Lubię słowiańskie klimaty i na początku myślałam, że będę mogła po nią sięgnąć, ale raczej sobie ją odpuszczę Myślę, że te wady, na których się skupiłaś irytowałyby mnie zbyt mocno.
To chyba najgorszy sposób, w jaki książka może rozczarować :/ Ja z kolei ostatnio staram się unikać polskich autorów piszących o światach inspirowanych słowiańskim folklorem. Chyba mam jakiś uraz. Zawsze przy takich lekturach mam wrażenie, że wszystkie są na jedno kopyto i generalnie wyglądają jak wyjątkowo udane fanfiction "Wiedźmina", a nie nawet jak przeciętna, jakoś tam udana powieść.
Patykiewicza dotąd nic nie czytałem, ale nie zachęciłaś :P. Zwłaszcza tymi katolikami - to wygląda prawie jak jakiś żart z czytelnika. A skojarzyło mi się z niesławnym serialem "Wiedźmin" - tam jak płonie świątynia w Ellander (pomińmy bezsens fabularny), słychać okrzyki "Jezu, pali się" :D
Pomijając już to, że Patykiewicz jest bardzo słaby na poziomie budowania zdania - typową przypadłością jego powieści i opowiadań jest to, że zaczyna się dobrze, a kończy żałośnie.
I taka bardzo zabawna rzecz - ten facet ma wielki problem z napisaniem wyrazu "usta", w dziewięciu przypadkach na dziesięć napisze "wargi". Tak przypomniało mi się, bo znowu te wargi widzę na wrzuconym przez Ciebie fragmencie.
Ta konkretna powieść Patykiewicza u mnie jest w ANTY-TOP 5 polskiej fantastyki. Autor może uznać za sukces, że jest to miejsce piąte, a nie pierwsze...
Dziwi mnie, że po "Złym brzegu" nie wyleciał z pisania w ogóle i że jednak SQN dało mu szansę. xD Szczególnie, że jakiegoś mocnego rozwoju między debiutem (któremu można sporo wybaczyć), a kolejnymi książkami nie ma. Niby w tym przypadku "wargi" nie bolą, ale faktycznie, może coś w tym jest. Ja chyba jednak czytałam gorsze rzeczy. XD Pomijam, że amerykańskie młodzieżówki są często w ogóle poza skalą, ale mam na półce trochę takich bezsensownych, polskich rzeczy, kupionych za grosze na wyprzedaży.
Huh, Michalak z jednej strony bym przeczytała, by się pośmiać, ale z drugiej... papieru kupić nie kupię, a czytanie tego na laptopie mija się z celem. Po co wzrok niszczyć.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Lubię słowiańskie klimaty i na początku myślałam, że będę mogła po nią sięgnąć, ale raczej sobie ją odpuszczę Myślę, że te wady, na których się skupiłaś irytowałyby mnie zbyt mocno.
OdpowiedzUsuńTo nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńTo chyba najgorszy sposób, w jaki książka może rozczarować :/ Ja z kolei ostatnio staram się unikać polskich autorów piszących o światach inspirowanych słowiańskim folklorem. Chyba mam jakiś uraz. Zawsze przy takich lekturach mam wrażenie, że wszystkie są na jedno kopyto i generalnie wyglądają jak wyjątkowo udane fanfiction "Wiedźmina", a nie nawet jak przeciętna, jakoś tam udana powieść.
OdpowiedzUsuńGdyby "Wiedźmin" był jakoś szczególnie słowiański... :P
UsuńPatykiewicza dotąd nic nie czytałem, ale nie zachęciłaś :P. Zwłaszcza tymi katolikami - to wygląda prawie jak jakiś żart z czytelnika. A skojarzyło mi się z niesławnym serialem "Wiedźmin" - tam jak płonie świątynia w Ellander (pomińmy bezsens fabularny), słychać okrzyki "Jezu, pali się" :D
OdpowiedzUsuńNawet tego nie pamiętam szczerze mówiąc. xD Ale ja chyba serialu nie widziałam. Poprzestałam na filmie.
UsuńPomijając już to, że Patykiewicz jest bardzo słaby na poziomie budowania zdania - typową przypadłością jego powieści i opowiadań jest to, że zaczyna się dobrze, a kończy żałośnie.
OdpowiedzUsuńI taka bardzo zabawna rzecz - ten facet ma wielki problem z napisaniem wyrazu "usta", w dziewięciu przypadkach na dziesięć napisze "wargi". Tak przypomniało mi się, bo znowu te wargi widzę na wrzuconym przez Ciebie fragmencie.
Ta konkretna powieść Patykiewicza u mnie jest w ANTY-TOP 5 polskiej fantastyki. Autor może uznać za sukces, że jest to miejsce piąte, a nie pierwsze...
Dziwi mnie, że po "Złym brzegu" nie wyleciał z pisania w ogóle i że jednak SQN dało mu szansę. xD Szczególnie, że jakiegoś mocnego rozwoju między debiutem (któremu można sporo wybaczyć), a kolejnymi książkami nie ma.
UsuńNiby w tym przypadku "wargi" nie bolą, ale faktycznie, może coś w tym jest.
Ja chyba jednak czytałam gorsze rzeczy. XD Pomijam, że amerykańskie młodzieżówki są często w ogóle poza skalą, ale mam na półce trochę takich bezsensownych, polskich rzeczy, kupionych za grosze na wyprzedaży.
Mi się przypomina Ferrin, Katarzyny Michalak. Ona w ogóle pisać nie potrafi, a próba napisania przez nią fantasy ... Straszno i śmieszni xd
UsuńHuh, Michalak z jednej strony bym przeczytała, by się pośmiać, ale z drugiej... papieru kupić nie kupię, a czytanie tego na laptopie mija się z celem. Po co wzrok niszczyć.
UsuńA ja lubię pana Piotra, choć na tę konkretną pozycję nie mam ochoty :D
OdpowiedzUsuń