środa, 25 września 2019

Buffy: postrach wampirów. Sezon 1: Klasyka z końca lat 90.





W świecie, w którym czają się wampiry, musi istnieć równowaga. Szesnastoletnie Buffy (Sarah Michelle Gellar), wybrana na pogromczynie wampirów, musi pogodzić szkolne życie z wykonywaniem swojego przeznaczenia.



Buffy: postrach wampirów
sezon 1
serial fantasy, młodzieżowy
Stworzony w drugiej połowie lat 90. serial „Buffy: postrach wampirów” przeszedł już właściwie do pewnych klasyków, do których w powieściach urban fantasy, czy tych w inny sposób związanych z wampirami (np. paranormal romance) często się nawiązuje. Do tej pory jednak jedynie o nim słyszałam. Gdy wychodził, byłam zbyt mała, by zainteresować się serialem o istotach z piekła rodem, a potem po prostu nigdy na niego nie trafiłam. Źle jednak nie znać takich produkcji, gdy człowiek skupia się na literaturze fantastycznej, więc postanowiłam nadrobić przynajmniej pierwszy sezon.
Gdy zaczęłam oglądać tę produkcję przeszła mi przez myśl jedna, może głupia, ale przynajmniej dla mnie istotna rzecz. Dziewczynki będące w wieku nastoletnim na przełomie wieków mogły uwielbiać i podziwiać wyjątkową dziewczynę, która walczy z siłami ciemności. Te jednak, które – jak ja – w ten wiek weszły jakieś 10-15 lat później dostały papkę pod postacią paranormalnych romansów, w których co prawda występowały wampiry, ale raczej tylko w formie obiektów westchnień. Trochę szkoda, że ten konkretny rodzaj fantastycznego stworzenia ewoluował w tym kierunku, czyż nie?
Nie oznacza to oczywiście, że historia Buffy jest perfekcyjna. Po pierwsze, to stary serial, który dość mocno się zestarzał. Efekty specjalne często wyglądają raczej zabawnie, niż strasznie. Jego formuła jest typowo telewizyjna. Odcinki są krótkie i raczej opowiadają zamknięte historie, dlatego jeśli opuścicie jeden czy dwa odcinki, nic się nie stanie. Kluczowa fabuła rozgrywa się w tle, a relacje między postaciami nie są za mocno rozbudowywane. Nie ma w końcu nic dziwnego w tym, że w poprzednim odcinku Buffy nie wspominała słowem o jakimś chłopaku, a w następnym już go uwielbia i jest w nim zakochana, prawda?
Postacie też są raczej schematyczne. Nasza główna bohaterka to Mary Sue. Ładna, mądra, wysportowana, miła. Buffy nie ma właściwie jakiś bardzo konkretnych zainteresowań, czy cech. Jest po prostu pogromczynią wampirów, która czasem zachowuje się jak zbuntowana nastolatka, a czasem – jak rasowy zabójca. Wszystko zależy od tego, czego wymaga od niej scenariusz.
Buffy oczywiście otaczają przyjaciele. Giles (Anthony Head), bibliotekarz zajmujący się zbieraniem informacji dla naszej pogromczyni niby ma ją szkolić, ale w praktyce – tylko grzebie w książkach i czasem próbuje zastępować jej rodziców, bo mama bohaterki spychana jest na piętnasty plan. Xander (Nicholas Brendon) odgrywa rolę chłopaka zakochanego nie w tej osobie co trzeba, prędko lądując w friends zonie. Jest głupkowaty, ale odważny, gdy scenariusz tego wymaga. Willow (Alyson Hannigan) to chyba moja ulubiona postać z kręgu Buffy. Jest tą najnormalniejszą, cichą, ale miłą dziewczyną, której nie brakuje oleju w głowie i która raczej interesuje się tym, czym ma. Każdy w drużynie ma więc konkretne zadanie i konkretne miejsce, raczej nie próbując wychodzić ze swojego schematu.
Oczywiście mamy też Angela (David Boreanaz). Tego tajemniczego mężczyznę, który niewątpliwie był (i może dalej jest?) obiektem westchnień nastolatek. Mrukliwy, ale pomocny. Niby doskonały, ale jednak – też potrafiący się bać. Skomplikowany… ale właściwie to nie, widziałyśmy tego typa miliony razy na ekranie i w książkach, prawda, dziewczyny?
[SOPILER] Wątek z nim i Buffy skupia się oczywiście na wzajemnym zauroczeniu, które nie może nigdy się w pełni spełnić z powodu wampiryzmu zainteresowanego. Można byłoby rzec – w scenach, w których występuje ta dwójka dostajemy po prostu „Zmierzch”. Jednakże, z kilkoma zmianami, z których część wypada lepiej, a część gorzej od powieści Meyer.
Gorzej na pewno wypada samo budowanie relacji między tą dwójką, bo poza wymianą pojedynczych zdań, nic się między nimi nie dzieje. Gorzej, bo Angel ma ponad 200, a nie ponad 100 lat i przeżył więcej, niż Edward, a wciąż zakochuje się w niekoniecznie bardzo dojrzałem 16 latce. Lepiej – bo sam koncept wampiryzmu w „Buffy…” jest o wiele ciekawszy i gdyby ten serial był tworzony dzisiaj, wyobrażam sobie furtkę, w której z tego mogłoby wyjść coś naprawdę ciekawego. [KONIEC SPOILERA]
Współcześnie „Buffy: postrach wampirów” jest bardzo, bardzo sztampowym serialem młodzieżowym, który nie wygląda za dobrze w obrazku i który dostosowany jest to oglądania raz na tydzień w tle, przy odrabianiu zadań domowych, a nie do połykania wszystkich sezonów na raz w pełnym skupieniu. Co najmniej połowa odcinków w sezonie pierwszym to zapychacze, w którym to bohaterowie muszą borykać się z typowymi, szkolnymi problemami i z pomniejszymi zjawami, demonami, duchami itd., itp. Zgaduję jednak, że gdy wychodził, był jednym z niewielu tego typu produkcji dla nastolatków i mógł robić wrażenie. Dziś więc jest to raczek produkcja, którą można nadrobić w ramach poszerzenia popkulturowej świadomości, ale nie pasjonująca historia, którą człowiek pochłonie w całości. W każdym razie, jeśli będę miała chwilę, chętnie nadrobię kolejne sezony, puszczając je w „tle”. Być może im nasza bohaterka będzie starsza, tym poważniejsza stanie się ta produkcja?



4 komentarze:

  1. Pamiętam, jak zawsze płakałam w podstawówce, że gdy wracam ze szkoły to Buffy się akurat kończy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kiedy ten serial święcił triumfy w polskiej telewizji miałam raptem kilka lat i nie byłam za bardzo nim zainteresowana ;). Potem widziałam kilka pojedynczych odcinków, ale też się nie wciągnęłam i chyba nie zamierzam tego nadrabiać.
    Ciekawe i bardzo trafne jest natomiast Twoje porównanie tego serialu do "Zmierzchu", bo w sumie mamy tu taki paranormal romance w wersji dla nastolatek, więc ten sam gatunek ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że jednak "Buffy" nie opiera się tylko na romansach i to ją trochę ratuje.

      Usuń
  3. Mam podobnie jak ty - jak wyszedł byłam kompletnie nie zainteresowana, w sumie nigdy nie obejrzałam i choć planuję nadrobić i zobaczyć, na co był ten cały szał, to jakoś nie mogę się zebrać :)

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony