Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psie sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą psie sprawy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 maja 2018

Biznesplan na hodowlę psów

  
Gdy coś mnie ruszy, zwykle biorę się za napisanie psiego wpisu, o czym z resztą część z Was wie. Tym razem nie było inaczej: przez pewien incydent poczułam potrzebę, by się tym z Wami podzielić. Zacznijmy jednak od początku. Nie przepadam za „psiarzami”. Ani za „koniarzami”. Przynajmniej w większości. Niestety, ale grupy miłośników zwierząt to bardzo często idealiści, którzy nawet nie próbują patrzeć na sprawę w sposób obiektywny i gdy tylko wytkniesz im błąd, lub powiesz coś niezgodnego z ich twierdzeniami, jesteś w bardzo agresywny sposób pouczany. A jeśli nie chcesz przyjąć pouczeń do wiadomości, społeczność szybko Cię wykluczy.
Jednym z „błędnych” twierdzeń w społeczności psiarzy jest uznanie, że hodowanie psów może być biznesem. Jeśli tylko na głos powiesz, że na tym zarabiasz, prędko Ci się oberwie: bo jak to tak, zarabiać na ukochanych pieskach? Na pasji? Na czymś co powinno się kochać i uwielbiać?!
OTÓŻ WŁASNIE TAK! Czy to nie wszystkie memy i cytaty motywacyjne mówią, że powinniśmy zarabiać na tym, co kochamy? Dlaczego więc psiarz ma być wyjątkiem? Dlaczego nikt nie wytknie hodowcy koni, zawodnikowi w skokach przez przeszkody, czy nawet hodowcy kurczaków ozdobnych, że z tego żyje, a w przypadku psów to jest takie tabu? Czym to się różni?
Pamiętajcie, że cały czas pisze tutaj o hodowli psów zarejestrowanej w ZKwP, czyli jedynym związku w Polsce z tak długą tradycją i z tak sprawdzonymi rodowodami.  Innych w przypadku tego posta nie bierzemy pod uwagę, bo to po prostu za szeroki temat.
Owszem, przyznaje: na hodowli psów w Polsce jest bardzo trudno zarobić. Zacznijmy od tego, że hodowanie zwierząt samo w sobie jest bardzo niepewne. Nigdy nie wiemy, czy ciąża będzie, czy nie. Czy zostanie donoszona? Czy w międzyczasie nie okaże się, że nasz pies nie jest na coś chory? A co, jeśli okaże się, że ściągane z zagranicy zwierzę, warte kilkanaście tysięcy, nie będzie mogło się rozmnażać? Zwierzę może zachorować, może mieć wadę zgryzu, czy dysplazji, która wyjdzie w trakcie dorastania, może w trakcie okazać się naprawdę ogrom rzeczy, których dobry hodowca nie powinien zignorować i oczywiste jest, że psa z dużymi problemami do rozrodu dopuścić po prostu nie może.
Poza tym przychodzi kwestia miejsca. By naprawdę zarobić na hodowli nie wystarczy nam jeden, dwa, czy trzy psy. Potrzebujemy stworzyć większe stado (oczywiście z czasem, nie na raz), ponieważ w hodowli potrzebujemy wymiany genów i pokoleń, a przede wszystkim: ilości miotów większej, niż wydatki hodowli. Dlatego nie jesteśmy w stanie zostać „profesjonalnymi” hodowcami psów, mieszkając w bloku.
Do tego potrzeba domu z dużym ogrodem, który najlepiej będziemy mogli podzielić na wybiegi: prędzej czy później nasze psy przestaną się ze sobą zgadzać, suki dostaną cieczki, a psy oszaleją. Do losowych kryć przecież dopuszczać nie można. Jeśli więc chcemy, by całe stado biegało cały czas: potrzebujemy wybiegów. Do tego dochodzi najlepiej dodatkowa część domu tylko dla psów (wyobraźcie sobie teraz mieszkanie, do którego na raz wpadają dwa tuziny brudnych zwierzaków), o ile nie mamy dużych ras trzymanych w kojcach, i bardzo, ale to bardzo cierpliwi są dzieci, którym nie przeszkadza bezustanne ujadanie.
To wszystko wymaga pieniędzy i czasu, więc mało kto może sobie na to pozwolić. Zwłaszcza, że w Polsce pogoda też nie jest najbardziej sprzyjająca: dużo łatwiej hodować psy na południu, gdzie za grosze postawimy wiatę bez porządnego ogrzewania, ewentualnie z klimą, niż u nas, gdzie bez centralki ani rusz.
Dlatego naprawdę, w Polsce trudno znaleźć hodowcę, który naprawdę czerpały przychody z hodowli. Zwykle to zupełni hobbiści, pasjonaci, którzy nawet, jeśli cokolwiek zarobią, to wydają w pełni na psy. Bo wiecie… to nie taka tania sprawa:
·       Szczepienia i opieka weterynaryjna kosztuje – zostawienie 1000zł w gabinecie weterynaryjnym dla hodowcy to naprawdę nie taka wielka sprawa,
·       Dobrej jakości karma to kolejny podstawowy koszt,
·       Pielęgnacja, zabawki, posłania, klatki… znów koszty!
·       Im więcej masz zwierząt, tym więcej mediów zużywasz: prąd i wodę też trzeba wrzucić w koszty.
·       Za metryczki, rodowody eksportowe, paszporty itd., hodowca także płaci.
·       Wystawy psów to też droga zabawa. Samo zgłoszenie jednego psa to zwykle około 100zł. Dojazd na wystawę i często nocleg także trzeba opłacić. W sezonie czasem trzeba na wystawy jeździć co weekend, a jeśli uda Ci się zdobyć puchar i trochę karmy w ramach nagrody to już możesz się cieszyć.
·       Należy też doliczyć wszystkie nagłe rzeczy i wszystko, o czym po prostu tutaj zapomniałam.
Gdy to wszystko połączymy okaże się, że hodowanie psów to naprawdę drogie hobby i trudno przy nim wyjść na plus. Ale… jeśli komuś się to uda… co jest w tym złego? W końcu pasja przekuta w pracę jest (podobno) najlepszą rzeczą, jaka może trafić się człowiekowi.
Taka osoba zmienia się powoli w profesjonalistę: hodowla to całe jego życie, nie ma niczego poza tym. Dlatego powinna ciągle się rozwijać, a swoich klientów traktować z pełnym szacunkiem: w końcu to dla nich żyje! Przy okazji musi pilnować swojego wizerunku, dlatego ma naprawdę dobrą motywacje, by dbać i o zdrowie psów, i o to, jak postrzega go klient: w końcu jeśli opinia o nim będzie nienajlepsza, prędko pójdzie z torbami, zostając (prawdopodobnie) z całym stadem niezarabiających na siebie psów, kosztujących go kilka tysięcy złotych na miesiąc.
Taka osoba ma też za sobą wiele miotów, a co za tym idzie: wiele widziała i wiele przeszła. Bo hodowcą profesjonalnym nie da się zostać z dnia na dzień. Dzięki temu jest w stanie rozwiązać więcej problemów. Ma też wyrobione pewne nawyki i przetestowane metody na wychowanie psiaków. I sam sobie dobrze daje radę, i klientowi najlepiej doradzi.
Poza tym… mam wrażenie, że osoby, które mówią źle o hodowli psów jako o „biznesie” zapominają o co w tym wszystkim tak naprawdę chodzi: hodowla ma na celu wyhodowanie konkretnej linii zwierząt, która spełni wszystkie wymagania postawione przez hodowcę (a to, jakie one będą, zależy często od jego samego). A linii – uwaga – nie stworzycie, posiadając trzy psy na raz. A im więcej psów, tym większe są koszty, więc dobrze by było, by hodowla przynajmniej częściowo na siebie zarabiała.
Pamiętajcie też, że zarabianie nie psach nie oznacza od razu bycie „biznesmenem z krwi i kości”, który myśli tylko o kasie: to nie jest praca w biurze, czy na giełdzie, tu bez pasji po prostu się nie ta. „Biznesmen-hodowca”, który na hodowli psów zarabia, to osoba, która przez pół dnia sprząta psie odchody,  przez drugie pół czesze psy, a w nocy odbiera poród, bo akurat jedna z suk postanowiła rodzić do czwartej nad ranem…
Owszem, potrafię wyobrazić sobie hodowcę, który psy zupełnie olewa; który trzyma je w złych warunkach. Albo takiego, który naprawdę traktuje to jak czysty biznes, zarabiając na psach krocie i samem nie ruszając palcem. Ale po pierwsze: takiego hodowcę raczej wyczujecie na kilometr, po drugie: tego drugiego modelu w Polsce nie widziałam nigdy.
Pies może i jest najlepszym przyjacielem człowieka, lecz jeśli chcecie mieć w domu pupila konkretnej rasy, o konkretnych cechach, ktoś najpierw musi go wyhodować. Ktoś musi pilnować genetyki rodziców, by nie okazało się, że po dwóch latach Wasz owczarek niemiecki nie może chodzić, bo odziedziczył po rodzicach dysplazje. Ktoś musi pilnować, by agresywne, lub paranoicznie lękliwe psy nie były dopuszczane do hodowli. Od tego właśnie jest hodowca: osoba, która powinna się znać na swoim fachu i która pomoże Wam dobrać idealnego psa dla Was, podając ewentualne zagrożenia i problemy. A kto lepiej się tym zajmie niż osoba z wieloletnim doświadczeniem, która być może częściowo na tym zarabia, albo zupełnie się z tego utrzymuje, dzięki czemu ma czas i możliwości, by po prostu zdobywać doświadczenie?
No i powiedźcie mi, co złego jest w zapłacie za odbieranie porodu, robienie badań genetycznych i sprzątaniu psich odchodów, w chwili, gdy klient w zamian otrzymuje zdrowego, dobrze socjalizowanego pupila, który stanie się jego ukochanym zwierzęciem na długie lata?

Dlatego też… jeśli zaatakuje Was kiedyś fan zwierząt, informując, że zarabianie na psach jest niemoralne… spokojnie możecie mu to wytknąć. A jeśli sami tak uważaliście, lub uważacie: podzielcie się poniżej swoim zdaniem. Bo jestem ciekawa, skąd w ogóle takie twierdzenia się biorą?
Uwaga: jeśli jesteście zażartymi obrońcami adoptowania psów zapraszam do dyskusji pod TEN wpis :) Tutaj zajmuje się tylko tym konkretnym zagadnieniem i po prostu... to nie miejsce do zastanawiania się nad tym, czy lepiej kupować, czy adoptować, OK? Bo to odrębna kwestia i... odrębny wpis.

sobota, 4 marca 2017

Nie kupuj! Adoptuj!

Slogan, który widzicie w tytule pewnie słyszeliście nie raz. Nie kupujcie, a adoptujcie zwierzaki! Och, tak, nie da się tego nie słyszeć. Zwykle, gdy jestem w jakiejś grupie i pada temat chęci posiadania pupila pojawia się przynajmniej jedna osoba, która go powtarza niczym mantrę. Dziś jednak chciałbym Wam wyjaśnić, czemu z tą adopcją to nie tak do końca i dlaczego powtarzanie takich słów w kółko nie ma gruncie rzeczy żadnego sensu ;)
Pozwólcie jednak, że nim przejdę do sedna sprawy wyjaśnię Wam mój punk siedzenia. Jestem osobą, która od dzieciaka miała psa (dlatego pisząc o zwierzakach, zwykle na nich najbardziej się skupiam). Już jako 2-letnie dziecko bawiłam się w kojcu owczarka dziadków, a cała rodzina szukała mnie, nie siedząc, gdzie się podziałam :D
 Odkąd skończyłam 10 lat i w moim domu pojawił się pierwszy rasowy pies moi rodzice zaczęli powoli wchodzić w świat hodowców psów. Obecnie nie ma u nas roku bez miotu, a ja czy tego chciałam, czy nie zdobyłam sporo wiedzy odnośnie tego jak wygląda prowadzenie takiego przedsięwzięcia.
Można więc powiedzieć, że jestem w tym względzie stronnicza.. weźcie jednak poprawkę na fakt, że hodowla psów częściej przynosi straty, niż zyski, a ja sama pisząc posty staram się być tak obiektywna, jak tylko potrafię.
Jak już pisałam wcześniej bardzo często w rozmowach grupowych traktujących na temat pragnienia nabycia psa słyszę, by oso zainteresowana nie kupowała, a adoptowała. W takiej sytuacji często nie mogę zrobić więcej, niż... palnąć się w głowę, zwłaszcza, że do takich osób mało kiedy jaki argument trafia. I nie, nie chodzi mi o to, że adoptowanie psów jest złe, a o to, że osoba, która tak mówi najwyraźniej nie rozumie, że pies ze schroniska nie będzie dobrym wyborem dla każdego.
Gdy planujemy nabyć zwierzę przede wszystkim musimy dobrać je do naszych możliwości. To ono ma być dopełnieniem naszego domu, a nie na odwrót – my jego. Najzwyczajniej w świecie w normalnych przypadkach  druga kolejność albo jest niemożliwa, albo bardzo droga, albo... po prostu niewygodna. A przecież pupil ma przynosić nam szczęście, a nie zmuszać nas do nieprzyjemnych zmian w naszym otoczeniu.

Jeśli chcesz wziąć psa ze schroniska – nie krępuj się. Masz ochotę, to bierz. Nie jestem przeciwnikiem adoptowania zwierząt. Bo to byłoby tak samo głupie, jak bycie przeciwnikiem kupowania psów ;) Pupila powinno brać się z miejsca, które najbardziej danej osobie odpowiada.
Schronisko jest o tyle ciekawym miejscem, że możemy w niej znaleźć naprawdę wyjątkowego pupila: trudnego, łatwego, dużego, małego, z przejściami, lub bez. Psy mają masę kolorów, wielkości, rodzajów futra, są w różnym wieku – a przede wszystkim ich adopcja kosztuje niewiele. Jednak tym ostatnim zdecydowanie nikt nie powinien się kierować: jeśli nie stać się na zakup psa z rodowodem (1 500 - 3 500zł) to nie stać cię także na ewentualne leczenie psa, które może być naprawdę drogie. W każdym razie schronisko to dobre miejsce, aby znaleźć idealnego psa, jeśli nie jesteśmy zdecydowani na żadną rasę, a przy tym to dobre miejsce dla osób, które szukają wyzwań:  bo czy to nie urocze zaadoptować bojącego się wszystkiego psa, który stopniowo zaczyna nam ufać?
Urocze, i owszem. Jednak pamiętajcie: jeśli wcześniej nie mieliście takiego zwierzaka istnieje spore prawdopodobieństwo, że nie dacie sobie z nim rady. Niestety, z takimi psami pracuje się bardzo powoli i bardzo trudno.
Doskonale wiem, że w psich przytułkach można znaleźć wiele zdrowych osobników, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Mimo tego większość z nich jest niczym koty w worku: tak naprawdę nie znamy ich przeszłości. Oznacza to, że po pierwsze, psy mogą mieć niezauważalne na pierwszy rzut oka nawyki, lub problemy z psychiką. Mogą bać się jeździć autem, mogą nie lubić mężczyzn, albo panikować, widząc małe dziecko. Bardzo często podczas krótkiej wizyty w schronisku nie jesteśmy w stanie stwierdzić takich rzeczy, a opiekun psa nie wszystko musi zauważyć. Sprawia to, że często takie zwierzaki wracają do schronisk, bo właściciele po prostu nie potrafią sobie z tym poradzić. To zaś, jak możecie przypuszczać, wcale nie działa pozytywnie na ich samopoczucie i może te problemy co najwyżej pogłębić.
Po drugie, często nie wiemy, jakie choroby przeżył pies i w jakich warunkach został wychowany. Takie psy, mimo, że przechodzą kwarantannę, niekoniecznie muszą być zdrowe. Niełatwo w schronisku, przy tak wielkiej ilości psów i małych funduszach utrzymać wszystko w sterylnej czystości, dlatego nie ma się co dziwić, że szansa na zachorowanie takiego zwierzęcia jest dość duża. Nasz przyszły pupil może nawet nie być chory, ale np. mieć na futrze bakterie, która po przybyciu do domu zarazi naszego kota, lub chomika, nie mówiąc już o małych dzieciach.
Nie muszę chyba wspominać też o tym, że biorąc szczeniaka niekoniecznie wiemy, co z niego wyrośnie. Matka malucha może być mała, ale wystarczy, że ma w rodowodzie, którego nie znamy, doga niemieckiego i z naszego maleństwa wkrótce zrobi się... nieco większe maleństwo.
Z powyższych powodów uważam, że schronisko zdecydowanie nie jest dobrym miejscem, jeśli chcemy nabyć zwierzaka, a mamy w domu małe dziecko, inne pupile, czy po prostu: ma być to nasz pierwszy przedstawiciel danego gatunku w domu i nie mamy pojęcia, jak się nim zająć. Zwłaszcza, że panie w schronisku niekoniecznie wyciągną do nas pomocną dłoń, gdy zacznie się coś złego z naszym pupilkiem dziać. W końcu mają na głowie kilkaset innych zwierząt...
Oczywiście, jeśli macie małe dzieci, albo planujecie pierwszego psa i bardzo chcecie zaadoptować psa ze schroniska nie czujcie się skrepowani. Ja tylko wyjaśniam, dlaczego to niekoniecznie jest idealne wyjście ;)
Jeśli czujecie, że moje argumenty do Was przemawiają, ale cały czas łomocze się Wam w głowach cytat – Adoptując psa nie zmienisz świata, ale cały świat zmieni się dla tego jednego psa – to najzwyczajniej w świecie o nim zapomnijcie. Pamiętajcie, że zwierzę to nie człowiek: owszem, wymaga szacunku, ale... ono nie rozumie do końca o co z tym schroniskiem chodzi. Jasne, przywiąże się do Was, ale wcale nie mocniej, niż pies z hodowli. Czemu jednak powstał stereotyp magicznego przywiązania zaadoptowanego zwierzaka? Sprawa jest bardzo prosta! Ludzie widzą to, co chcą widzieć, czyli w tym przypadku wielką miłość swojego psa do siebie, to po pierwsze. A po drugie? Jeśli wzięliśmy ze schroniska zlęknionego, albo w inny sposób zniszczonego psychicznie psa to często przy odpowiednim prowadzeniu stajemy się jego przewodnikiem i ostoją. Przy tym pracujemy z nim, spędzamy z nim więcej czasu, więc automatycznie zwierzak jest w nas bardziej wpatrzony. Nie myślcie, że takiego samego oddania nie można uzyskać od pupila z hodowli: wystarczy po prostu także poświęcić mu trochę czasu ;) Ach, i nie myślcie, że wśród psów z dobrego domu nie ma lękliwych osobników, które szukają wsparcia w człowieku, bo takich jest naprawdę od groma. Tyle, że u nich objawia się to nieco inaczej.

Dobra, skoro schronisko nie jest idealnym miejscem możemy wziąć też psa z fundacji. Nie wiem o nich zbyt wiele, dlatego nie chcę się na ten temat za bardzo wypowiadać, aczkolwiek z tego co wiem, to nawet te uchodzące za porządne potrafią zapewniać psom okropne warunki, a przy tym często pies brany z nich nie jest do końca nasz. Nie możemy go ani sprzedać, ani oddać, ani rozmnożyć, a jak coś mu się stanie może okazać się, że fundacja pozwie nas do sądu (zależnie od podpisanej umowy). I choć często oferują większą pomoc to ja osobiście w życiu nie bawiłabym się w adoptowanie psa z takiego miejsca. Aczkolwiek zaznaczam: to tylko moje osobiste odczucie.
No dobra, w takim razie co z kupnem...?
Choć za zakup psa płacimy często nie małe pieniądze to uważam, że często to jest najlepsza opcja. Zastrzegam jednak, że mówię tu o zakupie psa z porządnej, renomowanej hodowli, zarejestrowanej z ZKwP (FCI), a nie o losowej fabryce szczeniaków (w której często produkuje się zwierzaki, które później trafiają do schronisk... ale to zupełnie inny temat).
Co nam daje zakup psa z hodowli?:
1.      Znamy pełną historię psa: wiemy, jakie choroby przechodził od szczeniaka, często nawet dalej; w sieci nie raz możemy znaleźć zdjęcia jego prapradziadka.
2.      Wiemy, jak mniej więcej będzie wyglądał dorosły pies i dobieramy go pod swój własny gust, czy to przez wzgląd na jego walory estetyczne, charakteru, czy też przez wzgląd na papier (uwierzcie, gdy ktoś się zna ten jest istotny :D)
3.      Rodzice psa często mają zrobione jakieś badania genetyczne, albo prześwietlenie na dysplazję dzięki czemu wiemy jakich chorób możemy się u niego spodziewać, lub nie. Pamiętajcie, że nie wyklucza to możliwości zachorowania psa na cokolwiek.
4.      Szczenię wychowuje się (a przynajmniej powinno) w bezpiecznych, sterylnych warunkach: hodowla jest pasją, ale i biznesem właściciela, a więc ten musi zadbać, by jakość towaru była jak najwyższa. A co za tym idzie...
5.                 Hodowca robi wszystko, by zwrotów było jak najmniej: edukuje właściciela, mówi mu czego może się po psie spodziewać, odpowiada na wszystkie możliwe pytania i jest gotów do pomocy (a przynajmniej powinien) w każdej możliwej sytuacji. Dzięki temu nawet początkujący właściciel ma większą szansę, by poradzić sobie z opieką nad psem.
Te wszystkie punkty sprawiają, że zakup psa w hodowli jest często po prostu na dłuższą metę wygodniejszy. Owszem, w takim przypadku często nie kupimy psa z dnia na dzień: w hodowlach psy rezerwuje się nawet rok, czy dwa wcześniej, przy okazji musimy zapłacić, podpisać sporo papierów, często dość długo rozmawiać z osobą, która tego psa wyhodowała... ale za to dostajemy sporo profitów, których nie mielibyśmy biorąc psa ze schroniska.
Mam nadzieję, że w tym poście w miarę jasno wyjaśniłam Wam, czemu adopcja nie zawsze jest tym doskonałym wyjściem. Jak wspomniałam wcześniej nie namawiam nikogo, do zmiany swojego planu: chcieliście przygarnąć zwierzaka to róbcie to, tylko świadomie i z głową, a nie dlatego, bo tak trzeba. Bo kupowanie psów to głupota i nie należy wspierać głupich, wrednych hodowców. 
Na samo zakończenie, drobna uwaga... chcecie przyczynić się do zmniejszania ilości psów w schronisku? Jeśli tak, to po prostu nie bierzcie zwierzaków na pałę. MYŚLCIE, nim zdecydujecie się na przygarnięcie słodkiej, puchatej kulki i zmuszajcie innych do MYŚLENIA, a uwierzcie, że przyczynicie się dla sprawy bardziej, niż osoba, która wzięła sobie ze schronu pieska, bo taki miała kaprys, a szkoda jej było pieniążków na rasowca. Rozsądek, moi drodzy. Przede wszystkim – rozsądek :)



środa, 17 sierpnia 2016

Dzień w hodowli psów

Hej :) Dziś post nieco inny niż zwykle, bo o psach, o których raczej nie piszę, ponieważ bądź co bądź, trochę się od nich odcięłam, że tak powiem - kiedyś miałam wielkie ambicje co do tych zwierząt, ale sama sobie nie do końca radzą z taką chmarą jaką mam przy domu i raczej skupiam się na innych rzeczach, przy hodowli, którą prowadzą moi rodzice po prostu pomagając, gdy trzeba. Jednak to raczej ich psy - oni podejmują decyzje co do nich, oni z resztą się nimi głównie zajmują :) Ja tylko wykonuje polecenia, gdy trzeba :P Ale może zainteresuje Was jak wygląda opis takiego dnia od wewnątrz.

Zacznijmy od podstaw!
Byście zrozumieli co jak i dlaczego, najpierw mała charakterystyka tego, jaka nasza hodowla w ogóle jest.
Wszystko zaczęło się od mieszkania z trzema psami w kamienicy. Bądź co bądź, w końcu psów było ciut dużo i trzeba było zmienić lokalizacje. Obecnie mamy można powiedzieć - średnią hodowlę. Co to oznacza? Przy moim domu kręci się jeden owczarek niemiecki, trzy reproduktory rasy cocker spaniel angielski oraz pięć suk tej rasy. W sumie dziewięć psów przebywających na stałe w hodowli oraz szczeniaki, których ilość jest zupełnie zmienna.
Im dłużej mieszkamy w nowym miejscu, tym bardziej wszystko staje się profesjonalne. Nasz dom to stare gospodarstwo ułożone w literkę U, z czego prawe skrzydło (patrząc wewnątrz domu) to osobno stojąca stodoła. Ta na razie nie jest ruszona :) Swego czasu po lewej stronie znajdował się hangar, w którym stały traktory, obecnie jest to część gospodarcza domu z osobnym wejściem. Jest bezustannie w remoncie, jednak niektóre pomieszczenia znajdujące się tam są już wykończone. A co tam dokładnie jest? Pralnia, miejsce na karmę i prowizoryczny salon dla psów w jednym - pomieszczenie konieczne, by wszystko miało ręce i nogi. Bywa, że czasami znajduje się tam pojedynczy pies, gdy akurat jakiegoś trzeba rozdzielić. Poza tym z pomieszczeń dla psów znajdują się trzy skończone pokoje (w planach kolejne dwa) oraz miejsce na niewielką halę do trenowania psów pod wystawy (niezależnie od pogody), która obecnie jest jednak po prostu składzikiem. Po wyjściu z tych pomieszczeń na zewnątrz głównym wyjściem widzi się okna i wejście do salonu dla psów, który jednak jest jeszcze zupełnie surowy. Z drugiej strony są jednak jeszcze jedne drzwi prowadzące na plac mający około 100m2. Jest cały z kostki i służy zależnie od potrzeb: szczeniakom, psom przygotowanym pod wystawy (bo nie mogą się upaćkać w błocie), lub psom, które z jakiś innych powodów wymagają rozdzielenia (cieczki, zaawansowana ciąża, niezgodność w stadzie, młody wiek etc.). Jest obok ściany, rosną na nim dwa drzewka oraz jest możliwość rozłożenia na nim parasola, dzięki czemu może być zawsze zacieniony. Jest na nim również bezpośredni dostęp do bierzącej wody.
Jeśli już o placu dla psów mowa, nasz ogród mający ok. 3 000m2 podzielony jest na trzy główne segmenty. Jeden to właśnie ten mały plac. Drugim jest sad - około 1 000m2 placu pełnym drzewek owocowych. Obecnie jest przedzielony na cztery segmenty: trzy większe oraz kojec dla owczarka. Zwykle jest otwarty, także psy biegają po całości, ale jest możliwość rozdzielenia ich w razie potrzeby.
Po największym placu jeśli biegają psy - to pojedyncze, albo przy ludziach z racji bezpieczeństwa. Bo tu ktoś nie zamknie bramy, tu ktoś nie dopatrzy i pies ucieknie. A tak wszystkie są na przystosowanych do tego placach. 


Dzień od rana - dorosłe psy
Jak pewnie możecie się domyślić, to jak wygląda dzień zależy od pogody. Gdy świeci słońce, nie pada i nie ma mrozu, psy wypuszczane są rano na dwór. Owczarek niemiecki zwykle w tym czasie jest w zacienionym kojcu, albo jednym z segmentów sadu. Spaniele rozdzielane są wedle potrzeb. Oczywiście, zwierzęta dostają świeżą wodę i generalnie aż do karmienia mogą cieszyć się spokojem: mogą biegać, czy bawić się ile chcą. Około 17-19 psy dostają jeść, a później biegają jak najdłużej się da, co najmniej przez godzinę, tak, aby później nie trzeba było sprzątać niespodzianek w pokojach.
W międzyczasie oczywiście dzieją się inne rzeczy i czynności :) Trzeba posprzątać psie pokoje. Zależnie od ilości czasu i potrzeby psy są czesane/myte, ćwiczone pod wystawy. Bywa, że konieczna jest wizyta z jakimś u weterynarza (zwykle kontrolna, albo z powodu cieczki/ciąży). Spędza się też z nimi czas w miarę możliwości. Latem czasem kilka jedzie nad jezioro, bo lubią pływać. Spacery same w sobie nie są zbyt częste, ale cóż, mi samej nawet głupio brać jednego, gdy pozostałe się patrzą i też chcą....
Na noc psy są chowane w pokojach, a owczarek wypuszczany albo na sad, albo na cały plac. Czemu nie biega ze spanielami razem? Bo jest za duży i bywało, że w zabawie psy przypadkiem robiły sobie krzywdę. Oczywiście, czasem biega z resztą, gdy ktoś jest na dworze, ale cóż, bezpieczeństwo jest tu bardzo istotne.
Spory problem pojawia się, gdy na dworze leje. Jeśli pada przez cały dzień psy wychodzą tylko na chwilę, by załatwić swoje potrzeby (z resztą, zwykle same dają znać, że nie chcą dłużej siedzieć na dworze). Jeśli deszcze są przelotne, psy wychodzą gdy na dworze trochę przeschnie. 
Zwierzaki raczej nie mają wstępu do domu. To znaczy, to nie tak, że to jakaś tragedia, gdy jakiś wejdzie, tylko chodzi o to, że gdyby nauczyć taką chmarę, że mogą wchodzić do domu, to raz, że będąc na placu dobijałyby się do drzwi, a dwa... wyobraźcie sobie osiem spanieli całych z błota, które wpadają do domu.... Pomijam już walającą się wszędzie sierść.


A szczeniaki?
W przypadku szczeniąt wszystko zależy od ich wieku. Do ok. dwóch-trzech tygodni są wraz z matką w sypialni rodziców, gdzie są właściwie cały czas pod kontrolą ludzi. Do tego czasu raczej nie dajemy ich na dwór, są w cieple. Później przenoszone są do kojca wydzielonego gdzieś w domu. Są tam wraz z matką, dopóki ona sama chce z nimi być (często suki odchodzą od gryzących ją szczeniaków same. Im są starsze, tym więź między matką a dziećmi jest słabsza). Jeśli na dworze jest ciepło, powoli są wypuszczane na dwór. Najpierw pod naszym okiem, na chwilę. Później - bawią się same pod oknem (takie maleństwa nie rozchodzą się zbyt daleko), aby w końcu trafić na plac dla nich przygotowany. W międzyczasie zaczynają same jeść, są szczepione, a regularnie - robi się im zdjęcia na sprzedaż.
Gdy jest zimno, lub miot jest zimowy chcąc nie chcąc, spędzają właściwie cały czas wewnątrz. 
Oczywiście, wszystkie miejsca w których są szczeniaki są regularnie czyszczone :)



Wady i zalety - życie psa w hodowli
Oczywiście, plusy i minusy dotyczą tego, co widzę u nas :)
+ Właściciele mają zwykle większą wiedzę na temat psów niż laicy
+ Psy mają bezustanny kontakt ze stadem, właściwie nigdy nie są same
+ Bardzo pilnuje się zdrowia psów (jeden wirus może spowodować śmierć całej hodowli)
+ Psy muszą być w stosunkowo dobrej kondycji fizycznej: nie mogą być otyłe, ani zbyt chude, ich włos musi być w miarę możliwości zadbany, zapewniona jest im 
możliwość ruchu
+ Pies z hodowli nie może być ani agresywny względem człowieka, ani zbyt lękliwy, dlatego zawsze jest odpowiednio socjalizowany
+/- Pilnuje się, aby psy były w miarę wyczesane i obcięte bardziej, ALE nie znajdzie się u nas psa który ma codziennie czesaną sierść, co jest możliwe w przypadku posiadania jednego psa.
+/- Psy nie są rozpieszczane. Mają tyle, ile im potrzeba do zdrowego funkcjonowania
- Psy mają mniejszy kontakt z człowiekiem, niż pojedynczy pies trzymany w domu (ale ponieważ mają kontakt ze stadem nie wpływa to źle na ich zdrowie psychiczne)
- Jeśli hodowla nie jest nastawiona na jakikolwiek sport, zwierzęta raczej nie mają jakiś specjalnych umiejętności, sporo czasu spędzają same ze sobą: można powiedzieć, że są surowe
- Jeśli w stadzie jest pies-zazdrośnik nie ma opcji, aby zwierzęta dostawały większą ilość zabawek, ponieważ jet to po prostu niebezpieczne
Wiadomo - mając więcej psów poświęca się im mniej czasu.  I tak, wiem, filmiki w ogóle nie są obrobione, są krótkie i średnio konkretne, ale cóż ;P
Film z sadu jest jeszcze z czasów, gdy ten nie był rozdzielony.

niedziela, 1 listopada 2015

Najbardziej (nie)wdzięczna hodowla

Kto nie lubi piesków? Są małe, duże, średnie, puchate, łyse, radosne, spokojne, milusie, i nie. Ale zawsze są słodkie, czyż nie? Posiadanie szczeniaczków u siebie w domu to marzenie nie jednej dziewczynki. Na całe szczęście, nie każdej się spełnia. Ja niestety, takiego farta nie miałam - chciałam mieć szczeniaczki i dostałam je, orientując się jednak, że wcale tak kolorowo nie jest.

Gdy hodujesz kury na jajka, kupiec interesuje się tym, ile jej przodkowie znosili jaj.
W przypadku świń na mięso, liczy się ostateczna waga prosiaka.
Hodujesz konie? Budowa kopytnego musi być odpowiednia, inaczej nie będzie sportowcem.
A psy (oraz pewnie inni pupile)...?

No właśnie, w przypadku psów liczy się, poza rasą, słodki i zdrowy wygląd. A by to osiągnąć i przyciągnąć klienta, trzeba niczego innego, jak dobrych zdjęć.
Jasne, hodowcy starają się o ładne tytuły przed imionami rodziców, o psy z zagranicy, o dobrą budowę zarówno przodków, jak i ich potomków. Tyle, że doświadczenie mówi mi, że klient kupujący szczeniaka ma to tak na prawdę gdzieś. On chce szczeniaka, który będzie słodki i zdrowy, nic więcej. Tytuł i amerykański typ psa ma, kolokwialnie mówiąc, w dupie.
źródło: accidentalcomic.wordpress.com

Czy zdarzają się wyjątki? Oczywiście, że tak. Czasem pojawi się fan rasy, który chce psa z danej linii. Czasem zgłosi się do ciebie hodowca, byś wyhodował dla niego psa. Ale no właśnie, czasem. To na prawdę pojedyncze przypadku, w gruncie rzeczy ludzie się na tym po prostu nie znają i nie widzą tych drobnych różnic, chcąc ukochanego pupila, a nie championa, który wygra Cruft's.
Bywa i tak, że ktoś szuka psa pod konkretny sport, lub zawód (np. pies policyjny), ale znów, to pojedyncze przypadki, których częstotliwość zależy od rasy.
To, niestety sprawia, że hodowanie psów staje się zajęciem bardzo niewdzięcznym. Co z tego, że się dwoisz i troisz, skoro efekty Twojej hodowli zobaczy nieliczne grono hodowców? Bo żaden z psich sportów nie zalicza się do olimpijskich, a wystawy też nie cieszą się ogromną rzeszą fanów. Ba, ciągle po ludziach chodzi przeświadczenie, że podczas nich psy są wymęczone i wymizerowane (co, oczywiście, jest tylko mitem: takie psy pracują ze swoim właścicielem, spędzają z nim czas, pilnowana jest ich zdrowa dieta oraz odpowiednia waga, ruch i socjalizacja).
Hodowca psów zajmuje się więc dbaniem o jakość rasy tylko i wyłącznie dla samego siebie i nikogo innego. Nawet nie dla otoczenia, bo ludzie zwykle nie widzą tej niewielkiej różnicy, jaką jest lepsza kufa, czy lepiej wystrzyżony psi włos. Pies to pies, nic mniej, nic więcej.

źródło: www.vetstreet.com
By nie było, nie żale się tu, w żadnym razie! Poczułam po prostu potrzebę, aby podzielić się z Wami tymi przemyśleniami :) Hodowla zwierzaków to często fajna zabawa, jeśli się to lubi, ma na to fundusze i czas, ale bez wątpienia, nie jest to zajęcie dla każdego i jeśli komukolwiek z Was wydawało się, że piękny pies, to sprzedany pies, to jeszcze raz, tym razem dosłownie, powtarzam - mylicie się, i to bardzo. Bo to jego słodki, zdrowy  wygląd, rasa i ewentualnie maść i płeć liczą się przy sprzedaży większości psów, a nie predyspozycje do hodowli, wystaw, czy sportu.

piątek, 7 sierpnia 2015

Pies to nie zabawka. Ale też nie człowiek.

Niech ten post będzie kontynuacją dla poprzedniego, bo jakoś wzięło mnie na psie tematy.
Ludzie (z reguły) lubią i szanują zwierzęta, a swoje uwielbiają nie raz ponad życie. Nic dziwnego, jesteśmy ludźmi i po prostu się przywiązujemy, to coś naturalnego, a mnie wydaje się, że przy tym - dobrego. Zabijamy samotność, smutek poprzez bliskość zwierzęcia. Problem pojawia się, gdy ludzie, zamiast traktować psy jak psy, zmieniają je w małe dzieci. Zjawisko częste, szczególnie wśród ludzi starszych i samotnych, ale nie tylko. Rozmawiałam kiedyś z dziewczyną, która była w pełni przekonana o ludzkości jej psa... i... przepraszam, ale tu już kończy są dobry wpływ zwierzęcia, a zaczyna... męczenie go. Z prostego powodu - pies to nie człowiek.


Gdy ktoś ma konia i sprzeda go po roku, bo nie miał czasu, ludzie wokół przytakną - tak się robi, prawda? Po co koń ma stać, zarastać w tłuszcz, skoro nowemu właścicielowi sprawi więcej radości? Jeśli zrobimy coś takiego z psem, zaraz podniesie się alarm:  jak można sprzedać tak przywiązanego pupila? No jak?!

A wiecie co? Ja nie miałabym nic przeciwko takiemu rozwiązaniu. Dlaczego? Bo pies to nie człowiek. Tak, po koniu nie widać tak przywiązania, te zwierzęta nie są aż tak wylewne, ich mimika jest delikatniejsza, bardziej... subtelna. A pieseł? Ogon się rusza, pysk się cieszy, jak warknie, to cały najeżony, chaos, radość, strach, niepewność - po tym zwierzęciu widać wszystkie uczucia jak na dłoni. Dlatego gdy ktoś chce się pozbyć swojego psa (a że zwykle jest to bardzo negatywny sposób to inna kwestia) od razu się buntujemy. Zapominamy tylko o tym, że pies przywyknie do nowego miejsca. Przywiąże się do nowego stada, kto wie, czy nie bardziej, niż do poprzedniego? A że na początku będzie spięty i niepewny to rzecz naturalna. Konia też się taka nerwowość tyczy, a jeśli nie mam racji, wyprowadźcie mnie z błędu.

Wydaje mi się, że fanów zwierząt można podzielić na dwie podstawowe grupy. Pierwszą jest ogół. Ten ogół, który kocha, mizia i w ogóle wszystkie psy, koty. Wszystkie są słodkie, o wszystkich prawa trzeba walczyć. Druga grupa, to ci, którzy zwierzęta lubią, nawet bardzo. Szanują je. Ale przy okazji mają je na co dzień, albo po prostu jakiś czas temu wypracowały sobie dystans do nich. To ludzie, którzy wiedzą, jak się przy nich zachować, by nie zrobić krzywdy, by zwierzę zrozumiało, by uzyskać dany efekt. I choć nie będą się rozklejać nad szczeniaczkiem, a obok zranionego bezdomnego psa przejdą dość obojętnie to właśnie oni mają zdrowe, dobre podejście do psów. Podejście, które sprawia, że praca ze zwierzęciem jest efektywna, zdrowa i satysfakcjonująca dla obydwu stron. I o ile w towarzystwie koniarzy takich ludzi można spotkać sporo (jednak konie to droższa zabawka i wymaga większego dystansu), o tyle wśród psiarzy jest z tym zdecydowanie gorzej. Bo ktoś kupi sobie trzy psy. Jest dumny - ma domową hodowlę! I Boże, jakie to fajne, jakie to eleganckie i profesjonalne! Co z tego, że na trzech psach nie wyhodujesz linii, mieć więcej - to grzech, bo nie uda ci się ich odpowiednio socjalizować. W ten sposób zapewniasz psom wszystko, pracujesz z nimi i możesz się nimi zachwycać...
... i wiecie co? Wszystko fajnie, tyle, że w tym przypadku psiaki stają się po prostu zabawką :D
Nie mówię, że to źle - cudownie, że ktoś ma pasje i się chce tym zajmować. Na prawdę, cudownie. Tylko... gdy taka osoba zaczyna próbować udowodnić zdystansowanemu nieco człowiekowi, że jego większa hodowla jest niedobra, bo ma za dużo tych psów no, jak tak można - to zaczyna już robić się nieco śmieszne. A zdarza się.

Jest jeszcze kwestia spędzania czasu z psem. Często widzę w sieci pytania dotyczące tego, czy pies może zostać sam w domu... i tak, jasne, że może, ale to za każdym razem zmusza mnie do pewnej refleksji: pies to zwierze stadne. Gdy mamy go w ilości sztuk jeden musimy zapewnić mu substytut braku kontaktu z psami. Oznacza to więcej czasu spędzanego z psem, więcej pracy, spacerów grupowych. Ale w chwili, gdy psów mamy więcej, potrzeba psa kontaktu z nami spada i choć wiadomo, nic się nie stanie, gdy będziemy m poświęcać tyle samo czasu, to też nie zrobimy psu psychicznej krzywdy (chyba, że odizolujemy go zupełnie od ludzi, ale to bardzo marginesowa sytuacja). Bo potrzebę kontaktu zaspokoi już, bawiąc się z innym psem. Dlatego, nie powiem, fajnie jest, gdy ktoś, kogo długo nie ma w domu ma dwa psiaki... o ile oczywiście, to nie są dwa wariaty, które razem pod nieobecność właścicieli zaczynają dziką imprezę, demolując pół domu...

Pies to pies, nie człowiek, czego dowodem jest niechowanie się przed kamerą i posiadanie jej głęboko w czterech literach


poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Hodowcy psów (mniej) luksusowych?

Jeśli ktoś szperał w sieci, chcąc kupić rasowego psa, pewnie trafił na określenie, jakim jest pseudohodowla - oznacza ono ni mniej, ni więcej osobę, która hoduje psy, lub koty i nie jest zrzeszona w Związku Kynologicznym w Polsce, bądź w organizacji będącej jego kocim odpowiednikiem. Jest jednak bardziej rozpowszechnione w przypadku tego pierwszego gatunku, dlatego pozwólcie, że pisząc tą notkę na nim się skupie, szczególnie, że kota nigdy nie miałam, a więc i wiedzy mi brakuje.
Przez długi czas pseudohodowcy byli zmorą tych zarejestrowanym w ZKwP - sprzedawali psy w typach ras, po dużo niższych cenach, sprawiając, że idea rasowego psa w naszym kraju nie potrafiła się rozpowszechnić, szczenięta gorzej się sprzedawały, nie było więc jak rozwijać hodowli. I nagle nadzieja - ustawa, która miała zniszczyć wszelkie takie hodowle!
Nie było tak kolorowo. Przeciwnie, nasz rząd znów zawalił. Ustawa spowodowała, że pseudohodowcy zaczęli tworzyć swoje własne związki, w części których rodowody warte są tyle, co papier toaletowy. Nie mam zamiaru jednak nad nimi do końca rozmyślać, nie interesowałam się samymi organizacjami i nie do końca to ma być tematem tej notki. W każdym razie, w tej chwili mamy wiele związków i organizacji, wyglądających bardzo podobnie jak Związek Kynologiczny (na tyle, że ludzie potrafią przychodzić do oddziałów, chcąc zapisać swoje psy). Oczywiście, nie muszę chyba wspominać, kto nad sytuacją ubolewa najbardziej?

Wśród samych psiarzy (z czego większość to panie, a chyba przyznacie, że to płeć piękna zwykle jest najbardziej wojownicza, przynajmniej jeśli o słowa chodzi) pseudohodowle cieszą się okropną sławą: to zło wcielone, które należy zniszczyć wszelkimi środkami i nie pozwolić temu istnieć, bo to przecież zabija psy, a jak można krzywdzić nasze niewinne, czworonożne kłębki sierści? Jak? Toż to okrucieństwo, większe od zgwałcenia dziewczynki i zabicia jej, uprzedzając je obdzieraniem ze skóry, a każdy, kto się nie zgadza z tą tezą jest od razu demonem, którego należy unicestwić.

A wiecie co? Gówno prawda. Prawnie rzecz biorąc pseuhodowle to zwykłe hodowle, tylko pod szyldem innej organizacji. Oczywiście, mówię tu o tych, które mają wszystkie formalności załatwione (a jak znam życie, takich, które nie mają też się trochę znajdzie nawet wśród członków ZKwP). Dlaczego więc mają nie istnieć?
Bo źle traktują psy?
Jasne, najgłośniej jest o pseudohodowlach, w których coś złego się dzieje, ludzie raczej fascynują się negatywnymi zdarzeniami, nie pozytywnymi. Poza tym, ZKwP ma wieloletnią tradycje, sam ten fakt sprawia, że do hodowców ma się jakieś zaufanie. Ale to nie oznacza, że w każdej hodowli dzieje się dobrze, lub źle! Może trafić się pseudohodowla z okropnymi warunkami, ale może trafić się też taka, która zdecydowanie przewyższa średnią jakość hodowli zrzeszonych w naszym polskim, podstawowym związku. Dlaczego? Bo ludzie chcą zdrowych, zadbanych psów. Inne mogłyby się nie sprzedać, dlatego zapewnienie dobrych warunków jest w tym przypadku priorytetem.
Bo to nielegalne?
Jak już pisałam wcześniej, taka hodowla psów jest w pełni legalna. Uważasz, że nie jest? A co, nigdy nie kupiłeś podrabianej bluzy, butów, kosmetyków, czy czegokolwiek? Na prawdę, nigdy, zawsze masz firmowe oryginały? Gdy grasz w MMORPG grasz w WoW'a, tak? Nie w darmowy zamiennik? To jest to samo. Hodowanie psów w typie rasy jest legalne i nie ma się tu co sprzedać.
Bo jeśli nie stać cię na psa za 2 000 to na taniego, gdy zachoruje, też nie będzie?
Znam argument, i tak, jest dobry. Przekonuje sporo osób, sama nie raz go użyłam i pewnie użyje. Tyle, że on nie będzie działał na ogół ludzi.  Człowiek chce psa i już. Teraz ma być zdrowy i ładny, co będzie potem, się zobaczy. Czy uśpi, czy odda, czy będzie leczył - to jego sprawa. Ale nie można zabraniać ludziom psa kupić - bo skoro Ty chcesz to komuś nakazać, to oznacza, że inna osoba może Ci zakazać kupić twoich ulubionych, tańszych czekoladek, które wyraźnie są podróbką innych. Chcesz tego? Nie. No. To innym też nie zakazuj. Nie twoje pieniądze.
Bo przez nich ludzie kupują psy z litości?
Bo pies ma złe warunki. Bo cierpi i w ogóle był w brudzie, dlatego go wzięli. A potem pies zdechł, bo był odwodniony, miał nosówkę i inne takie. No przepraszam, ale czyja to wina w takim przypadku? Hodowcy, czy nowego właściciela? Jasne, że tego drugiego! Psów nie kupuje się z litości. Nigdy. A jak ktoś to robi - przepraszam, ale winić może tylko siebie.  Bo to on wykazał się brakiem pomyślunku i miękkim sercem, nie hodowca, który przecież pokazywał warunki i nie zmuszał do kupna.
Bo to fabryka psów?
Znam trochę duuużych hodowli zrzeszonych w ZKwP i gdyby nie miały papierka - też mogłyby spokojnie być nazwane fabryką psów. Ale mają, więc nie zostaną tak nazwani, a na ringach ich psy są niejednokrotnie doceniane. Więc przepraszam, ale ten argument też jest nietrafiony.

W samych pseudohodowlach nie ma więc, ani prawnie, ani moralnie, nic złego. Handel psami nie różni się zbytnio od handlu kurczakami, z taką różnicą, że te trzyma się na ubój, czworonogi zaś są dobrem luksusowym, który ma umilić nam życie - a to, jak bardzo luksusowy nasz podopieczny będzie w tym wypadku zależy od możliwości finansowych, wiedzy kupującego, oczekiwań i wielu innych.
Czy jestem za pseudohodowcami? Wiem, wiem, argumentuje cały czas na ich korzyść, ale nie. Nie jestem. Mam sporo wspólnego ze Związkiem Kynologicznym. Uważam, że psy należy brać tylko z hodowli zarejestrowanych w nim, lub ze schronisk, ewentualnie - fundacji, nie z innych miejsc. Czemu? Bo to miejsca bardziej sprawdzone i bezpieczniejsze, a chyba chcemy mieć psa, który będzie nas cieszył przez lata i nie będzie wymagał specjalnego leczenia, czy innych dodatków. Ale może tą notką uświadomię komuś, że nie jest to twór diabła, a zwykłego, dobrze działającego rynku. Zawsze musi się pojawić tańszy substytut, będący alternatywą dla droższego i w tym przypadku funkcje taką pełnią pseudohodowle.
Jak się bronić, jeśli nam się to nie podoba? Bardzo prosto. Nie kupować psów z takich miejsc, nie tworzyć popytu, a znajomym spokojnie wyjaśniać, dlaczego mają wziąć psa o 500zł droższego, zamiast tego bardziej uroczego (bo ma kropkę, a tamten nie ma, bo hodowca mówi, że to niepoprawne) i tańszego.

Gratuluje tym, którzy dotrwali do końca i mam nadzieję, że dobrze zrozumienie mój punkt widzenia. Pytania? Wątpliwości? A może zupełnie się ze mną nie zgadzacie?

wtorek, 9 września 2014

Chcę szczeniaki! Czyli co, jak i czy warto dopuścić, aby suka miała młode

Hej! Jako, że na dniach jeden z moich psów ma rodzić, wpadł mi pomysł na tą notkę :) Nie będzie to typowo naukowy tekst, a raczej po prostu zbiór moich doświadczeń i punktów widzenia. Do tej pory miałam już u siebie dziesięć miotów, teraz zbliża się jedenasty - także nie jestem zielona w tym temacie. Mimo, że moja wiedza dalej jest dość licha. Niemniej, może ktoś z Was coś z tego tekstu wyniesie, choćby i dla zaspokojenia swojej ciekawości.



Czy warto rozmnażać psy?

Masz jedną suczkę i chcesz mieć szczeniaki po to, by zobaczyć jak to jest, dlatego zastanawiasz się, czy nie znaleźć dla niej partnera? Jeśli tak - dla Ciebie odpowiedź na to pytanie brzmi: zdecydowanie nie warto tego robić. Mitem jest, że zdrowe dla każdej suki jest, aby miała szczeniaki co najmniej raz w życiu. Spójrzcie chociaż na nas, na ludzi: czy jeśli jakaś kobieta nie ma dzieci, źle wpływa to na jej zdrowie fizyczne? Nie, w żadnym razie! Przy okazji nie zapominajmy, że psy pochodzą od wilków i mają całkiem sporo ich cech, a w watasze młode ma tylko samica alfa. Zauważcie, że nasze schroniska są przepełnione, że mamy masę fundacji, które pomagają właśnie psom. Psów jest nadmiar i rozmnażanie ich tylko z czystej ciekawości jest najzwyczajniej w świecie głupotą. Jeśli jednak ktoś z Was na prawdę chcą pobawić się w hodowanie zwierząt mam dwie rady: po pierwsze, jeśli zależy Ci na zobaczeniu jak młode zwierze się rozwija, spraw sobie jakiś mniejszy i mniej wymagający gatunek, niż psy. Chomiki łatwiej rozdać i w razie czego łatwiej utrzymać, niż sforę 5-6, a czasem nawet i dwunastu szczeniaków, które przecież rosną, jedzą coraz więcej, potrzebują dużo miejsca... Po drugie - zajmij się hodowlą psów, jeśli bardzo Ci na tym zależy... ale pamiętaj, jeśli chcesz coś robić, rób to dobrze i od początku do końca... a na dobry początek, przejdź do poniższego punktu.

Zakładanie hodowli psów
Na początku, zastanów się jeszcze raz, czy w ogóle jesteś w stanie hodować psy. Zauważ, że szczeniaki przez pierwsze dwa tygodnie życia wymagają kontroli człowieka przez dwadzieścia cztery godziny, przez siedem dni w tygodniu. Dlaczego? O tym napiszę trochę niżej :) Przy okazji, szczeniaki kosztują: trzeba je zaszczepić, wykarmić. Potem - znaleźć im domy. Czy będziesz w stanie utrzymać nawet cały miot, jeśli nie znajdą domu po 7-8 tygodniu życia? Co, jeśli nie uda Ci się oddać/sprzedać psa, który jest już dorosły, a niestety, w Polsce dużo trudniej takie sprzedać, czy oddać? Te kwestie nie są dla Ciebie dużym problemem? Jesteś w stanie sobie z nimi poradzić? Okey, w takim razie możesz przejść dalej.
Doskonale wiem, że wiele osób to fani kundelków, psów nierasowych, uznających, że one są najlepsze, najfajniejsze - i dobrze, rozumiem to jak najbardziej. Problem polega na tym, że własnie takie psy najczęściej trafiają do schronisk. Sprawa prosta - nie dość, że jest ich najwięcej, to na dodatek są najmniej warte. Nie, nie, fani nierasowych psów, nie czujcie się urażeni! Tylko... najzwyczajniej w świecie, za takiego niekrasowca nikt Wam nie zapłaci tysiąca złotych, prawda? Tylko i wyłącznie o to mi chodzi. I... właśnie dlatego, jeśli chcesz hodować psy, skup się najpierw na rasie, którą chcesz rozmnażać. Zapobiegniesz w ten sposób do pewnego stopnia zapełnianiu schronisk, a przynajmniej - zminimalizujesz szanse, że psiaki, które się u Ciebie urodzą do takowego trafią.
Wybierając rasę nie kieruj się tylko i wyłącznie tym, która Ci się najbardziej podoba, a weź pod uwagę zdrowy rozsądek. Jakie psy jesteś w stanie u siebie utrzymać? Bo jakby nie było łatwiej jest sobie poradzić z yorkiem, który urodzi 2-3 szczeniaki w miocie, niż z wielkim dogiem, który w miocie ma często ponad dziesięć szczeniąt...
Gdy już wybierzesz rasę, pamiętaj, aby kupić psa od hodowcy, który jest zarejestrowany w Związku Kynologicznym w Polsce (www.zkwp.pl) - jest to jedyny związek zrzeszający hodowców, który nie tylko działa bardzo długo, ale jest zaakceptowany przez Międzynarodową Federacje Kynologiczną (FCI). Dobrze byłoby, gdybyś jeszcze przed wyborem psa i hodowcy zarejestrował się w ZKwP jako członek i pozbierał informacje na temat specyfiki hodowli oraz rasy. Jeśli jednak uważasz, że szkoda Ci na to czasu, po znalezieniu hodowcy poinformuj go o tym, że masz w planach rozmnożenie psa.

Ach, zapomniałam o pewnej kwestii - jeśli już masz swojego psa, sukę, z hodowli zarejestrowanej w ZKwP spokojnie ją możesz spróbować rozmnożyć. Ale... aby zapobiec tworzeniu nierasowych psów, musisz sprawić, aby Twoje szczeniaki miały rodowód/metrykę (w Polsce najpierw wydawana jest metryka, na bazie której można później stworzyć rodowód). Do tego wymagane jest członkostwo w Związku, zapisanie do niego psa, zdobycie przez psa co najmniej 3 ocen bardzo dobrych (min. 1 wystawa międzynarodowa) i, jeśli specyfika rasy tego wymaga, testów charakteru i wybranych badań.
Nie takie to proste, jak się wydaje, czyż nie? Ale cóż, jeśli chcesz mieć szczeniaki oznacza to, że chyba lubisz psy... a skoro je lubisz... raczej nie chcesz dopuścić do przepełniania się schronisk? :)

Jak wygląda psia ciąża?
Zacznijmy może od samego początku. Aby w ogóle doszło do ciąży, suka musi zostać zapłodniona. Logiczne, prawda? :D Sukę zwykle kryje się w 10-15 dniu cieczki - wtedy, gdy znika czerwona wydzielina, a nie od razu, jak spora część społeczeństwa myśli. Także, moi drodzy, jeśli nie chcecie szczeniaków, właśnie po tych kilkunastu dniach pilnujcie najbardziej swoich psów :) Sama ciąża trwa około 9 tygodni (63 dni), jednak suka zaczyna wyraźnie grubnąć dopiero w ok, 5-6 tygodniu i do tego czasu właściwie nie wiemy, czy coś z tego będzie. Zwykle w okolicach 4 tygodnia wykonuje się USG - szczeniaki są na tyle małe, że można je w miarę dokładnie obejrzeć, bo płody nie nachodzą na siebie (uwaga: USG nigdy nie poda ilości szczeniąt! Można powiedzieć, że jest ich dużo, albo mało, ale nigdy nie dowiemy się, jaka jest dokładna liczba), przy okazji jest to na tyle zaawansowana ciąża, że suka przez stres nie może już wchłonąć szczeniąt (tak, tak, to się zdarza ;P). Niemniej, do czasu potwierdzenia ciąży zwykle się tego po suce nawet nie widzi. Warto jednak już na początku podawać psu lepszą karmę, albo specjalne suplementy: tak na wszelki wypadek.
Gdy suka zaczyna grubnąć, dzieje się to naprawdę błyskawicznie. I choć może wyglądać na nieco wymęczoną, nie zapominajcie, że ciąża nie jest chorobą. Będzie wolniejsza, może nieco bardziej marudna (oj tak, mam jedną BARDZO marudną dziewczynę, która w ciąży marudzi dwa razy bardziej), może będzie bardziej domagała się pieszczot, o bieganiu i wskakiwaniu na łóżka oczywiście w końcowej fazie raczej nie ma mowy, ale zwykle suki same tego pilnują i same wiedzą na ile mogą sobie pozwolić, dlatego, gdy widzimy, że pies, który ma na dniach rodzić biega można mu spokojnie na to pozwolić :) Pamiętajcie też, że ciężarna suka w ostatnich tygodniach może jeść tyle, ile chce oraz kiedy chce - w końcu, ma w brzuchu szybko rozwijające się szczeniaki, które potrzebują sporej dawki energii.

Poród 
To jest, jakby nie było, zwykle najbardziej stresujący moment zarówno dla właścicieli, jak i dla psa. Wprawdzie wiem, że w internecie znajdziecie masę poradników opisujących co i jak, ale może trochę się powtórzę.
Przede wszystkim, już kilka dni przed terminem sukę należy uważnie obserwować i dobrze jest jej jakiś tydzień wcześniej przygotować miejsce, w którym będzie wychowywać szczeniaki - najlepszy do tego byłby duży kennel transportowy, ewentualnie taki zbity z desek, domowej roboty. Grunt, by było to miejsce dość odosobnione, ale z dużym wejściem - w końcu przy porodzie zwykle trzeba suce pomóc, a jeśli nie będziemy mieli do niej swobodnego dostępu, może się nam zrobić mały problem. Przy okazji już wtedy możemy zamontować w kennelu lampy grzewcze, które potem będą potrzebne, aby utrzymać wewnątrz temperaturę odpowiednią dla szczeniąt. Warto przy klatce trzymać ręczniki, koce, nożyczki, ewentualnie nitkę i oczywiście przed porodem skontaktować się z weterynarzem, który w razie czego pomoże w przygotowaniach.
Widzimy, że poród się zaczyna po kilku symptomach. Suka odmawia jedzenia nawet przysmaków, temperatura jej ciała spada poniżej 38*C (zakup termometru przed porodem jest wręcz obowiązkowy!), czasem, próbuje kopać, chować się w ciasne szczeliny, szczególnie, jeśli niezbyt bezpiecznie czuje się w przygotowanym dla niej miejscu,później zaczynają się skurcze, odchodzą wody płodowe.
Najbezpieczniej jest takiego psa po prostu zaprowadzić do kennela - nie zrobi sobie przez to krzywdy, a my możemy obserwować sytuacje. Przy tym suka powinna mieć stały dostęp do wody (my zwykle co jakiś czas po prostu podstawiamy psy miskę pod pysk). Ważne jest, aby obserwować drogi rodne - jeśli zobaczymy błony płodowe, taki mały woreczek oznacza to, że zaraz na świecie powinien pojawić się pierwszy szczeniak. Jeśli jednak suka ma wyraźne skurcze, a nic nowego się nie dzieje, oznacza to, że młode mogło się zablokować. Wtedy zwykle nie ma innego wyjścia, jak po prostu pomoc ręką - grunt, by zrobić to ostrożnie i delikatnie. Najlepiej byłoby, gdyby w takiej sytuacji pomógł weterynarz, jednak zazwyczaj nie ma go przy nas, a szczeniak w takiej sytuacji nie ma zbyt dużo czasu; może po prostu się udusić.
Gdy już maluch przyjdzie na świat należy rozerwać worek, w którym się znajduje (suki często tego nie robią) i dobrze jest malucha wytrzeć (pobudzi to przy okazji krążenie), sprawdzić, czy oddycha, czy jest zdrowy, no i oczywiście - sprawdzić jego płeć. Przy okazji należy odciąć pępowinę (na długość 2-3cm) i związać ją, bądź zacisnąć palcami i chwilę przytrzymać. Po tych zabiegach możemy spokojnie odstawić go do matki.
Suka powinna rodzić szczeniaki w odstępie od godziny do dwóch, jeśli czas ten przedłuża się do trzech godzin najlepiej skontaktować się z weterynarzem. Czasem może się zdarzyć, że nasza psinka będzie strasznie piszczeć podczas porodu, jednak przynajmniej mi zdarzyło się to raz, podczas pierwszego porodu jednej z dziewczyn, dlatego nie przeraźcie się tym i pamiętajcie, że nie prawdą jest to, co wielu z nas wmawiano od dzieciństwa: że suka odrzuci szczenie dotknięte przez człowieka.


Wychowanie szczeniąt
Nowo narodzone szczenięta są ślepe, głuche i nie są w stanie same utrzymywać ciepła; nie chodzą, a pełzają, większość czasu przesypiają, a gdy coś jest nie tak (są głodne, jest im zimno etc) piszczą. Przez pierwsze dwa tygodnie bardzo ważne jest, aby pilnować miotu przez cały czas; co prawda suki są zwykle dobrymi matkami, jednak zdarza się, że szczenie przez przypadek zaklinuje się pomiędzy ścianką kennela i swoja mamą, albo ta, wychodząc, przez przypadek wyciągnie szczenie z legowiska na zimną podłogę, co może doprowadzić do przemarznięcia pieska (dlatego przed miejscem, gdzie chowają się szczeniaki warto ułożyć jakiś dywanik, lub kocyk - gdyby szczenie wypadło, zawsze zapewnia mu to nieco ciepła), czasem jakieś szczenie jest mniejsze i przez liczny miot nie jest w stanie dostać się do jedzenia - możliwych sytuacji jest na prawdę wiele. Książki mówią, że po jakiś dziesięciu dniach szczeniaki otwierają oczy, jednak o ile to jest czas, gdy już zaczynają powoli widzieć, to tak na prawdę dopiero trzytygodniowe szczeniaki w miarę dobrze widzą i powoli uczą się chodzić na swoich koślawych łapkach :)
Chodzące szczeniaki muszą znajdować się w bezpiecznym miejscu, dlatego dobrze jest zaopatrzyć się w klatkę/wybieg dla zwierząt, wykonany z metalowych elementów. Dzięki temu maluchy będą mogły swobodnie pochodzić, bez ryzyka, że wejdą pod meble, zjedzą coś, co im zaszkodzi etc. Szczeniakom jak najbardziej można dać kilka zabawek, jednak pamiętajcie, że prawdopodobieństwo, że po chwili będą całe brudne jest dość duże...
Gdy tylko szczeniakom zaczynają wychodzić zęby, można powoli zacząć je karmić: najwygodniejsza jest namoczona w wodzie, sucha karma z której tworzy się po prostu papka. Zwykle pierwsze kilka dni tylko ją liżą i wąchają, jednak ponieważ matka coraz mniej ma ochotę karmić gryzące ją dzieci w końcu nie mają wyboru i burczenie w brzuchu przezwycięża - po prostu zaczynają jeść :) Gdy maluchy już nauczą się dobrze tej czynności powoli można odsuwać od nich matkę. Może i brzmi to nieco... drastycznie, ale prawda jest taka, że suka sama ucieka od pięciotygodniowych szczeniąt. Mimo to, i tak nowych domów mogą szukać dopiero pomiędzy siódmym a ósmym tygodniem: po pierwszym szczepieniu oraz, w przypadku psów hodowanych pod patronatem ZKwP tzw. odbiorem miotu, podczas którego szczeniaki są oglądane przez komisje i wystawiane są im metryki.

Czy tęsknie za szczeniakami, które przekazuje nowym właścicielom?
Ludzie czasem pytają się, czy nam nie żal tak rozstawać się ze szczeniakami, które się przecież wychowało, było świadkiem ich narodzin, które się przecież dość dobrze poznało... Wydaje się logiczne, że powinnam za nimi tęsknić, czyż nie? Może patrząc na to z tego punktu widzenia: i owszem. Ale ludzie często zadając to pytanie zapominają, że hodowcy mają więcej, niż jednego pieska, mieli już kilka-kilkanaście miotów i oddawanie szczeniaków jest czymś najnormalniejszym w świecie. Przy okazji, mając kilka szczeniąt traktuje się je bardziej jako grupę, niżeli indywidualne jednostki. Jeśli już zdarza mi się smucić z powodu sprzedaży jakiegoś psiaka to zwykle są to maluchy, które zostały u nas nieco dłużej, jako ostatnie z miotu, ewentualnie - takie, które w jakiś sposób zwróciły moją uwagę.

Hodowla zwierząt połączeniem przeciwieństw
Na sam koniec chyba najważniejsza rzecz dotycząca ogólnie hodowli zwierząt, nie tycząca się tylko psów: jeśli jesteś osobą o słabym charakterze, która często ulega emocją... to na pewno nie będzie zajęcie dla Ciebie! Bo, niestety, to zajęcie potrafi być zarówno bardzo przyjemne - jak i bardzo bolesne. Wymaga połączenia olbrzymiej wrażliwości z pewnością siebie i dużą obojętnością. Już wyjaśniam. Mianowicie, bez pasji, nie ma się w co mieszać... a jakby nie patrzeć, posiadanie pasji, a w szczególności takiej związanej ze zwierzętami jest jak najbardziej objawem wrażliwości. Bez pewności siebie zaś trudno zapanować nad jednym psem - a co dopiero nad całą chmarą? Nawet zakładając, że mamy jedną sukę hodowlaną... to gdy urodzi, psów będzie 5-6, może 10? A obojętność... cóż, zdarzają się przeróżne sytuacje. Czasem okazuje się, że pies, którego mamy nie nadaje się do hodowli - i trzeba mu znaleźć nowy dom, bo czasem może nam zajmować miejsce dla lepszego psa, albo jest po prostu zbyt dużym wydatkiem (wiadomo, małych hodowli rzadko kiedy to dotyczy - ale przy np. 15 psach, gdy pięć w żaden sposób nie może na siebie zarobić - robi się nam już spory problem, szczególnie, jeśli to jedyny dochód hodowcy), czasem szczenie jest chore i trzeba je uśpić. A co, jeśli ma już właścicieli, którzy czekają na odbiór pieska? Trzeba ich o tym poinformować. Szczenięta czasem rodzą się martwe, psy odchodzą we wcześniejszym, czy późniejszym wieku, a przy ich większej ilości szansa, że pewnego dnia znajdziemy naszego psa nieżywego na posłaniu jest niestety większa... Dlatego jeśli jesteś osobą, która nie jest w stanie się na to uodpornić, zobojętnieć... to na prawdę, nawet nie próbuj brać się za hodowlę, bo to nie jest zajęcie dla Ciebie.

W końcu koniec notki :D Gratuluje tym, którzy dotarli do końca. Jeśli ktoś zauważył jakiś błąd - proszę o informacje, bo pisałam z pamięci bazując na własnych wiadomościach i doświadczeniach. Z tego samego powodu, jak już pisałam na początku proszę nie brać tego jako tekstu typowo naukowego, a jeśli ktoś ma jakieś wątpliwości - polecam sprawdzić, bądź zaciągnąć informacji u weterynarza, bądź kogoś z ZKwP :) Pamiętajcie, by nie wierzyć wszystkiemu co jest w internetach na słowo, a dobrze na tym wyjdziecie ;D
Nomida zaczarowane-szablony