>Autorka w pierwszej części często wspomina np. o mężczyznach trzymających ze sobą „sztamę” i nie wpuszczających kobiet do swojego grona<
Czytałem jakieś artykuły tej pani - ona jest chora, jej należy współczuć. Jej artykuły są naszpikowane idiotyczną lewacką nowomową. Jeśli jakieś opowiadanie kobiety jest krytykowane, to - wg tej pani - nigdy dlatego, że po prostu jest do dupy, tylko zawsze dlatego, że kobiety wykluczane są przez męskie środowisko pisarzy i męskie środowisko czytelników/krytyków ("genderowe uwikłanie krytyków"). Dziwne, że nie są wykluczane i nigdy nie były pisarki fantasy, a to dokładnie to samo środowisko.
O paranoi Głowackiej może świadczyć to, co smarowała o opowiadaniu Liedtke. Otóż zostało ono zjechane przez Oramusa i Parowskiego, ale przez Parowskiego łagodniej - Głowacka doszukuje się tu "spisku", mającego na celu ocieplenie wizerunku Parowskiego...
W każdym razie, jakoś kobiety nader rzadko pisują SF i dotąd nie powstała żadna polska kobieca SF, którą można by postawić obok Lema, Dukaja czy Huberatha. Chyba że za SF uznamy "Przedksiężycowych" Anny Kańtoch - ale tu mam wątpliwości (inna rzecz, że nie potrafię też tego "otagować" jednoznacznie jako fantasy; jest to powieść wymykająca się szufladkowaniu). Nie wiem dlaczego, ale tak po prostu jest, że kobiety - przynajmniej w Polsce - dotąd raczej unikają czystej SF, pisują fantasy lub miksty SF i fantasy (np. bardzo dobry "Zakon Krańca Świata" Kossakowskiej). Kobiety zresztą nie tylko rzadko pisują SF, ale chyba też rzadko ją czytają. Teraz to się zmienia, ale z lat 80-90 nie kojarzę ani jednej znajomej, która sięgałaby po takową literaturę.
Ale nie pamiętam też, żeby jakąkolwiek rolę w ocenianiu pełniło kryterium płci - to dopiero teraz wymyślają nawiedzone feministki spod lewej ściany. Kiedyś się czytało fantastykę - a nie mężczyznę czy kobietę. Szkoda tylko, że producentki takich bezwartościowych wypocin wprowadza się w charakterze naukowczyń do uczelni.
A do podobnych bzdur Natalii Lemann odniósł się w Sfinksie Konrad Lewandowski - wrzucił ten tekst na swojego bloga: http://przewodas.pl/kumpele-zony-i-kochanki/
Ja po to sięgnęłam, bo książka była wspominana w "Historiach fandomowych", a pilnie chciałam sobie uzupełnić bibliografie, więc szczególnego rizerczu przed tym faktem nie robiłam. Ale nie oszukujmy się, teraz nawet wielkiej ochoty na niego nie mam. Mnie w tej książce rozbrajało też trochę to, że ona atakuje nie tylko mężczyzn, ale też kobiety o bardziej konserwatywnych poglądach, uznając, że ich opinia bierze się z np. chęci przypodobania się facetom. No błagam, z jednej strony umniejsza opinii mężczyzn, ale pisarki też obraża, więc to jest... bez sensu. xD
Kobiety po prostu mniej SF lubią i tyle. Rzadziej są nim zainteresowane, więc i jak mają je pisać? By sięgnąć po gatunek, trzeba się nim najpierw trochę zajarać. Znając ludzi z bookstagrama, mam wśród znajomych czytelniczki SF, ale tak "in real life" chyba też nikogo szczególnie nie kojarzę, choć ogólnie wokół mnie nie ma zbyt wielu czytelników po prostu.
Wydaje mi się, że "kryterium płci" jest czasem lekko widoczne w np. starych opiniach Parowskiego z lat 80., ale ja bym to raczej traktowała jako przesadę wynikającą z emocji spowodowanych niepodobającą się mu książką. Nie doszukiwałabym się tam drugiego dna związanego z chęcią zniszczenia kobiet piszących fantastykę. Poza tym o ile on krytykował np. Brzezińską to taką Białołęcką chwalił, a pierwszy lesbijski tekst na łamach NF też pojawił się dzięki niemu, za co mu się oberwało. xD
Też mam sporo problemów z tą książką. Przede wszystkim to, że wydaje mi się, że dawno temu powstała teza i wszystko jej podporządkowano. Mój doktorat miał dotyczyć twórczości Górskiej i jak tak patrzyłam na rozdział Głowackiej i na materiały źródłowe, to mi się to rozjeżdżało, a przecież często korzystałyśmy z tych samych źródeł.
Czytałaś "Z getta do maistreamu" Kaczor? To o fantasy, ale kawał naprawdę dobrej analizy i przedstawienia historii w Polsce.
No właśnie tak to z tą tezą trochę wygląda. :/ Dzięki za informację, bo ja Górskiej w ogóle nie znam właśnie, a skoro mówisz, że się rozjeżdżało... Nie, tam jeszcze nie dotarłam, ale może przy kolejnych zakupach? Zobaczę. Tu głównie interesował mnie konflikt na linii Parowski-pisarki, więc taka książka wydała się oczywistością do zakupu.
W Internecie można znaleźć również recenzję książki Marii Głowackiej, która jest rzetelnym podejściem do tematu. Jej Autorka, Aleksandra Klęczar, badaczka, posiada wiedzę w zakresie literatury przedmiotu i podmiotu, w przeciwieństwie do Autorki powyżej "recenzji". Należałoby jednak zgłębić temat. Co prawda, Autorka przyznaje się do niewiedzy - zatem na jakiej bazie podejmuje się krytyki? Przytaczam link: https://ninedin.home.blog/tag/maria-glowacka/
Przepraszam, ale w którym miejscu tego bloga jest informacja o tym, że to profesjonalne i rzetelne recenzenckie źródło? Jako odbiorca mam pełne prawo do wyrażania swojej opinii i krytyki, niezależnie od poziomu wiedzy. W końcu o to chodzi w wolności słowa. Nikt nie opłaca mi badań, nikt też mi za tę książkę nie zapłacił (jeśli bym ją dostała to byłaby adekwatna informacja), nikt mi nie opłacił pisania o niej, blog nie jest w żaden sposób zmonetyzowany - także jak się komuś moja wolna amerykanka nie podoba to nie musi to zaglądać i tyle. ;)
Praca Głowackiej jest ordynarnie zakłamanym paszkwilem, opartym na pomijaniu niewygodnych faktów i naginaniu pozostałych pod ideologiczną tezę. Może przestańcie wreszcie udawać, że nie widzicie krytyki Głowackiej! Choćby tu: http://przewodas.pl/polemika-z-marta-glowacka/ Naprawdę było tak: http://przewodas.pl/kumpele-zony-i-kochanki/ Przewodas
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
>Autorka w pierwszej części często wspomina np. o mężczyznach trzymających ze sobą „sztamę” i nie wpuszczających kobiet do swojego grona<
OdpowiedzUsuńCzytałem jakieś artykuły tej pani - ona jest chora, jej należy współczuć. Jej artykuły są naszpikowane idiotyczną lewacką nowomową. Jeśli jakieś opowiadanie kobiety jest krytykowane, to - wg tej pani - nigdy dlatego, że po prostu jest do dupy, tylko zawsze dlatego, że kobiety wykluczane są przez męskie środowisko pisarzy i męskie środowisko czytelników/krytyków ("genderowe uwikłanie krytyków"). Dziwne, że nie są wykluczane i nigdy nie były pisarki fantasy, a to dokładnie to samo środowisko.
O paranoi Głowackiej może świadczyć to, co smarowała o opowiadaniu Liedtke. Otóż zostało ono zjechane przez Oramusa i Parowskiego, ale przez Parowskiego łagodniej - Głowacka doszukuje się tu "spisku", mającego na celu ocieplenie wizerunku Parowskiego...
W każdym razie, jakoś kobiety nader rzadko pisują SF i dotąd nie powstała żadna polska kobieca SF, którą można by postawić obok Lema, Dukaja czy Huberatha. Chyba że za SF uznamy "Przedksiężycowych" Anny Kańtoch - ale tu mam wątpliwości (inna rzecz, że nie potrafię też tego "otagować" jednoznacznie jako fantasy; jest to powieść wymykająca się szufladkowaniu). Nie wiem dlaczego, ale tak po prostu jest, że kobiety - przynajmniej w Polsce - dotąd raczej unikają czystej SF, pisują fantasy lub miksty SF i fantasy (np. bardzo dobry "Zakon Krańca Świata" Kossakowskiej). Kobiety zresztą nie tylko rzadko pisują SF, ale chyba też rzadko ją czytają. Teraz to się zmienia, ale z lat 80-90 nie kojarzę ani jednej znajomej, która sięgałaby po takową literaturę.
Ale nie pamiętam też, żeby jakąkolwiek rolę w ocenianiu pełniło kryterium płci - to dopiero teraz wymyślają nawiedzone feministki spod lewej ściany. Kiedyś się czytało fantastykę - a nie mężczyznę czy kobietę. Szkoda tylko, że producentki takich bezwartościowych wypocin wprowadza się w charakterze naukowczyń do uczelni.
A do podobnych bzdur Natalii Lemann odniósł się w Sfinksie Konrad Lewandowski - wrzucił ten tekst na swojego bloga:
http://przewodas.pl/kumpele-zony-i-kochanki/
Ja po to sięgnęłam, bo książka była wspominana w "Historiach fandomowych", a pilnie chciałam sobie uzupełnić bibliografie, więc szczególnego rizerczu przed tym faktem nie robiłam. Ale nie oszukujmy się, teraz nawet wielkiej ochoty na niego nie mam. Mnie w tej książce rozbrajało też trochę to, że ona atakuje nie tylko mężczyzn, ale też kobiety o bardziej konserwatywnych poglądach, uznając, że ich opinia bierze się z np. chęci przypodobania się facetom. No błagam, z jednej strony umniejsza opinii mężczyzn, ale pisarki też obraża, więc to jest... bez sensu. xD
UsuńKobiety po prostu mniej SF lubią i tyle. Rzadziej są nim zainteresowane, więc i jak mają je pisać? By sięgnąć po gatunek, trzeba się nim najpierw trochę zajarać. Znając ludzi z bookstagrama, mam wśród znajomych czytelniczki SF, ale tak "in real life" chyba też nikogo szczególnie nie kojarzę, choć ogólnie wokół mnie nie ma zbyt wielu czytelników po prostu.
Wydaje mi się, że "kryterium płci" jest czasem lekko widoczne w np. starych opiniach Parowskiego z lat 80., ale ja bym to raczej traktowała jako przesadę wynikającą z emocji spowodowanych niepodobającą się mu książką. Nie doszukiwałabym się tam drugiego dna związanego z chęcią zniszczenia kobiet piszących fantastykę. Poza tym o ile on krytykował np. Brzezińską to taką Białołęcką chwalił, a pierwszy lesbijski tekst na łamach NF też pojawił się dzięki niemu, za co mu się oberwało. xD
Też mam sporo problemów z tą książką. Przede wszystkim to, że wydaje mi się, że dawno temu powstała teza i wszystko jej podporządkowano. Mój doktorat miał dotyczyć twórczości Górskiej i jak tak patrzyłam na rozdział Głowackiej i na materiały źródłowe, to mi się to rozjeżdżało, a przecież często korzystałyśmy z tych samych źródeł.
OdpowiedzUsuńCzytałaś "Z getta do maistreamu" Kaczor? To o fantasy, ale kawał naprawdę dobrej analizy i przedstawienia historii w Polsce.
No właśnie tak to z tą tezą trochę wygląda. :/ Dzięki za informację, bo ja Górskiej w ogóle nie znam właśnie, a skoro mówisz, że się rozjeżdżało...
UsuńNie, tam jeszcze nie dotarłam, ale może przy kolejnych zakupach? Zobaczę. Tu głównie interesował mnie konflikt na linii Parowski-pisarki, więc taka książka wydała się oczywistością do zakupu.
W Internecie można znaleźć również recenzję książki Marii Głowackiej, która jest rzetelnym podejściem do tematu. Jej Autorka, Aleksandra Klęczar, badaczka, posiada wiedzę w zakresie literatury przedmiotu i podmiotu, w przeciwieństwie do Autorki powyżej "recenzji". Należałoby jednak zgłębić temat. Co prawda, Autorka przyznaje się do niewiedzy - zatem na jakiej bazie podejmuje się krytyki? Przytaczam link:
OdpowiedzUsuńhttps://ninedin.home.blog/tag/maria-glowacka/
Przepraszam, ale w którym miejscu tego bloga jest informacja o tym, że to profesjonalne i rzetelne recenzenckie źródło? Jako odbiorca mam pełne prawo do wyrażania swojej opinii i krytyki, niezależnie od poziomu wiedzy. W końcu o to chodzi w wolności słowa. Nikt nie opłaca mi badań, nikt też mi za tę książkę nie zapłacił (jeśli bym ją dostała to byłaby adekwatna informacja), nikt mi nie opłacił pisania o niej, blog nie jest w żaden sposób zmonetyzowany - także jak się komuś moja wolna amerykanka nie podoba to nie musi to zaglądać i tyle. ;)
UsuńPraca Głowackiej jest ordynarnie zakłamanym paszkwilem, opartym na pomijaniu niewygodnych faktów i naginaniu pozostałych pod ideologiczną tezę. Może przestańcie wreszcie udawać, że nie widzicie krytyki Głowackiej! Choćby tu:
OdpowiedzUsuńhttp://przewodas.pl/polemika-z-marta-glowacka/
Naprawdę było tak:
http://przewodas.pl/kumpele-zony-i-kochanki/
Przewodas