Cała seria jeszcze przede mną bo czekałam aż wyjdą wszystkie tomy żeby w końcu się za to zabrać. Zobaczę czym tak jarają się tłum przez ostatnie miesiące :)
Moje zdanie już znasz, teraz mogę dodać tylko, że z perspektywy trzeciego tomu, drugi wydaje się całkiem sensowny i ciekawy. Chociaż z Feyrą nie mogę się do końca zgodzić - nie na samym początku, bo jednak długo próbuje go usprawiedliwiać, poza tym też nie byłabym zachwycona, gdybym jednego dnia mogła cieszyć się swobodą, a następnego ktoś wtłaczał mnie w ramy dziewiętnastowiecznej panienki. Za to zakończenie i decyzja Feyry co do przyszłości Dworu Wiosny jest niesamowita i tak bardzo sensowna, że aż wcale.
Właśnie... ona przecież nigdy na Dworze nie mogła się cieszyć swobodą. W rodzinnym domu też nie miała wcale lepiej (przywiązana przez biedę). Poza tym w części pierwszej tak bardzo sobie słodzili, a tu nagle, BACH! Nie lubię cię, bo tak mi się podoba. A to, że Tamlin został przerysowany w drugą stronę i jego charakter Maas zmieniła sobie o 180* to też inna sprawa.
Jak dla mnie jednak jest różnica między wycieczkami z Lucienem a siedzeniem cały czas w domu lub podróżami w asyście grupy strażników i brakiem innego zajęcia. Poza tym, czy to takie nagłe? W książce strasznie się dłużyło, a brak zainteresowania stanem Feyry ze strony Tamlina i jego podejście jednak mogą osłabić uczucie. Tak tego bronię, bo to jeden z nielicznych elementów, które wydają mi się w miarę sensownie i spójnie poprowadzone.
Ale jeśli Feyra nie potrafi pojąć, że hej, właśnie rozwaliła cały system i wszystko musi się poukładać, poza tym awansowała w hierarchii i jako istotna osóbka powinna tych strażników mieć to... dla mnie to dalej jest przejaw jej głupoty XD Ja dłużyzn nie widzę, ale może dlatego, że to dla mnie lektura na maksymalnie trzy dni, takie rzeczy czyta mi się szybko. No i... biorąc pod uwagę ilość słodzenia w poprzedniej części to dalej dla mnie świadczy o kompletnym braku stanowczości Maas. Jasne, rozumiem :D Tyle, że... po co bronić czegoś, co i tak jest kiepskie? Lepiej w sumie zostawić i zająć się ciekawszymi pozycjami. Szczerze mówiąc, gdybym nie pisała recenzji i nie mogła do nich w każdej chwili wrócić, to nie pamiętałabym z tej książki wiele więcej, poza tym, że wypadła słabo i była po prostu głupia xD
Ja należę do grupy, która pokochała pierwszy tom, nawet jeżeli znajdują się tam pewne błędy logiczne. Ale... właśnie. Drugi tom odebrałam podobnie do Ciebie, nie rozumiem, dlaczego nagle Tamlin stał się tym złym, zupełnie inny fae niż ten w pierwszym tomie...
Sympatię do tomu pierwszego potrafię zrozumieć, bo to jest po prostu romans i tyle ;) A że mnie baśniowe klimaty kręcą za mało, bym problemy logiczne wybaczyła to inna sprawa.
Wow...jestem juz po 3 tomach i mnie Maas oczarowała. Pierwszy tom byl dobry, ale drugi pokochalam i wszystko to co Ty uznajesz za minus w fabule, mnie fascynowalo :-] podobalo mi sie to, ze autorka "tworzy własną bajkę".
Ale wiesz, że ta jej własna bajka jest tu ironią? Bo nawet takowa musi być w miarę logiczna. No i w sumie... to jest największy problem Maas. Jakimś cudem fascynuje, a potem jej czytelnicy uznają, że hej, ja też chcę pisać i tworzyć historię. Zabierają się za to, idąc jej tropem i kopiując jej błędy, popisując się totalną ignorancją i brakiem jakiejkolwiek kreatywności...
Całą trylogię czytałam w oryginale i wydaje mi się (na podstawie opinii innych i pierwszego tomu, który czytałam również po polsku), że tłumaczenie zawiera specyficzny styl tłumacza i mniej Maas, która w oryginale bardziej mi się podobała. "Dwór Cierni i Róż" rzeczywiście uważam za najsłabszy, a "Mgieł i Furii" za najlepszy w tej serii (przy okazji zapraszam na recenzję finalnej części na http://zaczytanejeze.blogspot.com/) i sądzę, że styl autorki -w tym jego lekkość -ma na celu dostarczenie tzw. "odmóżdżającej" rozrywki, po którą można sięgnąć po ciężkim dniu w pracy/szkole/na studiach. Sceny erotyczne faktycznie wskazują na dojrzalszych odbiorców, jednak ostra krytyka autorki jest bezpodstawna (moim zdaniem). Jeżowe pozdrowienia Kot
Oceniam tłumaczenie - i w nim styl Maas wypada kiepsko nawet, jak na powieść młodzieżową. Poza tym te powtórzenia są naprawdę okroopne. Lekkość jest fajna, ale infantylność już nie. Nie wyjaśniłaś jednak, dlaczego uważasz moją krytykę za bezpodstawną?
Już spieszę z wyjaśnieniami -miałam na myśli to, że sama krytyka jest wyrażaniem czyjejś opinii, ale OSTRA krytyka jest tu przesadzona, gdyż postacie celowo zostały przekoloryzowane (aby uwydatnić pewne cechy, zachowania bądź wartości), a to, co dla Ciebie jest wadą, dla innych może być zaletą. Odnosząc się do powtórzeń, o których wspomniałaś, jest to ewidentnie zabieg wykorzystany przez tłumacza, któremu specyfika języka angielskiego nie pozwala na inne sformułowanie treści. Man nadzieję, że wyraziłam się na tyle jasno, byś zrozumiała mój punkt widzenia ;D Pozdrawiam Kot
Moment, zaraz. Czyli wychowalać pod niebiosa można, ale ostro krytykować już nie? ;p Gdzie tu logika? I nawet zakładając, że masz racje z przekolorowaniem bohaterów to dalej leży nam świat przedstawiony i logika xD
Myślę, że Kot nie ma tu na myśli, żeby teraz bezpodstawne wychwalać książki, sama zauważyła minusy tej serii, a raczej (ona ma na myśli; przypis redakcji) zauważenie zarówno zalet jak i wad powieści - aby recenzja mogła dać czytenikom szerokie spojrzenie zarówno na superlatywy jak i nie-superlatywy (pff, antonimów mi brakło). Cała ta przepychanka zaczęła się od tego, że to, co dla Katriny jest wadą, dla Kota nieraz jest zaletą. A recenzja jest bardzo subiektywna, więc Kot odebrała to bardzo osobiście. (W sumie ja ją rozumiem, jesteśmy emocjonalnymi Jeżami). Podsumujmy - Kot jest w stanie przymknąć oko ba niedociągnięcia w książce (z gatunku romansów, więc ten... dziwne rzeczy są immanentą częścią powieści), z kolei Katrina skupiła się w swojej recenzji na wadach drugiego tomu serii. Może o tych pozostałych, o czym tam dyskutowałaście, to nie będę się powtarzać.
A teraz proszę sobie podać łapki na zgodę i mi nie spamić. <3 (Bo potem mam miliony wiadomości na gmailu). Nikodem
Ależ ja zalety wymieniam! Tylko nic nie poradzę na to, że u Maas jest ich malutko w stosunku do zalet. Każda recenzja z założenia jest bardzo subiektywna, niemniej gdy autor (jak Maas w tym przypadku) z romansu próbuje robić coś więcej, to ja nie mam zamiaru tego traktować jak zwykły romansik właśnie ;P Pierwszy tom tak traktowałam - drugi nie, bo chce być powieścią przygodową/powieścią drogi. Nieudolnie. A akurat world building i logika wydarzeń to jedne z rzeczy, które są dla mnie bardzo istotne. Pff, jaki spam, to grzeczna dyskusja ;)
Nie, nie zaobserwuje Twojego bloga w zamian za obserwację mojego - wolę mieć garstkę zainteresowanych blogiem czytelników, niż tysiąc zapychaczy. Usuwam spam.
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.
Kurczę, jestem w szoku, bo tak dużo osób chwali tę serię... Ale chyba i tak się skuszę ;)
OdpowiedzUsuńW jakim szoku, ja od dawna krzyczę, że Maas nie potrafi pisać xD
UsuńCała seria jeszcze przede mną bo czekałam aż wyjdą wszystkie tomy żeby w końcu się za to zabrać. Zobaczę czym tak jarają się tłum przez ostatnie miesiące :)
OdpowiedzUsuńbooklicity.blogspot.com
Moje zdanie już znasz, teraz mogę dodać tylko, że z perspektywy trzeciego tomu, drugi wydaje się całkiem sensowny i ciekawy.
OdpowiedzUsuńChociaż z Feyrą nie mogę się do końca zgodzić - nie na samym początku, bo jednak długo próbuje go usprawiedliwiać, poza tym też nie byłabym zachwycona, gdybym jednego dnia mogła cieszyć się swobodą, a następnego ktoś wtłaczał mnie w ramy dziewiętnastowiecznej panienki. Za to zakończenie i decyzja Feyry co do przyszłości Dworu Wiosny jest niesamowita i tak bardzo sensowna, że aż wcale.
Właśnie... ona przecież nigdy na Dworze nie mogła się cieszyć swobodą. W rodzinnym domu też nie miała wcale lepiej (przywiązana przez biedę). Poza tym w części pierwszej tak bardzo sobie słodzili, a tu nagle, BACH! Nie lubię cię, bo tak mi się podoba. A to, że Tamlin został przerysowany w drugą stronę i jego charakter Maas zmieniła sobie o 180* to też inna sprawa.
UsuńJak dla mnie jednak jest różnica między wycieczkami z Lucienem a siedzeniem cały czas w domu lub podróżami w asyście grupy strażników i brakiem innego zajęcia. Poza tym, czy to takie nagłe? W książce strasznie się dłużyło, a brak zainteresowania stanem Feyry ze strony Tamlina i jego podejście jednak mogą osłabić uczucie.
UsuńTak tego bronię, bo to jeden z nielicznych elementów, które wydają mi się w miarę sensownie i spójnie poprowadzone.
Ale jeśli Feyra nie potrafi pojąć, że hej, właśnie rozwaliła cały system i wszystko musi się poukładać, poza tym awansowała w hierarchii i jako istotna osóbka powinna tych strażników mieć to... dla mnie to dalej jest przejaw jej głupoty XD Ja dłużyzn nie widzę, ale może dlatego, że to dla mnie lektura na maksymalnie trzy dni, takie rzeczy czyta mi się szybko. No i... biorąc pod uwagę ilość słodzenia w poprzedniej części to dalej dla mnie świadczy o kompletnym braku stanowczości Maas.
UsuńJasne, rozumiem :D Tyle, że... po co bronić czegoś, co i tak jest kiepskie? Lepiej w sumie zostawić i zająć się ciekawszymi pozycjami. Szczerze mówiąc, gdybym nie pisała recenzji i nie mogła do nich w każdej chwili wrócić, to nie pamiętałabym z tej książki wiele więcej, poza tym, że wypadła słabo i była po prostu głupia xD
Ja należę do grupy, która pokochała pierwszy tom, nawet jeżeli znajdują się tam pewne błędy logiczne. Ale... właśnie. Drugi tom odebrałam podobnie do Ciebie, nie rozumiem, dlaczego nagle Tamlin stał się tym złym, zupełnie inny fae niż ten w pierwszym tomie...
OdpowiedzUsuńSympatię do tomu pierwszego potrafię zrozumieć, bo to jest po prostu romans i tyle ;) A że mnie baśniowe klimaty kręcą za mało, bym problemy logiczne wybaczyła to inna sprawa.
UsuńWow...jestem juz po 3 tomach i mnie Maas oczarowała. Pierwszy tom byl dobry, ale drugi pokochalam i wszystko to co Ty uznajesz za minus w fabule, mnie fascynowalo :-] podobalo mi sie to, ze autorka "tworzy własną bajkę".
OdpowiedzUsuńAle wiesz, że ta jej własna bajka jest tu ironią? Bo nawet takowa musi być w miarę logiczna.
UsuńNo i w sumie... to jest największy problem Maas. Jakimś cudem fascynuje, a potem jej czytelnicy uznają, że hej, ja też chcę pisać i tworzyć historię. Zabierają się za to, idąc jej tropem i kopiując jej błędy, popisując się totalną ignorancją i brakiem jakiejkolwiek kreatywności...
Całą trylogię czytałam w oryginale i wydaje mi się (na podstawie opinii innych i pierwszego tomu, który czytałam również po polsku), że tłumaczenie zawiera specyficzny styl tłumacza i mniej Maas, która w oryginale bardziej mi się podobała. "Dwór Cierni i Róż" rzeczywiście uważam za najsłabszy, a "Mgieł i Furii" za najlepszy w tej serii (przy okazji zapraszam na recenzję finalnej części na http://zaczytanejeze.blogspot.com/) i sądzę, że styl autorki -w tym jego lekkość -ma na celu dostarczenie tzw. "odmóżdżającej" rozrywki, po którą można sięgnąć po ciężkim dniu w pracy/szkole/na studiach. Sceny erotyczne faktycznie wskazują na dojrzalszych odbiorców, jednak ostra krytyka autorki jest bezpodstawna (moim zdaniem).
OdpowiedzUsuńJeżowe pozdrowienia
Kot
Oceniam tłumaczenie - i w nim styl Maas wypada kiepsko nawet, jak na powieść młodzieżową. Poza tym te powtórzenia są naprawdę okroopne. Lekkość jest fajna, ale infantylność już nie. Nie wyjaśniłaś jednak, dlaczego uważasz moją krytykę za bezpodstawną?
UsuńJuż spieszę z wyjaśnieniami -miałam na myśli to, że sama krytyka jest wyrażaniem czyjejś opinii, ale OSTRA krytyka jest tu przesadzona, gdyż postacie celowo zostały przekoloryzowane (aby uwydatnić pewne cechy, zachowania bądź wartości), a to, co dla Ciebie jest wadą, dla innych może być zaletą.
UsuńOdnosząc się do powtórzeń, o których wspomniałaś, jest to ewidentnie zabieg wykorzystany przez tłumacza, któremu specyfika języka angielskiego nie pozwala na inne sformułowanie treści.
Man nadzieję, że wyraziłam się na tyle jasno, byś zrozumiała mój punkt widzenia ;D
Pozdrawiam
Kot
Moment, zaraz. Czyli wychowalać pod niebiosa można, ale ostro krytykować już nie? ;p Gdzie tu logika? I nawet zakładając, że masz racje z przekolorowaniem bohaterów to dalej leży nam świat przedstawiony i logika xD
UsuńKobiety się dorwały do klawiatury...
OdpowiedzUsuńMyślę, że Kot nie ma tu na myśli, żeby teraz bezpodstawne wychwalać książki, sama zauważyła minusy tej serii, a raczej (ona ma na myśli; przypis redakcji) zauważenie zarówno zalet jak i wad powieści - aby recenzja mogła dać czytenikom szerokie spojrzenie zarówno na superlatywy jak i nie-superlatywy (pff, antonimów mi brakło).
Cała ta przepychanka zaczęła się od tego, że to, co dla Katriny jest wadą, dla Kota nieraz jest zaletą. A recenzja jest bardzo subiektywna, więc Kot odebrała to bardzo osobiście. (W sumie ja ją rozumiem, jesteśmy emocjonalnymi Jeżami).
Podsumujmy - Kot jest w stanie przymknąć oko ba niedociągnięcia w książce (z gatunku romansów, więc ten... dziwne rzeczy są immanentą częścią powieści), z kolei Katrina skupiła się w swojej recenzji na wadach drugiego tomu serii.
Może o tych pozostałych, o czym tam dyskutowałaście, to nie będę się powtarzać.
A teraz proszę sobie podać łapki na zgodę i mi nie spamić. <3 (Bo potem mam miliony wiadomości na gmailu).
Nikodem
Ależ ja zalety wymieniam! Tylko nic nie poradzę na to, że u Maas jest ich malutko w stosunku do zalet. Każda recenzja z założenia jest bardzo subiektywna, niemniej gdy autor (jak Maas w tym przypadku) z romansu próbuje robić coś więcej, to ja nie mam zamiaru tego traktować jak zwykły romansik właśnie ;P Pierwszy tom tak traktowałam - drugi nie, bo chce być powieścią przygodową/powieścią drogi. Nieudolnie. A akurat world building i logika wydarzeń to jedne z rzeczy, które są dla mnie bardzo istotne.
UsuńPff, jaki spam, to grzeczna dyskusja ;)