Słyszałam same dobre opinie o tej książce i tak czułam, że gdzieś musi być haczyk! Całą tą młodzieżowością i feminizmem wplatanym na siłę autorka mogła sobie strzelić w kolano. Szkoda, że nie jest to debiut, któremu można byłoby wybaczyć brak warsztatu.
Ale sam fakt, że Shannon tak bardzo ekscytuje się swoim dziełem widzę jako coś pozytywnego! Nie znoszę zblazowanych autorów, którzy nie cieszą się z wydawanej właśnie pozycji.
Na książkę pieniędzy nie wydam, skoro takie kwiatki się w niej znajdują. Ale jako fanka smoków jednak gdzieś ją dopisuję na marginesie listy książek do przeczytania.
Odnoszę wrażenie, że Shannon po prostu pisanie dla młodzieży przychodzi naturalnie - to wygląda tak, jakby nigdy się nie nauczyła tworzyć dla dorosłego czytelnika. Ale kto wie, może kiedyś. Ta ekscytacja jest jak najbardziej pozytywna. Tyle tylko, że naprawdę chciałabym, aby za tym szedł warsztat. Jak by co - nadmiaru smoków w tej książce w sumie nie ma. Pojawiają się, ale to nie tak, że są głównymi bohaterami.
Masz rację, jak warsztat jest dobry to i inne mankamenty się wybaczy. Muszę się sama zapoznać z jej twórczością i zobaczymy, co mi z tego wyjdzie ;) A smoki, nawet w tle, i tak kupię ;)
Chyba sobie daruje - zwłaszcza, że nachalny feminizm ciężko mi podchodzi (a mam wrażenie, że z tym właśnie mamy tu do czynienia). Inne braki o których wspomniałaś, również nie zachęcają :P. Ale będę autorkę obserwował - może się wyrobi, to wtedy sięgnę. W sumie, może i po to sięgnę. Ale z biblioteki, jak już, bo własnych pieniędzy to mi szkoda :P.
Co tu kryć, trochę tu tego nachalnego feminizmu faktycznie jest, co w polskim tłumaczeniu dodatkowo negatywnie się wybija. Np. w powieści występuje słowo "Queendom", co w języku angielskim ma w sumie sens - skoro królowe zawsze władały państwem to oczywiście, że nie dostało oficjalnej nazwy od króla. W Polsce mamy... królowiectwo. Co w moich uszach brzmi jak wymyślone na siłę słowo, które wcale z królową mi się nie kojarzy. Co gorsza, tam gdzie w oryginale jest "royal" (ponoć), tam w Polskiej wersji jest "królowiecki". Sprawdzić możesz, tragedii nie ma, czyta się to naprawdę całkiem płynnie. Ale to w dalszym ciągu nowoczesna powieść młodzieżowa.
Aj, straszne potworki :P. Nawet u Jordana, gdzie też było królestwo, w którym było dziedziczenie po kądzieli, nie było czegoś takiego jak "Queendom". Nawiasem mówiąc, Jordana bardzo polecam ;)
Wiesz, on wyraźnie nie był aż tak przełomowy. XD Może kiedyś się uda, ale popkultury jest za dużo, by znać wszystko. :( Zauważyłam, że ostatnio z "nowych" autorów sięgam albo po rzeczy, które trafiają do mnie trochę z przypadku (recenzenckie, promki itd.), albo jak się z kimś przez dłuższy czas opatrzę i stopniowo rodzi się we mnie chęć poznania twórczości. A tak zbieram cykle, które mam rozpoczęte.
Nie był, chociaż jak na amerykańskiego, białego faceta, który, o zgrozo, ćmił fajkę, to i tak jego cykl jest bardzo kobiecy :P. Strzelam, że mógłby może nawet spodobać się pani Shannon (jak feminizm nie wszedł za mocno). W tym sensie, że jest sporo silnych charakterem kobiet. Jednak, trzeba też dodać, że są zróżnicowane - są w tym gronie zarówno idiotki, ale mające przebicie, jak i rzeczywiście bardzo inteligentne i pełnokrwiste postacie. Powiedziałbym, że Jordan to już bardziej klasyka fantasy (na pewno anglosaskiej). Teraz Zysk wznawia, jak coś :P
Nawet feministyczny Martin ma przecież takie bohaterki. Danki chyba nawet on nie lubi do końca. W ZDP podział jest niestety za prosty na odcienie szarości. Może być klasykiem, ale nie zwróciłam na niego uwagi wcześniej, więc jest wśród tych "nowych". :P
Mam problem z tą książką - z jednej strony masa pozytywnych opinii, z drugiej już nie tak bardzo. Mimo wszystko jestem na tyle ciekawa, że chyba po nią sięgnę.
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Oooo, a dopiero co zastanawiałem się nad zakupem. Dzięki - zaoszczędziłem parę groszy :D
OdpowiedzUsuńI trochę miejsca na półce też, to jest naprawdę długa książka. XD
UsuńRaczej wypożyczę, ale jestem ciekawa. Świadoma błędów autprki pewnie z większym dystansem podejdę do lektury ;)
OdpowiedzUsuńGrunt, to nastawiać się na coś dla młodzieży. :)
UsuńSłyszałam same dobre opinie o tej książce i tak czułam, że gdzieś musi być haczyk! Całą tą młodzieżowością i feminizmem wplatanym na siłę autorka mogła sobie strzelić w kolano. Szkoda, że nie jest to debiut, któremu można byłoby wybaczyć brak warsztatu.
OdpowiedzUsuńAle sam fakt, że Shannon tak bardzo ekscytuje się swoim dziełem widzę jako coś pozytywnego! Nie znoszę zblazowanych autorów, którzy nie cieszą się z wydawanej właśnie pozycji.
Na książkę pieniędzy nie wydam, skoro takie kwiatki się w niej znajdują. Ale jako fanka smoków jednak gdzieś ją dopisuję na marginesie listy książek do przeczytania.
Odnoszę wrażenie, że Shannon po prostu pisanie dla młodzieży przychodzi naturalnie - to wygląda tak, jakby nigdy się nie nauczyła tworzyć dla dorosłego czytelnika. Ale kto wie, może kiedyś.
UsuńTa ekscytacja jest jak najbardziej pozytywna. Tyle tylko, że naprawdę chciałabym, aby za tym szedł warsztat. Jak by co - nadmiaru smoków w tej książce w sumie nie ma. Pojawiają się, ale to nie tak, że są głównymi bohaterami.
Masz rację, jak warsztat jest dobry to i inne mankamenty się wybaczy. Muszę się sama zapoznać z jej twórczością i zobaczymy, co mi z tego wyjdzie ;) A smoki, nawet w tle, i tak kupię ;)
UsuńChyba sobie daruje - zwłaszcza, że nachalny feminizm ciężko mi podchodzi (a mam wrażenie, że z tym właśnie mamy tu do czynienia). Inne braki o których wspomniałaś, również nie zachęcają :P. Ale będę autorkę obserwował - może się wyrobi, to wtedy sięgnę.
OdpowiedzUsuńW sumie, może i po to sięgnę. Ale z biblioteki, jak już, bo własnych pieniędzy to mi szkoda :P.
Co tu kryć, trochę tu tego nachalnego feminizmu faktycznie jest, co w polskim tłumaczeniu dodatkowo negatywnie się wybija. Np. w powieści występuje słowo "Queendom", co w języku angielskim ma w sumie sens - skoro królowe zawsze władały państwem to oczywiście, że nie dostało oficjalnej nazwy od króla. W Polsce mamy... królowiectwo. Co w moich uszach brzmi jak wymyślone na siłę słowo, które wcale z królową mi się nie kojarzy. Co gorsza, tam gdzie w oryginale jest "royal" (ponoć), tam w Polskiej wersji jest "królowiecki".
UsuńSprawdzić możesz, tragedii nie ma, czyta się to naprawdę całkiem płynnie. Ale to w dalszym ciągu nowoczesna powieść młodzieżowa.
Aj, straszne potworki :P. Nawet u Jordana, gdzie też było królestwo, w którym było dziedziczenie po kądzieli, nie było czegoś takiego jak "Queendom". Nawiasem mówiąc, Jordana bardzo polecam ;)
UsuńWiesz, on wyraźnie nie był aż tak przełomowy. XD Może kiedyś się uda, ale popkultury jest za dużo, by znać wszystko. :( Zauważyłam, że ostatnio z "nowych" autorów sięgam albo po rzeczy, które trafiają do mnie trochę z przypadku (recenzenckie, promki itd.), albo jak się z kimś przez dłuższy czas opatrzę i stopniowo rodzi się we mnie chęć poznania twórczości. A tak zbieram cykle, które mam rozpoczęte.
UsuńNie był, chociaż jak na amerykańskiego, białego faceta, który, o zgrozo, ćmił fajkę, to i tak jego cykl jest bardzo kobiecy :P. Strzelam, że mógłby może nawet spodobać się pani Shannon (jak feminizm nie wszedł za mocno).
UsuńW tym sensie, że jest sporo silnych charakterem kobiet. Jednak, trzeba też dodać, że są zróżnicowane - są w tym gronie zarówno idiotki, ale mające przebicie, jak i rzeczywiście bardzo inteligentne i pełnokrwiste postacie.
Powiedziałbym, że Jordan to już bardziej klasyka fantasy (na pewno anglosaskiej). Teraz Zysk wznawia, jak coś :P
Nawet feministyczny Martin ma przecież takie bohaterki. Danki chyba nawet on nie lubi do końca. W ZDP podział jest niestety za prosty na odcienie szarości.
UsuńMoże być klasykiem, ale nie zwróciłam na niego uwagi wcześniej, więc jest wśród tych "nowych". :P
Mam problem z tą książką - z jednej strony masa pozytywnych opinii, z drugiej już nie tak bardzo. Mimo wszystko jestem na tyle ciekawa, że chyba po nią sięgnę.
OdpowiedzUsuń