piątek, 27 lipca 2018

W poszukiwaniu jednotomowej powieści science-fiction


Gdy jakiś czas temu przygotowałam dla Was wpis z jednotomowymi powieściami fantasy bardzo dobrze go przyjęliście. Zapytałam wtedy, czy chcecie też wpis o książkach science-fiction. Wielu z Was odparło, że tak. Dlatego też zapraszam Was na „kontynuacje” tamtego wpisu, tym razem jednak w klimatach science-fiction właśnie. Pamiętajcie, że ujmuje tu tylko książki, które przeczytałam, dlatego wielu ciekawych pozycji na pewno tu brakuje.


„Czy androidy marzą o elektrycznych owcach” Philipa K. Dicka
Oto klasyczne dzieło, na bazie którego powstał równie klasyczny film. Nie jest to wprawdzie zupełnie czyste science-fiction, bo Dicka jednak często zalicza się do nurtu weird fiction, które chociaż stoją obok książek fantastyczno-naukowych to jednak nie jest nim w pełni. Niemniej, akurat to dzieło tego autora moim zdaniem nie ma aż tak wielu „dziwnych” elementów. Wracając do samej książki, ta jednotomowa historia opowiada o pewnym łowcy androidów, który musi poradzić sobie z kilkoma mechanicznymi uciekinierami. Powieść naprawdę dobra i raczej przyjemna w odbiorze, która powinna spodobać się każdemu fanowi dystopii.
>> Moja pełna opinia

„Różaniec” Rafała Kosika
Tak jak i wyżej, mamy do czynienia z dystopią, choć utrzymaną już w zdecydowanie innym klimacie. Kosik w swoim „Różańcu” miesza fantastykę socjologiczną z thillerem, kreując naprawdę niezwykłą powieść. Choć nie jest to książka bardzo lekka, to na pewno jej lektura jest satysfakcjonująca i jeśli tylko szukacie powieści jednotomowej, nad którą będziecie musieli się na chwilę zatrzymać… ta historia jest dla Was.

>> Moja pełna opinia

„Paradyzja” Janusza Zajdla
Skoro już wspomniałam o fantastyce socjologicznej to jej polskiego prekursora po prostu nie może tu zabraknąć. „Paradyzja” opowiada o odizolowanej kolonii, którą odwiedza pewien dziennikarz i stopniowo odkrywa jej tajemnice. Powieść naprawdę dobrze napisana, która mimo swojego wieku (bo wydana została w latach 80.) jest dalej bardzo przystępna i przyjemna w odbiorze… nawet mimo specyficznego, niekoniecznie sympatycznego klimatu dystopii.

„Planeta małp” Pierre Boulle
Ta książka, na bazie której powstały kultowe już filmy, jest też już raczej starszym SF. I niestety, widać w niej upływ czasu, zarówno pod względem technologii, jak i wykorzystanych motywów. Niemniej, to dalej naprawdę dobra książka, poruszająca ciekawe tematy. Zastanawia się, co byłoby, gdyby to inny gatunek, nie ludzie, zaczął rządzić naszą planetą. I co byłoby, gdyby okazało się, że nierozumne istoty jednak myślą tak, jak my. Naprawdę, jeśli tylko macie jakiekolwiek doświadczenie z science-fiction po tę niedługą powieść warto sięgnąć.
>> Moja pełna opinia

„Marsjanin” Andy’ego Weiera
Science-fiction bardzo bliskiego zasięgu w pełnej krasie. Oto sympatyczna powieść, która jednocześnie nie stroni od naukowego słownictwa. Tej historii samej w sobie chyba nie da się nie polubić. Główny bohater jest bardzo sympatyczny, a całość jest naprawdę przyjemnie napisana. Jeśli więc szukacie czegoś pozytywnego, „Marsjan”, opowiadający o człowieku, który przypadkiem został sam na Marsie, nie może Was ominąć.

„Wodny nóż” Paola Bacigalupiego
Oto książka, do której mam absolutną słabość. To post-apokalipsa, której akcja toczy się w świecie, w którym brakuje wody. Ma w sobie sporo z sensacji, jednak to nie ten aspekt sprawia, że tak lubię tę powieść: po prostu brakuje mi książek, w których tak dobrze opisana jest relacja między głównymi bohaterami. Na całe szczęście „Wodny nóż” tę pustkę trochę zapełnia.

„Na skraju jutra” Hiroshi Sakaruzaki
Halo, młodzieży? Szukacie SF? Oto książka dla Was. Niedługa, pełna akcji i całkiem ciekawa. Jeśli tylko szukacie czegoś z niewielką dawką romansu i jeśli tylko lubicie podróże w czasie naprawdę warto się z nią zapoznać. Niemniej, to jednak lektura dla młodszego czytelnika, albo takiego, który nie ma szczególnie wysokich wymagań: w końcu to japońska ligh novelka, pisana właśnie z myślą o takich osobach.

„Wydrążony człowiek / Muza ognia” Dana Simmonsa
Jeśli chcecie sprawdzić, jak pisze dość popularny Dan Simmons, ale jednocześnie nie macie ochoty brać się za serię musicie sprawdzić tę lekturę. Przede wszystkim wewnątrz książki mamy dwie powieści, napisane w zupełnie innych konwencjach, co da nam szerszy obraz na jego twórczość. Poza tym „Wydrążony człowiek” to historia, którą naprawdę dobrze wspominam… i która spodoba się niekoniecznie tylko fanom science-fiction. Bo to w końcu przede wszystkim powieść o miłości.

„Solaris” Stanisława Lema
O tym dziele chyba każdy słyszał. A czy każdy czytał? Podejrzewam, że niekoniecznie. A warto! Najbardziej popularna książka Lema nie jest w końcu tak znana bez przyczyny. To powieść opowiadająca o człowieku, który ląduje na obcej planecie i odkrywa, że w stacji badawczej coś niekoniecznie gra. A cóż to takiego? By się przekonać musicie tę lekturę po prostu przeczytać.


Poniżej zachęcam Was do dzielenia się swoimi typami. Jakie jednotomowe powieści science-fiction polecacie? I dla kogo?

10 komentarzy:

  1. Ale mnie zachęciłaś do Bacigalupiego :) Muszę szybciej po niego sięgnąć w moim raczej wolno acz konsekwentnie realizowanym planie zdobywania i poznawania kolejnych książek z UW. Zajdla w końcu też by wypadało sprawdzić, ale jakoś wiecznie o nim zapominam przy wizytach w bibliotece.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dużo dystopii. Cieszę się, bo mam do nich słabość ;) Po Dicka na pewno w końcu sięgnę, tak samo, jak po Zajdla. Czytałam "Marsjanina" i to naprawdę świetna książka, w przeciwieństwie niestety do ekranizacji. "Solaris" również cenię dość wysoko. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat w tym przypadku wolę ekranizacje, ale po prostu od niej zaczynałam. :)

      Usuń
  3. Science-fiction to raczej nie jest moj ulubiony gatunek, zwłaszcza, że często są to dość ciężkie powiesci i w ogóle ostatnio mam ochotę na jakieś lżejsze. :P

    OdpowiedzUsuń
  4. O nie. Żadnego "Solaris". Po "Opowieściach o pilocie Pirxie" unikam Lema jak diabeł wody święconej i do tej pory mam uraz... :/
    Muszę rzucić okiem na ten zbiór jednotomowych powieści fantasy, jaki wrzuciłaś, jestem go bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo Lem jest jednak specyficzny... ale warto się do niego przekonać choćby w celu badania gatunku.

      Usuń
  5. Szczerze mówiąc, nie zaczytuję się w takich gatunkach, częściej sięgam po coś lekkiego, ale "Cylinder van Troffa" Zajdla naprawdę mi się podobał i planuję sprawdzić jeszcze kilka powieści z tego nurtu. Twój wpis przyda mi się więc niesamowicie :)
    Piszesz o jednotomowych powieściach, a czy mogłabyś polecić coś, co jest częścią sagi, ale można przeczytać jako indywidualną powieść i bez większej szkody nie sięgać po kolejny tom jeśli się nie spodoba? Albo wręcz takie sagi, które można czytać nie koniecznie po kolei?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się że to tak w tym gatunku nie działa. Sag SF jest bardzo mało: obecnie na myśl przychodzą mi tylko "Kroniki Diuny" Herberta, które i tak sagą nazywane nie są. Czytanie od środka sprawdza się zaś tylko w bardzo lekkiej literaturze z tego gatunku z niewielką ilością fantastycznych elementów, bo zwykle w pierwszym tomie masz wyjaśnione zasady działające światem i bez tego nic nie zczaisz. A w sumie każdy cykl możesz skończyć po pierwszym tomie, sagę też. ;p

      Usuń
  6. Fajne zestawienie - ostatnio właśnie też stwierdziłam, że coraz mnie jest książek jednotomowych, a coraz więcej serii...

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajnie napisane. Pozdrawiam serdecznie !

    OdpowiedzUsuń

Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy.
Usuwam spam.

Nomida zaczarowane-szablony