poniedziałek, 11 września 2017

Karmin: Wokół starodruku

Gdy zgłaszałam się do konkursu patronackiego u dziewczyn z Książkowiru przekonana byłam, że „Karmin” to kryminał: nie próbowałam nawet ruszyć nadgarstkiem, by sprawdzić, co to. Zmyliła mnie okładka, która jakoś z tym gatunkiem mi się skojarzyła. Dopiero, gdy konkurs u nich wygrałam i zaczęłam dokładniej sprawdzać co ma do mnie przyjść (wcześniej wolę nie, by na książki się nie nakręcać :D) dowiedziałam się, że to jakiś debiutancki romans. Ale w końcu dla „dorosłych”, nie dla „młodzieży”.
Dziewczynom oczywiście dziękuję za możliwość zapoznania się z kolejnym kawałkiem literatury :)

Tytuł: Karmin
Autor: Agnieszka Meyer
Wydanie:  Wydawnictwo MG, Kraków 2017
Liczba stron: 288
Gatunek: literatura kobieca, romans

Max, artysta-cieśla oraz odnawiająca stare księgi Selina wydają się być dla siebie stworzeni. Aż do kłótni, która wybucha niespodziewanie, sprawiając, że lądują w dwóch różnych zakamarkach świata. Ona we Włoszech, tonąca w książkach i objęciach tajemniczego Davida. On zaś w USA, próbując znaleźć szczęście w ramionach innej.

Agnieszka Meyer to osoba, której pisanie nie jest obce: wydała już e-booka z esejami, pisała do gazet i czasopism. „Karmin” jest jednak jej pierwszą powieścią i mimo, że autorka ma już jakieś doświadczenie w pracy nad słowem to niepisana reguła mówiąca o tym, że pisarz umie pisać po 3-4 książkach i u niej się sprawdza.
„Karmin” to powieść z bardzo konkretną inspiracją. Starodruki. Książka wydaje się być wokół tego słowa wręcz obudowana. Główna bohaterka się nimi interesuje, jeden z głównych bohaterów także. Doskonale widać, że to coś, co panią Meyer zafascynowało i być może dalej fascynuje. Niestety, sama inspiracja nie wystarczy: miało być o starodrukach, o tajemnicy, o czymś nienamacalnym... a wyszło właściwie trochę jak zwykle.
Nim jednak do tego przejdę, skupię się na stylu autorki, bo według mnie to największy problem „Karminu”. Jak już wspomniałam, powieść napisana została wokół słowa „starodruk”. I to niemal dosłownie. Skoro mamy stare teksty, tajemnicze i na swój sposób romantyczne to i styl powinien taki być, prawda? Agnieszka Mayer próbowała więc stylizować język na poetycki, piękny i delikatny jak skrzydełko motyla. Niestety, z nie najlepszym skutkiem.
Już na pierwszych stronach łapałam się za głowę, widząc „baobaby finansów”, albo „misterny wzór kolczyka sekretarki”, która kompletnie nic innego do fabuły nie wnosi, poza posiadaniem misternego wzoru na kolczyku. Meyer zdaje się nie znać umiaru w porównaniach, nader często zmuszając sowich bohaterów do nienaturalnych rozmyślań na filozoficzne tematy. A jak nie na filozoficzne, to o swojej przeszłości i o swoich bliskich, Przez to tempo powieści jest bardzo nikłe i niekiedy nużące. Mamy ogrom często kompletnie zbędnych opisów i wspomnień, a sama fabuła stoi w miejscu. Rozumiem, jaki był zamysł autorki, ale uważam, że prawdopodobnie brakuje jej jeszcze umiejętności, by takie coś zrobić dobrze. Tak po prostu.
Na całe szczęście najbardziej bolesny jest tylko początek książki. Bo albo ja się do stylu Meyer przyzwyczaiłam, albo im dalej w las tym tych zastojów jest mniej (choć i tak jest ich sporo). W każdym razie, choć było to męczące, dałam radę dobrnąć do końca. Podejrzewam, że taki styl pisania niektórym paniom bardzo się spodoba, aczkolwiek ja widzę tu po prostu braki warsztatowe.
Choć całość obraca się wokół słowa „starodruk” to nie oznacza, że fabuła obraca się wokół starodruków. Jeśli to jest jedyny powód, dla którego chcecie sięgnąć po tę książkę odradzam z ręką na sercu. Choć stare teksty są niezwykle ciekawe autorka stawia jednak na romans; starodruki to tylko coś, co naprawia Selina i coś, co pozwala na zbudowanie, nieco naciąganej, relacji z Davidem. Jednocześnie dodaje historii trochę tajemnicy i poza tym nie robią kompletnie nic. To jest dodatek, nie główny temat samej historii.
Muszę pochwalić autorkę za pewną wartość edukacyjną, którą ze sobą niesie. Czytając, możemy poznać kilka faktów na temat konserwowania papieru, manuskryptów, historii i zabytków. Nie jest tego za wiele, ale Meyer podaje nam trochę ciekawostek i mniej znanych miejsc, które możemy zwiedzić. To naprawdę spora wartość „Karminu” biorąc pod uwagę, że to przede wszystkim romans.
A właściwie nie romans: trzy romanse! W pewnym sensie przynajmniej. Max i Selina rozstają się w (według mnie) nieco głupich okolicznościach. Cóż, bywa, uznajmy, że w to wierzę, zwłaszcza, że nasz bohater jest bardzo gwałtowna postacią. Potem wyjeżdżają. Rozstają się i próbują zacząć nowe życie, ciągle wracając myślami do siebie. Szczerze mówiąc, samego Maxa po prostu nie polubiłam. Nie przepadam za gwałtownymi osobami, a on na dodatek ma w sobie sporo agresji. To człowiek, którego w realnym życiu miałabym ochotę wielokrotnie pobić, tak po prostu. Poza tym jego wątek jest po prostu dość zwyczajny i nudny.
Z Seliną sprawa ma się nieco inaczej. David, którego poznaje, to zdecydowanie najciekawsza postać w całej książce. Inteligencja i tajemniczość to w końcu coś, co po prostu musi przyciągać, prawda? :) Przy okazji to po prostu miły facet, a sama Selina wiedzie ciekawsze życie niż Max. W porównaniu do jego wątku, historia Davida i konserwatorki jest zdecydowanie ciekawsza. Niestety, nie jest to coś genialnego: jeśli ktoś zna choć trochę popkulturę szybko załapie, o co z tym tajemniczym mężczyzną chodzi i nagle okaże się, że jego motywy są po prostu dość nudne, bo typowe i powtarzalne.
Ostatecznie jednak, choć „Karmin” nie jest genialny to jest czymś więcej, niż typowym romansem. Widać w tym jakiś pomysł, widać chęć stworzenia czegoś niezwykłego; mimo wszystko, to nie jest tak sztampowa historia, jak mogłabym się spodziewać. Styl autorki sprawia jednak, że książka niekoniecznie jest przyjemna w odbiorze. Na dodatek brakuje mi w niej czegoś dodatkowego: jakiegoś szczegółu, tajemnicy związanej ze starodrukami. Może odrobiny kryminału? Albo romansu sprzed wieków? Spodziewałam się, że w „Karminie” będzie jeszcze jakiś dodatkowy wątek poza romansem, niestety, przeliczyłam się.
„Karmin” to lektura, która spodoba się przede wszystkim romantyczkom zakochanym w książkach i historii: nie wątpię, że do wielu takich osób książka w pełni trafi. Niestety, ja tym typem nie jestem. Przed książkę Agnieszki Meyer przebrnęłam, doceniłam to, co mogłam, ale wracać do niej na ten moment nie planuje.

* * *

Przesiadał się w Nowym Jorku niejako na własne życzenie – przegapił bezpośredni lot do Niemiec. Nawet nie był to zwyczajowy powód, czyli atak, po prostu źle odczytał godzinę.
– Idiotycznie – wymamrotał. W zasadzie nie śpieszył się, ale irytował go sam fakt skutku, jaki jedno błędne przesunięcie oczami po bilecie miało dla płynności jego podróży. Zdekoncentrowany przestał uważać na to, co się dzieje wokół niego. Stanął wraz z walizką i bagażem podręcznym przed stalowymi drzwiami widny mającej zabrać go na następny poziom lotniska, automatycznie omiatając wzrokiem stojących obok niego ludzi.

Fragment „Karminu” Agnieszki Meyer

19 komentarzy:

  1. Żadna ze mnie romantyczka niestety, więc pewnie taką powieść ze ślimaczącą się narracją rzuciłabym w kąt, niestety. Moja tolerancja romansów kończy się na "Dumie i uprzedzeniu" i "Jane Eyre" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, po okładce też myślałam, że to kryminał, a tu takie zaskoczenie. Ale nie, romans to zdecydowanie nie dla mnie, tak samo, jak Ewelina, toleruję co najwyżej Dumę i uprzedzenie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. O matko, już po tym zacytowanym przez Ciebie fragmencie z książki widzę, ile tam "upiększaczy" jest, także chyba rozumiem co miałaś na myśli pisząc o specyficznym stylu autorki i chyba bym dostała szewskiej pasji, gdyby tak rzeczywiście było przez całą książkę. ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz, tych upiększaczy w niektórych momentach jest zdecydowanie więcej XD

      Usuń
  4. Romantyczką nie jestem, romansów nie czytam i mi z tym dobrze :) Dlatego ja podziękuję. I do tego ten styl autorki... Chyba bym nie dała rady :P

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się dzisiaj nakręciłam na tę powieść, ale tak jak Ty niewiele o niej wiedziałam. Przeczytałam Twoją recenzję i powyższa książka mi po prostu zbrzydła. Bo my nie-romantyczki trzymamy się razem!

    OdpowiedzUsuń
  6. Rzeczywiście, okładka bardziej przypomina kryminał niż romans :) Szkoda, że historia Cię trochę rozczarowała :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno to nazwać jakimś wielkim rozczarowaniem. Miałam - przeczytałam i fajnie. Nie spodziewałam się nie wiadomo czego, a odmiana zawsze jest fajna, zwłaszcza, gdy czytasz głównie fantastykę, a w książki tego typu nie inwestujesz.

      Usuń
  7. Romanse to trochę nie moja bajeczka, więc podziękuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Patrząc na okładkę nie zainteresowalabym się książka, ale czytając recenzje zmieniam zdanie

    OdpowiedzUsuń
  9. Haha, ale ten tytuł potrafi zmylić :) mimo, że nie kryminał, to jednak wart uwagi :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak mnie boli ta okładka :c Wiem z jakiego rękopisu jest ta wstawka z lewej, co jeszcze powiększa mój estetyczny ból. To bardzo piękny rękopis i bardzo piękny styl iluminacji, a tu połączony z totalnie niepasującą czerwienią.
    Sięgnęłabym po tą książkę własnie dlatego, że sama interesuję się rękopisami, ale obawiam się, że niczego nowego bym się z niej nie nauczyła. Pisarze mają ta irytującą manierę, że ślizgają się po powierzchni tematu, przez co popełniają wiele błędów rzeczowych. Szkoda, to taki piękny temat (niekoniecznie tajemniczy) i bardzo wdzięczny, fajnie by było gdyby ktoś napisał naprawdę dobrą rzecz o rękopisach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam przekonana, że wydawca wrzucił sobie po prostu losowy wzorek... Warto wiedzieć, co to.
      To jest przede wszystkim romans, a nie coś, co głęboko porusza tę tematykę... Raczej nie znajdziesz tam tego, czego szukasz.

      Usuń
  11. Też pomyślałam na początku po okładce, że to kryminał.

    OdpowiedzUsuń
  12. O Boże te zdjęcia są przepiękne ;D
    A co do samej treści książki to nie wiem sama, z jednej strony mnie ciekawi, z drugiej się boję trochę, że się zawiodę :(
    Przemyślę i jak gdzieś zobaczę to może sięgnę:)

    Buziaki
    coraciemnosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. Książki nie planowałam raczej czytać i to się nie zmieni. Budzi we mnie odrobinę ciekawości, ale to jednak za mało żebym się w niej odnalazła. Jestem trochę romantyczna, ale po romanse sięgam nieczęsto.

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawie napisane. Gratuluję i pozdrawiam serdecznie !!!

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony