynie. Niemniej, skoro jakiś ruch istnieje, oczywistym jest, że będą pojawiać się książki w takiej tematyce i ta jest tego doskonałym przykładem.

Księga Eliksirów
Michael Furie
wyd. Kobiece, 2022

Jest wydana naprawdę ładnie: twarda oprawa z wiedźmową grafiką, z kolorową wklejką z ilustracją wewnątrz robi wrażenie. Może nie posiada wielu grafik ani lepszego papieru, ale jako dodatek do prezentu jest jak znalazł. I właśnie wydaje mi się, że jako taką najlepiej ją traktować. Nie jako coś poważnego, co pozwoli Wam rozwinąć się w kuchni czy poprawić swoje zdrowie: po prostu jako ciekawostkę, bonus, drobną inspirację. Już wyjaśniam czemu.

Książka zaczyna się od wstępu, który wyjaśnia, czym są magiczne napoje. Ale już tam nie wszystko jest tak, jak powinno. Z jednej strony mamy niby zastrzeżenie, aby wszystko konsultować z lekarzem, jeśli na coś chorujemy, ale nie jest to odpowiednio wyeksponowane. Ponadto napoje uznane są za ogólnie bezpieczne, a jak dobrze wiemy, nie wszystko jest dla wszystkich i to słowo lepiej używać ostrożnie. Ponadto autor pisze o tym, że alternatywne sposoby uzdrawiania powinny być najwyżej dodatkiem do leczenia, a nie je zastąpić, ale nie wspomina słowem o tym, że np. niektóre substancje mogą wchodzić w reakcje z lekami, więc WSZYSTKO należy najpierw konsultować z lekarzem. Dlatego naprawdę nie zachęcam do traktowania tej pozycji w 100% poważnie: w prosty sposób można po prostu zrobić sobie krzywdę.

Ponadto nie powiem, niektóre przepisy naprawdę sprawiały, że miałam ochotę uderzyć się w czoło. Przykład? Mamy przepis na kawę, który nie różni się od standardowego przygotowywania kasy bez ekspresu. Z tym że w opisie dostajemy informacje o naładowywaniu napoju pozytywnymi emocjami. 

Widzę zastosowanie tej książki. Jak już wspominałam: jako bonus. Może sprawdzić się też jako inspiracja do stworzenia klimatycznych napojów na sesje RPG, przyjęcia Halloween czy Andrzejki. Dopóki będzie traktowana trochę jak zabawka, na którą należy uważać, więc podchodzi się do niej z dystansem, nie widzę problemu w korzystaniu z niej. Ale na pewno nie zaleciłabym jej osobie, która poszukuje faktycznej pomocy, np. z powodów zdrowotnych. Jeśli macie z czymkolwiek problem: idźcie do lekarza. Szukanie magicznych eliksirów nie jest najlepszą drogą.




Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Kobiece!


niedziela, 18 października 2020

Dobry piesek! Jak wychować niesfornego szczeniaka: Niezła treść, ale...

Jak wychować szczeniaka na szczęśliwego psa? Steven Mann, treser z wieloletnim doświadczeniem, przedstawia swoją filozofie szkolenia tych zwierząt skupioną na pozytywnej interakcji. To książka dla przyjaciół psów – nie ich posiadaczy.


SQN to wydawnictwo, od którego mam naprawdę wiele książek i z różnych powodów mam do ich wydań słabość. A że „Dobry piesek! Jak wychować niesfornego szczeniaka” Stevena Manna ma na okładce psa dość bliskiej mi rasy to po prostu zdecydowałam, że sprawdzę, co można znaleźć wewnątrz tego poradnika. Bardziej z ciekawości i chęci analizy takiej książki, niż z potrzeby faktycznego wychowania małego psiaka.

Zacznijmy więc może od kwestii wcale nie najważniejszej w przypadku tego typu lektury, ale dość istotnej dla mnie samej, mianowicie: od stylu autora. Nie czytam nadmiernej ilości poradników, ale i tak zauważyłam tendencje do tego, aby tego typu książki upraszczać pod tym względem do wręcz blogowej formy. I „Dobry piesek!” jest właśnie przykładem tego „nurtu”. Autor posługuje się wybitnie uproszczonym i potocznym językiem. W tekście można znaleźć emotikony, a coś takiego jak źródła czy przypisy w przypadku tej pozycji nie istnieją. Rozumiem trochę z czego to po części wynika. Targetem tej książki nie jest CZYTELNIK, a nowy WŁAŚCICIEL PSA. Osoba, która niekoniecznie czyta, a powinna przez tą pozycje przebrnąć bez bólu i z przyjemnością. Niemniej, jednak wolałabym, aby ta książka została poddana dokładniejszej redakcji.

Dodatkowo sam autor przynajmniej próbuje się kreować na Wielkiego Przyjaciela Psów, który Kocha Świat i jest Tak Pozytywny, Że Aż Zbyt. Rozumiem, że stare metody szkoleń psów potrafią być bardzo okrutne i Mann próbuje stworzyć jakby pewną przeciwwagę, ale przynajmniej dla mnie jego entuzjazm był momentami męczący. Ponadto autor często porównuje zachowania psów do ludzkich, co może tworzyć złudzenie, że psia psychika jest bardzo podobna do ludzkiej. A to właśnie uznanie, że pies = mniejszy człowiek tworzy wiele problemów w wychowaniu psów.

Skoro zaczęłam od narzekań, może po prostu najpierw wypunktuje też pozostałe rzeczy, które niekoniecznie mi się podobają i/lub z którymi się nie zgadzam. Dodajmy więc może, że tej książce przydałyby się jakieś ilustracje. Nie ma ich wewnątrz – a ona się aż o to prosi. Ale rozumiem, że to podniosłoby cenę wydania.

Jeśli chodzi o treść to mam wrażenie, ze porady o samej tresurze są lepsze, niż te z pierwszych rozdziałów dotyczące zabierania szczeniaka do domu. Autor chwilami jest dość nierealistyczny w swoim podejściu, proponując aby np. nowy właściciel psa zostawił u hodowcy kocyk lub najlepiej cale legowisko, aby przesiąknęło zapachem miejsca. Nie twierdzę, że to zła rada sama w sobie, ale kompletnie nierealistyczna. Jeśli hodowca ma siedem szczeniąt to gdzie on ma te wszystkie legowiska pomieścić? Poza tym nikt nie odda przecież kupującemu szczenię brudnego koca. A uwierzcie mi – szczenięta załatwiają się naprawdę WSZĘDZIE. Więc taki przedmiot już po chwili będzie po prostu nadawał się do prania, a nie widzę sensu w przekazywaniu właścicielowi przedmiotu pachnącego proszkiem.

Kolejną z tego typu rad jest na przykład polecanie przez Manna szelek (w książce błędnie nazywanych uprzężą). Autor zdaje się nie wiedzieć, że źle dobrane szelki mogą szczenię po prostu skrzywdzić, blokując mu ruchy łopatki. A dobrze dobrane szelki to szelki szyte na miarę, których nie opłaca się dawać szczenięciu.

Poza takimi elementami sama treść jest… po prostu w porządku. Zwłaszcza, gdy pozbawimy jej tej wręcz sztucznie pozytywnej otoczki. Nie zgadzam się idealnie ze wszystkim, ale Mann zwraca uwagę na kilka spraw, które nawet mi gdzieś umknęły, a na ile znam zachowanie psów na tyle mogę stwierdzić, że te rady i sposoby powinny zadziałać przy szczenięciu, które dopiero poznaje świat. Bo pamiętajcie też, że autor skupia się tu na psiakach, które są czystymi kartami. Nieskrzywdzonymi, dobrze socjalizowanymi od wieku szczenięcego i mające typowe dla takich psów „problemy”. Jeśli posiadacie psiaka z poważniejszymi problemami behawioralnymi ta książka raczej nie pomoże  Wam ich rozwiązać.

Koniec końcow… to nieidealna książka, która mimo wszystko można polecić osobom, które zaczynają swoje przygodę z psem. Jest dość łatwo dostępna, skupia się na tych najbardziej problematycznych kwestiach wychowania szczenięcia i naprawdę może być pomocna. Nie można jednak przy niej zapominać, że każdą z rad warto najpierw przefiltrować i najlepiej usunąć z niej tę tonę nieco sztucznego, pozytywnego podejścia autora, bo przez nie niektóre treści są po prostu zbyt naiwne.


czwartek, 18 kwietnia 2019

Zasady chowu i hodowli psów rasowych: Poradnik polecany przez ZKwP


Jesteś miłośnikiem psów i planujesz zacząć je hodować… ale nie wiesz od czego zacząć? A może po prostu planujesz zakup psa rasowego? Jeśli tak, to książka dla Ciebie.

Tytuł: Zasady chowu i hodowli psów rasowych
Autor: Marian Szymankiewicz
Liczba stron: 173
Gatunek: poradnik
Wydanie: Państwowe Wydawnictwo Rolnicze i Leśne, 1993
W moim poszukiwaniu ciekawych książek o psach, trafiłam na „Zasady chowu i hodowli psów rasowych”. To kolejny poradnik kynologiczny wydany w latach 90., który trafił w moje ręce i chyba jedyny, który posiada komentarz od Genowefy Ratajczak, ówczesnej prezes Związku Kynologicznego w Polsce. Dzięki temu możemy być pewni, że to, co znajduje się wewnątrz jest przynajmniej w dużej mierze zgodne z tym, co w tamtym czasie ta największa w naszym kraju organizacja kynologiczna wyznawała.
Muszę jednak przyznać, że… ta książka nie koniecznie różni się od tych innych, podobnych tytułów, które wpadły mi w ręce. Nie potrafię nawet znaleźć jakiejś konkretnej rzeczy, która wyróżnia ją na tle innych. Tytuł zapowiada wprawdzie konkretne informacje kierowane do profesjonalistów, ale tak naprawdę to po prostu kolejny poradnik, który skupia się na tym, jak kupić psa, skąd wziąć psa, jak się nim zajmować, jak go szkolić itd.
Mamy oczywiście tematy poświęcone rozmnażaniu psa i wystawom, ale szczerze przyznam, że obydwie te kwestie także są standardem poruszanym w takich książkach, o ile skupiają się na psach rasowych. W związku z tym tak naprawdę nie widzę tu nic, co byłoby w jakikolwiek sposób wyróżniające tę książkę.
Jak jednak ten tytuł wypada pod względem merytorycznym? W dalszym ciągu: poprawnie, ale nie w żadnym stopniu ponadprzeciętnie. Porady, które w niej znalazłam, nie odbiegają od tych, które czytałam w pozostałych poradnikach z lat 80. i 90. Tak jak i w tamtych, tak i w tym dostajemy informacje o tym, że najlepsze posłanie dla psa zrobimy w domu z drewna, że psy należy podawać konkretne rodzaje mięs, zbóż i warzyw (bo w tamtym okresie suche karmy nie były tak łatwo dostępne). Że kojec to nie klatka, a buda ma być dopasowana do rozmiaru psów. Gdyby te książki były wydawane dzisiaj, jestem prawie pewna, że przynajmniej na okładce byłaby dodatkowa informacja: „DIY – ciekawe instrukcje!!!”. W końcu wtedy wiele rzeczy dla psów trzeba było faktycznie robić własnoręcznie.
Przy tym wszystkim to chyba jedna z ciekawiej wydanych starszych psich książek, po jaką sięgnęłam. Wewnątrz, na śliskim papierze, znajdziemy zdjęcia konkretnych ras. To miła odmiana po czarno-białych fotografiach drukowanych na zwykłym, książkowym papierze.
„Zasady chowu i hodowli psów rasowych” to książka naprawdę bezpieczna. Podążając za poradami Szymankiewicza czasem pójdziemy dłuższą drogą, ale psu raczej nie stanie się krzywda. Niemniej, to jednak jest już nieco przestarzała książka i mimo wszystko sama traktuje ją jako ciekawostkę, a nie idealnie źródło wiedzy o aktualnym stanie kynologii.



środa, 13 marca 2019

Jak uszczęśliwić psa: Światowej sławy behawiorysta uczy o zachowaniach pupili


Ceasar Millan niegdyś był nielegalnym imigrantem bez grosza przy duszy. Obecnie jest znanym na całym świecie zaklinaczem psów. W swojej książce daje praktyczne rady, dotyczące podstawowego wychowania czworonogów.

Tytuł: Jak uszczęśliwić psa
Autor: Ceasar Millan
Tłumaczenie: Maciej Lorenc
Liczba stron: 224
Gatunek: poradnik
Wydanie: National Geographic, Warszawa 2014
  
Jako dziecko naprawdę często oglądałam programy przyrodnicze. Ceasar Millan pojawił się jednak w okresie, w którym odchodziłam już od oglądania telewizji; dlatego choć kojarzę jego program to nigdy nie śledziłam go regularnie. Dlatego do „Jak uszczęśliwić psa” mogłam podejść stosunkowo neutralnie.
Ostatecznie… to nie jest książka zła, szczególnie jeśli chodzi o to, jak się ją czyta. Millan pisze bardzo lekko, choć musze przyznać, że zdarza mu się często zapętlać i powtarzać to samo. Poradnik jest jednak naprawdę dobrze zrobiony pod kątem graficznym i bardzo łatwo się jest w nim odnaleźć, znajdując odpowiedzi na nurtujące nas pytania.
Trochę żałuje, że wydawca zdecydował się na niski jakościowo papier i na tak brzydką okładkę. Przez ilość grafik oraz rozwiązań wewnątrz „Jak uszczęśliwić psa” wręcz prosi się o ładne wydanie z kolorowymi zdjęciami. Szczególnie, że cena okładkowa – 39,90zł – jest stosunkowo wysoka, jak za tak cieniutką książkę.
Wróćmy jednak do treści książki. Trudno jest mi ją profesjonalnie ocenić: choć mam duży kontakt z psami to nie jestem behawiorystą. Niemniej, na pewno nie zgadzam się ze wszystkim, co autor przytacza, mimo że Millan co najmniej jedną rzecz robi tu zdecydowanie dobrze. Mianowicie: tłumaczy, że pies to nie człowiek i nie wolno go tak traktować.
Naprawdę wiele „bitew” stoczyłam z miłośnikami psów pozbawionymi jakiegokolwiek zaplecza pod względem wiedzy, aby ludziom wyjaśnić tę – dla mnie oczywistą – kwestię. Millan stara się to robić z taktem, ale dosadnie, dlatego mam nadzieję, że choćby pod tym względem otworzy niektórym oczy. Szczególnie, że profesjonaliście da się łatwiej zaufać, niż osobie, która nigdy zawodowo nie pracowała z psami.
Czytając rady Millana czasami pojawiały mi się jednak w głowie pytania: po co? Czemu tak kategorycznie? Rozumiem, że pies wymaga innego podejścia, niż człowiek, ale jeśli np. zwierzę idzie grzecznie na smyczy, nie ciągnąc, ale czasem wyjdzie przede mnie – nie sądzę, aby było to coś, co należy od razu karać. Choćby odnosząc się do analogii wilczego stada (które autor często porusza): w takowym mamy oczywiście przywódców, ale stado pracuje jako cały organizm. To zwierzę z lepszym węchem wyjdzie na przód, tropić. A nie ma co ukrywać, nasze psy są w tropieniu lepsze.
Na pewno „Jak uszczęśliwić psa” wymaga od czytelnika aktywnego zaangażowania w tekst. Każdy pies jest inny i każdy wymaga innego podejścia. Tego typu książka ma szansę pomóc nam w rozwoju, aby stać się lepszym właścicielem, ale na pewno nie załatwi wszystkich naszych problemów z pupilem. Niemniej, jeśli ktoś szuka literatury na temat psich zachowań i chce zrobić porządny „risercz” w temacie to myślę, że po pozycje tak popularnego behawiorysty warto sięgnąć. Choćby po to, aby wyrobić sobie opinię i próbować być lepszym człowiekiem dla swojego psa.

wtorek, 26 lutego 2019

Z psem przez stulecia: Gdy książka nie wie, czym chce być, ale ma dobrego tłumacza


Pies od lat jest uznawany za najlepszego przyjaciela człowieka. Co jednak złączyło nasze ścieżki?

Tytuł: Z psem przez stulecia
Autor: Hans Bauer
Tłumaczenie: Jan Żabiśki
Liczba stron: 239
Gatunek: literatura faktu
Wydanie: Wiedza Powszechna, Warszawa 1968
„Z psem przez stulecia” to książka specyficzna: ni to książka naukowa, ni to dziwna literatura faktu. Oryginalnie została wydana w latach 50. XX wieku, a w Polsce pojawiła się w 1968. Nie jest to więc pozycja wyjątkowo aktualna, chociaż przynajmniej teoretycznie jej historyczna część powinna być rzetelna i sprawdzona.
Problem polega na tym, że „Z psem przez stulecia” Hansa Bauera to książka absolutnie pozbawiona żadnych przypisów. Czytając, miałam wrażenie, że to trochę taki współczesny, blogowy wpis. Autor informuje nas o tym, co kiedyś usłyszał, lub wyczytał. Czasem podaje zdawkowe i niepotrzebne informacje (jakiś pies zrobił tak i tak w jakimś mieście w Europie).
Książka czasem też nie wie, czym chce być. Ma przedstawić czytelnikowi historię ludzko-psiej relacji od starożytności, a może pokazać, jak to wygląda teraz? A może jednak lepiej najpierw wyjaśnić czytelnikowi jak wygląda psia psychika, bo inaczej nie zrozumie treści? Czytając, miałam wrażenie, że autor w żaden sposób nie usystematyzował historii życia psa i człowieka, wrzucając dane w stosunkowo losowy sposób.
Nie zmienia to faktu, że „Z psem przez stulecia” bardzo dobrze się czyta. Choć to nie zaskoczenie, jeśli spojrzymy na tłumacza tego tytułu. Jan Żabiński to niezwykła postać wśród polskich zoologów: niegdyś dyrektor warszawskiego zoo, który w trakcie II wojny światowej troszczył się zarówno o zwierzęta, jak i o ludzi, potem radiowiec, odsunięty od prowadzenia swojego ukochanego ogrodu w związku z zatargami z ówczesną władzą. To człowiek z pasją, co chyba po prostu w tym tłumaczeniu widać.
            Czy samo wnętrze książki jednak cokolwiek wnosi? Tak, ale… nie dla kogoś, kto jest psiarzem od lat. O większości historii podawanych przez autora po prostu słyszałam; brakło mi wewnątrz konkretnej, dokładnej analizy relacji człowieka z psem. Ponadto zawsze w przypadku takich książek należy wziąć pod uwagę ich wiek. Wiele z faktów podawanych przez Bauera mogło się zdezaktualizować i nim wykorzystamy gdzieś jego dane to warto je dodatkowo zweryfikować, nie tylko przez wzgląd na brak przypisów.
Warto jeszcze w przypadku tej pozycji nadmienić, że wewnątrz nie brakuje czarno-białych zdjęć, które w ciekawy sposób mogą przenieść nas w przeszłość i pokazać, jak te kilkadziesiąt lat temu wyglądały psy konkretnych ras, a warto pamiętać, że niektóre z nich przez te dziesięciolecia naprawdę się zmieniły. Choć wzorce teoretycznie pozostały te same, zwierzęta potrafią naprawdę diametralnie różnić się od tych, które widzimy współcześnie na ringach wystawowych.
Jak w przypadku wielu starszych książek „poradnikowych”, tak i „Z psem przez stulecia” jest raczej ciekawostką, niż pozycją, po którą koniecznie trzeba sięgnąć. Nie mogę jednak zaprzeczyć, że bardzo podoba mi się sam jej zamysł i bardzo chętnie sięgnęłabym po coś o tej samej tematyce, tylko współczesnego i lepiej opracowanego.


poniedziałek, 28 stycznia 2019

Pies: Usypianie zdrowych szczeniąt, czyli poradnik z lat 90.

Nim w naszym domu pojawi się pies należy zorientować się, jakie są jego potrzeby. Krystyna Milczarek przedstawia podstawy opieki nad tymi zwierzętami.

Książka „Pies” Krystyny Milczarek to moje kolejne spotkanie z leciwymi już poradnikami dla właścicieli psów. Poprzednio jednak miałam do czynienia z pozycją skupiającą się tylko na jednej rasie. „Pies” zaś opowiada o tych zwierzętach raczej ogólnie i ma też mniej broszurową formę, choć w dalszym ciągu jest książką raczej krótką.
Tytuł: Pies
Autor: Katarzyna Milczarek
Liczba stron: 94
Gatunek: historyczne fantasy, steampunk
Wydanie: Warta,Warszawa 1990
Ta pozycja na runku pojawiła się w 1990, czyli w czasie, gdy na rynku nie było dostępnych karm suchych w takiej ilości jak dzisiaj; w czasie, gdy świadomość ludzi dotycząca psów rasowych była mniejsza i w czasie, w którym samo podejście Związku Kynologicznego do hodowli było zdecydowanie inne. To sprawia, że z oczywistych względów wiele rzeczy jest przestarzałych i podejrzewam, że ten fakt będzie dotyczył każdej polskiej pozycji tego typu, jaka wpadnie mi w ręce.
Należy też zauważyć, że Krystyna Milczarek to osoba bez wykształcenia w stronę zajmowania się psami. Widać to też częściowo w tekście. Jest to poradnik bez konkretnych przypisów (na końcu znajdziemy jednak bibliografię), a sama autorka często wtrąca w tekście swoje, życiowe historie.
Tekst czyta się raczej lekko i przyjemnie. Nie jest wprawdzie szczególnie odkrywczy, ale większość rad autorki, które nie miały jak się „zestarzeć” (np. tych dotyczących układania psa) jest po prostu poprawna. Nie mam jakiś większych merytorycznych zarzutów pod tym kątem, choć kilka rzeczy trochę mnie zasmuciło, albo rozśmieszyło. Przykładowo, ZKwP przez dość długi czas uznawał za rasowe sześć wybranych szczeniąt z miotu (obecnie każdy pies dostaje dokumenty). Autorka w tekście pisze o tym, ile psów suka jest w stanie bez problemu wychować, wspomina o tej zasadzie ZKwP, po czym informuje nas o tym, że w przypadku nadmiaru zwierząt najlepszym wyjściem będzie ich eutanazja, jakby sugerując, że każdy szczeniak powyżej tych sześciu nie ma racji bytu. Z własnego doświadczenia wiem, że już w przypadku średnich ras często rodzi się 7-8 szczeniąt, a u dużych psów miot liczący sześć psów to… mały miot. Suka zwykle bez problemu jest w stanie wychować większą ilość, nawet zakładając, że w latach 90. dostęp do sztucznego mleka był trudniejszy. Wydaje mi się, że ten fragment bardzo mocno pokazuje różnicę między myśleniem sprzed prawie 30 lat, a tym, co sądzimy dzisiaj.
Drugim fragmentem, który w tym przypadku mnie rozbawił było sugerowanie autorki, aby dużych psów nie nazywać imionami zdrobniałymi z powodu… szacunku do psa. Absolutnie nie mam pojęcia, co ta wstawka miała pokazać czytelnikowi.
Na pewno ciekawa w przypadku „Psa” jest sama konstrukcja książki. Dostajemy tu zarówno informacje na temat budowy psa, jak i dość dokładny opis substancji odżywczych, które musimy mu dostarczyć; w pozycji można znaleźć też opisy chorób, czy omówienie kwestii prawnych. To zdecydowanie ciekawe elementy, choć oczywiście przy większości z nich obecnie obawiałabym się o aktualność zawartych danych, dlatego na pewno nie można po tę książkę sięgać dzisiaj, traktując ją jako perfekcyjny poradnik.
Miałam też wrażenie, że autorka kieruje książkę przede wszystkim do tych, którzy chcą zacząć psy nie tylko mieć, ale i hodować – wiele miejsca zostało poświęcone na opis rozwoju szczeniąt i opieki nad miotem.
W swoich czasach „Pies” na pewno był ciekawym poradnikiem, a obecnie zapewnił mi ciekawe spotkanie ze starszą literaturą fachową. Nie żałuję sięgnięcia po niego, chociaż jednocześnie raczej nie jest to książka, którą będę polecać standardowemu czytelnikowi. Jeśli ktoś po prostu szuka informacji na temat psów i nie próbuje „badać” tematu (tak jak ja robię to w ostatnich miesiącach) raczej po prostu nie ma celu w sięganiu po książki tego typu.

piątek, 18 stycznia 2019

Cocker spaniel angielski: Opieka nad psem w latach 80.

 Jak powstała rasa cocker spanieli angielskich? Skąd wziąć psa tej rasy i jak się nim zajmować?

Tytuł: Cocker spaniel angielski
Autor: Halina Woner
Liczba stron: 62
Gatunek: poradnik
Wydanie: wyd. Akcydensowe, Warszawa 1986
Szykując parę artykułów na temat psów uznałam, że sięgnę po jakieś tytuły z tym związane. I tak trafiła do mnie książka o jakże jasnym i prostym tytule: „Cocker spaniel angielski”, traktująca – rzecz jasna – o tej rasie. To poradnik wydany w latach 80., napisany przez Halinę Woner, który jednak szczerze mówiąc trudno nazwać pełnoprawną „książką”. Wprawdzie ma przypisany numer ISBN, ale formą przypomina bardziej broszurę: to w końcu zaledwie sześćdziesiąt dwie strony.
Jak jednak wypada wnętrze tej niewielkiej książeczki? Muszę przyznać, że dla osób zainteresowanych psami, czy fanów tej konkretnej rasy to nie lada gratka, głównie przez wiek „Cocker spaniela angielskiego”: to już właściwie historyczne, przestarzałe dzieło, które po prostu może pokazać, jak zmieniło się postrzeganie psa przez ostatnie trzydzieści-czterdzieści lat.
Co możemy znaleźć wewnątrz? Właściwie książka Woner to typowy poradnik przeznaczony dla osoby, która psa dopiero planuje kupić, tyle tylko, że nastawiony na konkretną rasę. Dostajemy więc krótką historię rasy, zarówno w Polsce, jak i na świecie (która okazała się dla mnie jej najciekawszą częścią), wzorzec tych psów (obecnie dostępny za darmo w sieci), trochę o zasadach hodowli (niby cocker spanieli, ale to w gruncie rzeczy uniwersalny temat) oraz sporo o karmieniu, leczeniu, pielęgnacji i wychowaniu. W tekście autorka często stara się zaznaczać, że chodzi jej głównie o tę konkretną rasę, ale wydaje mi się, że nie trzeba być geniuszem, by zauważyć, że większość tych tematów będzie pokrywać się z opieką nad jakimkolwiek psem.
Jak wspominałam, najciekawszym elementem „Cocker spaniela angielskiego” jest widoczny już upływ czasu. Dziś w standardowej, ogólnej książce tego typu dowiemy się raczej, że psu najlepiej „zrobi” dobrej jakości, kupna karma, a jeśli chcemy mu gotować, powinniśmy udać się do weterynarza. Woner zaś daje nam rozpiskę tego, co zwierzę powinno jeść: oczywiście w okresie PRLu suche karmy albo nie były dostępne, albo były dostępne słabo, więc jest to jak najbardziej uzasadnione. Ponadto dziś w takich poradników raczej nie przeczytamy o krzywicy, bo… po prostu zwykle zakłada się, że ten problem wśród psów nie funkcjonuje. Woner zaś zwraca na to uwagę. Oczywiście przestarzałe będą też informacje podane na końcu książki, opisujące, jak powinniśmy dopełnić wszystkich formalności związanych z posiadaniem psa rasowego.
Powiedziałabym, że dziś „Cocker spaniel angielski” to książka tylko dla psiarzy: bo choć jest sympatyczną ciekawostką to obawiam się, że osoby niezorientowane w temacie mogą próbować przenieść podane przykłady i propozycje dość dokładnie do swojego życia, a jeśli nie znamy tematu bardzo łatwo możemy „uwierzyć” w rzeczy bardzo przestarzałe, o których dzisiaj po prostu wiemy więcej. Sama autorka jednak wydaje się osobą kompetentną i wierze, że ta książeczka to pozycja, która zawierała najświeższe informacje dotyczące opieki nad psami z lat 80.


piątek, 26 października 2018

Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź: Człowiek jako całość


Jak zachowywać się w trakcie choroby? Jak jej przeciwdziałać? Orina Krajewska próbuje odpowiedzieć na to pytanie, rozmawiając z trzynastoma specjalistami z różnych dziedzin, którzy jednak zgadzają się w jednym – same leki to za mało. To kompleksowe leczenie i przeciwdziałanie da najlepsze efekty.


Tytuł: Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź
Autor: Orina Krajewska
Liczba stron: 240
Gatunek: poradnik
Wydanie: Sensus, Gliwice 2018
Do tekstów poradnikowych – nie ważne, czy chodzi o książkę, czy artykuł na stronie internetowej – podchodzę raczej ostrożnie. Zwykle tego typu treści pozbawione są głębszej treści merytorycznej i powtarzają właściwie coś, co każdy przeciętny człowiek wie. Na dodatek autor często po prostu przelewa własne poglądy na karty książki, co niekoniecznie poprawia jakość materiału. Na całe szczęście „Holistyczne ścieżki zdrowia. Bądź” to książka, która trochę się tym schematom wymyka.
Sama myśl przewodnia książki Krajewskiej jest bardzo prosta i wydaje mi się, że dla wszystkich dość oczywista: aby zostać w pełni wyleczonym, czy po prostu być w pełni zdrowym musimy patrzeć na ciało jako na całość. Dieta, ruch, dobre samopoczucie i odpowiednie leczenie powinny współistnieć ze sobą w harmonii. W związku z tym praktycznie każdy z wywiadów, które przeprowadza autorka cały czas oscyluje wokół tych myśli. Ale właśnie, tu Krajewska robi tą jedną, tak istotną dla tej książki rzecz – oddaje głos osobom, które są specjalistami w danej dziedzinie. Dzięki temu poza pustymi frazesami ta książka zawiera naprawdę cenne spostrzeżenia, wskazówki i ciekawostki z których faktycznie można skorzystać. Zwłaszcza, że często są to po prostu rzeczy dostępne dla przeciętnego człowieka właściwie od ręki.
Specjaliści wybrani przez autorkę wydają się brzmieć naprawdę profesjonalnie. Sama nie mam odpowiedniej wiedzy, by w pełni zweryfikować ich tezy i twierdzenia, ale nie zauważyłam w książce żadnego faktu, który byłby zupełnie wyrwany z kontekstu i niewiarygodny. Oczywiście, należy wziąć pod uwagę, że każda z tych osób ma swoją własną opinię i osobiście nie zawsze w pełni się z nią zgadzałam, ale jednak fakty od cudzego zdania są jednak dość dobrze rozdzielone, dlatego absolutnie mi to nie przeszkadzało. W końcu zupełnie obiektywny wywiad po prostu nie istnieje, prawda?
Podoba mi się też wydanie tej książki i koncepcja na nią sama w sobie. „Holistyczne ścieżki zdrowia” stanowią po prostu podstawowe kompendium dla osób, które chcą z jakiegoś powodu zacząć interesować się tematyką związaną ze zdrowiem. Po każdym wywiadzie dostajemy zbiór „wskazówek” związany z jego tematem (pomysły na ćwiczenia, na posiłek itd.), a także listę książek, do których możemy sięgnąć w celu pogłębienia tematyki. Wydaje mi się, że to czyni tę pozycję naprawdę bardzo przystępną i po prostu przydatną.
Dodatkowo dostajemy egzemplarz, który jest naprawdę ładnie wydany. Grube strony, drobne ilustracje, kolorowe kartki ze zdjęciami wewnątrz – to wszystko sprawia, że książka Krajewskiej wydaje się bardziej przystępna i przyjemniejsza. Nie odstrasza, wręcz przeciwnie.
Czuje się naprawdę pozytywnie zaskoczona tym tytułem. Rzetelne podejście do tematyki, zdrowe i raczej logiczne podejście zarówno ze strony autorki, jak i osób, z którymi przeprowadzała wywiady sprawiają, że to po prostu wartościowa lektura. Dlatego jeśli tylko jesteście zainteresowani tą tematyką, niezależnie, czy chcecie tylko zaspokoić swoją ciekawość,  przeciwdziałać chorobie, czy szukacie pomocy w leczeniu – ta pozycja może się okazać dla Was po prostu przydatną.


Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl!
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

wtorek, 28 sierpnia 2018

Super laska: Zmień sposób myślenia o odchudzaniu



Restrykcyjne diety nie pomagają – mimo usilnych starań nie potrafisz utrzymać swojej idealnej wagi. Wydaje Ci się, że nie masz silnej woli? Bzdura! Po prostu musisz zmienić swój sposób myślenia o odchudzaniu.

Tytuł: Super laska. Skończ z dietetyczną recydywą!
Autor: Anna Gruszczyńska
Liczba stron: 226
Gatunek: poradnik
Wydanie: SQN, Kraków 2018
Ponieważ mam w rodzinie osobę studiującą dietetykę w moje ręce wpadła dość nietypowa – jak na mnie – pozycja. „Super laska. Skończ z dietetyczną recydywą!” to poradnik autorstwa Anny Gruszczyńskiej, blogerki po przejściach, która stara się pomagać kobietom zdrowo odżywiać i myśleć o sobie w zdrowy sposób. Wprawdzie słyszałam o niej już przed sięgnięciem po tę różową książkę, ale nigdy nie zagłębiałam się w jej poglądy. I choć sama tematyka nie była dla mnie szczególnie interesująca to muszę przyznać, że „Super laska” to całkiem niezły, choć niepozbawiony wad poradnik.
To, co zaskoczyło mnie po otwarciu książki to jego forma. „Super laska” jest połączeniem zwykłego poradnika z bardzo uroczymi ilustracjami z książką pokroju „Zniszcz ten dziennik”, która proponuje czytelnikowi różnego typu zadania.
I tu właśnie zaczyna się mój pierwszy problem z tym tytułem. Choć po otwarciu wygląda naprawdę ładnie to osobiście uważam, że niektóre z elementów do wypełniania są po prostu zbędne. Jak najbardziej rozumiem, po co wewnątrz znajdują się miejsca do wypełniania, dzienniki i tak dalej, ale poza tym wewnątrz znajdziemy co najmniej kilkanaście stron z dopiskiem „Zapisz, aby nie zapomnieć”, a po jednej z sekcji za każdym razem dostajemy dwa mandale do pokolorowania i jakąś „łamigłówkę”, która niekoniecznie związana jest z jedzeniem (np. labirynt). Mam wrażenie, że te elementy zostały wsadzone tu trochę na siłę, byle wypełnić wydane: autorka w żaden sposób nie argumentuje, dlaczego mamy to wypełniać i kolorować, dlatego nijak ma się to do treści książki.
Sam tekst Gruszczyńskiej jest bardzo lekki, przystępny i sympatyczny. Ponadto choć nie jestem dietetykiem mam wrażenie, że jej rady są bardzo bezpieczne, a przy tym logiczne i konkretne, przez co naprawdę mogą pomóc osobom niepotrafiącym zrzucić zbędnych kilogramów. Autorka przykłada dużą wagę nie tyle, co do samego jedzenia, a do zmiany sposobu myślenia o nim i o swoim ciele.  Jednocześnie poradnik jest napisany dość konkretnie: choć zawiera dużo informacji, tekstu wewnątrz nie ma aż tak wiele, bo większą część miejsca zajmują ilustracje.
Poza zwykłą treścią w „Super lasce” znajdują się zielone strony z dość łatwymi, zdrowymi przepisami – to bardzo przyjemny dodatek i szczerze mówiąc, sama mam ochotę coś z przedstawionych posiłków przygotować. Szczególnie, że w większości nie są szczególnie wymyślne i nawet jeśli danego składnika nie mamy w domu to bez problemu możemy go zakupić.
„Super laska” to przyjemny poradnik, który powinien spodobać się przede wszystkim nastolatkom i młodym kobietom: jego przystępna forma sprawia, że raczej nie zrazi, a może faktycznie pomóc w zmianie nastawienia. Oczywiście, dojrzałe osoby również mogą tu coś dla siebie znaleźć (same w sobie rady Gruszyńskiej są bardzo uniwersalne, niezależne od płci, czy wieku), ale mam wrażenie, że stosunkowo naiwne ilustracje i to, w jaki sposób autorka zwraca się do czytelniczki niekoniecznie wzbudzi sympatię osoby nieprzyzwyczajonej do dość „blogowej” formy treści.


* * *

Szczupła osoba, owszem, poczęstuje się ciastem, pójdzie na pizzę, pominie trening, ale to nie jest jej norma! Normą dla niej jest racjonalne odżywianie i ruch. Jej świat nie jest czarno-biały: albo robię wszystko na 100% albo nie robią tego WCALE!
Fragment „Super laska. Skończ z dieteczyną recydywą!” Anna Gruszczyńska



Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl!
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl

wtorek, 10 kwietnia 2018

Rzeczowo o modzie męskiej: Konkretny poradnik dla facetów


W co najlepiej ubrać się na ślub przyjaciela? Jak dobrać garnitur, a jak krawat? Jak łączyć kolory? Znany bloger krok po kroku pokazuje, jak mężczyzna musi się ubrać, aby wyglądać modnie i elegancko zarazem.

  
Tytuł: Rzeczowo o modzie męskiej
Autor: Michał Kędziorek
Liczba stron: 320
Gatunek: poradnik
Wydanie: SQN, Kraków 2017
Czasem książki trafiają do mnie przypadkiem i dla nikogo nie powinno być zdziwieniem, że „Rzeczowo o modzie męskiej” była jedną z takich pozycji. Już sam tytuł sugeruje, że nie jest to coś, po co bym sięgnęła. Ani ze mnie facet, ani człowiek zainteresowany modą. Ale skoro już do mnie trafiła zabrałam się za nią i… muszę przyznać, że ta książka to po prostu kawałek dobrej roboty.
W trakcie lektury miałam wrażenie, że cel istnienia tej książki jest prosty. „Rzeczowo o modzie męskiej” ma pokazać przeciętnemu facetowi jak wyglądać elegancko, nawet w wersji codziennej. Poza tym, jako, że moda męska jest bardziej „ścisła” niż damska, dostajemy na tacy dokładne informacje dotyczące rozmiarów w centymetrach, czy w proporcjach, które możemy zobaczyć na zdjęciach. Wydaje mi się, że dzięki temu żaden pan się nie pogubi, nawet, jeśli wcześniej modę miał w czterech literach.
Warstwa treściowa jest przystępna i faktycznie, jak tytuł wskazuje: mocno rzeczowa. Niemniej, czasem autorowi zdarzają się wstawki pokroju „X nie może być ani za duże, ani za małe” – co chyba jest dość oczywiste i bez tego można byłoby się obyć. Niemniej, to dalej kawałek dobrego poradnika, który wszystko wyjaśnia wizualnie. Wewnątrz znajdziemy naprawdę masę przykładów, zarówno w formie zdjęć, jak i ilustracji i jeśli nie mamy pojęcia o męskiej modzie, „Rzeczowo o modzie męskiej” da nam mocne podstawy. Oczywiście jednocześnie nie jest to książka nadzwyczaj odkrywcza i specjalistyczna: ma trafić przede wszystkim do początkującej w tym temacie osoby.
To, co jest w przypadku tej lektury przyjemne, to fakt, że skomponowana jest bardzo elegancko i przejrzyście. To naprawdę ładnie wydana książka, którą wręcz chce się przeglądać. Wystarczy rzut oka, by znaleźć konkretną poradę. Dobrze oddzielone są też „ciekawostki”: słowikowe definicje i porady mają osobne ramki, dzięki czemu bez problemu je znajdziemy. Podoba mi się też fakt, że autor często podaje nam krótką informacje dotyczącą historii danego kroju, czy w ogóle – części ubioru. Dzięki temu każdy zainteresowany modą, nie tylko mężczyzna, może znaleźć tu coś dla siebie.
Nie zmienia to jednak faktu, że to książka przede wszystkim dla mężczyzn. Ja, jako kobieta, nie byłam w stanie znaleźć w niej wielu praktycznych informacji dla samej siebie, a to, co tu się jednak znalazło, w większości przypadków i tak wiedziałam. Ale co tu dużo mówić, tytuł jasno sugeruje z czym mamy do czynienia.
„Rzeczowo o modzie męskiej” to – w moim odczuciu – idealna książka na prezent. Prezentuje się naprawdę bardzo dobrze, jest miła dla oka i zawiera ogromną ilość konkretnych informacji. Poza tym to po prostu dobra lektura dla każdego mężczyzny, który chce zwrócić uwagę na swój ubiór (choćby przez rozpoczęcie pracy w korporacji) i nie wie od czego zacząć.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi czytampierwszy.pl!
Czytam i recenzuję na CzytamPierwszy.pl
Nomida zaczarowane-szablony