czwartek, 16 kwietnia 2020

Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu: Zbrodnia w wiktoriańskim Londynie




Wiktoriański Londyn. Clovis LaFay, nekromanta ze znamienitego rodu, na prośbę przyjaciela, Johna, dołącza do Scotland Yardu jako specjalista do spraw osób umarłych. Mężczyźni zaczynają wspólnie pracować nad zagadkami. W tym samym czasie Clovis odkrywa, że siostra Johna, Alicja, ma niewątpliwy potencjał magiczny. Jako, że oficjalne nauczanie magii jest niedostępne dla kobiet, LaFay zaczyna pełnić rolę jej mentora.
Tytuł: Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu
Autor: Anna Lange
Liczba stron: 448
Gatunek: fantasy, alternatywna historia
Wydanie: SQN, Kraków 2016

Dobrze pamiętam, że gdy „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotland Yardu” zostały wydane, podchodziłam do tej książki jak pies do jerze. Eee, to brzmi jak kolejna młodzieżówka z dzieciakiem w roli głównej – myślałam sobie. I choć kusiło mnie, by kiedyś książkę sprawdzić, ta myśl sprawiła, że wiecznie było mi szkoda na nią czasu i finansów. Aż w końcu trafiła w moje ręce. I wiecie co? Jeśli czytaliście to wiecie. Troszeczkę się pomyliłam.
„Clovis LaFay…” to może i debiut, ale na pewno nie jest książką typowo młodzieżową, ani też niekompetentną i głupią. Przeciwnie wręcz. O tak porządną pierwszą książkę naprawdę trudno. Bo choć może ideałem nie jest, to jako rozrywkowe fantasy sprawdza się znakomicie.
Przede wszystkim dostajemy od autorki grupę naprawdę sympatycznych bohaterów. Clovis to pozornie bogaty dzieciak, ale mimo wszystko swoje o życiu wie. Potrafi być leniwy, ale gdy się na czymś zna to jest kompetentnym specjalistą. To dobra dusza, może trochę naiwna, którą chciałoby się mieć w roli własnego przyjaciela. John jest w pewnym sensie jego przeciwieństwem. Twardo stoi na własnych nogach, jest konkretniejszy i zdecydowanie mniej rozmarzony, ale ma swoją moralność i dobre serce. Alicja to zaś dość typowa postać wyrastająca poza swoją epokę. Ambitna dziewczyna, która nie do końca potrafi zrozumieć, dlaczego sam fakt bycia kobietą sprawia, że nie może tego czy tamtego. Niemniej, nie zostało to podane w przesadny sposób. Alicja nie jest typem kompletniej buntowniczki; raczej po prostu nie waha się korzystać z okazji, jeśli życie jej takową daje.
Bohaterowie potrafią więc naprawdę zauroczyć. Zauroczyć też może sam świat. Zwykle magiczny i steampunkowy, a’la wiktoriański Londyn kojarzy mi się z kiczem, ale nie w tym przypadku. Być może Lange nie ma rozmachu Tolkiena, ale sensownie ustanawia zasady i wpasowuje magię w nasze realia, zmieniając je odrobinę. Ale też nie do przesady: „Clovi LaFay…” jest dalej powieścią osadzoną w naszym świecie. To urban fantasy, jedynie przeniesione do wiktoriańskich czasów. Nie oszukujmy się – to ma swój unikatowy klimat.
Językowo Lange też jest całkiem niezła. Nie ma w jej stylu infantylności. Ma adekwatny ciężar, ale nie przytłacza. Może nie należy do nadmiernie poetyckich, ale jednocześnie zachowuje klimat bardziej historycznej ery. Nie oszukujmy się, gdyby pod kątem językowym ta książka była po prostu zła – nie czytałoby mi się jej tak dobrze.
Mimo tego tu zaczynają się już drobne schody. Bo jeśli miałabym się do czegoś w tej powieści przyczepić to między innymi do doboru scen przez autorkę. Lange w wielu momentach sięga po ogólne opisy sytuacji, zamiast skupić się na dialogu i opisywaniu detalicznych relacji między postaciami. Przez to chwilami odnosiłam wrażenie, jakby albo chciała się pośpieszyć albo czuł się niekomfortowo w opisywaniu zbliżeń między postaciami. Nie chodzi mi tu, broń Boże, o intensywne sceny romantyczne. Jedynie czasem przyjaźnie, jakie zawiązują się między bohaterami, nie wybrzmiewają tak mocno. Rozumiem, że łatwiej jest czasem napisać, że postacie wspólnie spędziły popołudnie, ale to jednak pozostawia pewien niedosyt. Szczególnie, że postacie wykreowane przez autorkę są bardzo sympatyczne i po prostu aż chciałoby się spędzić z nimi kilka nieco bardziej intymnych chwil.
Drugą kwestią, która – mam wrażenie – w tej powieści kuleje jest sama fabuła. To nie tak, że jej nie ma, bo jak najbardziej jest. Ale samo zawiązanie akcji i to, o co w gruncie rzeczy chodzi nadchodzi dosyć późno i jednocześnie sprawia chwilami wrażenie zbyt dużego zbiegu przypadków. Nie razi to szczególnie, bo Lange jest całkiem kompetentna, ale po prostu muszę zwrócić na to uwagę.
Wracając jeszcze na chwilę do późnego zawiązania akcji dodam tylko, że w związku z tym „Clovis LaFay…” początkowo sprawia wrażenie bardzo niezdecydowanej powieści. Czy chce być kryminałem, czy może jednak historią przyjaźni? Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by było i jednym, i drugim, ale najzwyczajniej w świecie odniosłam wrażanie, że autorce zabrakło warsztatu, by zupełnie płynnie wprowadzić nas i w świat, i relacje między bohaterami, i intrygę.
Niemniej, te wszystkie problemy są naprawdę drobne w stosunku do tego, jak przyjemną powieść dostajemy jako produkt końcowy. „Clovis LaFay. Magiczne akta Scotlnd Yardu” to naprawdę niezwykle przyjemna, rozrywkowa fantastyka, w której widać i serducho do tworzonych treści, i dokładność w kreacji całości. Choć kilka lat minęło już od jej wydania, mam szczerą nadzieję, że autorka pracuje nad kolejną powieścią, bo chętnie sprawdziłabym, czy w kolejnej książce załata te drobne minusy i przedstawi coś jeszcze lepszego.

* * *

(...) Jacob Snaith miał strasznego pecha. Przyjechać na białym koniu w celu ratowania księżniczki przed smokiem i najpierw natrafić na przebywającego u niej w gościnie złego czarnoksiężnika, a potem zostać razem ze smokiem wyrzuconym przez nią z zamku...
Fragment „Clovisa LaFay. Magicznych Akt Scotland Yardu” Anny Lange


12 komentarzy:

  1. Okładka tej ksiażki jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi ta książka podeszła, jest może prosta, ale przy tym niezwykle urocza. Też mam nadzieję, że będzie jakaś kontynuacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczekamy, zobaczymy. Autorka raczej nie żyje z pisania (chyba że wydaje pod innymi pseudonimami), a w takiej sytuacji czasem trudno przysiąść i pisać. :C

      Usuń
  3. Wspaniała recenzja, bardzo zachęcająca do poznania książki bliżej :)
    Pozdrawiam ciepło ♡

    OdpowiedzUsuń
  4. Powiem ci, że gdy czytałam tę powieść te 4 lata temu, byłam nią zachwycona. W tym momencie niczego nie pamiętam poza Clovisem, bo była to tak fajnie skonstruowana postać :D Natomiast fajnie by było coś usłyszeć może o jakiejś kontynuacji? Chętnie bym jeszcze pobyła z Clovisem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 4 lata to nie mało, a to jednak literatura rozrywkowa - taka nie zapada w pamięć na wieki, jeśli nas czymś wybitnie mocno nie chwyci, także się nie dziwię. Ja na ten moment chętnie porównałabym sobie warsztat Lange - ten "współczesny", i ten sprzed tych kilku lat. Ciekawi mnie, czy ona "po prostu tak pisze", czy moje wrażenie odnośnie tego, że bała się chwilami przesadzić z romansem są prawidłowe.

      Usuń
  5. Och, ja też mam wielką nadzieję, że doczekamy się kontynuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś. Chociaż nie widziałam, by SQN pisało cokolwiek o kolejnej części.

      Usuń
    2. Nie pisało i z tego co wiem, na razie się nie zanosi. Nadzieję jednak mieć trzeba. ;) :P

      Usuń
    3. Trochę szkoda, bo brakuje mi urban fantasy na polskim rynku. Mamy niby paru autorów, ale jednak ilość jest mocno ograniczona, a nikt nie tworzy chyba czegoś w tym stylu.

      Usuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony