Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura austriacka. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2016

Człowiek, religia, kultura: W głąb ludzkiej świadomości


Dzisiejszy post znów ma formę bonusową - bo nie sądzę, aby musiał wisieć aż trzy dni.
Oto kolejna książka na moim blogu, po którą większość z Was najpewniej nie sięgnie, choćby z powodu jej słabej dostępności. Myślę jednak, że warto czasem napisać tu o czymś innym, niż o powieściach - może akurat kogoś zainteresuje, czy zainspiruje taki temat, a nawet, jeśli nie, będziecie wiedzieć, że coś takiego istnieje :) 


Tytuł: Człowiek, religia, kultura
Autor: Zygmunt Freud
Liczba stron: 367
Gatunek: zbiór esejów 

Kto nie słyszał o Freudzie i jego Psychoanalizie? Chyba większość z nas miała z nim styczność w szkołach. Człowiek, religia, kultura to fragmentów jego prac, dobranych pod względem tematycznym, tak, aby rozważania autora miały konkretny ciąg. Książka zawiera fragmenty Totemu i Tabu i książki Mojżesz i monoteizm. Znajdziemy w niej także całość Przyszłości Pewnego Złudzenia i Kulturę jako źródło cierpień.

Jak możecie się domyślić, to nie jest lekka lektura. Tak, treść tych prac męczy, czasem nawet bardzo - trzeba ją czytać ze świeżym umysłem, inaczej możecie się nieźle zirytować po kilku zdaniach, z których nic się nie wyciągnie. Mimo wszystko, gdy człowiek jednak przywyknie do języka i stylu Freuda, da się przez to przebrnąć. Czy jednak warto? Nie mnie oceniać same poglądy tego autora - sama, czytając, miałam często wrażenie, że... nie dorosłam jeszcze to tej lektury. Że musiałabym trochę poczekać i sięgnąć po nią za jakiś czas. Pomimo tego odczucia dane mi było zastanowić się nad treścią, pomyśleć, dowiedzieć się czegoś i wyciągnąć wnioski - a o to chyba w takich pozycjach chodzi :)

Czy ta praca to filozofia? Uważam, że nie - ma elementy gdybania, owszem, ale nazwałabym to bardziej pracą badawczą na temat ludzkiej psychiki, wierzeń i tego, co kieruje naszymi poczynaniami. Dlatego myślę, że osoby, które filozofii po prostu nie lubią, nie trawią, nie czują - mogą spokojnie po Freuda sięgnąć. Choć trudno uznać, że dosłownie każda jego teoria jest sprawdzona i w pełni prawidłowa, znajdziemy wewnątrz ogrom faktów i ciekawych założeń.
Nie mogę tej książki do końca ani polecać, ani odradzać:  uznaje, że po takie pozycje sięga się z własnej potrzeby, czy to w celu chęci zdobycia jakiejś wiedzy, czy to w trakcie studiów. Jeśli jednak interesuje Was psychologia, kulturoznawstwo, czy religioznawstwo myślę, że warto zapoznać się albo z tym tytułem, albo jakimś z zawartych wewnątrz tego zbioru. I spokojnie ,ateiści - Freud analizuje tylko religie, nie próbuje nikomu wmówić istnienia Boga.

Cóż, wyjątkowo krótki dziś ten post - ale nie widzę sensu w dłuższej analizie tego tekstu :) W końcu, jeśli ktoś jest ciekawy poglądów autora sam sięgnie po jakąś jego prace - za spoilerami chyba większość z Was nie przepada?  :D

sobota, 26 grudnia 2015

Ocean Lodowaty Wzywa: Przygodówka rodem z socjalistycznych czasów

Jak wspominałam na blogu, mam u siebie trochę starych i trudno dostępnych książek. Ta, którą widzicie na obrazku poniżej została wydana w 1956 roku i chyba nigdy nie była nazbyt popularna, dlatego dziś na prawdę trudno ją dostać - nie byłam w stanie znaleźć nawet jej elektronicznej wersji, na Allegro można wygrzebać stare egzemplarze. Dlatego też ta recenzja to bardziej ciekawostka, mająca pokazać Wam coś, o czym prawdopodobnie nie słyszeliście, chociaż, jeśli ktoś będzie miał ochotę ją przeczytać, jak najbardziej zapraszam :)


Tytuł: Ocean Lodowaty Wzywa
Autorzy: Alex Wedding
Liczba stron: 242
Gatunek: powieść przygodowa (dla dzieci)

Ta niedługa książeczka opowiada nam dwie historie, z których jedna w zasadzie bezpośrednio wpływa na drugą. Niebezpieczna misja radzieckiego statku Czeluskin kończy się niepowodzeniem - próba przepłynięcia zamarzniętego Oceanu Północnego okazała się złym pomysłem i jego pasażerowie muszą uciekać ze statku. Na krze, czekają na ratunek.
W tym samym czasie, w Pradze, gromadka dzieciaków, z Antonim na czele, dowiaduje się o całym wydarzeniu. Postanawiają oni wybrać się na ratunek rozbitkom i planują ekspedycje, aby ich ocalić. 
Wiedząc, że powieść została wydana w '56 roku, po przeczytaniu kilku stron miałam w głowie już obraz całej powieści. Nie pomyliłam się co do niej. Ocean Lodowaty Wzywa to mieszanka historii w stylu Dzieci z Berberyn wraz z ideologiczną sieczką Związku Radzieckiego.
Nigdy, nawet w podstawówce, nie przepadałam za takim rodzajem historii dla dzieci.Wtedy były dla mnie zbyt surowe, za mało kolorowe, teraz zaś są po prostu bardzo proste i przerysowane. W tym przypadku jednak smaczku dodaje nieco wpływ polityki na światopogląd i twórczość autora. By nie było, Ocean Lodowaty Wzywa to nie traktat polityczny, ale w tekście można znaleźć ogrom odniesień do cudowności Związku Radzieckiego, który nie zostawia na lodzie (dosłownie) swoich ludzi i na pewno jego lud pomoże swoim wysłannikom. Z tego też powodu i dzieciaki postanawiają wyruszyć - przecież jakaż to chwała, aby pomóc tym, którzy narażają swoje życie dla wielkiego imperium!  Z tego powodu raczej nie dałabym powieści Weddinga do ręki dziecka, ale dla dojrzalszego czytelnika, ta pozycja może być ciekawym odkryciem.
Sama linia fabularna i bohaterowie są... bo są. Powieści nie czyta się bardzo źle, mimo, że dla mnie jest zdecydowanie zbyt surowa i naiwna, jak wcześniej wspominałam. Kartki jakoś lecą, treść nie jest trudna do przyswojenia. Postacie również nie zrobiły na mnie większego wrażenia. Dzieciaki mają jakieś swoje cechy, ale nie zwalają z nóg swoim charakterem (mimo, że akurat pomysłowości im nie brakuje), a postacie z załogi Czeluskina po prostu nie są zbyt rozwinięte. Nie dość, że jest ich po prostu za dużo jak na tak krótką książkę, by to zrobić, to na dodatek to przecież przygodówka dla dzieci. Raczej po takim rodzaju literatury nie spodziewałabym się pokrętnej fabuły i psychoanalizy bohaterów :) 
Tak, Ocean Lodowaty Wzywa to powieść napisana dla dzieci, mimo, że z powodów zawartej w niej ideologii odradzałabym dawania jej pociechom. Jeśli jednak macie ochotę na powrót do dzieciństwa, połączony z poznaniem historii literatury i odczucia klimatu propagandy socjalistycznej na własnej skórze, to polecam po nią sięgnąć. Nie ma się czego bać, a dla własnej wiedzy, czy na wypracowanie maturalne będzie jak znalazł :P

poniedziałek, 11 maja 2015

Żadnych chłopaków! Wstęp tylko dla czarownic!: Rywalki Nierozłączki

Otworzyłam dziś szafę w której między innymi trzymam książki... i wyciągnęłam z niej książkę, której okładkę możecie znaleźć poniżej. Myślałam przez chwilę nad nią... po czym uznałam, że chyba muszę o niej tu coś napisać.

Tytuł serii: Żadnych chłopaków! Wstęp tylko dla czarownic!
Tytuł: Rywalki Nierozłączki
Autor: Thomas Brezina
Liczba stron: 138
Gatunek: powieść dla dzieci/nastolatków

Rywalki Nierozłączki jest pierwszą częścią dość długiej serii, sama jednak w domu mam może tylko dwie, lub trzy części i to nie w dobrej kolejności. Nim jednak przejdę do sedna, czyli do samej książki pozwólcie, że omówię krótko stronę wizualną. Ta stała się moją własnością jeszcze w czasach podstawówki, także kilka lat ma, a wygląda niemal jak nowa. Na prawdę! Twarda okładka robi swoje :) Na dodatek nie jest brzydka - co prawda to nie jest mój ulubiony styl rysowania, ale jest przyjemna dla oka, schludna. Wewnątrz mamy żółtawy, ale wcale nie bardzo cienki papier, a i na początku, i przy rozpoczęciu każdego rozdziału mamy jakiś obrazek. Myślę, że to na prawdę przyjemne i zachęcające.
No ale, teraz do sedna! Czyli do samej treści. Rywalki Nierozłączki są książką opowiadającą o dwóch dziewczynach - Lissi i Tince, które wręcz się nienawidzą. Chodzą razem do klasy i nie potrafią wytrzymać chwili, aby sobie nawzajem nie dogryźć. Pewnego dnia, niespodziewanie, dowiadują się, że ich rodzice (mama Lissi i tata Tinki wychowywali ich samotnie) mają zamiar się pobrać, a one mają razem zamieszkać. Przy okazji, w ich życie miesza się pewna tajemnicza starsza pani, która również zdaje się mieć plany dotyczące obydwu dziewczynek...
To nie jest książka dla dorosłych. Myślę, że odpowiedni wiek na nią to 9-12 lat, nie więcej, nie mniej, na dodatek jest pisana specjalnie z myślą o dziewczynkach właśnie (chociaż pisał ją mężczyzna... :D) i po sobie wiem, że w tym wieku sprawdza się doskonale jako lektura, szczególnie dla tych małych pań, które lubią poczuć w tym co czytają odrobiny magii. Przynajmniej u mnie się to sprawdziło :) Język jest przyjemny, dość dowcipny i lekki, Treść nie próbuje na siłę pouczać, ale przy okazji, nie jest też głupkowata, co takim książką się zdarza. Sami bohaterzy są prości i wyraźni, nie raz można się uśmiechnąć czytając o tym, co wymyślają, a wplecione do tego wszystkiego czary są fajną odmianą po zwykłych obyczajówkach.
Reasumując, jeśli macie 9-12 lat i jesteście dziewczynami, albo szukacie prezentu dla osoby w takim wieku i takiej płci, ta książka będzie dobrym wyborem. Może nie dla każdego będzie hitem, ale przynajmniej dla większości stanie się miłą lekturą na wieczór, czy na odstresowanie się po szkole.
Nomida zaczarowane-szablony